Ogród Jane Austen

Klasa i kasa

felieton Wojciecha Orlińskiego, zamieszczony w dodatku telewizyjnym Gazety Wyborczej z 18 czerwca 2004 r. "Jestem jak handlarz narkotyków, który sam nigdy nie zażywa świństwa, które sprzedaje narkomanom" - tak Colin Firth opisywał swoje podejście do roli Fitzwilliama Darcy, którą złamał serca milionom kobiet rzeczywistych i urojonych (jego największą fanką jest przecież Bridget Jones).

"Nigdy tego nie czytałem, to jakieś bzdury dla dziewczyn" - tak przed przyjęciem roli Firth podsumował swój stosunek do całego dorobku Jane Austen. I pewnie właśnie dlatego, choć w postać aroganckiego arystokraty z "Dumy i uprzedzenia" wcielało się już wielu aktorów, będzie on już zawsze dla wszystkich mieć twarz Firtha. Wszak najlepiej arystokratę zagra ktoś, kto nie wierzy w te wszystkie bzdury o lordach i herbach - bowiem prawdziwy arystokrata powinien się zachowywać wyniośle nawet na gilotynie, kiedy wszystkie herby mu już odebrano.

Firth jest zresztą o krok od autoparodii - te pogardliwe spojrzenia, snobistyczne gesty, wydęte wargi! Być może jednak właśnie tak należy pokazać angielskiego arystokratę z epoki Regencji (1812-30). Były to czasy, w których Anglia - uwikłana w wojny europejskie, w napięcia związane z rewolucją przemysłową oraz w budowę światowego imperium - była praktycznie pozbawiona przywódcy. Król Jerzy III oszalał i został usunięty z tronu, a regentem został jego syn, książę Walii, dla którego liczyła się tylko moda, kobiety, jedzenie i alkohol.

Przykład szedł z góry - Anglicy w tym okresie świetnie się bawili (o ile było ich stać), a moda - zwłaszcza męska - należała do najbardziej wyuzdanych w czasach nowożytnych. Chyba nigdy potem, nawet w czasach najnowszych, wśród mężczyzn nie było modne noszenie aż tak obcisłych spodni, podkreślających każdy mięsień. Nic dziwnego, że kobiety tak przepadają za filmami kostiumowymi z epoki Regencji.

Pomijając takie skojarzenia, współczesna Bridget Jones ma wiele powodów by tęsknić za tamtą epoką. Paradoksalnie, w czasach w których stosunkami społecznymi rządziła "duma i uprzedzenie", w pewnych aspektach panowała większa tolerancja niż dzisiaj. Jasne, choć sztywne podziały klasowe wyznaczały miejsce każdego w społeczeństwie i tworzyły bariery nie do przeskoczenia, jednak - przynajmniej w ramach swojej klasy - można było sobie pozwolić na pewną ekscentryczność. Pod tym względem swobody było więcej niż dziś, kiedy każdy bardzo stara się być cool i trendy. A i dzisiejsza demokracja też przecież podziałów klasowych nie zlikwidowała do końca. W najlepszym przypadku zastąpiła je podziałami kasowymi.

Było jednak coś uroczego w obyczajach tamtej epoki, choćby w tak daleko idących zakazach dotyczących obrażania rozmówcy. W czasach Regencji kobieta poproszona do tańca nie mówiła nigdy mężczyźnie, że nie chce tańczyć z nim - raczej mówiła, że nie ma ochoty w ogóle tańczyć w tej chwili. Oczywiście, kiedy wszyscy wszystkich zapewniali o tym, że są nawzajem sługami uniżonymi i pozostają z najgłębszym szacunkiem, było w tym mnóstwo zwykłej hipokryzji (demaskowanej zresztą przez Jane Austen). Ale... czy teraz jej nie ma? Czy dwa stulecia przemian obyczajowych nie doprowadziły nas do sytuacji, w których jesteśmy tak samo zakłamani jak nasi przodkowie - ale gorzej się bawimy, mniej dbamy nawzajem o swoje uczucia, gorzej się ubieramy... Zamieniliśmy klasę na kasę i to chyba nie był dobry interes.

kazik, 2004-10-08 21:38:16

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence