Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#1 2006-08-21 20:36:18

AineNiRigani
Użytkownik

Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

DLA ZACHOWANIA JASNO?CI I PRZEJRZYSTO?CI PROSZE O WPISYWANIE TUTAJ DALSZYCH ODCINKÓW. WSZELKIE UWAGI, ROZMY?LANIA I REFLEKSJE W W?TKU POBOCZNYM.
DZIEKUJE



Jest rok 1875. grupy plemienne Siuksów zjednoczy?y si? i nawi?za?y wspó?prace z Czejenami.
M?ody ranczer John Sparkduck wchodzi do saloonu. Opowiada o swojej przygodzie - przypadkiem wzi?? udzia? w strzelaninie w w?wozie. Banda rewolwerowców urz?dzi?a zasadzk?. Bardzo szybko uda?o mu si? jednak ich unieszkodliwi? ratuj?c w ten sposób pewnego Indianina. Ten ?egnaj?c przedstawi? mu si? jako Tatanka Yotanka.
W barze dosz?o wówczas do bójki z miejskim zabijak? - O'Heronem. Rewolwerowcy byli z bandy O'Herona, który chcia? otrzyma? nagrod? za poszukiwanego listem go?czym Tatanka Yotanka, znanego bardziej jako Siedz?cego Byka - wodza plemienia Siuksów. Johnowi pomagaj? kumple: George the Kid (pierwszy colt Dzikiego Zachodu), Onufus McGouba. Do walki przy??cza si? równie? m?ody cowboy, który przedstawia si? potem jako Longinusa Underheel. Przy szklaneczce whisky Underheel opowiada swoim przodku - który uczestniczy? w wielkiej bitwie pod Savannah, gdzie jego przodek we wspania?ej szar?y ustrzeli? z muszkietu 3 Anglików za jednym razem. Strza? by? tak precyzyjny, ?e przeszed? na wylot przez dwóch i zatrzyma? si? w trzecim. Underheel z?o?y? przysi?g?, ?e nie o?eni si? dok?d nie uda mu si? powtórzy? osi?gni?cie pradziada.


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#2 2006-08-21 20:39:18

megg
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

Kiedy tak siedzieli i s?uchali opowie?ci Underheela, do??czy? do nich jeszcze jeden kompan — stary znajomy Sparkducka — Zachwhimper. Zachwimper by? to cz?owiek, który osi?gn?wszy wiek podesz?y, wycofa? si? z piastowanej dot?d funkcji zast?pcy szeryfa McCherry’ego i zakupiwszy farm?, odda? si? bez reszty hodowli krów i kurczaków, nie wycofuj?c si? jednocze?nie z ?ycia towarzyskiego miasteczka Checktown i pozostaj?c zaufanym przyjacielem McCherry’ego. Ten to Zachwhimper us?ysza? ju? o uratowaniu przez Sparkducka Tatanki Yotanki i postanowi? opowiedzie? mu histori? cz?owieka, któremu m?ody ranczer ocali? ?ycie...
Otó? Tatanka Yotanka, zwany te? Siedz?cym Bykiem, by? to wódz plemienia Siuksów, s?yn?cy jako doskona?y wojownik, nie maj?cy sobie równych w strzelaniu z ?uku i rzucaniu w?óczni?. Ponadto cz?owiek wykszta?cony, co rzadko spotykane u Indian, oraz ciesz?cy si? szacunkiem i pos?uchem. W?ród tych licznych zalet mia? jednak i wad? — duch siedzia? w nim niespokojny. Kiedy zapa?a? do kogo? nienawi?ci?, nie by?o dla tego kogo? ratunku. Ten to Tatanka Yotanka popad? w konflikt w?a?nie z miejskim zabijak? O’Heronem, którego Sparkduck mia? przyjemno?? przed chwil? pobi?. O’Heron nie by? lubiany w Checktown, mia? jednak liczne znajomo?ci w?ród wojska strzeg?cego porz?dku w rezerwacie Indian, zatem konflikt wodza z nim móg? przynie?? zgubne skutki. Tatanka Yotanka musia? zbiec i ukry? si? w Górach Skalistych. Pono? przyczyna k?ótni by?a prozaiczna — posz?o o kobiet?...Wódz plemienia Siuksów zakocha? si? z wzajemno?ci? w córce pastora, która nie bacz?c na swe urodzenia, zosta?a jego kochank?. O’Heron, równie? zakochany w tej samej kobiecie, zaszanta?owa? jej ojca i wymóg? na nim zgod? na ich ?lub. Nast?pnie Siedz?cy Byk uwiód? pani? O’Heron, co nie by?o trudnym zadaniem, jako ?e „dama” wci?? kocha?a Indianina. Jednak?e chodz? s?uchy, i? za ucieczk? Tatanki Yotanki kryje si? powód o wiele wi?kszej wagi..........................................

Offline

 

#3 2006-08-23 09:24:32

pak4
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

Checktown wiele zawdzi?cza?o swemu szeryfowi. Zanim przyby? do niego McCherry wokó? miasteczka panowa?o bezprawie. Watahy Siuksów, bezrobotni rewolwerowcy, Bank Dashwoodów z Londynu, o pospolitych z?odziejaszkach nie wspominaj?c, siali postrach w?ród ranczerów i kupców. Ale McCherry nie spocz??, póki rewolwerowcy nie sprzedali swych rewolwerów by kupi? narz?dzia rolnicze, Dashwoodowie nie wrócili do Londynu, z?odziejaszkowie nie trafili za kratki, a Siuksowie nie nauczyli si? pos?uchu dla prawa i cywilizacji. Tak si? przynajmniej wszystkim w Checktown i na ca?ym Dzikim Zachodzie zdawa?o. Do miasta wi?c zacz?li ?ci?ga? kupcy i rzemie?lnicy, wokó? na ranczach osiadali imigranci z Europy i Wschodniego Wybrze?a. Zacz?to nawet co? przeb?kiwa? i poci?gni?ciu w rejony Checktown linii kolejowej.

Myli?by si? jednak ten, kto s?dzi?by, i? McCherry bujaj?c si? fotelu przed swym biurem, z niedbale przewieszonym koltem i kapeluszem opuszczonym mocno na czo?o, by chroni? oczy od s?o?ca, mo?e sobie pozwoli? na beztroski sen. Nie. McCherry wiedzia? jak nikt inny, ?e tylko jego colt trzyma we wzgl?dnym spokoju okolice Checktown. My?li o niespokojnych Siuksach, czy Czejenach wci?? kr??y?y po jego g?owie. McCherry cieszy? si? jednak, ?e okoliczni ranczerzy byli ch?tni do pomocy, a niektórzy nie raz ju? z przypi?tymi odznakami zast?pców szeryfa, pomagali mu poskramia? niesfornych Indian.

* * *

Longinus Underheel, Sparkduck i Onufus McGouba zbli?ali si? ju? do Checktown, weso?o rozmawiaj?c o szeryfie, saloonie i co ?adniejszych córkach ranczerów, gdy oto nad brzegiem rzeczki dostrzegli wóz, który ugrz?z? w?ród kamieni. Przy wozie siedzia?y dwie zrezygnowane kobiety. Jedna z nich, starsza, sucha i ko?cista, w czarnym stroju p?aka?a, przeklinaj?c swego ?wi?tej pami?ci m??a i jego brata, ?e sprowadzili j? i jej rodzin? w te rejony, gdzie drogi wci?? pozostawiaj? tak wiele do ?yczenia, przez co mog? straci? ju? trzecie ko?o od wozu w ci?gu miesi?ca. Druga za?, m?oda, ?adna brunetka, pochlipywa?a cichutko, znosz?c u?alanie si? starszej.

Sparkduck i Longinus szybko zostawili w tyle przyci??kawego Onufusa i podjechali do wozu, proponuj?c swoj? pomoc. Starsza pani odpowiedzia?a im jedynie kolejnymi biadaniami nad parobkiem, który mia? sprowadzi? jej synów z rancza, ale który nieco kula? i wsz?dzie chodzi? bardzo wolno – na pewno robi?c jej na z?o??. Nasi jednak ranczerzy zauwa?yli jednak, ?e ko?o, które uwi?z?o w?ród kamieni, sprawi dwóm m?odym, pe?nym wigoru m??czyznom mniej problemów, ni? wys?uchiwanie starszej pani, zaparli si? wi?c i uwolnili wóz, zyskuj?c sobie szczere i wylewne podzi?kowania obu pa?.

Okaza?o si?, ?e by?y to panie Henderson. Hendersonowie sprowadzili si? w okolice Checktown przed trzydziestu laty, gdy to m?ody John Henderson, pe?en wiary w swe m?ode si?y, pozostawi? braciom rodzinny maj?tek w Massachusetts, a sam wybra? si? na Zachód. ?e by? m?ody, uparty i pracowa? za dwóch, uda?o mu si? za?o?y? ca?kiem spore ranczo, które zapewnia?o mu i jego ?onie wygodny ?ywot. ?ony jednak zabrak?o, gdy zmar?a przy prodzie, a John zosta? sam ze swoj? ?wie?o narodzon? córk?. ?e bardzo potrzebowa? kobiecej r?ki w prowadzeniu gospodarstwa, a ?wie?a pami?? o ukochanej ?onie, nie pozwoli?a mu poszuka? nowej towarzyszki w?ród mieszkanek Checktwon, wys?a? list do swego brata, Henry’ego, zapraszaj?c go wraz z ?on? na Zachód. Ten przyby? z rodzin?, któr? tworzy?a ?ona i trójka synów. Dwóch kolejnych urodzi?o mu si? ju? na miejscu. Jednak Henry i jego ?ona, w przeciwie?stwie do Johna nie nale?eli do ludzi szczególnie towarzyskich. Skoro wi?c po oskar?eniu Johna o rzekome sprzyjanie Indianom, chciano go wr?cz zlinczowa?, czemu zapobieg? tylko szeryf McCherry; a sam John Henderson uciek? w ko?cu do Meksyku i s?uch po nim zagin??, rodzina Hendersonów zamkn??a si? na swoim ranczo, z rzadka tylko bywaj?c w Checktown i unikaj?c kontaktów z s?siadami.

Niewiele zmieni?o si? i po ?mierci Henry’ego. Otó? by?o tak, ?e maj?tek by? zapisany na córk? Johna – Helen Henderson – któr?, jak ju? zapewne czytelniczka odgaduje, spotkali nasi bohaterowie przy wozie. Ale pani Henderson, od roku wdowa po Henrym, robi?a wszystko, by maj?tek przypad? raczej jej synom, ni? Helen. Wola?aby wi?c, aby o niej s?siedzi zapomnieli, a zw?aszcza zapomnieli o Helen. Synowie za?... o synach lepiej zmilczmy na razie, bo zaj?cia ich i ich przyjació? budzi?y wiele uwagi szeryfa, nadszarpuj?c szacunek dla rodziny Hendersonów.


Oddaj wierzbie
Ca?? nienawi??, ca?e po??danie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#4 2006-08-23 11:14:01

Marija
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol

Offline

 

#5 2006-08-25 08:24:38

pak4
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

Onufus McGouba przyjecha? we w?a?ciwej chwili, by równie? zosta? obdarzonym wylewnymi podzi?kowaniami pani Henderson. Odpowiedzia? wi?c, ?e to drobnostka i j?? si? tak energicznie pomaga? pani Henderson przy wsiadaniu na wóz, ?e ta a? nabra?a ochoty do odjazdu. W tym czasie Longinus sprawdza? jeszcze raz, czy z ko?em wszystko w porz?dku, za? Sparkduck postanowi? pomóc wsi??? Helen na wóz. Przeszli wi?c na drug? stron? wozu, a on w?a?nie poda? jej r?k?, gdy z daleka dobieg? ich stuk kopyt. Helen przeszed? dreszcz. Mo?e Sparkduck by tego nie zauwa?y?, ale nie do??, ?e Helen by?a zbyt ?adna, by nie zwraca? na ni? uwagi, to jeszcze jej r?ka zacisn??a si? na jego d?oni z ca?? moc? m?odej, zdrowej córki ranczera, która i obiad ugotuje, i o konia zadba, a jak trzeba to i drwa nar?bie. Wtedy spotka?y si? ich oczy.

Ach, co to by?o za spojrzenie! Sparkduck ?a?owa? z ca?ego serca, ?e m?odo?? min??a mu na wypasie krów i polowaniu na bizony. Nauczy? si? te? czyta? i pisa?, ale nie si?ga? po babskie powie?ci o mi?o?ci, a jedynie po rolnicze poradniki o hodowli krów, szkó?ka za? niedzielna da?a mu jakie? podstawy Biblii, ale to wszystko nie dotyczy?o oczu ranczerskich córek – w nich czyta? nie potrafi?. Zreszt? dot?d nie wiele mia? okazji do prób. Co prawda czasem, na zabawach i przy pota?cówkach, ta?czy? z miejscowymi dziewcz?tami, a zw?aszcza zalotne oczy Annie van Rich, córki w?a?ciela saloonu z Checktown, zdawa?y si? rani? jego serce, niczym kule z winchestera, ale wszystkie te wra?enia zblad?y przy oczach Helen. Te oczy chcia?y mu co? powiedzie?, a spojrzenie zdawa?o si? ich wi?za?. Ale co, tego Sparkduck nie potrafi? zrozumie?, cho? mi?k?y od tego jego serce i rozum.

Stuk kopyt przybli?a? si?. Da?o si? ju? dostrzec pierwszego z je?d?ców, a po chwili ca?? pi?tk?.
–    Moi synowie! – zawo?a?a rado?nie pani Henderson – ca?a czwórka!
–    Je?d?ców jest pi?ciu – zauwa?y? Sparkduck.
–    A tak! Jak zwykle jest z nimi Bohoon.
–    Bohoon? – zdziwi? si? Sparkduck, który co nieco o Bohoonie s?ysza?.

George Bohoon by? m?odym Czejenem, który wychowywa? si? u bia?ych. Sk?d si? tam wzi??, nikt tak naprawd? nie wiedzia?. Ale gdy doszed? swoich lat, sta? si? s?awny. Mia? bezb??dne oko, czy to przysz?o strzela? z karabinu, czy rewolweru. Kiedy? nawet sk?d? wzi?? india?ski ?uk i tak si? wyuczy? z niego strzela?, ?e budzi? podziw ca?ej okolicy. Ludzie nawet gadali, ?e czasem przebiera? si? w india?ski strój, malowa? sobie twarz i z ?ukiem zakrada? si? na kupców – ale daleko od Checktown, bo tu ba? si? zadziera? z McCherrym.

Czy te opowie?ci by?y prawdziwe – nikt by g?owy nie da?. Ale, ?e synowie Hendersonów wiedli ?ycie bardzo swobodne i mieli dziwne przyja?nie, to w Checktown wiedziano. Najstarszy z braci kiedy? bra? udzia? w bójce w Bellevue z miejscowymi farmerami. Jak to si? sta?o, ?e w bójce straci? oboje oczu, nikt ju? nie pami?ta?, gdy w ko?cu zbudzono si? po przepiciu. Nikt te? nie pami?ta?, o co posz?o.

Tymczasem mia?o si? ku zachodowi, a do Checktown pozostawa?a jeszcze d?uga droga...


Oddaj wierzbie
Ca?? nienawi??, ca?e po??danie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#6 2006-08-26 07:19:34

pak4
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

?e mia?o si? ku zachodowi, a do Checktown pozostawa?a jeszcze d?uga droga, pani Henderson zaproponowa?a go?cin? na ranczo Hendersonów. Wszyscy wyruszyli razem. Sparkduck prowadzi? swego konia jak najbli?ej Helen. Weso?o opowiada? jej o swej niedawnej wyprawie w Góry Skaliste, a Helen z trudem t?umi?a ?miech. Wtem Bohoon, który dot?d nerwowo wierci? si? na koniu jad?c z ty?u, nie wytrzyma?, podjecha? do Sparkducka i natar? na niego koniem.
-- Co tobie do mnie -- odpowiedzia? Sparkduck -- whisky z tob? nie pi?em. Chcesz mo?e dosta? kul? z mojego colta?
-- A ty z mojego? -- odkrzykn?? Bohoon, si?gaj?c ju? po bro?.
-- Spokój! Chcecie by McCherry do nas przyjecha?? -- uspokaja?a wszystko pani Henderson, która wola?a by szeryf przy okazji si? nie przyjrza? jej synom. -- Bohoon, jed? na ranczo i powiedz Harriet by przygotowa?a kolacj? dla nas wszystkich, jak tu jedziemy. No! Bohoon!
Bohoon skrzywi? si?, ale pojecha?.

* * *

Kolacja odby?a si? tak jak nale?a?o: m?odzi Hendersonowie i McGouba nie ?a?owali sobie whisky, Bohoon gra? na swej gitarze t?skne piosenki i wci?? zerka? w róg, gdzie Sparkduck i Helen weso?o sobie rozmawiali. Nie usz?o to uwadze pani Henderson, która gdy min?? wieczór, dyskretnie poprosi?a Sparkducka na rozmow? przed domem.
-- Zapewne ?atwo b?dzie tobie odgadn??, dlaczego ci? tu sprowadzi?am. Musi ci to mówi? serce i sumienie.
-- Jest pani w b??dzie. Nie wiem, na co ta rozmowa.
-- Powiniene? wiedzie?, ?e nie jestem osob? z której mo?na ?artowa?. Bez wzgl?du na to co powiesz, ja b?d? mówi? prawd?. Jestem tu znana ze szczero?ci. A dzisiaj dostrzeg?am, co? co mnie zaniepokoi?o -- otó? ty chyba chcesz si? o?eni? z Helen. Chcia?abym, by? temu z punktu zaprzeczy?.
-- Skoro pani o to pyta, to musz?...
-- Skoro! Czy masz zamiar udawa?, ?e wcze?niej si? potajemnie nie spotkali?cie w Checktown i nie zar?czyli? Czy odwa?ysz si? udawa?, ?e od razu tak ?wietnie si? zrozumieli?cie?
-- Nie roszcz? sobie podobnej do pani szczero?ci. Mo?e pani stawia? pytania, na które nie b?d? chcia? odpowiada?.
-- To nie do zniesienia! Panie Sparkduck, ??dam odpowiedzi! Czy z?o?y?e? propozycje ma??e?stwa Helen?
-- Chyba uwa?a to pani za niemo?liwe?
-- Powinno... musi to by? niemo?liwe, jak d?ugo Helen jest przy zdrowych zmys?ach. Ale mog?e? j? z?apa? w swoje sid?a.
-- Je?li to uczyni?em, b?d? ostatni? osob?, która si? do tego przyzna.
-- Czy wiesz kim jestem? Jestem jej najbli?sz? krewn? i opiekunk?! ?eby?my si? dobrze zrozumieli. To ma??e?stwo do którego d??ysz, nigdy nie mo?e zosta? zawarte. Nigdy! Helen jest zwi?zana z Bohoonem. Co na to powiesz?
-- Tylko to, ?e je?li tak jest naprawd?, nie ma pani podstaw do przypuszcze?, ?e Helen mog?aby przyj?? moje o?wiadczyny.
-- To s? szczególnego rodzaju zar?czyny. Przeznaczono ich dla siebie. Przygarn?li?my Bohoona, dbali o niego, wychowywali z moimi synami -- aby móg? wype?ni? moje pragnienie i za?o?y? razem z Helen w?asne ranczo.
-- To Helen nie odziedziczy tego rancza?
-- A po co? Bohoon jest z pochodzenia Czejenem, ma w?ród nich przyjació?. Za?o?y ranczo przy ich terenach -- ziemie tam ?yzne, a wszyscy inni boj? si? niebezpiecznych s?siadów. On nie musi. B?dzie z niego ?wietny gospodarz!
-- Tak. Domy?li?em si? tego. Chce wi?c pani pozbawi? swoj? wychowanic? nale?nego jej rancza i wygna? j? z jakim? przyb??d?? Je?li Helen wybierze mnie, to mam w?asny maj?tek i mam za co utrzyma? swoj? rodzin? -- nic nam z tego rancza. Ale je?li spróbuje pani stan?? na przeszkodzie naszemu zwi?zkowi, to niech pani pami?ta, ?e Helen nie jest ju? bezbronn? sierot? bo ma we mnie obro?c?. Je?li przyjdzie dochodzi? praw przed s?dem i wynajmowa? adwokata -- zajm? si? tym z ca?? energi? na jak? mnie sta?!
Pani Henderson poblad?a, gdy? szczerze przestraszy?a si? tej gro?by. Ba?a si? jednak i Bohoona, którego sk?onno?? do Helen dostrzega?a i podsyca?a od kilku lat, a którego gwa?towny charakter, zna?a najlepiej ze wszystkich. Po chwili zacz??a:
-- Dobrze. Mog? zostawi? wybór Helen, ale Bohoon jest niebezpieczny. ?wietnie strzela, z niczym si? nie liczy i ma wielu przyjació? w?ród Indian.
-- McCherry to mój dobry znajomy. Nieraz wspólnie tropili?my z?odziei. Czy i jego Bohoon si? nie boi? A Indianie? Niech tylko spróbuj?! W Fort Lincoln stoi kawaleria Stanów Zjednoczonych z genera?em Custerem. Z ni? nie ma ?artów!
-- Mo?e ty si? Bohoona nie boisz, ale my si? boimy. Bli?ej z naszego rancza do Indian ni? z Checktown. Jak to sobie wyobra?asz, ?e Helen tak bez jego sprzeciwu wydamy za ciebie?
-- Trzeba Bohoona wys?a? daleko, a samemu z Helen przenie?? si? na jaki? czas do Checktown. Nad saloonem maj? tam pokoje go?cinne, po rozs?dnej cenie. Zreszt? z van Richem mo?na si? dogada?. Z rana jad? do Checktown pogadam co da si? zrobi?. Potem wybierzecie si? za mn?.
Pani Henderson wci?? si? waha?a, bo ?adna z tych perspektyw nie by?a zach?caj?ca. Mia?aby przeciw sobie albo Bohoona i Indian, albo Sparkducka, prawo, s?dy i jeszcze szeryfa McCherry'ego. Pozna?a i burz?, któr? potrafi wywo?a? furia Indian, i pozornie nierychliwe, ale pewne i od czasów, gdy strzeg? go McCherry, zawsze triumfuj?ce prawo. I w ko?cu zrozumia?a, ?e nieuchronno?ci prawa boi si? bardziej. Odpowiedzia?a wi?c Sparkduckowi:
-- Dobrze. Chod?my do Helen. Zapytamy j? kogo wybierze. Mam nadziej?, ?e uszanujesz jej wybór?
-- Uszanuj?.
Poszli. Helen wci?? jeszcze krz?ta?a si? po domu pilnuj?c sprz?tni?cia resztek ze sto?u i u?o?enia na noc pijanych uczestników kolacji. Poprosili Helen do jej pokoju, gdzie zadali jej krótkie pytanie. Helen mocno si? zmiesza?a, ale znalaz?a w?a?ciwe s?owa, które kobieta w takiej sytuacji zawsze potrafi znale??. Bo i ona od pierwszego spotkania pokocha?a Sparkducka i chcia?a pojecha? z nim na jego ranczo, by jak najszybciej uciec sprzed z?ych oczu Bohoona. Ustalono jednak, ?e sprawa musi jeszcze troch? potrwa?. Po czym wszyscy, pe?ni dobrych my?li, udali si? na spoczynek.

* * *

Sparkduck chcia? odjecha? z samego rana, a przynajmniej zanim obudzi si? Bohoon, którego obecno?? psu?a mu humor. Szybko zbudzi? Longinusa Underheela i zacz?? siod?a? konie, ale nie potrafili dobudzi? Onufusa McGouby, który spa? w najlepsze a? do samego po?udnia. Gdy wi?c Bohoon pojecha? do miasta, po pilne zakupy, o których nagle przypomnia?a sobie pani Henderson, Sparkduck z Helen? skorzystali ze snu Onufusa, wybrawszy si? na spacer, gdzie zliczali jak cz?sto pieski preriowe wygl?daj? z norek. A? Helen si? zarumieni?a i to nie jeden raz. A potem przyszed? czas rozstania, po czym nie bez ?alu Sparkduck, Underheel i McGouba udali si? do Checktown.


Oddaj wierzbie
Ca?? nienawi??, ca?e po??danie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#7 2006-09-13 03:48:00

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

Po przybyciu do miasta Sparkduck jako zast?pca szeryfa uda? si? do McCherry'ego aby zda? raport ze swej misji. A wie?ci nie by?y pomy?lne. Na wschód od Checktow niezadowoleni cowboye buntowali si? i organizowali bandy. Nie mia?y one jeszcze jednego przywódcy, wi?c ich unieszkodliwienie nie powinno stanowi? wielkiego problemu. Ale gdyby na ich czele stan?? kto? bezwzgl?dny i inteligentny - miastu grozi?by powrót czasów Dashwoodów.
- co cie zatrzymywa?o w drodze? - spyta? si? McCherry po wys?uchaniu wie?ci - misj? zako?czy?e? ju? jaki? czas temu.
- hmm... mia?em do za?atwienia piln? spraw?. Osobist?.
- h?e h?e - za?mia? si? rubasznie szeryf - piln? spraw? mówisz. Niech no zgadn?. Sprawa ma kruczoczarne w?osy, pi?kne oczy i metr czterdzie?ci circa about. Czy? nie?
- metr sze??dziesi?t! - krzykn?? wzburzony Sparkduck i zarumieni? si? widz?c, ?e szeryf zmusi? go sprytnie do przyznania si?.
- dobra dobra. ?ycz? wam szcz?scia. Stary Henderson swój ch?op by?. Trafia? pieska preriowego z odleg?o?ci 200 kroków. No i uczciwy, co w tamtych czasach niecz?ste by?o. Wiesz, on pierwszy sprzeciwi? si? Dashwoodom ... ech stare czasy... - tu szeryf si? zamy?li?. Na krótko jednak - to mówisz ?e ma?a Helen Henderson wyros?a. A ?adna chocia??
- niczym letni poranek, niczym kwiat, niczym ...
- no to widz?, ?e ci? wzi??o. To dobrze. Czas si? ustatkowa? John. Tylko uwa?aj na Bohoona, s?ysza?em ?e od lat mieszka u Hendersonów i ma chrapk? na t? dzierlatk?.
- szeryfie jak to mo?liwe, ?e zawsze wiesz co w trawie piszczy na drugim ko?cu prerii
- w?a?nie dlatego wybrano mnie na szeryfa. Szczególnie teraz ka?da informacja na wag? z?ota jest. Ci??kie czasy id?. Buntownicy to nie jedyna z?a wiadomo??. Wyoming i Santee niczego ich nie nauczy?o tych waszyngto?skich gryzipiórków. A Dakota si? jednocz?. Oni nie oddadz? Gór Czarnych. Szykuj? si? na wojn?. Do obozu Siedz?cego Byka przyby? na narad? Szalony Ko? i Deszcz w Twarzy. Pizi ju? jest od jakiegos czasu. Podobno Byk mianowa? go swoj? praw? r?k?. Pojedziesz tam. Skontaktujesz si? z Tym-Który-Ta?czy. On Ci pomo?e. No i Siedz?cy Byk nie pozwoli aby w?os spad? Ci z g?owy. Tak, tak. S?ysza?em ju? o twojej przygodzie. Mo?e to dobrze, ?e tak si? sta?o. Dzi?ki temu ma u Ciebie d?ug wdzi?czno?ci. Nie spocznie, póki go nie sp?aci. Wiesz o tym.


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#8 2007-09-12 13:22:50

snowdrop
Użytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie?? w odcinkach

Wow, chyba musze sobie wydrukowa? i przeczyta? spokojnie na papierze.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB