Ogród Jane Austen

Becoming Jane - recenzja filmu

Jane Austen należy do grona tych pisarzy, którzy pozostawili po sobie wspaniały dorobek artystyczny. W swoim krótkim życiu panna Jane zdążyła uraczyć swych czytelników sześcioma powieściami. Zdążyła też przeżyć romans z Irlandczykiem Tomem Lefroyem. Romans ów prawdopodobnie nie był aż tak burzliwy jak się go został przedstawiony w filmie Becoming Jane, ale trzeba wziąć poprawkę, że życie Jane Austen nie jest do końca znane. Wiele spraw ze względu na reputację tuszowano, zatajano i ukrywano przed ciekawskim okiem sąsiadów.

Nic więc dziwnego, że autorzy filmu sięgnęli do wątków z samych powieści autorki, aby uczynić jej historię bardziej... filmową. Rzuca się w oczy, niestety, że ciekawość realizatorów w tej kwestii nie sięgnęła dalej niż Duma i uprzedzenie - było nie było najbardziej znana powieść Jane Austen. Ale jeśli realizatorzy chcieli zachęcić do swojego filmu tą samą widownię, która poszła na Dumę i uprzedzenie z Kierą Knightley, to nie ma się co dziwić, że z historii o siostrach Bennet czerpali pełnymi garściami.

Film jest bliźniaczo podobny do Dumy i uprzedzenia (2005). Mimo to bardzo dobrze się go ogląda, a już momenty pisania przez Jane jej powieści są niezwykle wzruszające. Na naszych oczach zostają zapisane słowa, które tak dobrze znamy, a bohaterowie zostają wykreowani na podobieństwo tych, których Jane zna z najliższego otoczenia. Jako żywo każdemu bohaterowi Becoming Jane da się przypisać tę czy inną cechę bohatera powieści.

Filmowi jednak udało się ustrzec błędów, które posiada ekranizacja Wrighta. Przede wszystkim nie mamy do czynienia z irytującą, rozczochraną i zachwującą się jak chłopczyca główną bohaterką. Jeśli film ma czymś rozczarowywać, to na pewno niedosytem. Szkoda mianowicie, że Jane Austen została przedstawiona jako autorka głównie Dumy i uprzedzenia z całkowitym pominięciem pozostałych powieści. Ale jeśli ma to być film o tym jak to się stało, że pewnego dnia panna Austen postanowiła, że zostanie pisarką, to jestem skłonna uwierzyć w tę historię.

Nie upieram się ani przy tym, że film z Jane Austen łączy tylko nazwisko, nie twierdzę też, że jest to dokładna jej biografia. Absolutnie nie, gdyż nawet sami twórcy wypierali się stwierdzenia, że wszystko w tym filmie jest dokładnym odzwierciedleniem życia panny Austen. Jakże to dyplomatycznie z ich strony. Główne fakty są wszak zachowane. Jest rodzina Austenów, jest i Jane, i Cassandra (szkoda tylko, że trudno uwierzyć w jakiekolwiek pokrewieństwo między nimi, bo podobieństwo między Anne Hathawey grającą Jane i Anną Maxwell Martin - znaną nam z North and South - jest po prostu znikome), no i jest Tom Lefroy.

To właśnie romans między Jane i Tomem jest głównym wątkiem filmu. Ta historia czyniła z młodej, naiwnej panienki świadomą swej wartości kobietę. I to właśnie ten romans uczynił z Jane Austen pisarkę - jak każą nam wierzyć realizatorzy. I choć od początku wiadomo, że ów romans nie zakończy się małżeństwem, łatwo o tym fakcie zapomnieć w toku akcji. Zakochana do szaleństwa Jane Austen, która zrobi wszystko żeby do tego małżeństwa jednak doszło? Przyznam się, że tego bym się nie spodziewała, ale jej postępowanie podkreśla tylko wagę jej uczucia. Oglądając film doszłam do wniosku, że Austen okazuje się być łaskawsza dla swoich bohaterek niż życie okazało się dla niej. Zakochana z wzajemnością w Lefroy'u nie może go poślubić ze względu na brak pieniedzy. A że i pan Lefroy nie może się poszczycić fortuną, ponadto zależny jest od swojego wuja, małżeństwo w końcu nie dochodzi do skutku.

Jest to, nie będę ukrywać, smutna historia o miłości, której przeszkadza brak pieniedzy. Żal mi było tych dwojga, bo przecież to tak jakby oglądać zmagania Lizzy i pana Darcy'ego już pod koniec, kiedy zdają sobie sprawę, że dażą się wielkim uczuciem, a jednak nie mogą być razem. To jak Duma i uprzedzenie tylko, że bez szczęśliwego zakończenia.

Nie mogąc tedy samej zaznać małżeńskiego szczęścia, Jane stwarza je dla swoich bohaterek, które zakochują się z wzajemnością. Nawet więcej - poślubiają swoich wybranków, bo też i pan Darcy ma pieniądze, kapitan Wentworth wciąż kocha, Edward Ferars okazuje się być wolny...

Szczęście, którego nie zaznała, a za którym tak tęskniła, utrwaliła na kartach swoich powieści. I pewnie za to, tak bardzo ją lubię - za wiarę, że małżeństwo może być zawarte z prawdziwej miłości i być prawdziwie szczęśliwe.

bezpaznokcianka, 2007-04-16 20:12:00


Komentarze:

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence