Ogrˇd Jane Austen

Strona poÂwiecona Jane Austen

Nie jeste zalogowany.

Og│oszenie

#1 2006-08-21 20:36:18

AineNiRigani
U┐ytkownik

Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

DLA ZACHOWANIA JASNOŚCI I PRZEJRZYSTOŚCI PROSZE O WPISYWANIE TUTAJ DALSZYCH ODCINKÓW. WSZELKIE UWAGI, ROZMYŚLANIA I REFLEKSJE W WĄTKU POBOCZNYM.
DZIEKUJE



Jest rok 1875. grupy plemienne Siuks├│w zjednoczy┼éy si─Ö i nawi─ůza┼éy wsp├│┼éprace z Czejenami.
M┼éody ranczer John Sparkduck wchodzi do saloonu. Opowiada o swojej przygodzie - przypadkiem wzi─ů┼é udzia┼é w strzelaninie w w─ůwozie. Banda rewolwerowc├│w urz─ůdzi┼éa zasadzk─Ö. Bardzo szybko uda┼éo mu si─Ö jednak ich unieszkodliwi─ç ratuj─ůc w ten spos├│b pewnego Indianina. Ten ┼╝egnaj─ůc przedstawi┼é mu si─Ö jako Tatanka Yotanka.
W barze dosz┼éo w├│wczas do b├│jki z miejskim zabijak─ů - O'Heronem. Rewolwerowcy byli z bandy O'Herona, kt├│ry chcia┼é otrzyma─ç nagrod─Ö za poszukiwanego listem go┼äczym Tatanka Yotanka, znanego bardziej jako Siedz─ůcego Byka - wodza plemienia Siuks├│w. Johnowi pomagaj─ů kumple: George the Kid (pierwszy colt Dzikiego Zachodu), Onufus McGouba. Do walki przy┼é─ůcza si─Ö r├│wnie┼╝ m┼éody cowboy, kt├│ry przedstawia si─Ö potem jako Longinusa Underheel. Przy szklaneczce whisky Underheel opowiada swoim przodku - kt├│ry uczestniczy┼é w wielkiej bitwie pod Savannah, gdzie jego przodek we wspania┼éej szar┼╝y ustrzeli┼é z muszkietu 3 Anglik├│w za jednym razem. Strza┼é by┼é tak precyzyjny, ┼╝e przeszed┼é na wylot przez dw├│ch i zatrzyma┼é si─Ö w trzecim. Underheel z┼éo┼╝y┼é przysi─Ög─Ö, ┼╝e nie o┼╝eni si─Ö dok─ůd nie uda mu si─Ö powt├│rzy─ç osi─ůgni─Öcie pradziada.


Nawet kojot na kamieniu mo┼╝e dosta─ç wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#2 2006-08-21 20:39:18

megg
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

Kiedy tak siedzieli i s┼éuchali opowie┼Ťci Underheela, do┼é─ůczy┼é do nich jeszcze jeden kompan — stary znajomy Sparkducka — Zachwhimper. Zachwimper by┼é to cz┼éowiek, kt├│ry osi─ůgn─ůwszy wiek podesz┼éy, wycofa┼é si─Ö z piastowanej dot─ůd funkcji zast─Öpcy szeryfa McCherry’ego i zakupiwszy farm─Ö, odda┼é si─Ö bez reszty hodowli kr├│w i kurczak├│w, nie wycofuj─ůc si─Ö jednocze┼Ťnie z ┼╝ycia towarzyskiego miasteczka Checktown i pozostaj─ůc zaufanym przyjacielem McCherry’ego. Ten to Zachwhimper us┼éysza┼é ju┼╝ o uratowaniu przez Sparkducka Tatanki Yotanki i postanowi┼é opowiedzie─ç mu histori─Ö cz┼éowieka, kt├│remu m┼éody ranczer ocali┼é ┼╝ycie...
Ot├│┼╝ Tatanka Yotanka, zwany te┼╝ Siedz─ůcym Bykiem, by┼é to w├│dz plemienia Siuks├│w, s┼éyn─ůcy jako doskona┼éy wojownik, nie maj─ůcy sobie r├│wnych w strzelaniu z ┼éuku i rzucaniu w┼é├│czni─ů. Ponadto cz┼éowiek wykszta┼écony, co rzadko spotykane u Indian, oraz ciesz─ůcy si─Ö szacunkiem i pos┼éuchem. W┼Ťr├│d tych licznych zalet mia┼é jednak i wad─Ö — duch siedzia┼é w nim niespokojny. Kiedy zapa┼éa┼é do kogo┼Ť nienawi┼Ťci─ů, nie by┼éo dla tego kogo┼Ť ratunku. Ten to Tatanka Yotanka popad┼é w konflikt w┼éa┼Ťnie z miejskim zabijak─ů O’Heronem, kt├│rego Sparkduck mia┼é przyjemno┼Ť─ç przed chwil─ů pobi─ç. O’Heron nie by┼é lubiany w Checktown, mia┼é jednak liczne znajomo┼Ťci w┼Ťr├│d wojska strzeg─ůcego porz─ůdku w rezerwacie Indian, zatem konflikt wodza z nim m├│g┼é przynie┼Ť─ç zgubne skutki. Tatanka Yotanka musia┼é zbiec i ukry─ç si─Ö w G├│rach Skalistych. Pono─ç przyczyna k┼é├│tni by┼éa prozaiczna — posz┼éo o kobiet─Ö...W├│dz plemienia Siuks├│w zakocha┼é si─Ö z wzajemno┼Ťci─ů w c├│rce pastora, kt├│ra nie bacz─ůc na swe urodzenia, zosta┼éa jego kochank─ů. O’Heron, r├│wnie┼╝ zakochany w tej samej kobiecie, zaszanta┼╝owa┼é jej ojca i wym├│g┼é na nim zgod─Ö na ich ┼Ťlub. Nast─Öpnie Siedz─ůcy Byk uwi├│d┼é pani─ů O’Heron, co nie by┼éo trudnym zadaniem, jako ┼╝e „dama” wci─ů┼╝ kocha┼éa Indianina. Jednak┼╝e chodz─ů s┼éuchy, i┼╝ za ucieczk─ů Tatanki Yotanki kryje si─Ö pow├│d o wiele wi─Ökszej wagi..........................................

Offline

 

#3 2006-08-23 09:24:32

pak4
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

Checktown wiele zawdzi─Öcza┼éo swemu szeryfowi. Zanim przyby┼é do niego McCherry wok├│┼é miasteczka panowa┼éo bezprawie. Watahy Siuks├│w, bezrobotni rewolwerowcy, Bank Dashwood├│w z Londynu, o pospolitych z┼éodziejaszkach nie wspominaj─ůc, siali postrach w┼Ťr├│d ranczer├│w i kupc├│w. Ale McCherry nie spocz─ů┼é, p├│ki rewolwerowcy nie sprzedali swych rewolwer├│w by kupi─ç narz─Ödzia rolnicze, Dashwoodowie nie wr├│cili do Londynu, z┼éodziejaszkowie nie trafili za kratki, a Siuksowie nie nauczyli si─Ö pos┼éuchu dla prawa i cywilizacji. Tak si─Ö przynajmniej wszystkim w Checktown i na ca┼éym Dzikim Zachodzie zdawa┼éo. Do miasta wi─Öc zacz─Öli ┼Ťci─ůga─ç kupcy i rzemie┼Ťlnicy, wok├│┼é na ranczach osiadali imigranci z Europy i Wschodniego Wybrze┼╝a. Zacz─Öto nawet co┼Ť przeb─ůkiwa─ç i poci─ůgni─Öciu w rejony Checktown linii kolejowej.

Myli┼éby si─Ö jednak ten, kto s─ůdzi┼éby, i┼╝ McCherry bujaj─ůc si─Ö fotelu przed swym biurem, z niedbale przewieszonym koltem i kapeluszem opuszczonym mocno na czo┼éo, by chroni─ç oczy od s┼éo┼äca, mo┼╝e sobie pozwoli─ç na beztroski sen. Nie. McCherry wiedzia┼é jak nikt inny, ┼╝e tylko jego colt trzyma we wzgl─Ödnym spokoju okolice Checktown. My┼Ťli o niespokojnych Siuksach, czy Czejenach wci─ů┼╝ kr─ů┼╝y┼éy po jego g┼éowie. McCherry cieszy┼é si─Ö jednak, ┼╝e okoliczni ranczerzy byli ch─Ötni do pomocy, a niekt├│rzy nie raz ju┼╝ z przypi─Ötymi odznakami zast─Öpc├│w szeryfa, pomagali mu poskramia─ç niesfornych Indian.

* * *

Longinus Underheel, Sparkduck i Onufus McGouba zbli┼╝ali si─Ö ju┼╝ do Checktown, weso┼éo rozmawiaj─ůc o szeryfie, saloonie i co ┼éadniejszych c├│rkach ranczer├│w, gdy oto nad brzegiem rzeczki dostrzegli w├│z, kt├│ry ugrz─ůz┼é w┼Ťr├│d kamieni. Przy wozie siedzia┼éy dwie zrezygnowane kobiety. Jedna z nich, starsza, sucha i ko┼Ťcista, w czarnym stroju p┼éaka┼éa, przeklinaj─ůc swego ┼Ťwi─Ötej pami─Öci m─Ö┼╝a i jego brata, ┼╝e sprowadzili j─ů i jej rodzin─Ö w te rejony, gdzie drogi wci─ů┼╝ pozostawiaj─ů tak wiele do ┼╝yczenia, przez co mog─ů straci─ç ju┼╝ trzecie ko┼éo od wozu w ci─ůgu miesi─ůca. Druga za┼Ť, m┼éoda, ┼éadna brunetka, pochlipywa┼éa cichutko, znosz─ůc u┼╝alanie si─Ö starszej.

Sparkduck i Longinus szybko zostawili w tyle przyci─Ö┼╝kawego Onufusa i podjechali do wozu, proponuj─ůc swoj─ů pomoc. Starsza pani odpowiedzia┼éa im jedynie kolejnymi biadaniami nad parobkiem, kt├│ry mia┼é sprowadzi─ç jej syn├│w z rancza, ale kt├│ry nieco kula┼é i wsz─Ödzie chodzi┼é bardzo wolno – na pewno robi─ůc jej na z┼éo┼Ť─ç. Nasi jednak ranczerzy zauwa┼╝yli jednak, ┼╝e ko┼éo, kt├│re uwi─Öz┼éo w┼Ťr├│d kamieni, sprawi dw├│m m┼éodym, pe┼énym wigoru m─Ö┼╝czyznom mniej problem├│w, ni┼╝ wys┼éuchiwanie starszej pani, zaparli si─Ö wi─Öc i uwolnili w├│z, zyskuj─ůc sobie szczere i wylewne podzi─Ökowania obu pa┼ä.

Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e by┼éy to panie Henderson. Hendersonowie sprowadzili si─Ö w okolice Checktown przed trzydziestu laty, gdy to m┼éody John Henderson, pe┼éen wiary w swe m┼éode si┼éy, pozostawi┼é braciom rodzinny maj─ůtek w Massachusetts, a sam wybra┼é si─Ö na Zach├│d. ┼╗e by┼é m┼éody, uparty i pracowa┼é za dw├│ch, uda┼éo mu si─Ö za┼éo┼╝y─ç ca┼ékiem spore ranczo, kt├│re zapewnia┼éo mu i jego ┼╝onie wygodny ┼╝ywot. ┼╗ony jednak zabrak┼éo, gdy zmar┼éa przy prodzie, a John zosta┼é sam ze swoj─ů ┼Ťwie┼╝o narodzon─ů c├│rk─ů. ┼╗e bardzo potrzebowa┼é kobiecej r─Öki w prowadzeniu gospodarstwa, a ┼Ťwie┼╝a pami─Ö─ç o ukochanej ┼╝onie, nie pozwoli┼éa mu poszuka─ç nowej towarzyszki w┼Ťr├│d mieszkanek Checktwon, wys┼éa┼é list do swego brata, Henry’ego, zapraszaj─ůc go wraz z ┼╝on─ů na Zach├│d. Ten przyby┼é z rodzin─ů, kt├│r─ů tworzy┼éa ┼╝ona i tr├│jka syn├│w. Dw├│ch kolejnych urodzi┼éo mu si─Ö ju┼╝ na miejscu. Jednak Henry i jego ┼╝ona, w przeciwie┼ästwie do Johna nie nale┼╝eli do ludzi szczeg├│lnie towarzyskich. Skoro wi─Öc po oskar┼╝eniu Johna o rzekome sprzyjanie Indianom, chciano go wr─Öcz zlinczowa─ç, czemu zapobieg┼é tylko szeryf McCherry; a sam John Henderson uciek┼é w ko┼äcu do Meksyku i s┼éuch po nim zagin─ů┼é, rodzina Henderson├│w zamkn─Ö┼éa si─Ö na swoim ranczo, z rzadka tylko bywaj─ůc w Checktown i unikaj─ůc kontakt├│w z s─ůsiadami.

Niewiele zmieni┼éo si─Ö i po ┼Ťmierci Henry’ego. Ot├│┼╝ by┼éo tak, ┼╝e maj─ůtek by┼é zapisany na c├│rk─Ö Johna – Helen Henderson – kt├│r─ů, jak ju┼╝ zapewne czytelniczka odgaduje, spotkali nasi bohaterowie przy wozie. Ale pani Henderson, od roku wdowa po Henrym, robi┼éa wszystko, by maj─ůtek przypad┼é raczej jej synom, ni┼╝ Helen. Wola┼éaby wi─Öc, aby o niej s─ůsiedzi zapomnieli, a zw┼éaszcza zapomnieli o Helen. Synowie za┼Ť... o synach lepiej zmilczmy na razie, bo zaj─Öcia ich i ich przyjaci├│┼é budzi┼éy wiele uwagi szeryfa, nadszarpuj─ůc szacunek dla rodziny Henderson├│w.


Oddaj wierzbie
Ca┼é─ů nienawi┼Ť─ç, ca┼ée po┼╝─ůdanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#4 2006-08-23 11:14:01

Marija
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol

Offline

 

#5 2006-08-25 08:24:38

pak4
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

Onufus McGouba przyjecha┼é we w┼éa┼Ťciwej chwili, by r├│wnie┼╝ zosta─ç obdarzonym wylewnymi podzi─Ökowaniami pani Henderson. Odpowiedzia┼é wi─Öc, ┼╝e to drobnostka i j─ů┼é si─Ö tak energicznie pomaga─ç pani Henderson przy wsiadaniu na w├│z, ┼╝e ta a┼╝ nabra┼éa ochoty do odjazdu. W tym czasie Longinus sprawdza┼é jeszcze raz, czy z ko┼éem wszystko w porz─ůdku, za┼Ť Sparkduck postanowi┼é pom├│c wsi─ů┼Ť─ç Helen na w├│z. Przeszli wi─Öc na drug─ů stron─Ö wozu, a on w┼éa┼Ťnie poda┼é jej r─Ök─Ö, gdy z daleka dobieg┼é ich stuk kopyt. Helen przeszed┼é dreszcz. Mo┼╝e Sparkduck by tego nie zauwa┼╝y┼é, ale nie do┼Ť─ç, ┼╝e Helen by┼éa zbyt ┼éadna, by nie zwraca┼é na ni─ů uwagi, to jeszcze jej r─Öka zacisn─Ö┼éa si─Ö na jego d┼éoni z ca┼é─ů moc─ů m┼éodej, zdrowej c├│rki ranczera, kt├│ra i obiad ugotuje, i o konia zadba, a jak trzeba to i drwa nar─ůbie. Wtedy spotka┼éy si─Ö ich oczy.

Ach, co to by┼éo za spojrzenie! Sparkduck ┼╝a┼éowa┼é z ca┼éego serca, ┼╝e m┼éodo┼Ť─ç min─Ö┼éa mu na wypasie kr├│w i polowaniu na bizony. Nauczy┼é si─Ö te┼╝ czyta─ç i pisa─ç, ale nie si─Öga┼é po babskie powie┼Ťci o mi┼éo┼Ťci, a jedynie po rolnicze poradniki o hodowli kr├│w, szk├│┼éka za┼Ť niedzielna da┼éa mu jakie┼Ť podstawy Biblii, ale to wszystko nie dotyczy┼éo oczu ranczerskich c├│rek – w nich czyta─ç nie potrafi┼é. Zreszt─ů dot─ůd nie wiele mia┼é okazji do pr├│b. Co prawda czasem, na zabawach i przy pota┼äc├│wkach, ta┼äczy┼é z miejscowymi dziewcz─Ötami, a zw┼éaszcza zalotne oczy Annie van Rich, c├│rki w┼éa┼Ťciela saloonu z Checktown, zdawa┼éy si─Ö rani─ç jego serce, niczym kule z winchestera, ale wszystkie te wra┼╝enia zblad┼éy przy oczach Helen. Te oczy chcia┼éy mu co┼Ť powiedzie─ç, a spojrzenie zdawa┼éo si─Ö ich wi─ůza─ç. Ale co, tego Sparkduck nie potrafi┼é zrozumie─ç, cho─ç mi─Ök┼éy od tego jego serce i rozum.

Stuk kopyt przybli┼╝a┼é si─Ö. Da┼éo si─Ö ju┼╝ dostrzec pierwszego z je┼║d┼║c├│w, a po chwili ca┼é─ů pi─ůtk─Ö.
–    Moi synowie! – zawo┼éa┼éa rado┼Ťnie pani Henderson – ca┼éa czw├│rka!
–    Je┼║d┼║c├│w jest pi─Öciu – zauwa┼╝y┼é Sparkduck.
–    A tak! Jak zwykle jest z nimi Bohoon.
–    Bohoon? – zdziwi┼é si─Ö Sparkduck, kt├│ry co nieco o Bohoonie s┼éysza┼é.

George Bohoon by┼é m┼éodym Czejenem, kt├│ry wychowywa┼é si─Ö u bia┼éych. Sk─ůd si─Ö tam wzi─ů┼é, nikt tak naprawd─Ö nie wiedzia┼é. Ale gdy doszed┼é swoich lat, sta┼é si─Ö s┼éawny. Mia┼é bezb┼é─Ödne oko, czy to przysz┼éo strzela─ç z karabinu, czy rewolweru. Kiedy┼Ť nawet sk─ůd┼Ť wzi─ů┼é india┼äski ┼éuk i tak si─Ö wyuczy┼é z niego strzela─ç, ┼╝e budzi┼é podziw ca┼éej okolicy. Ludzie nawet gadali, ┼╝e czasem przebiera┼é si─Ö w india┼äski str├│j, malowa┼é sobie twarz i z ┼éukiem zakrada┼é si─Ö na kupc├│w – ale daleko od Checktown, bo tu ba┼é si─Ö zadziera─ç z McCherrym.

Czy te opowie┼Ťci by┼éy prawdziwe – nikt by g┼éowy nie da┼é. Ale, ┼╝e synowie Henderson├│w wiedli ┼╝ycie bardzo swobodne i mieli dziwne przyja┼║nie, to w Checktown wiedziano. Najstarszy z braci kiedy┼Ť bra┼é udzia┼é w b├│jce w Bellevue z miejscowymi farmerami. Jak to si─Ö sta┼éo, ┼╝e w b├│jce straci┼é oboje oczu, nikt ju┼╝ nie pami─Öta┼é, gdy w ko┼äcu zbudzono si─Ö po przepiciu. Nikt te┼╝ nie pami─Öta┼é, o co posz┼éo.

Tymczasem miało się ku zachodowi, a do Checktown pozostawała jeszcze długa droga...


Oddaj wierzbie
Ca┼é─ů nienawi┼Ť─ç, ca┼ée po┼╝─ůdanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#6 2006-08-26 07:19:34

pak4
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

┼╗e mia┼éo si─Ö ku zachodowi, a do Checktown pozostawa┼éa jeszcze d┼éuga droga, pani Henderson zaproponowa┼éa go┼Ťcin─Ö na ranczo Henderson├│w. Wszyscy wyruszyli razem. Sparkduck prowadzi┼é swego konia jak najbli┼╝ej Helen. Weso┼éo opowiada┼é jej o swej niedawnej wyprawie w G├│ry Skaliste, a Helen z trudem t┼éumi┼éa ┼Ťmiech. Wtem Bohoon, kt├│ry dot─ůd nerwowo wierci┼é si─Ö na koniu jad─ůc z ty┼éu, nie wytrzyma┼é, podjecha┼é do Sparkducka i natar┼é na niego koniem.
-- Co tobie do mnie -- odpowiedzia┼é Sparkduck -- whisky z tob─ů nie pi┼éem. Chcesz mo┼╝e dosta─ç kul─Ö z mojego colta?
-- A ty z mojego? -- odkrzykn─ů┼é Bohoon, si─Ögaj─ůc ju┼╝ po bro┼ä.
-- Spokój! Chcecie by McCherry do nas przyjechał? -- uspokajała wszystko pani Henderson, która wolała by szeryf przy okazji się nie przyjrzał jej synom. -- Bohoon, jedź na ranczo i powiedz Harriet by przygotowała kolację dla nas wszystkich, jak tu jedziemy. No! Bohoon!
Bohoon skrzywił się, ale pojechał.

* * *

Kolacja odby┼éa si─Ö tak jak nale┼╝a┼éo: m┼éodzi Hendersonowie i McGouba nie ┼╝a┼éowali sobie whisky, Bohoon gra┼é na swej gitarze t─Öskne piosenki i wci─ů┼╝ zerka┼é w r├│g, gdzie Sparkduck i Helen weso┼éo sobie rozmawiali. Nie usz┼éo to uwadze pani Henderson, kt├│ra gdy min─ů┼é wiecz├│r, dyskretnie poprosi┼éa Sparkducka na rozmow─Ö przed domem.
-- Zapewne ┼éatwo b─Ödzie tobie odgadn─ů─ç, dlaczego ci─Ö tu sprowadzi┼éam. Musi ci to m├│wi─ç serce i sumienie.
-- Jest pani w błędzie. Nie wiem, na co ta rozmowa.
-- Powiniene┼Ť wiedzie─ç, ┼╝e nie jestem osob─ů z kt├│rej mo┼╝na ┼╝artowa─ç. Bez wzgl─Ödu na to co powiesz, ja b─Öd─Ö m├│wi─ç prawd─Ö. Jestem tu znana ze szczero┼Ťci. A dzisiaj dostrzeg┼éam, co┼Ť co mnie zaniepokoi┼éo -- ot├│┼╝ ty chyba chcesz si─Ö o┼╝eni─ç z Helen. Chcia┼éabym, by┼Ť temu z punktu zaprzeczy┼é.
-- Skoro pani o to pyta, to musz─Ö...
-- Skoro! Czy masz zamiar udawa─ç, ┼╝e wcze┼Ťniej si─Ö potajemnie nie spotkali┼Ťcie w Checktown i nie zar─Öczyli? Czy odwa┼╝ysz si─Ö udawa─ç, ┼╝e od razu tak ┼Ťwietnie si─Ö zrozumieli┼Ťcie?
-- Nie roszcz─Ö sobie podobnej do pani szczero┼Ťci. Mo┼╝e pani stawia─ç pytania, na kt├│re nie b─Öd─Ö chcia┼é odpowiada─ç.
-- To nie do zniesienia! Panie Sparkduck, ┼╝─ůdam odpowiedzi! Czy z┼éo┼╝y┼ée┼Ť propozycje ma┼é┼╝e┼ästwa Helen?
-- Chyba uwa┼╝a to pani za niemo┼╝liwe?
-- Powinno... musi to by─ç niemo┼╝liwe, jak d┼éugo Helen jest przy zdrowych zmys┼éach. Ale mog┼ée┼Ť j─ů z┼éapa─ç w swoje sid┼éa.
-- Je┼Ťli to uczyni┼éem, b─Öd─Ö ostatni─ů osob─ů, kt├│ra si─Ö do tego przyzna.
-- Czy wiesz kim jestem? Jestem jej najbli┼╝sz─ů krewn─ů i opiekunk─ů! ┼╗eby┼Ťmy si─Ö dobrze zrozumieli. To ma┼é┼╝e┼ästwo do kt├│rego d─ů┼╝ysz, nigdy nie mo┼╝e zosta─ç zawarte. Nigdy! Helen jest zwi─ůzana z Bohoonem. Co na to powiesz?
-- Tylko to, ┼╝e je┼Ťli tak jest naprawd─Ö, nie ma pani podstaw do przypuszcze┼ä, ┼╝e Helen mog┼éaby przyj─ů─ç moje o┼Ťwiadczyny.
-- To s─ů szczeg├│lnego rodzaju zar─Öczyny. Przeznaczono ich dla siebie. Przygarn─Öli┼Ťmy Bohoona, dbali o niego, wychowywali z moimi synami -- aby m├│g┼é wype┼éni─ç moje pragnienie i za┼éo┼╝y─ç razem z Helen w┼éasne ranczo.
-- To Helen nie odziedziczy tego rancza?
-- A po co? Bohoon jest z pochodzenia Czejenem, ma w┼Ťr├│d nich przyjaci├│┼é. Za┼éo┼╝y ranczo przy ich terenach -- ziemie tam ┼╝yzne, a wszyscy inni boj─ů si─Ö niebezpiecznych s─ůsiad├│w. On nie musi. B─Ödzie z niego ┼Ťwietny gospodarz!
-- Tak. Domy┼Ťli┼éem si─Ö tego. Chce wi─Öc pani pozbawi─ç swoj─ů wychowanic─Ö nale┼╝nego jej rancza i wygna─ç j─ů z jakim┼Ť przyb┼é─Öd─ů? Je┼Ťli Helen wybierze mnie, to mam w┼éasny maj─ůtek i mam za co utrzyma─ç swoj─ů rodzin─Ö -- nic nam z tego rancza. Ale je┼Ťli spr├│buje pani stan─ů─ç na przeszkodzie naszemu zwi─ůzkowi, to niech pani pami─Öta, ┼╝e Helen nie jest ju┼╝ bezbronn─ů sierot─ů bo ma we mnie obro┼äc─Ö. Je┼Ťli przyjdzie dochodzi─ç praw przed s─ůdem i wynajmowa─ç adwokata -- zajm─Ö si─Ö tym z ca┼é─ů energi─ů na jak─ů mnie sta─ç!
Pani Henderson poblad┼éa, gdy┼╝ szczerze przestraszy┼éa si─Ö tej gro┼║by. Ba┼éa si─Ö jednak i Bohoona, kt├│rego sk┼éonno┼Ť─ç do Helen dostrzega┼éa i podsyca┼éa od kilku lat, a kt├│rego gwa┼étowny charakter, zna┼éa najlepiej ze wszystkich. Po chwili zacz─Ö┼éa:
-- Dobrze. Mog─Ö zostawi─ç wyb├│r Helen, ale Bohoon jest niebezpieczny. ┼Üwietnie strzela, z niczym si─Ö nie liczy i ma wielu przyjaci├│┼é w┼Ťr├│d Indian.
-- McCherry to m├│j dobry znajomy. Nieraz wsp├│lnie tropili┼Ťmy z┼éodziei. Czy i jego Bohoon si─Ö nie boi? A Indianie? Niech tylko spr├│buj─ů! W Fort Lincoln stoi kawaleria Stan├│w Zjednoczonych z genera┼éem Custerem. Z ni─ů nie ma ┼╝art├│w!
-- Mo┼╝e ty si─Ö Bohoona nie boisz, ale my si─Ö boimy. Bli┼╝ej z naszego rancza do Indian ni┼╝ z Checktown. Jak to sobie wyobra┼╝asz, ┼╝e Helen tak bez jego sprzeciwu wydamy za ciebie?
-- Trzeba Bohoona wys┼éa─ç daleko, a samemu z Helen przenie┼Ť─ç si─Ö na jaki┼Ť czas do Checktown. Nad saloonem maj─ů tam pokoje go┼Ťcinne, po rozs─ůdnej cenie. Zreszt─ů z van Richem mo┼╝na si─Ö dogada─ç. Z rana jad─Ö do Checktown pogadam co da si─Ö zrobi─ç. Potem wybierzecie si─Ö za mn─ů.
Pani Henderson wci─ů┼╝ si─Ö waha┼éa, bo ┼╝adna z tych perspektyw nie by┼éa zach─Öcaj─ůca. Mia┼éaby przeciw sobie albo Bohoona i Indian, albo Sparkducka, prawo, s─ůdy i jeszcze szeryfa McCherry'ego. Pozna┼éa i burz─Ö, kt├│r─ů potrafi wywo┼éa─ç furia Indian, i pozornie nierychliwe, ale pewne i od czas├│w, gdy strzeg┼é go McCherry, zawsze triumfuj─ůce prawo. I w ko┼äcu zrozumia┼éa, ┼╝e nieuchronno┼Ťci prawa boi si─Ö bardziej. Odpowiedzia┼éa wi─Öc Sparkduckowi:
-- Dobrze. Chod┼║my do Helen. Zapytamy j─ů kogo wybierze. Mam nadziej─Ö, ┼╝e uszanujesz jej wyb├│r?
-- Uszanuj─Ö.
Poszli. Helen wci─ů┼╝ jeszcze krz─ůta┼éa si─Ö po domu pilnuj─ůc sprz─ůtni─Öcia resztek ze sto┼éu i u┼éo┼╝enia na noc pijanych uczestnik├│w kolacji. Poprosili Helen do jej pokoju, gdzie zadali jej kr├│tkie pytanie. Helen mocno si─Ö zmiesza┼éa, ale znalaz┼éa w┼éa┼Ťciwe s┼éowa, kt├│re kobieta w takiej sytuacji zawsze potrafi znale┼║─ç. Bo i ona od pierwszego spotkania pokocha┼éa Sparkducka i chcia┼éa pojecha─ç z nim na jego ranczo, by jak najszybciej uciec sprzed z┼éych oczu Bohoona. Ustalono jednak, ┼╝e sprawa musi jeszcze troch─Ö potrwa─ç. Po czym wszyscy, pe┼éni dobrych my┼Ťli, udali si─Ö na spoczynek.

* * *

Sparkduck chcia┼é odjecha─ç z samego rana, a przynajmniej zanim obudzi si─Ö Bohoon, kt├│rego obecno┼Ť─ç psu┼éa mu humor. Szybko zbudzi┼é Longinusa Underheela i zacz─ů┼é siod┼éa─ç konie, ale nie potrafili dobudzi─ç Onufusa McGouby, kt├│ry spa┼é w najlepsze a┼╝ do samego po┼éudnia. Gdy wi─Öc Bohoon pojecha┼é do miasta, po pilne zakupy, o kt├│rych nagle przypomnia┼éa sobie pani Henderson, Sparkduck z Helen─ů skorzystali ze snu Onufusa, wybrawszy si─Ö na spacer, gdzie zliczali jak cz─Östo pieski preriowe wygl─ůdaj─ů z norek. A┼╝ Helen si─Ö zarumieni┼éa i to nie jeden raz. A potem przyszed┼é czas rozstania, po czym nie bez ┼╝alu Sparkduck, Underheel i McGouba udali si─Ö do Checktown.


Oddaj wierzbie
Ca┼é─ů nienawi┼Ť─ç, ca┼ée po┼╝─ůdanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#7 2006-09-13 03:48:00

AineNiRigani
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

Po przybyciu do miasta Sparkduck jako zast─Öpca szeryfa uda┼é si─Ö do McCherry'ego aby zda─ç raport ze swej misji. A wie┼Ťci nie by┼éy pomy┼Ťlne. Na wsch├│d od Checktow niezadowoleni cowboye buntowali si─Ö i organizowali bandy. Nie mia┼éy one jeszcze jednego przyw├│dcy, wi─Öc ich unieszkodliwienie nie powinno stanowi─ç wielkiego problemu. Ale gdyby na ich czele stan─ů┼é kto┼Ť bezwzgl─Ödny i inteligentny - miastu grozi┼éby powr├│t czas├│w Dashwood├│w.
- co cie zatrzymywa┼éo w drodze? - spyta┼é si─Ö McCherry po wys┼éuchaniu wie┼Ťci - misj─Ö zako┼äczy┼ée┼Ť ju┼╝ jaki┼Ť czas temu.
- hmm... mia┼éem do za┼éatwienia piln─ů spraw─Ö. Osobist─ů.
- h┼ée h┼ée - za┼Ťmia┼é si─Ö rubasznie szeryf - piln─ů spraw─Ö m├│wisz. Niech no zgadn─Ö. Sprawa ma kruczoczarne w┼éosy, pi─Ökne oczy i metr czterdzie┼Ťci circa about. Czy┼╝ nie?
- metr sze┼Ť─çdziesi─ůt! - krzykn─ů┼é wzburzony Sparkduck i zarumieni┼é si─Ö widz─ůc, ┼╝e szeryf zmusi┼é go sprytnie do przyznania si─Ö.
- dobra dobra. ┼╗ycz─Ö wam szcz─Öscia. Stary Henderson sw├│j ch┼éop by┼é. Trafia┼é pieska preriowego z odleg┼éo┼Ťci 200 krok├│w. No i uczciwy, co w tamtych czasach niecz─Öste by┼éo. Wiesz, on pierwszy sprzeciwi┼é si─Ö Dashwoodom ... ech stare czasy... - tu szeryf si─Ö zamy┼Ťli┼é. Na kr├│tko jednak - to m├│wisz ┼╝e ma┼éa Helen Henderson wyros┼éa. A ┼éadna chocia┼╝?
- niczym letni poranek, niczym kwiat, niczym ...
- no to widzę, że cię wzięło. To dobrze. Czas się ustatkować John. Tylko uważaj na Bohoona, słyszałem że od lat mieszka u Hendersonów i ma chrapkę na tę dzierlatkę.
- szeryfie jak to możliwe, że zawsze wiesz co w trawie piszczy na drugim końcu prerii
- w┼éa┼Ťnie dlatego wybrano mnie na szeryfa. Szczeg├│lnie teraz ka┼╝da informacja na wag─Ö z┼éota jest. Ci─Ö┼╝kie czasy id─ů. Buntownicy to nie jedyna z┼éa wiadomo┼Ť─ç. Wyoming i Santee niczego ich nie nauczy┼éo tych waszyngto┼äskich gryzipi├│rk├│w. A Dakota si─Ö jednocz─ů. Oni nie oddadz─ů G├│r Czarnych. Szykuj─ů si─Ö na wojn─Ö. Do obozu Siedz─ůcego Byka przyby┼é na narad─Ö Szalony Ko┼ä i Deszcz w Twarzy. Pizi ju┼╝ jest od jakiegos czasu. Podobno Byk mianowa┼é go swoj─ů praw─ů r─Ök─ů. Pojedziesz tam. Skontaktujesz si─Ö z Tym-Kt├│ry-Ta┼äczy. On Ci pomo┼╝e. No i Siedz─ůcy Byk nie pozwoli aby w┼éos spad┼é Ci z g┼éowy. Tak, tak. S┼éysza┼éem ju┼╝ o twojej przygodzie. Mo┼╝e to dobrze, ┼╝e tak si─Ö sta┼éo. Dzi─Öki temu ma u Ciebie d┼éug wdzi─Öczno┼Ťci. Nie spocznie, p├│ki go nie sp┼éaci. Wiesz o tym.


Nawet kojot na kamieniu mo┼╝e dosta─ç wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#8 2007-09-12 13:22:50

snowdrop
U┐ytkownik

Re: Ogniem i Coltem czyli forumowa powie┼Ť─ç w odcinkach

Wow, chyba musze sobie wydrukowa─ç i przeczyta─ç spokojnie na papierze.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB