Ogród Jane Austen

Zakochana Jane oczami heretyka

Zakochana JaneCzy biograficzny film opowiadający historię znanej angielskiej pisarki, musi być produkcją przeznaczoną tylko dla wiernych fanów autorki? Czy można nakręcić film, który z ciekawością i wypiekami na twarzy będą mogli obejrzeć również ci, którzy nie znają ani życiorysu, ani, tym bardziej, żadnej z książek głównej bohaterki? Okazuje się, że można, czego niezłym przykładem jest Zakochana Jane w reżyserii Juliana Jarrolda, opowiadająca historię żyjącej na przełomie XVIII i XIX wieku Jane Austen.

Jako standardowy chyba reprezentant męskiej części publiczności tegoż filmu, która udała się do kina w celu towarzyszenia swym Życiowym Wybrankom, przed seansem byłem zupełnie nieświadomy zarówno dokonań literackich Jane Austen, jak i filmowych adaptacji jej dzieł. Miałem nieodparte przeczucie, że film wypełniony będzie zupełnie dla mnie niezrozumiałymi różnego rodzaju nawiązaniami i odwołaniami, skutecznie utrudniającymi mi zrozumienie fabularnych zawiłości. Oczywiście nie myliłem się - odniesień do twórczości Jane była cała masa, ku mojemu jednak zdziwieniu były one na tyle dobrze wplecione w fabułę, że dla mnie zupełnie niezauważalne. O ich istnieniu dowiedziałem się tak naprawdę dopiero po projekcji. Tym samym w gruzach legły moje obawy, iż stworzony został obraz, którego nie da się oglądać bez przynajmniej podstawowej znajomości dokonań głównej bohaterki. Dało się - i to całkiem nieźle.

Jaka jest więc Zakochana Jane? Dla mnie, wielbiciela kina raczej troszkę bardziej rozrywkowego, obraz ten wpisuje się w kategorię kolejnego filmu Meg Ryan'opodobnego, co wbrew pozorom jest dla mnie pozytywnym określeniem. Panu Jarroldowi udało stworzyć się bardzo radosne i lekkie, a przy tym dość wciągające widowisko. Mimo faktu, iż sama fabuła oparta została na oklepanym setki już razy romansidłowym schemacie wybieram mężczyznę, którego początkowo nie trawiłam, a do którego przekonałam się dopiero po pewnym czasie połączonym z rodzice chcą mnie koniecznie wydać za kogoś kto ma kasę, a kto średnio mi pasuje oraz oczywiście z mój wybranek jest biedny, ale i tak za nim polecę, Zakochaną Jane jako film czysto rozrywkowy ogląda się bardzo dobrze. Niektórych z pewnością odrzucać może dość spora ilość słodkości i migdalenia, jaką zaserwowali nam twórcy - mieści się to jednak, moim zdaniem, w ramach dobrego smaku i dość solidnie wpisuje się w zastosowaną konwencję filmu-o-zakochaniu-się-w-sobie-dwojga-osób. Przed seansem obawiałem się również tego, iż istnieje możliwość, że z ekranu będzie, delikatnie mówiąc, zaciągało nudą. Mało co wywołuje bowiem u mężczyzn większe napady ziewania niż przegadane dramaty, w których bohaterowie siedzą i użalają się nad swym losem. Na szczęście akcja Zakochanej Jane przebiega sprawnie, szybko i dynamicznie, bez zbędnych przedłużeń.

Twórcom udało się stworzyć dość wyraziste postacie, co w połączeniu z całkiem przyzwoitą (jak tego typu produkcję, oczywiście) grą aktorską, dało bardzo pozytywny efekt. Pomiędzy dwójką głównych bohaterów występuje przyjemna chemia, ich wspólne docieranie się i przekonywanie do siebie nawzajem ogląda się z przyjemnością. Razić może troszkę drewnianość Pana Wisley'a - drugiego z amantów mającego również chrapkę na rękę Jane. Jednakże jedyna scena, w której mężczyzna ten zmienił delikatnie wyraz swej twarzy z kamiennej obojętności w krzywy uśmiech, sugeruje, iż jego gra wynikła z takiego, a nie innego zamysłu reżysera. Dlatego właśnie z mojej strony szacunek i ukłony dla odtwarzającego tę rolę Laurence'a Fox'a - podejrzewam, że nie łatwo jest zagrać cały film mając minę, jak po dentystycznym znieczuleniu twarzy.

Ciekawym dodatkiem do głównego wątku miłosnego, była możliwość poznania zasad moralnych, etykiety oraz kultury angielskiego społeczeństwa żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Zapewne wielbiciele tegoż okresu znajdą w filmie Jarrolda masę nieścisłości, dla mnie jednak jako laika była to dość dobra lekcja historii. Reżyser świetnie przedstawił toczące się w tle życie, ukazując obawy, pragnienia oraz mentalność ludzi z tamtej epoki. Dość realistycznie przedstawiony został ogromny nacisk otoczenia wywierający presję na głównych bohaterach i wpływający dość znacznie na dokonywane przez nich wybory. Dzięki temu podczas seansu można było naprawdę mocno wczuć się w trudności, jakim sprostać musieli Jane oraz jej wybranek, a także w cały dramatyzm ich życiowej sytuacji.

Czy Zakochana Jane jest filmem dobrym? Szczerze przyznam, że im dłuższy czas mija od seansu, tym bardziej utwierdzają się we mnie pozytywne na jego temat odczucia. Nie jest to z pewnością obraz wybitny - nie pozwala mu na to schematyczność i przewidywalność fabuły. Jest to jednak kawał solidnego kina, które powinno przypaść do gustu większości fanów (a może raczej fanek) tego typu produkcji. Czy jest to dobry film biograficzny? Słyszałem, że nie, ale tak naprawdę skąd mi to wiedzieć? ;))

Grzesiek Zając

PS. Zapomniałbym… Ja naprawdę myślałem, że oni na końcu się zejdą ;)

megg, 2007-10-16 22:19:17


Komentarze:

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence