Ogród Jane Austen

Rozważna i romantyczna (2008) - recenzja

Rozważna i romantyczna 2008Rozważna i romantyczna to klasyka literatury angielskiej w najlepszym wydaniu. Napisana przez Jane Austen na początku XIX wieku historia nic nie traci ze swojej aktualności. Zresztą jak wszystkie wydarzenia opisane przez angielską pisarkę. Autorka najbardziej znana jest naturalnie z Dumy i uprzedzenia, która jest majstersztykiem i perłą w literaturze angielskiej. Jej pierwsza opublikowana książka Rozważna i romantyczna również jest pełna emocji, pasji i miłości. Ostatnio powstała nowa ekranizacja powieści, zrobiona przez BBC w oparciu o genialny scenariusz Andrew Daviesa. Tak, to ten sam człowiek, który stworzył mokrą koszulę pana Darcy'ego w ekranizacji BBC Dumy i uprzedzenia z 1995 z Colinem Firthem, a co za tym idzie odpowiedzialny jest również za powstanie w umyśle pani Helen Fielding pomysłu na jej bohaterkę, zakochaną bez pamięci w panu Darcym, Brigdet Jones.

Rozważna i romantyczna - zdjęcie z filmuDlatego gdy tylko usłyszałam, że BBC bierze się za nową ekranizację Rozważnej, wiedziałam doskonale, że będzie na co czekać. DVD kupiłam w ciemno. Co prawda film został niedawno wyemitowany w trzech odcinkach na BBC One, lecz niestety ja musiałam obejść się smakiem, bo telewizji nie posiadam. Jednakże oto właśnie jest, niczym świeża bułeczka, najnowsze wydanie Rozważnej i romanycznej (Sense and Sensibility). Trzy siostry i matka zostają bez grosza po śmierci pana Dashwooda. Cały majątek dziedziczy syn z pierwszego małżeństwa, a wdowa z córkami muszą szukać nowego schronienia nad głową. W rezultacie są tak biedne, że stać je tylko na wynajem małego domku. Zanim jednak się wyprowadzą ze swojego starego domu, najstarsza z panien Dashwood zakochuje się w bracie swojej bratowej ku wielkiej dezaprobacie tej ostatniej. Gdy jednak się wyprowadzają, Elionor traci nadzieję na wzajemność. Z kolei już na miejscu młodsza Marianne poznaje w bardzo romantycznych okolicznościach wspaniałego i przystojnego (chociaż aparycja aktora w najnowszej wersji jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia) Willoughby'ego, który oczarowywuje ją swoją romantyczną naturą i znajomością poezji. Marianne w tym samym czasie wpada w oko pułkownikowi Brandonowi, mężczyźnie, który po śmierci swojej jedynej pierwszej miłości, nigdy nie spojrzał na inną kobietę do czasu poznania Marianne. Ta jednak uparcie i ślepo zakochana jest w Willoughbym. Zakochana w Ewardzie Ferrarsie Elionor dowiaduje się, że jest on potajemnie zaręczony z inną, która chce być jej najlepszą przyjaciółką - głupią i pustą, ciągle paplającą o swoim szczęściu Lucy Steele.

Rozważna i romantyczna - zdjęcie z filmuJest tu wszystko, co prawdziwa historia miłosna powinna posiadać - wspaniałe bohaterki, zakochane do szaleństwa i karmiące się nadzieją, by w końcu ją stracić lub, nie mając już nadziei na szczęście, wreszcie ją odnaleźć. Zapewne wielu kojarzy historię po wcześniejszej kinowej wersji z Emmą Thompson i Kate Winslet w rolach Elionor i Marianne Dashwood. Był to film tak dobry i kultowy dla mnie, że wybaczyłam mu wszystkie dość czasami spore nieścisłości w fabule. A ja rzadko kiedy skłonna jestem zaakceptować odstępstwa od oryginału, jeśli chodzi o ekranizacje. Bardzo mnie denerwuje każda zmiana, każda wizja reżysera i tym podobne. W filmie wyreżyserowanym przez Anga Lee wybaczyłam wszystko - to że uśmiercono Lady Middleton, to że Edward wcale nie odwiedza pań Dashwood w ich wiejskim domu, to że zredukowano panny Steele do jednej i to, że o wielkiej pani Ferrars jest tylko kilka wzmianek, podczas gdy powinna się była pojawić. Ale to był film, wersja kinowa, także trzeba było zrezygnować z niektórych wątków czy mało istotnych postaci. Emma Thompson za swój scenariusz dostała Oscara w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany, zasłużenie zresztą. Mało jest bowiem ekranizacji, których zredukowana fabuła jest jasna i przejrzysta. Zazwyczaj redukcje mają to do siebie, że potem właściwie nie wiadomo o co chodzi, bo z racji braków czasu pominięto ten czy inny wątek.

Rozważna i romantyczna - zdjęcie z filmuAle oto nadeszła telewizyjna adaptacja, serial w trzech odcinkach, który zawiera wszystkie te niby nic nie znaczące detale, a jednak przez wszystkich miłośników książki jakże wyczekiwane. Każdy ma swoje wyobrażenie o bohaterach, o ich wyglądzie i sposobie mówienia o tych wszystkich muślinowych sukniach, domach na wsi i zastawach, że doprawdy trudno zaspokoić oczekiwania wszystkich. Moim zdaniem twórcy najnowszej ekranizacji włożyli w nią dużo pracy i serca. Już samo to, że umiejscowili Barton Cottage wśród klifowych nadbrzeży nadaje filmowi specyficznego, morskiego klimatu. Niesamowite, urzekające zdjęcia połączone z doskonale napisaną i całkowicie oddającą nastrój muzyką sprawiają, że ten film się przeżywa, a nie tylko ogląda. Wszystko jest tak bliskie, emocjonalne i wzruszające, że trudno nie utożsamić się z bohaterkami. Trudno nie przejąć się ich problemami. Trudno nie wierzyć, że Marianne naprawdę kocha Willoughby'ego, nawet po tym, kim okazał się być naprawdę.

Rozważna i romantyczna - zdjęcie z filmuTylu emocji nie przekazała jeszcze żadna jak dotąd ekranizacja powieści Jane Austen. Oczywiście, jako że scenarzysta był ten sam, co w przypadku innych udanych ekranizacji XIX-wieczych powieści, nie obyło się bez swoistych cytatów. I tu możemy znaleźć scenę z mokrą koszulą, również tętniącą emocjami i erotyzmem. Właściwie możnaby się oburzać, że film najeżony jest podtekstami erotycznymi (pierwsza scena jest, było nie było, sceną erotyczną, w pełni jednak uzasadnioną, choć z początku trochę szokuje), a to wszak nie wypada, bo to klasyka literatury, bo to Jane Austen, ale nie oszukujmy się... Przecież Jane Austen opisywała ludzi z krwi i kości z całą ich cielesnością, głupotą, pasją i pożądaniem. Gdyby tak nie było. nie opisałaby w Dumie i uprzedzeniu ucieczki Lidii z Wickhamem. Nie opisałaby wątku Willoughby'ego i uwiedzionej przez niego dziewczyny.

Ale wracając do ekranizacji. Tu właśnie widać wszystkie uczucia, które tak doskonale słowami oddała Jane Austen. Wiadomo, że film i książka rządzą się innymi prawami, że jest medium przekazu. W filmie najważniejsze są właśnie obrazy, to co w książce jest opisane w filmie wystarczy pokazać, nie trzeba już o tym mówić. Dlatego tak bardzo podobał mi się ten film, bo on właściwie już nic nie opisywał, wszystko zostało przekazane tak, jak powinno. Najwżniejsze momenty nie są tylko opisane, powiedziane przez bohatera, wyrecytowane oschle i zimno, bez uczucia z typowo angielską flegmą, jak to miało miejsce w ekranizacjach z lat osiemdziesiątych, one są przeżyte, zagrane tak dobrze i przekonywująco, że aż dech zapiera. Bo ogólnie, generalizując i spłycając, historia jest prosta. Można ją opowiedzieć w jednym zdaniu, ale podobno takie historie są najlepsze. Płakałam. Płakałam jak dziecko, gdy prawda o Willoughbym wyszła na jaw, niszcząc tym samym wszystkie nadzieje na szczęście w naiwnie zakochanym sercu Marianne Dashwood.

Rozważna i romantyczna - zdjęcie z filmuPłakałam, choć wiedziałam od początku jak ta historia się skończy i jakim draniem okaże się być Willoughby. Widząc tę miłość między nimi, prawdziwą i czystą, nawet potem i z jego strony, było mi naprawdę szkoda, że im nie wyszło, że ona tak strasznie cierpi. I tak bardzo mi było żal Elionor, gdy wyzuta z resztek nadziei, słuchała niesamowitego wyznania Lucy Steele, jak to niby ona i Edward się kochają. Może nawet bardziej żałowałam Elionor, bo ona musiała to wszystko ukrywać, dusić w sobie, udawać, że cieszy się ze szczęścia przyjaciółki, choć tak naprawdę serce jej pękało. Oczywiście Jane Austen nie pozwoliłaby swoim bohaterkom męczyć się tylko po to, by ich potem za te wszystkie cierpienia nie wynagodzić. Wszystko kończy się dobrze i za to właśnie kocham jej powieści. Bo wierzyła, że w czasach gdy na arenie matrymonialnej liczyły się głównie pozycja i pieniądze, jest jeszcze miejsce na prawdziwe uczucie między dwojgiem ludzi. Polecam, polecam gorąco i serdecznie. Miła i przyjemna lekcja angielskiego.

Reżyseria: John Alexander
Scenariusz: Andrew Davies
Muzyka: Martin Phipps

Obsada:
Hattie Morahan - Elinor Dashwood
Charity Wakefield - Marianne Dashwood
Janet McTeer - Pani Dashwood
Dominic Cooper - Willoughby
Tabitha Wady - Charlotte Palmer
David Morrissey - Pułkownik Christopher Brandon
Dan Stevens - Edward Ferrars
Simon Williams - Henry Dashwood
Tim McMullan - Pan Palmer
Anna Madeley - Lucy Steele

bezpaznokcianka

bezpaznokcianka, 2008-02-18 12:43:13

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence