Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#1 2006-02-19 12:45:06

Gosia
Użytkownik

Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Znalazlam na jakiejs stronie porownanie ekranizacji Dumy i Uprzedzenia
z 1980 i 1995.
http://www.geocities.com/Hollywood/Acad … PComp.html
Moze ktos kto wlada bieglej angielskim moglby strescic artykulik?
(nie osmielam sie marzyc o przetlumaczeniu, chyba zeby sie ktos tego podjal smile )

Offline

 

#2 2006-02-19 19:10:54

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Droga Gosiu, specjalnie dla Ciebie ;-)
Niestety mój angielski nie jest zbyt wyszukany, a tekst jest przet?umaczony tak „na gor?co” i pewnie by brzmia? bardziej po polskiemu trzeba by jeszcze nad nim troch? posiedzie?, ale nie mog?am sobie odmówi? przybli?enia Ci choc troszk? opinii równej Tobie entuzjastki talentów i urody Colina. W nawiasach kwadratowych s? dodatkowe znaczenia s?ów do wyboru (kiedy nie mog?am si? zdecydowa?, które wybra?), cytaty s? wzi?te z ksi?zki w t?umaczeniu Przedpe?skiej-Trzeciakowskiej, a tam gdzie jest (?) tzn. ?e sama nie bardzo rozumiem co autorka mia?a na mysli, bo po polsku kupy si? to nie trzyma. Mi?ej lektury ;-)


Porównanie dwóch telewizyjnych wersji „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen

1980 scenariusz Fay Weldon
1995 scenariusz Andrew Davies
Ostatnio wypo?yczy?am video z „Dum? i uprzedzeniem” (wersja Fay Weldon ), nie widz?c jej od jej pierwszej emisji w 1980 r. (mniej wi?cej) i dozna?am niemal szoku ogl?daj?c j? powtórnie. Oczywi?cie ta wersja mia?a mniejszy bud?et ni? wersja z 1995 r., co uczyni?o j? znacznie bledsz? (niemal anemiczn?) w porównaniu z wystawno?ci? przyj?? i balów nowej wersji. Wersja Weldona zosta?a zrobiona na video, z zastosowaniem technik telewizyjnych – np. d?ugie, wolne uj?cia, które daj? wra?enie spokoju i pewnego braku energii, w odró?nieniu od wersji Davies’a, zrobionej jako film, technik? filmow? w bardzo dowcipnym [pomys?owym, zr?cznym] wydaniu. W starszej wersji jest kilka elementów filmowanych – sceny spacerów b?d? przejazdów powozami – wszystkie bardzo stateczne.
Fascynuj?cym jest fakt, jak dwóch scenarzystów potrafi uzyska? tak odmienny efekt na podstawie tego samego materia?u. Weldon realizuje swoje przedsi?wzi?cie z damskiego punktu widzenia (zaskakuj?ce!), co mog?oby dowodzi? i? jest bli?szy wizji samej Jane Austen. Weldon traktuje pani? Bennet z troch? wi?ksz? sympati? – sugeruje, ?e ca?e z?o w ma??e?stwie Bennetów jest bardziej win? jej m??a ni? jej, poza tym jest mniej wrzaskliwa ni? nowa pani Bennet (Alison Steadman), która czasami karykaturalnie si? miota. Charlotte Lucas dano wi?cej znaczenia (a Jane Bennet zadziwiaj?co mniej) ale tak jak w powie?ci wi?kszo?? spraw widzimy z punktu widzenia Elizabeth. Na przyk?ad, kiedy Lizzie wpada na Darcy’ego w Pemberley jest to zaskoczenie zarówno dla niej, jak i dla nas, tak samo jak jej pó?niejsze odkrycie jego udzia?u w organizowaniu ma??e?stwa Lydii i Wickhama – i tak w?a?nie jest w ksi??ce, gdzie pozostajemy w stanie s?odkiej niepewno?ci. Wiele ksi??kowej narracji pojawia si? jako g?os wyra?aj?cy my?li Elizabeth, szczególnie w przypadkach jej rozwa?a? o Darcy’m na ró?nych etapach ich znajomo?ci. Wydaje si? to by? zbyt pedantyczne i nieciekawe, a nawet niepotrzebne – Jennifer Ehle i Colin Firth te same uczucia wyra?aj? cisz? lub mimik? [gr? twarzy].
Weldon i Davies narzekaj? na dialogi w ksi??ce, obydwaj zostali zmuszeni do ubarwienia ich, jako, ?e Jane Austen cz?sto przekazuje tylko istot? tematu rozmowy. (Zawsze zaskakuje mnie kiedy wracam do ksi??ki i odkrywam, ?e ona tak potrafi?a opisa? rozmow? jakby si? dok?adnie wiedzia?o co podczas niej zosta?o powiedziane). Na przyk?ad opisuj?c nag?e spotkanie z Darcy’m w Pemberely, Austen pisze tylko: (t?um. P-T) „On równie? by? bardzo zmieszany. Mówi? tonem, któremu brakowa?o zwyk?ej stateczno?ci, i tak cz?sto i bez?adnie powtarza? pytanie, kiedy wyjecha?a z Longbourn i od jak dawna jest w Derbyshire, ?e wyra?nie wida? by?o, jaki zam?t panuje w jego umy?le. Wreszcie inwencja opu?ci?a go ca?kowicie...” Colin Firth, oczywi?cie zagra? t? scen? przepi?knie.
Ponadto s? jeszcze co najmniej dwie rzeczy, które Weldon w??czy? a Davies pomin??, które wed?ug mnie powinny by?y pozosta?. Jedna to krótkie zdanie, w którym Darcy pisze w li?cie do Lizzy o Bingley’u „Cz?sto widywa?em go zakochanym”. To chyba bardziej usprawiedliwia jego decyzj? odseparowania Bingley’a od Jane. Druga za? ma miejsce w czasie pobytu Elizabeth w Netherfield, podczas opieki nad Jane, Bingley mówi wówczas do niej (t?um. P-T) „ Zapewniam Ci? pani, ?e gdyby Darcy nie by? w porównaniu ze mn? taki wielki i ros?y, to nie okazywa?bym mu nawet i w po?owie takiego szacunku. Stwierdzam bowiem, ze nie znam nikogo bardziej okropnego (sic) ni? on w pewnych okoliczno?ciach i w pewnych miejscach, a ju? specjalnie w jego w?asnym domu w niedzielne wieczory, kiedy nie ma nic do roboty”. To ?liczny moment uwiarygadniaj?cy przyja?? Darcyego i Bingleya a tak?e „ucz?owieczaj?cy” Darcy’ego.
Wersja Weldona wyd?u?a ko?cow? scen? zalotów Lizzy i Darcy’ego, przy pomocy wi?kszej liczby scen wzi?tych wprost z ksi??ki, podczas gdy Davies chcia?by ich jak najszybciej po?eni?. Zauwa?cie jednak, ?e sceny u Weldona s? grane z tak niewielk? mi?o?ci? i pasj?, z takim uprzejmym pohamowaniem, ?e naprawd? niewiele wnosz?. W nowszej wersji pojawia si? gustowne, d?ugie uj?cie Lizzy i Darcy’ego stoj?cych pod wielkim drzewem, jak na obrazku z pude?ka czekoladek z okresu Regencji. Mój jedyny ?al dotyczy tego, ?e w wersji Davies’a nie „upchni?to” moich ulubionych scen z ko?ca ksi??ki – kiedy np. Lizzy na?miewa si? z zachowania Darcy’ego po jego powrocie, w czasie jego odwiedzin w Longbourn. Scena ?lubu w wersji Davies’a to majstersztyk – wszystkie te uj?cia ró?nych par, ukazuj?ce ró?ne wizje ma??e?stwa – na przyk?ad kiedy pastor mówi o zaspokajaniu m?skiej ??dzy na tle uj?cia pa?stwa Bennet, co ?wietnie podsumowuje ich ma??e?stwo, a dalej mówi o wzajemnym towarzyszeniu sobie, pomocy i poczuciu bezpiecze?stwa na tle uj?cia z Darcy’m i Elizabeth – idealnej pary. Uwielbiam szeroki u?miech szcz??cia u Darcy’ego kiedy wychodzi z ko?cio?a – nareszcie nauczony nie ukrywania uczu? przed ?wiatem, kiedy mo?e ju? by? po prostu szcz??liwy.
Fay Weldon sk?ania si? bardziej ku komedii w porównaniu z Andrew Davies’em, szczególnie w scenach w Rosings z panem Collinsem. W?a?ciwie lubi? obie wersje pana Collinsa – wcze?niejszy to wysoka komicznie poruszaj?ca si? chudzina. Ostatni (David Bamber) trafi? w samo sedno opisu Collinsa z jego pompatycznym przekonaniem o w?asnej wielko?ci a zarazem uni?ono?ci?, tworz?c pole dla podtekstów. To jasne, ?e w Hunsford stale daje do zrozumienia Lizzy ile straci?a nie wychodz?c za niego za m??. Bior?c jej odpowied? z powie?ci, gdzie Jane pisze (?), ?e Lady Catherine „ dociekliwie wypytuje Charlott? o jej domowe sprawy, daj?c jej cudowne rady jak sobie z nimi wszystkimi radzi?”, Weldon pisze d?ugie przemówienia dla Lady C., które nam to ilustruj?, a nast?pnie pokazuje, ?e Charlotta stosuje si? do niektórych tych instrukcji w swoim domu. W wersji Davies’a widzimy tylko Mari? nerwowo przepakowuj?c? si? wed?ug instrukcji Lady Catherine. Lady C. w wersji Weldona jest m?odsza, elegantsza – bardziej ?mia?a, mniej przykra i pokr?cona ni? Lady Bracknell. Weldon dopisa? scenki dla Collinsów, których nie ma w ksi??ce – scen? zalotów Collinsa i Charlotty, i g?upi? scen?, w której sadz? sitowie (?) a on nosi ochronny kapelusz polecony mu przez Lady C. Scenki te s? ?ywe i ?mieszne (interesuj?ce, ?e s? nowym pomys?em), ale generalnie, atmosfera grzecznego pohamowania góruje nad ca?ym serialem.
Obaj panowie Darcy s? bardzo ró?ni. Pozwol? sobie zacz?? od powiedzenia (?adna niespodzianka!), ?e Colin Firth jest dla mnie ostatecznym Darcy’m – niemo?liwym by?oby wyobra?enie sobie kogo? lepszego. Wnosi on pasj?, inteligencj? i siln? fizyczno?? do tej roli, a tak?e romantyzm, zawi?o?? charakteru, delikatno?? i wspaniale uwidocznione podteksty. I oczywi?cie nie jest tajemnic?, ?e wygl?da bosko i wprost zieje seksapilem. Oczywi?cie jest wspomagany przez scenariusz Davies’a, który daje Darcy’emu wi?cej ekranowej obecno?ci ni? wersja Weldona czy nawet powie??. Tracimy troch? wra?enie zaskoczenia w dzia?aniu Darcy’ego, poniewa? Davies nam je pokazuje – wiemy, ?e Lizzy i Darcy spotkaj? si? w Pemberley, poniewa? widzimy jego przyjazd i jego (dzi? s?awn?) scen? k?pieli w stawie. Widzimy go poluj?cego na Wickhama w Londynie. Nie mamy z tym problemu, bowiem nie ma tu sceny któr? Davies napisa?by Darcy’emu, a która by?aby wyrwana z kontekstu opowie?ci. Kiedy Darcy wr?cza Elizabeth napisany przez siebie list, w powie?ci i w wersji Weldona – wszystko to si? dzieje – on pojawia si?, wr?cza go, i idzie, w wersji Weldona widzimy go odchodz?cego w bardzo stateczny sposób podczas gdy Lizzy siada na odpowiednim pniu drzewa i spokojnie czyta ca?y list, czytany g?osem Darcy’ego. W?a?ciwie powie?? mówi nam, ?e on pisze ten list o 8 rano, a mimo tego wersja Davies’a wydaje si? by? bardziej w?a?ciwa – to oczywiste, ?e m??czyzna tak opanowany przez pasj?, rozczarowanie i poczucie niesprawiedliwo?ci powinien nie spa? ca?? noc pisz?c prosto z serca ( wol? przymkn?? oko na to, ?e napisanie tego listu raczej nie powinno zabra? mu ca?ej nocy). Scena kiedy Darcy wybiera ubranie do jazdy konnej jad?c zobaczy? si? z Lizzy w Lambton robi wspania?e wra?enie ( a mnie dodatkowo dziwi – o co dok?adnie on przyjecha? j? zapyta?, skoro i tak ju? by?o zaplanowane, ?e tego dnia b?dzie jad?a u nich obiad?). Nawet scena szermierki wydaje si? by? uzasadniona, przypominaj?c nam, ?e Darcy mia? w?asne problemy do zwalczenia podczas gdy Lizzy usycha?a z t?sknoty po powrocie do domu w Longbourn. I oczywi?cie ogl?damy Colina Firth’a m?skiego i dziarskiego, spustoszonego przez mi?o?? ale jednak nie obra?onego (?).
A co? z drugim Darcy’m, Davidem Fintoul? Ma przyjemny, mi?kki d?entelme?sko brzmi?cy g?os, jest wysoki, ciemnow?osy i mo?na go nazwa? przystojnym, na swój surowy, plastyczny sposób. Wed?ug mnie, ma troch? dziwaczny kszta?t g?owy. Jest tak?e s?aby, pozbawiony uczucia, wizualnie ma?o ekspresyjny i porusza si? jakby po?kn?? kij. Nie ma w nim ani ?yciowej si?y, ani ?adnych przejawów ?ycia poza potrzeb? wtargni?cia w ?ycie Lizzy zgodnie z wymogami opowie?ci. To wydaje si? go troch? usprawiedliwia?. Zerkam do powie?ci ?eby przypomnie? sobie jak si? zachowuje Darcy i jest on tam ?ywy, oddychaj?cy, ludzki z prawdziwymi emocjami. Colin Firth zastosowa? si? do „scenicznych wskazówek” Jane Austen dos?ownie – ciekawe czy Davies zapisa? to w scenariuszu czy Colin odwo?a? si? do powie?ci? Na przyk?ad kiedy Darcy natyka si? na Lizzy w Pemberley, ksi??ka mówi: (t?um. P-T) „Oczy ich spotka?y si?, a policzki obojga okry? ciemny rumieniec. M?ody cz?owiek oniemia?, przez chwil? sta? jak skamienia?y..”
Albo pierwsze o?wiadczyny Darcy’ego w Hunsford?
„Bez tchu prawie pocz?? j? wypytywa? o zdrowie, przypisuj?c sw? wizyt? ch?ci us?yszenia, ?e ju? jej lepiej. Usiad? na chwil?, po czym zerwa? si? i pocz?? chodzi? po pokoju. [...] Trwa?o to kilka minut. Wreszcie Darcy podszed? do niej i zacz?? mówi? z przej?ciem: Daremnie walczy?em ze sob?..” itd.
Tak?e podczas k?pieli w stawie – dobrze, by? to oczywisty element zmys?owo?ci celowo wprowadzony – przyznaj? by?am raczej wstrz??ni?ta t? scen? i widokiem naszego dziarskiego bohatera krocz?cego w przemoczonej, kapi?cej koszuli przyklejonej do jego piersi. To dzia?a na wszystkich poziomach. Po pierwsze wyra?a fizyczno?? Darcy’ego – na co nowa wersja k?adzie zdecydowanie nacisk – widzimy go w trakcie treningu szermierki, je?d??cego konno, strzelaj?cego, p?ywaj?cego, k?pi?cego si?, spaceruj?cego – innymi s?owy, to ?ywy i krwisty m??czyzna pe?en energii i ?ycia, a nie tylko dystyngowany bohater z epoki Regencji (a takim widz? Darcy’ego w wykonaniu Rintoul’a). Ju? tylko to czyni?oby go wartym bycia partnerem dla Elizabeth granej przez Jennifer Ehle. Pami?tam, ?e od pocz?tku by?am ni? absolutnie oczarowana, od momentu kiedy zostaje nam przedstawiona w trakcie spaceru, kiedy zaczyna biec rozkoszuj?c si? wolno?ci? i aktywno?ci?. Wiedzia?am, ?e natychmiast polubi? t? Lizzy. Po drugie, spotkanie pomi?dzy Darcy’m i Lizzy ma absolutnie sens. Przedstawia Darcy’ego od ujemnej strony, pomagaj?c wzrosn?? zak?opotaniu obydwojga (tylko nie mówcie mi, ?e Lizzy nie zauwa?y?a jak on na ni? patrzy...) oraz daje mu mocny powód do wybaczenia mu i znikni?cia (wyjechania) do domu (?).
Jennifer Ehle jest wspania?a (zas?u?ona nagroda dla Najlepszej Aktorki BAFTA) – uda?o jej si? ud?wign?? wielk? odpowiedzialno??. Nie potrafi? sobie wyobrazi? lepszej Elizabeth, czuj? si? niemal ca?kowicie usatysfakcjonowana t? postaci? od czasu kiedy jest ona bohaterk? mojej ulubionej powie?ci. Jest urocza, weso?a, inteligentna, nieust?pliwa i zawzi?ta, bardzo ?adna, ale bez pos?gowego pi?kna, pope?nia b??dy, z?o?ci si?, nudzi, frustruje i ulega zak?opotaniu – jest ?yw? i krwist? kobiet?. Jej samotne spacery, oczywi?cie obecne równie? w powie?ci, ukazuj? tak?e jej fizyczno??, a Davies doskonale uchwyci? j? w wymy?lonej scenie kiedy bawi si? z psem w Netherfield a Darcy szpieguje j? z okna swojej ?azienki. Mo?na wi?c ?atwo zrozumie? dlaczego Darcy si? w niej zakocha?, i dlaczego poci?ga?a Wickhama, pu?kownika Fitzwilliama, a mo?e nawet i pana Collinsa. Jane Austen opisuje t? mieszank? s?odyczy i ?obuzerstwa w jej zachowaniu która oczarowa?a Darcy’ego, a Jennifer Ehle j? uosobi?a!
Dla kontrastu Elizabeth Garvie, która gra wcze?niejsz? Lizzy, jest wystarczaj?co ?adna i inteligentna (chocia? nosi jakie? bardzo niepochlebne (?) ubrania) lecz jest równie? md?a, sztucznie u?miechni?ta, skromna i daleka od ?agodnych manier. Porusza si? statecznie i nigdy nie ukazuje ?adnej pasji. Jedyny przypadek kiedy ona w?a?ciwie biegnie jest w jej dwuznacznym odwróceniu si? od ksi??ki (?). Kiedy dostaje z?e wie?ci o Lydii, zamiast Darcy’ego chodz?cego wokó? niej w gospodzie, ona biegnie ca?a drog? do Pemberley (!) i wpada na niego w salonie pod pretekstem zobaczenia si? z wujem. Co Fay Eeldon sobie my?la?? Có? to mówi o Elizabeth? Rintoul jako Darcy wykazuje w tej scenie zwyk?? grzeczno?? i oddalenie, wi?ksze ni? gdyby by? dalekim krewnym a nie zakochanym. Colin Firth zagra? to perfekcyjnie – wida? g??bok? nami?tno?? i g??bokie zaanga?owanie, które okazuje Lizzy – jak we wspania?ym momencie kiedy impulsywnie bierze jej d?o? w swoje obie d?onie, a nast?pnie cofa najpierw jedn? a potem drug? przez wzgl?d na w?a?ciwe zachowanie. Lubi? tak?e t? ma?? dodan? scenk? z Pemberley kiedy siedzi wieczorem osowia?y w salonie zaczepiany przez biedn? pann? Bingley, tu? przed podj?ciem decyzji o po?wi?ceniu siebie i swojej dumy dla Lizzy.
Na temat wszystkich tych d?ugich, t?sknych spojrze? – Jane Austen oczywi?cie powraca?a do nich wielokrotnie. Np. kiedy Darcy pozostawia Lizzy w gospodzie, odchodzi z „powa?nym, po?egnalnym spojrzeniem”. Komentarze na temat pi?knych oczu Lizzy s? cz?ste w ksi??ce. W wersji Weldona, Lizzy wiele mówi o spogl?daniu na ni? przez Darcy’ego, ale jako? nigdy tego nie pokazuj?. Zaskakuj?ce! Nie potrzeba mówi?, jak absolutnie by?am zachwycona tymi wszystkimi seksownymi spojrzeniami pomi?dzy Darcy’m i Lizzy w wersji Davies’a – i jak ka?dy by?am powalona niezwykle erotyczn? scen? gry na pianoforte w Pemberley. Kilka ?wietnych kusz?cych spojrze? tak?e, kiedy Darcy wraca do Longbourn z Bingley’em.
Colin i Jennifer przekazali tyle atrakcyjno?ci w tak subtelny sposób. Poca?unek na ko?cu, prawie wydawa? si? niepotrzebny – bo ju? wiadomo, ?e ta para jest idealna. Wykonali wspania?? prac? wykorzystuj?c j?zyk cia?a – uwielbia?am fakt, ?e kiedy oni spacerowali razem w Pemberley, pod?wiadomie na?ladowali si? nawzajem, spaceruj?c oboje mieli r?ce u?o?one za plecami. A kiedy w ko?cu schodz? si?, delikatnie zderzaj? si? [tr?caj? si?] ramionami id?c obok siebie.


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#3 2006-02-19 20:13:59

niya
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison, ze tez Ci sie chcialo smile Ale b. dobra praktyka przynajmniej


A co si? staje to si? staje tylko raz w tym czasie
I tylko raz w tym miejscu...

Offline

 

#4 2006-02-19 20:19:42

Gosia
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison, jestem zszokowana big_smile
Nawet nie wiesz, jak bardzo Ci dziekuje. Nie wiem jak ci sie odwdziecze za ten trud, ktory wlozylas w przetlumaczenie tego dlugiego przeciez tekstu.
Przeczytalam go z duzym zainteresowaniem, bo analiza, ktora przeprowadzila autorka, jest ciekawa i doglebna.

nie mog?am sobie odmówi? przybli?enia Ci choc troszk? opinii równej Tobie entuzjastki talentów i urody Colina.

Hehe big_smile

ma??e?stwa Lydii i Wickhama – i tak w?a?nie jest w ksi??ce, gdzie pozostajemy w stanie s?odkiej niepewno?ci.

Tak to pamietam. Wiem ze do konca nie wiedzialam ze Darcy bedzie chcial pomoc Lizzy w sprawie Wickhama (nie znalam wtedy jeszcze powiesci).

W nowszej wersji pojawia si? gustowne, d?ugie uj?cie Lizzy i Darcy’ego stoj?cych pod wielkim drzewem, jak na obrazku z pude?ka czekoladek z okresu Regencji.

To ciekawe, bo ja pamietam w starej wersji na koncu ujecie jak stoja pod starym drzewem.

Scena ?lubu w wersji Davies’a to majstersztyk – wszystkie te uj?cia ró?nych par, ukazuj?ce ró?ne wizje ma??e?stwa – na przyk?ad kiedy pastor mówi o zaspokajaniu m?skiej ??dzy na tle uj?cia pa?stwa Bennet, co ?wietnie podsumowuje ich ma??e?stwo, a dalej mówi o wzajemnym towarzyszeniu sobie, pomocy i poczuciu bezpiecze?stwa na tle uj?cia z Darcy’m i Elizabeth – idealnej pary.

Tez uwazam, ze to dobry pomysl.

Colin Firth jest dla mnie ostatecznym Darcy’m . Wnosi on pasj?, inteligencj? i siln? fizyczno?? do tej roli, a tak?e romantyzm, zawi?o?? charakteru, delikatno?? .. wygl?da bosko i wprost zieje seksapilem.

Oj zieje, zieje. I to jeszcze jak! big_smile

A co? z drugim Darcy’m, Davidem Fintoul? .... porusza si? jakby po?kn?? kij.

To zaskakujace. Ja tez tak wlasnie go pamietam.

Jennifer Ehle. Pami?tam, ?e od pocz?tku by?am ni? absolutnie oczarowana, od momentu kiedy zostaje nam przedstawiona w trakcie spaceru, kiedy zaczyna biec rozkoszuj?c si? wolno?ci? i aktywno?ci?. Wiedzia?am, ?e natychmiast polubi? t? Lizzy.... Jennifer Ehle jest wspania?a

Absolutnie tak.

Colin Firth zagra? to perfekcyjnie – wida? g??bok? nami?tno?? i g??bokie zaanga?owanie, które okazuje Lizzy – jak we wspania?ym momencie kiedy impulsywnie bierze jej d?o? w swoje obie d?onie, a nast?pnie cofa najpierw jedn? a potem drug? przez wzgl?d na w?a?ciwe zachowanie.

Tez lubie ta scene

Nie potrzeba mówi?, jak absolutnie by?am zachwycona tymi wszystkimi seksownymi spojrzeniami pomi?dzy Darcy’m i Lizzy w wersji Davies’a – i jak ka?dy by?am powalona niezwykle erotyczn? scen? gry na pianoforte w Pemberley.

Co tu dodac? wink

uwielbia?am fakt, ?e kiedy oni spacerowali razem w Pemberley, pod?wiadomie na?ladowali si? nawzajem, spaceruj?c oboje mieli r?ce u?o?one za plecami. A kiedy w ko?cu schodz? si?, delikatnie zderzaj? si? [tr?caj? si?] ramionami id?c obok siebie.

A tego to nie zauwazylam, moze trzeba obejrzec jeszcze raz. big_smile

Wersj? z 1980 pamietam, ale nie we wszystkich szczegolach, sadze jednak ze autorka niewiele sie myli, jesli w ogole gdzies sie myli.

Alison, jestes niezastapiona.
Ja Cie po prostu kocham big_smile

Offline

 

#5 2006-02-19 21:06:33

Kazik
(Admin)

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Brawo Alison. Ale zosta?o Ci jeszcze jedno - zg?osi? ten tekst jako artyku? na stron?smile (z podaniem autora, ?ród?a i t?umacza). Je?li nie wiesz jak to podpowiadam: "Menu" -> "Zamie?? artyku?".


"Barbarzy?cami nazywamy tych, których zwyczaje ró?ni? si? od naszych" (Benjamin Franklin)

Offline

 

#6 2006-02-19 22:36:34

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison - jeste? wielka!!! Jeste? bogini?!!
Pe?ne pokory pok?ony przesy?am.


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#7 2006-02-19 22:55:49

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Brawo Alison. Ale zosta?o Ci jeszcze jedno - zg?osi? ten tekst jako artyku? na stron?smile (z podaniem autora, ?ród?a i t?umacza). Je?li nie wiesz jak to podpowiadam: "Menu" -> "Zamie?? artyku?".

Ale ja si? wstydz?, bo t?umacz ze mnie jak z koziej rurki saksofon. W wielu miejscach ten tekst w ogóle nie brzmi po polsku, a ja z moim angielskim w paru miejscach nie kaczam o co biega autorce (wszystkie te znaki zapytania), sama czyta?am wi?c to zapisa?am, zrobi?am to w prezencie i przez solidarno?? w mi?o?ci do Colina dla Gosi :oops:


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#8 2006-02-19 22:57:51

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Wielko?ci Twej nie ujmuje ?adna fa?szywa nuta i skaza, któr?, o Pani, z mozo?em usi?ujesz nam wtrabani?!!!


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#9 2006-02-19 23:04:54

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

A tak z innej beczki, to ten artyku? u?wiadomi? mi, jak wiele rzeczy twórcy wciskaj? naszej pod?wiadomo?ci. Ogl?daj?c film nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy. Ot chocia?by pierwsze uj?cia serialu: dowiadujemy si?, ?e dwóch m?odych ludzi przyje?d?a w okolic?, zamierzaj? wynaj?? dwór, jeden jest zachwycony perspektyw? zamieszkania na wsi, drugiego to troch? przera?a. Jedna króciutka scena, a ile informacji, nastepna to biegn?ca Lizzy - widz dowiaduje sie jak ona wygl?da, ?e ma bogat? osobowo?? skoro lubi samotne spacery i si? sama ze soba nie nudzi, ze sposobu w jaki biegnie te? dowiadujemy si?, ?e jest otwarta, niezale?na i wolna jak ptak, za chwil?, podwórko i dom Bennetów (widzimy jak mieszkaj?), s?ycha? awantury mi?dzy dziewczetami (poznajemy atmosfer? domu) i znacz?ce spojrzenie Lizzy rzucone przez okno ojcu i jego wywrócone oczy (wiadomo, ?e wkurza go to co dzieje si? w domu, ale stara si? nie bra? w tym udzia?u, ?e Lizzy cieszy si? u niego specjalnymi wzgl?dami i ?e istnieje pomi?dzy nimi to specjalne porozumienie ojciec-córka). 2 minuty filmu, a ile? ksi??kowych tre?ci. To niesamowite!!!


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#10 2006-02-19 23:46:34

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Aha, z wra?enia zapomnia?am podzi?kowa? za wszystkie mi?e s?owa, a co do ewentualnego artyku?u, to mo?e jest na forum jaka? anglistka, która to t?umaczenie uzdatni do spo?ycia, to ja ch?tnie odstapi? prawa autorskie i róbta z tym co chceta, dla mnie to by?o ?wiczenie i przyjemno?? smile


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#11 2006-02-20 07:54:53

Gosia
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison, to o czym mowisz (podswiadomosc itp) to kwestia dobrego scenariusza. Dlatego podoba mi sie wersja z 1995 (chyba o niej mowisz wink bo tam aktorzy (na co zreszta zwrocila uwage autorka tego porownania) potrafili w krotkich scenkach oddac ducha powiesci i relacje miedzy bohaterami. Ta ciepla pelna porozumienia relacja: ojciec-corka w tej wersji jest oczywista od poczatku, widac wyraznie jak pan Bennet zwraca sie do Lizzy, jak na nia patrzy i od razu wiemy, ze to jego ulubiona corka.
Podobnie scenki miedzy Lizzy a panem Darcym znakomicie obrazuja ich relacje.

zrobi?am to w prezencie i przez solidarno?? w mi?o?ci do Colina dla Gosi

Czuje sie zaszczycona. big_smile i Colin mam nadzieje tez wink

P.S A tekst wystarczy tylko troszeczke dopiescic i jestem pewna, ze bedzie sie cieszyl duzym uznaniem wsrod gosci tej strony.

Offline

 

#12 2006-02-20 09:10:26

Gitka
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison wielkie, wielkie dzi?ki, jeste? wielka.
Ja chyba te? jeszcze raz zobacz? scen? gdy "spacerowali razem w Pemberley, pod?wiadomie na?ladowali si? nawzajem" musz? si? dok?adnie przyjrze? (chyba nie doceni?am tej sceny).
Jeszcze raz dziekuj?.

Offline

 

#13 2006-02-20 09:12:11

Mag
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison s?owa uznania i podziwu za ci??k? prac?,?e podzieli?a? si? z nami jej efektem
i jeszcze u?ciski za Colinka lol (on naprawde jest panem Darcy - jedyny prawdziwy :!: :!: :!: )


GG 6318358

Offline

 

#14 2006-02-20 20:55:00

izek
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison, do??czam sie do podzi?kowa? big_smile
a artyku? jest bardzo klarowny w twoim t?umaczeniu big_smile


gg 5425654

Offline

 

#15 2006-02-20 23:25:42

arydno
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison, ja juz Ci nie bede slodzic, ale...wielkie dzieki (ja nie jestem anglojezyczna niestety)...

Artykul bardzo ciekawy

Offline

 

#16 2006-02-20 23:30:15

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Bo?e wielki, ja ju? nie pamietam kiedy mi tyle osób naraz okazywa?o tak? wdzi?czno??. Jak to cz?owiek nie wie kiedy co si? z czego urodzi.
Ale nawet nie wiecie dziewczynki jak? mi radoszke wielga?n? sprawiacie :-)


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#17 2006-02-20 23:34:10

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison my stop Twych ca?owa? niegodne!!!
Ty? naszym promyczkiem s?onecznym na tym ?ez padole.
Ty? nasz? królow?-Matk? (wielokrotnie prze?o?on?).
Tys naszym bo?yszcze, idolem.
Ty? cudem, ty? idolem, ty? bogini?!!!


Eeee. Ju? mi troche brakuje konceptu.


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#18 2006-02-20 23:36:53

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Chyba se to drukn? i rozwieszem tam gdzie mnie tak nie doceniajom. Mo?e doceniom ;-) wre?cie 8)


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#19 2006-02-20 23:41:22

Gosia
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison my stop Twych ca?owa? niegodne!!!

big_smile

Offline

 

#20 2006-02-20 23:43:13

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Alison my stop Twych ca?owa? niegodne!!!

big_smile

I z czego si? cieszy? Sama jest sprawczyni? ca?ego tego zamieszania i jeszcze sie ?mieje...


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#21 2006-02-20 23:46:39

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

je?li chcesz, to moge jeszcze dopisa?. Poczekaj tylko a? puszeczka si? wypró?ni big_smile
To jak? Opró?nia? ciutke intensywniej?


Nawet kojot na kamieniu mo?e dosta? wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#22 2006-02-20 23:50:18

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Ju? nie, ju? nie. Molto grazie mia donna, bo si? ze wstydu tu spal? na kupk? popio?ku i b?dziecie musia?y sprz?ta? po mnie.


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#23 2006-02-21 07:58:11

Gosia
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Ciesze sie, ze za moim tu podszeptem, dzieki swojemu niezaprzeczalnemu talentowi tlumacza i literata, stalas sie bozyszczem calego forum big_smile

Offline

 

#24 2006-02-21 08:12:36

Alison
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Eh, moja Ty MUZO ;-)


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyn?, swoja, w?asna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#25 2006-02-21 10:48:50

Gosia
Użytkownik

Re: Dwie ekranizacje 1980 i 1995

Wiesz, Alison, zeby nie wyjsc z wprawy......... wink jakby brakowaloby Ci pracy tworczej.......,
to na tej samej stronie jest analiza balu w Nethierfield w wersji z 1995:
http://www.geocities.com/Hollywood/Acad … PBall.html
Ale oczywiscie nie osmielam sie nawet prosic wink

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB