Ogród Jane Austen

Fanfiction - przykładowe przetłumaczone opowiadanie

Kiedyś obiecałam, że przetłumaczę jakiegoś fanfika, więc dotrzymuję słowa. Przepraszam, że opowiadanie jest krótkie i mało ambitne, ale kiedyś bardziej się postaram. Nie bądźcie zbyt surowi dla moich wątpliwych zdolności lingwistycznych :)
Opowiadanie pochodzi z Derbyshire Writers' Guide i zostało nadesłane przez niejaką Ashkę.Możemy porozmawiać?


Pewnego razu, w pewnym miejscu? na przykład po świętach wielkanocnych w Hunsford.

- Dobry wieczór, panno Bennet.
- Pan Darcy. Cóż za niespodziewana wizyta.
- I dlatego nieprzyjemna?
- Tak, to znaczy nie... nie. Proszę wybaczyć mój brak gościnności. Może pan usiądzie?
- Nie, dziękuję. Postoję. Czy mogę spytać o zdrowie pani?
- Tak, może pan.
-???
- Czuję się dobrze, dziękuję.
- Panno Bennet, pewnie się pani zastanawia w jakim celu tu przyszedłem.
- W rzeczy samej, zastanawiam się.
- Ja... przechodziłem obok i postanowiłem zajrzeć.
- Czyżby?
- Eee... panno Bennet, nie potrafię pani okłamywać. Przyszedłem tutaj w pewnym celu.
- Czyżby?
- Tak, tak, mam z panią do omówienia sprawę niecierpiącą zwłoki.
- Czyżby?
- Nie może pani powiedzieć czegoś innego oprócz "czyżby"? Zaraz zacznę wątpić...
- Czyżby?
- Panno Bennet?!
- Proszę się nie martwić. Nie oszalałam. Jeszcze.
- Co za ulga.
- Tak, co za ulga, prawda?
- Panno Bennet, przybyłem tu w pewnym celu.
- Czyżby?
- Tak, ja... proszę pozwolić mi wyznać, jak gorąco panią podziwiam i ko... szanuję. Już na początku naszej znajomości zacząłem szanować pani inteligencję i bystrość, wdzięk i piękno...
- Przepraszam. Źle się czuję, a pan mnie zaskoczył...
- Proszę o wybaczenie, jeśli przeszkadzam pani w odpoczynku. Muszę panią przeprosić.
- Właśnie pan to zrobił.
- Tak? A, tak. Proszę być pewną, że nie miałem zamiaru przeszkadzać.
- Czyżby?
- Panno Bennet!?!
- Wybaczam panu.
- Dziękuję.
- Niech pan kontynuuje.
- Dziękuję. Jak mówiłem... co mówiłem?
- Może coś o mojej inteligencji?
- A, tak, dziękuję.
- Nie ma za co.
- Dziękuję. Zacząłem szanować pani inteligencję i bystrość.
- Już to chyba przerabialiśmy.
- Zawsze jest pani tak sarkastyczna, gdy dżentelmeni wyjawiają pani swoje uczucia?
- Nie wiem. Nie mam w tych sprawach dużo doświadczenia. A pana Collinsa nie mogę zaliczyć do dżentelmenów.
- Co takiego? Czy ta ropucha oświadczyła się pani?
- Ta ropucha jest moim kuzynem. Ja nie przezywam pana ciotki.
- Czemu nie?
-???
- Ja oczywiście nie zabraniam pani.
- Jest pan uosobieniem grzeczności.
- Czyżby.
- Teraz pan zaczął!
- Co zacząłem?
- Czyżby!
- Panno Bennet!
- Panie Darcy!
- Eee... więc ta... ten pastor oświadczył się pani?
- Cóż, tak, zrobił to. Czemu tak to pana dziwi? Czy aż tak nie nadaję się na żonę?
- Nie. Jestem na to żywym dowodem. Ale, panno Bennet, co chciałem powiedzieć zanim mi pani przerwała, to...
- Och tak, przepraszam, że przerwałam. Moim celem nie było obrażenie pana, tylko wyrażenie mojego zaskoczenia.
- Czy to aż tak wielki szok, że oświadczam się pani?
- Cóż, mówiąc szczerze... tak.
- Cóż, dziękuję.
- Och, proszę, panie Darcy, niech pan nie będzie taki sarkastyczny.
- Nie ja zacząłem.
- Tak, chyba ma pan rację. Ja zaczęłam i muszę przeprosić. To była bardzo niemądra rzecz z mojej strony. Przepraszam.
- Przyjmuję i nie obraziłem się.
- Dziękuję.
- Hmmm, czy mogłaby mi pani powiedzieć, czemu była pani tak wstrząśnięta, gdy się pani oświadczyłem?
- Cóż, ponieważ... Ale pan się jeszcze nie oświadczył.
- Tak? Więc zrobię to później. Czy mogłaby mi pani odpowiedzieć?
- Ponieważ nigdy nie sądziłam, że byłby pan zdolny oświadczyć się właśnie mnie. Zawsze patrzył się pan na mnie z oskarżycielską miną.
- Oskarżycielską?! Nie byłem w stanie mówić przez podziw dla pani, moje uczucia mną zawładnęły!
- Więc dobrze je pan ukrywał.
- Znów staje się pani sarkastyczna.
- Przepraszam.
- Dlaczego wciąż się kłócimy?
- Może dlatego, że jeszcze się pan nie oświadczył?
- Tak jest pani niecierpliwa?
- Nie, a pan?
- A niby czemu miałbym być niecierpliwy?
- No właśnie, a czemu ja?
- Nie wiem. Kobiety są zawsze niecierpliwe.
- A skąd pan wie, że my, kobiety, jesteśmy niecierpliwe?
- Z obserwacji.
- Czyich?
- Moich własnych.
- A były one bezstronne?
- Oczywiście.
- Ha!
- Panno Bennet, prychanie jest niezbyt dystyngowane.
- Brzmi pan jak lady Catherine.
- Dziękuję. Teraz naprawdę mnie pani obraziła.
- Łatwo się pan obraża.
- Pani również.
- Nieprawda.
- Panno Bennet, błagam. Ale wróćmy do poprzedniego tematu.
- Któż mógłby oprzeć się takiej prośbie? Zamieniam się w słuch.
- Po tym, jak zacząłem podziwiać pani urodę i inteligencję i po spotkaniu pani tutaj w Kent doszedłem do wniosku, że...
- Nie gryzę?
- Panno Bennet, to bardzo niegrzecznie!
- Bardzo przepraszam. To się już nie powtórzy.
- Mam nadzieję.
- Nie jest przypadkiem za gorąco w tym pokoju?
- Panno Bennet, proszę nie zmieniać tematu.
- Będę milczeć jak grób.
- Doszedłem do wniosku, że pasowalibyśmy do siebie w pożyciu małżeńskim.
- Słucham?!
- Panno Bennet, to się staje frustrujące!
- Co takiego?
- Wciąż mi pani przerywa!
- Przepraszam.
- Proszę przestać przepraszać i przerywać.
- Tak, proszę pana.
-?
- Dlaczego nic pan nie mówi, gdy już przestałam przerywać?
- Czekam na odpowiedź.
- Och.
-?
-?
- I?
-?
- Jak jest pani odpowiedź?
- Na co?
-??
-??
- To jest... to jest... panno Bennet, wyznałem pani moje najgłębsze uczucia i czekam na odpowiedź.
- Ale pan nie zadał pytania.
-??
- To było stwierdzenie.
- Zaraz zwariuję!
- Jak bardzo?
- Słucham?
- Jak głębokie są pańskie uczucia?
- Chce pani, żebym podał w liczbach?
- Trochę cierpliwości. Cierpliwość jest cnotą mężczyzn.
- To miłe. Pewnie ja to powiedziałem.
- Przepraszam, panie Darcy, ale nie. Chcę usłyszeć pewne słowo.
- No tak, oto kobieta. Chce pani grać w jakieś gierki?
- Nie do końca. Konkretnie chodzi o dwa małe słówka.
- Czy nie powiedziałem już wystarczająco dużo?
- Niekoniecznie.
- Nie mam pojęcia, o co pani chodzi.
- No nie wiem. Pomogę panu. Pierwsza litera to "k", druga "o"...
- Mam dość tych zagadek.
- Więc dla pana to zagadka?
- Tak.
- Och.
- Więc koniecznie chce to pani ode mnie usłyszeć?
- Tak.
- Więc nie powiedziałem wystarczająco dużo?
- Nie.
- I nie oświadczyłem się pani?
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- W porządku. Więcej nie usłyszy pani ode mnie ani słowa. Do widzenia.
- Ale, panie Darcy, pan mnie naprawdę nie spytał!
- Dość tego.
- No cóż, jeśli naprawdę pan tego chce.
- Tak.
- Pańska prośba jest dla mnie rozkazem.
- Dokładnie.
- Nie zajmuję dłużej pana.
- Do widzenia.
Czy naprawdę musiał trzaskać drzwiami?

dorotka, 2005-01-07 20:59:26


Komentarze:

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence