Ogród Jane Austen

Vladimir Nabokov o Mansfield Park (część I)

Publikowany tekst pochodzi z Wykładów o literaturze Vladimira Nabokova (tłum. Zbigniewa Batko, wyd. Muza S.A., Warszawa 2000). Vladimir Nabokov podczas swego pobytu w USA, od roku 1941 do 1958 wykładał literaturę na Uniwersytecie Stanforda (w 1952 wygłosił gościnnie cykl wykładów na Uniwersytecie Harwarda). Podczas wykładów omawiał dzieła literatury angielskiej, rosyjskiej (głównie), francuskiej i niemieckiej.

Wykłady opublikowane w tomie Wykłady o literaturze obejmują rozważania na temat Mansfield Park Jane Austen, Samotni Karola Dickensa, Pani Bovary Gustawa Flauberta, Dziwnych przypadków doktora Jekylla i pana Hyde'a Roberta Louisa Stevensona, W stronę Swanna Marcela Prousta, Przemiany Franza Kafki i Ulissesa Jamesa Joyce'a.

Nie wszyscy zgadzają się z interpretacjami i teoriami Vladimira Nabokova. Niemniej sądzę, że prezentowany tekst wykładu będzie dla wielu osób interesujący. Zachęcam przy tym do sięgnięcia po oryginalny zbiór Wykładów o literaturze (a sądzę, że każdy znajdzie coś dla siebie, oprócz tekstu o Mansfield Park).

Podział na części pochodzi ode mnie (cały tekst to ok. 60 stron). Część I obejmuje genezę Mansfield Park, elementy stylu Jane Austen, oraz śledzi akcję powieści do wyprawy do Southerton włącznie. (Uwaga: Nabokov dość dokładnie referuje akcję powieści, obficie cytując samą Jane Austen.)


Mansfield Park (1814)

Vladimir Nabokov

Powieść Mansfield Park powstała w Chawton w hrabstwie Hampshire. Austen zaczęła pisać w lutym 1811 roku, skończyła w pierwszych dniach lipca 1813, a zatem napisanie powieści liczącej około 160 tysięcy słów i podzielonej na czterdzieści osiem rozdziałów zajęło pisarce dwadzieścia osiem miesięcy. Książka została opublikowana w 1814 roku (w tym samym, w którym ukazały się Waverly Scotta i Korsarz Byrona), w trzech tomach. Ów podział na trzy części, aczkolwiek typowy dla ówczesnych zwyczajów wydawniczych, zwraca w istocie uwagę na strukturę powieści, sugeruje przez formę zamiar pewnej gry z czytelnikiem, konwencję pełnej żarcików, uśmiechów i westchnień komedii obyczajowej, w trzech aktach, składających się, odpowiednio, z osiemnastu, trzynastu i siedemnastu rozdziałów.

Mam awersję do oddzielania treści od formy i do mieszania pojęć konwencjonalnej intrygi i tematycznych wątków. Na razie, zanim zanurzymy się głęboko w toni powieści i zaczniemy się w niej pławić (a nie tylko przez nią przejdziemy, brodząc po płyciźnie), chciałbym jedynie zaznaczyć, że zewnętrzna warstwa akcji w Mansfield Park to rodzaj emocjonalnej rozgrywki między dwiema rodzinami ziemiańskimi. Jedna z tych rodzin składa się z sir Thomasa Bertrama, jego żony i rosłych, tryskających zdrowiem dzieci - Toma, Edmunda, Marii i Julii - oraz delikatnej siostrzenicy sir Thomasa, Fanny Price, ulubienicy autorki, postaci, przez której świadomość pisarka przesiewa niejako substancję powieści. Fanny jest dzieckiem adoptowanym, ubogą krewną, delikatną i wrażliwą podopieczną (proszę zauważyć, że panieńskie nazwisko matki brzmi Ward [podopieczna; Z.B. - Zbigniew Batko, tłumacz]). Był to najbardziej popularny typ postaci w powieściach z XVIII i XIX wieku. Jest kilka przyczyn, dla których pisarzy nęciło wykorzystanie postaci literackiej, jaką był podopieczny lub podopieczna. Po pierwsze, jej sytuacja, jej pozycja na chłodnawym łonie obcej właściwie rodziny przydaje takiej małej przybłędzie pewnej stale pobrzmiewającej nutki patosu. Po drugie, taką wyobcowaną istotkę łatwo rozkochać w synu opiekunów - i w rezultacie mamy nieunikniony konflikt. Po trzecie, jej podwójna pozycja obserwatora i uczestnika codziennego życia rodziny czyni z niej wygodnego rzecznika autora. Znajdujemy takich wrażliwych podopiecznych nie tylko w powieściach dla pań, lecz także u Dickensa, Dostojewskiego, Tołstoja i wielu innych. Prototypem tych cichych panien, których nieśmiała zrazu uroda rozkwita w końcu i przebija się przez woal upokorzenia i dobrowolnego usunięcia się w cień - i zaczyna lśnić pełnym blaskiem, gdy logika cnoty zatriumfuje nad przypadkiem i zmiennymi kolejami losu - a zatem prototypem tych skromnych dziewczątek jest oczywiście Kopciuszek. Zależny od innych, bezradny, pozbawiony przyjaciół, lekceważony, zaniedbywany - i w końcu poślubiający księcia.

Mansfield Park jest baśnią, ale w końcu wszystkie powieści są w jakimś sensie baśniami. Na pierwszy rzut oka maniera i materia powieści Jane Austen mogą się wydać staroświeckie, koturnowe, sztuczne. Ale jest to złudzenie, któremu może ulec tylko zły czytelnik. Dobry czytelnik jest świadom, że poszukiwanie w książce prawdziwego życia, prawdziwych ludzi jest pozbawione sensu. W książce realność osoby, rzeczy lub okoliczności zależy wyłącznie od tej właśnie szczególnej książki. Obdarzony oryginalnym talentem autor zawsze wymyśla oryginalny świat i jeśli postać lub akcja pasują do stworzonego przezeń modelu świata, doświadczamy przyjemnego szoku zetknięcia z artystyczną prawdą, bez względu na to, jak nieprawdopodobna wyda nam się postać lub rzecz, gdy przeniesiemy je na obszar tego, co recenzenci, biedni wyrobnicy, nazywają prawdziwym życiem. Dla autora obdarzonego geniuszem nie ma czegoś takiego jak prawdziwe życie: musi on wykreować je sam, a potem stworzyć wszelkie jego konsekwencje. Urokiem powieści Mansfield Park można się delektować tylko wtedy, gdy zaakceptujemy konwencję książki, rządzące nią reguły, jej magiczne prawdopodobieństwo. Posiadłość Mansfield Park nigdy nie istniała, takich ludzi nigdy ni ebyło.

Powieść miss Austen nie jest tak oszałamiającym żywym arcydziełem, jak inne omawiane tu książki. Powieści takie jak Pani Bovary czy Anna Karenina są zachwycającymi, cudownie kontrolowanymi eksplozjami. Mansfield Park jest dziełem damy i dziecięcą grą. Ale z koszyka do robótek wyłania się urocza wyszywanka, majstersztyk misternego haftu, a w dziecku wyczuwamy olśniewający talent.

* * *

Przed blisko trzydziestu laty.... Tak zaczyna się powieść Miss Austen napisała ją między 1811 a 1813 rokiem, a zatem to przed trzydziestu laty oznaczałoby, że początek powieści to rok 1781. Tak więc około 1781 roku panna Maria Ward z Huntingdon, posiadająca zaledwie siedem tysięcy funtów całego majątku [będącego jej posagiem], miała szczęście zdobyć serce sir Thomasa Bertrama z Mansfield Park w hrabstwie Northampton [...]. Charakterystyczna dla klasy średniej ekspresja (to miała szczęście zdobyć[1]!) jest tu cudownie oddana i nadaje właściwą tonację dalszym stronicom, gdzie kwestie finansowe zdecydowanie, choć z całą właściwą im dyskretną prostotą, dominują nad romantycznymi i religijnymi[2]. Każde pojedyncze zdanie tych kilku pierwszych stron jest zwięzłe i zgrabnie spuentowane.

Ale uporajmy się najpierw z elementem czasu i przestrzeni. Przed blisko trzydziestu laty - wróćmy do pierwszego zdania książki. Jane Austen pisze o wszystkim już po tym, jak jej główni bohaterowie, młodzi ludzie, zostali odprawieni, utonęli w zapomnieniu, ugrzęźli w pomyślnie rokującym małżeństwie lub beznadziejnym staropanieństwie bądź starokawalerstwie. Jak się przekonamy, główna akcja powieści rozgrywa się w 1808 roku. Bal w Mansfield Park odbywa się w czwartek 22 grudnia i jeśli zajrzymy do naszych starych kalendarzy, zauważymy, że tylko w 1808 roku 22 grudnia wypadał w czwartek. Fanny Price, młoda bohaterka powieści, ma już wtedy lat osiemnaście. Do Mansfield Park przybyła w 1800 roku, jako dziesięcioletnia dziewczynka. Na tronie zasiadał wtedy król Jerzy III, figura dość niesamowita. Panował od 1760 do 1820 roku, a więc raczej długo; pod koniec panowania ów poczciwiec pozostawał w stanie całkowitej niepoczytalności, aż wreszcie na tron wstąpił regent, kolejny Jerzy. W 1808 roku Napoleon był we Francji u szczytu potęgi. Wielka Brytania toczyła z nim wojnę, a w Ameryce Jefferson przeforsował w Kongresie tzw. Embargo Act, ustawę zabraniającym statkom Stanów Zjednoczonych zawijania do portów objętych brytyjską i francuską blokadą (jeśli przeczytamy słowo embargo wspak, wyjdzie nam O, grab me! [Och, capnij mnie!; Z.B.]). Ale wiatry historii rzadko docierały do zacisza Mansfield Park, choć raz - kiedy sir Thomas zapuścił się w interesach na Małe Antyle - dał się tu wyczuć nikły powiew pasatów.

Załatwiliśmy zatem kwestię czasu. A co z przestrzenią? Mansfield Park to nazwa posiadłości Bertramów, fikcyjne miejsce w hrabstwie Northampton (istniejącym naprawdę), w samym sercu Anglii.

Przed blisko trzydziestu laty panna Maria Ward [...] jesteśmy wciąż przy pierwszym zdaniu. Są trzy siostry Ward i zgodnie z ówczesnym obyczajem najstarsza jest nazywana po prostu - i bardzo formalnie - panną Ward, podczas gdy o dwóch pozostałych mówi się, poprzedzając nazwisko imieniem. Maria Ward, najmłodsza z sióstr, jak się wydaje najatrakcyjniejsza, rozmarzona, flegmatyczna, apatyczna dama, zostaje w 1781 roku żoną baroneta, sir Thomasa Bertrama i od tej pory nazywana jest lady Bertram.

Lady Bertram jest matką czworga dzieci, dwóch dziewczynek i dwóch chłopców, którzy zostają towarzyszami zabaw swej kuzynki, Fanny Price. Matka Fanny, panna Frances Ward, także nazywana Fanny, osoba dość bezbarwna, wyszła w 1781 roku, na przekór rodzinie, za mąż za golca, ostro pijącego porucznika, i urodziła mu dziesięcioro dzieci, wśród których Fanny, bohaterka książki, jest druga według starszeństwa. I wreszcie najstarsza miss Ward, najbrzydsza z sióstr, poślubiła, także w 1781 roku, podagrycznego duchownego i pozostała bezdzietna. Jest to pani Norris, jedna z najbardziej zabawnych i groteskowych postaci w książce.

Wyjaśniwszy te sprawy, przyjrzyjmy się, w jaki sposób Jane Austen dokonuje ich [postaci] prezentacji, ponieważ urok tej książki jest tym większy, im lepiej zrozumiemy jej mechanizm, gdy już uda nam się rozłożyć go na części. Na początku książki Jane Austen posługuje się czterema metodami charakterystyki postaci. A więc mamy po pierwsze bezpośredni opis, z prawdziwymi perełkami gryzącej ironii ze strony pisarki. Większość z tego, czego dowiadujemy się o pani Norris, należy do tej kategorii, ale głupawe lub tępe postacie są charakteryzowane przez cały czas. Toczy się właśnie dyskusja na temat wyprawy do Sotherton, posiadłości Rushworthów. W gruncie rzeczy trudno było mówić o czymkolwiek innym, gdyż pani Norris miała ogromną ochotę na tę wyprawę, pani Rushworth zaś, nudnawa, uprzejma, ceremonialna dama, która nie miała do powiedzenia nic istotnego, chyba że dotyczyło to jej i jej syna, nie przestawała, mając najlepsze intencje, nalegać, by lady Bertram wzięła udział w owej eskapadzie. Lady Bertram nie przestawała odmawiać, ale że czyniła to w sposób delikatny, pani Rushworth uważała, że dama w głębi duszy pragnie jednak jechać, aż wreszcie pani Norris wymowniej i głośniej wyjaśniła, jak rzecz ma się naprawdę.

Inną metodą jest charakterystyka przez bezpośrednie przytaczanie wypowiedzi. Czytelnik odkrywa charakter postaci nie tylko dzięki myśli, jaką wyraża mówiący, lecz także poprzez tryb wypowiedzi, przez występujące w niej manieryzmy. Dobry tego przykład znajdujemy w wypowiedziach sir Thomasa [...]: ...daleki jestem od stawiania jakichś wyimaginowanych przeszkód wobec projektu, w którym bierze się pod uwagę ich wzajemną pozycję. Mowa o planach sprowadzenia Fanny, jego siostrzenicy, do Mansfield Park. Trzeba powiedzieć, że jest to styl ciężkawy; sir Thomas chce po prostu powiedzieć, że nie zamierza wymyślać żadnych przeszkód na drodze do urzeczywistnienia tego planu, uwzględniającego ogólną sytuację. Nieco dalej zacny dżentelmen ciągnie w podobnym, topornym stylu: [...] jeśli projekt ma przynieść pani Price pożytek, a nam - chlubę, to musimy zapewnić dziewczynce [przecinek] albo też uważać się za zobowiązanych do zapewnienia jej w przyszłości [przecinek] kiedy okoliczności będą tego wymagały [przecinek] warunków należnych kobiecie z dobrej rodziny [przecinek] jeśli nie znajdzie owego gniazda, jakiego ty, szwagierko, tak ufnie wyglądasz. (Oczywiście nie obywa się bez formułki takie, jak). Dla naszych rozważań nie jest istotne, co dokładnie chce sir Thomas powiedzieć, interesuje nas natomiast jego sposób mówienia i przytaczam ten przykład po to, żeby wykazać, jak świetnie buduje Jane Austen postać poprzez jej język. Jest to nieznośnie ciężki człowiek (i równie uciążliwy ojciec).

Trzecią metodą jest charakterystyka poprzez wypowiedzi zrelatywizowane. Rozumiem przez to odwołanie się do wypowiedzi, ich częściowe cytowanie, łącznie z opisem postępowania postaci. Dobrym tego przykładem jest sytuacja, kiedy pani Norris odkrywa wady nowego pastora, doktora Granta, który ma zająć miejsce jej zmarłego męża. Doktor Grant lubi dobrze zjeść; pani Grant miast zaspokajać jego apetyt najmniejszym kosztem, płaciła kucharce taką samą pensję, jaką dostawała kucharka dworska. Miss Austen pisze: Pani Norris nie potrafiła mówić bez gniewu o podobnych godnych ubolewania niedociągnięciach ani też o ilości jajek czy masła, jakie szły regularnie na pastorski stół. I teraz zostaje wprowadzona mowa zależna. Nikt bardziej od niej nie ceni gościnności i dostatku [twierdzi pani Norris -- i już samo to jest ironicznym elementem charakterystyki, jako że pani Norris ceni to wszystko na koszt innych] - nikt bardziej od niej nie gardzi nędznym sknerstwem - na plebanii za jej czasów nie brakowało żadnych wygód, nigdy jej plebania nie miała złej sławy, ale tego, co się tam teraz dzieje, ona nie jest w stanie pojąć. Wytworna dama jest w wiejskiej plebanii nie na miejscu. Spiżarnia pani Norris byłaby dla pani Grant właściwym wzorem. A gdziekolwiek pyta, zewsząd słyszy, że pani Grant nie ma więcej nad pięć tysięcy funtów majątku.

Czwarta metoda charakterystyki to imitowanie wypowiedzi postaci, kiedy się o niej mówi, ale ta metoda jest stosowana rzadko, w sytuacjach, kiedy rozmowa jest przytaczana bezpośrednio, jak na przykład wtedy, gdy Edmunt przedstawia Fanny tenor pochlebnej wypowiedzi panny Crawford na jej temat.

* * *

Pani Norris jest postacią groteskową, dosyć wredną intrygantką i sprytną kombinatorką. Nie jest zupełnie pozbawiona serca, ale to serce jest twardym organem. Jej siostrzenice, Maria i Julia, są bogatymi i zdrowymi dziećmi, jakich sama nigdy nie miała, i na swój sposób ślepo je kocha, pogardzając jednocześnie Fanny. Już na samym początku całej historii miss Austen zauważa z subtelną ironią, że pani Norris nie mogła zachować dla siebie lekceważących uwag na temat sir Thomasa, jakie znalazły się w gorzkim liście jej siostry, matki Fanny. Postać pani Norris jest nie tylko sama w sobie małym majstersztykiem, ma ona także walor funkcjonalności, bo to właśnie jej wścibska natura sprawia, że Fanny zostaje zaadoptowana przez sir Thomasa. Jest to taki element charakterystyki, który przechodzi płynnie w cechę strukturalną. Dlaczego pani Norris tak bardzo zabiega o to, by Fanny została zaadoptowana przez Bertramów? Odpowiedź brzmi: [...] uznano sprawę za załatwioną i cieszono się tylko szlachetnym projektem. Po sprawiedliwości owa satysfakcja nie powinna im przypadać w równych częściach, sir Thomas bowiem uczciwie postanowił zostać prawdziwym i konsekwentnym opiekunem wybranego dziecka, podczas gdy pani Norris nie miała zamiaru brać najmniejszego nawet udziału w kosztach jego utrzymania. Była bardzo ofiarna, jeśli jej wkład ograniczał się do chodzenia i gadania, i nikt lepiej od niej nie umiał nakłaniać innych do hojności, lecz podobnie jak lubiła rządzić, lubiła swoje pieniądze i równie dobrze potrafiła oszczędzać własne, jak wydawać cudze. [...] Ponieważ tej namiętności nie miarkowało autentyczne uczucie do siostry, nie mogła pragnąć nic więcej prócz zasługi wymyślenia i zaaranżowania tego kosztownego dobroczynnego dzieła; zapewne jednak nie wiedziała o sobie wiele, wracała bowiem po tej rozmowie na plebanię w poczuci, że jest najhojniejszą siostrą i ciotką na świecie. A zatem choć pani Norris nie żywi szczególnie serdecznych uczuć dla swej siostry, pani Price, sobie przypisuje zasługę zabezpieczenia przyszłości Fanny, nie wydając przy tym ani pensa i nie czyniąc nic dla dziecka, do którego przyjęcia zmusza swego szwagra.

Nazywa sama siebie kobietą małomówną, ale z jej niezamykających się ust płyną nieprzerwane potoki wytartych komunałów. Jest przy tym bardzo hałaśliwa. Austen wymyśliła specjalny sposób, by oddać tę jej cechę ze szczególną siłą. Pani Norris rozmawia z państwem Bertram o planach sprowadzenia Fanny do Mansfield Park. - Święta prawda - przytaknęła [w oryginale cried - zawołała; Z.B.] pani Norris. - Jedno i drugie jest bardzo potrzebne, a pannie Lee będzie obojętne, czy uczy trzy dziewczynki, czy dwie - przecież to żadna różnica. Że też nie mogę być bardziej użyteczna - ale sami widzicie, że robię, co mogę. Nie należę do osób oszczędzających sobie kłopotów [...]. Tokuje tak jeszcze przez chwilę, potem zabierają głos państwo Bertram, po czym znów przemawia pani Norris: Tak właśnie myślę - zapewniła go [cried] pani Norris. - To samo, słowo w słowo, powiedziałam dziś rano mężowi. Nieco wcześniej, przy okazji innej rozmowy z sir Thomasem: Rozumiem cię, szwagrze, doskonale - zapewniła go [cired] pani Norris. - Jesteś człowiekiem uważającym i szlachetnym [...]. Przez takie ciągłe powtarzanie czasownika cried Austen sugeruje wrzaskliwość tej nieprzyjemnej kobiety; warto zauważyć, że kiedy mała Fanny przybywa do Mansfield Park, szczególnie deprymuje ją donośny głos pani Norris.

* * *

Zanim jeszcze skończy się pierwszy rozdział, autorka zdąży zadbać o wszystkie niezbędbe preliminaria. Poznajemy gadatliwą, denerwującą, niedelikatną panią Norris, flegmatycznego sir Thomasa, humorzastą, klepiącą biedę panią Price i znamy już gnuśną, ospałą lady Bertram i jej mopsa. Zapadła decyzja, żeby przywieść Fanny na stałe do Mansfield Park. Charakterystyka u miss Austen często przechodzi stopniowo w warstwę struktury[3]. To indolencja lady Bertram sprawia na przykład, że nie rusza się ona ze wsi. Mają dom w Londynie i wcześniej, zanim w Mansfield Park pojawiła się Fanny, tam spędzali wiosenne miesiące - modny sezon towarzyski - ale teraz lady Bertram wskutek małej niedyspozycji oraz dużego lenistwa, zrezygnowała z prowadzenia domu w Londynie, dokąd przenosiła się co roku na wiosnę, i postanowiła przebywać cały czas na wsi, umniejszając w ten sposób albo też powiększając wygodę sir Thomasa, w czasie kiedy musiał pełnić parlamentarne obowiązki. Jest dla nas zrozumiałe, że Jane Austen potrzebuje takiego właśnie układu spraw, żeby móc trzymać Fanny na wsi, nie komplikując sytuacji podróżami do Londynu.

Fanny czyni postępy: zanim ukończy lat piętnaście, guwernantka nauczy ją francuskiego i historii. Kuzyn dziewczynki, Edmund Bertram, który się nią zainteresował, zalecał jej książki, które w chwilach odpoczynku budziły jej zachwyt, on kształtował jej gust i korygował sądy; dzięki niemu jej lektury przyniosły pożytek, gdyż je z nią omawiał, zwiększając ich urok rozumną pochwałą. Fanny jest w rozterce: ma serduszko rozdarte między Williama i Edmunda. Warto zauważyć, jakie wykształcenie dawano dzieciom w czasach i środowisku Austen. Kiedy Fanny przybywa do Mansfield Park, córki Bertramów uznają ją za niepospolicie głupią. Przez kilka pierwszych tygodni nieustannie przynosiły do salonu świeże informacje na ten temat. 'Mamo, niech sobie mama tylko wyobraź, że nasza kuzynka nie potrafi złożyć mapy Europy' albo: 'kuzynka nie potrafi wymienić głównych rzek Rosji', albo: 'nigdy nie słyszała o Azji Mniejszej', albo: 'nie wie, jaka jest różnica między kredkami a farbami wodnymi!', 'Jakie to dziwne!', 'Czy mama kiedy słyszała coś równie głupiego?' Jednym z istotnych szczegółów jest tutaj to, że do nauki geografii służyły zagadki obrazkowe, układanki, pocięte na kawałki mapy. I było to sto pięćdziesiąt lat temu! Innym rzetelnie nauczanym przedmiotem w tamtych czasach była historia. Dziewczęta kontynuują: Kiedy to było ciociu, kiedyśmy powtarzały porządek królów angielskich z datami wstąpienia na tron i najważniejszymi wydarzeniami za panowania każdego z nich.
- Tak - dorzucała jej siostra - i cesarzy rzymskich aż do Sewerusa, oprócz tego tyle mitologii pogańskiej i wszystkie metale i półmetale i planety i najwięksi filozofowie.

Cesarz rzymski Sewerus panował na początku trzeciego wieku, to aż do Sewerusa [as low as Severus] oznacza zatem cesarzy odległych na skali czasu, czyli bardzo, bardzo dawnych.

Śmierć pana Norrisa przynosi istotne zmiany; powstaje kwestia prebendy. Zarezerwowano ją dla Edmunda, do czasu, kiedy otrzyma święcenia, ale interesy sir Thomasa nie wyglądają za dobrze i właściciel Mansfield Park jest zmuszony zainstalować stałego, nie tymczasowego beneficjenta. Posunięcie to zredukuje nieuchronnie dochody Edmunda, będzie bowiem skazany na inne beneficjum, z pobliskiego Thronton Lacey, które także należy do sir Thomasa. Tu przyda się z pewnością słowo w sprawie prebendy, czyli beneficjum związanego z plebanią w Mansfield Park. Beneficjant to proboszcz, który otrzymuje prebendę. Kapłan taki reprezentuje parafię; jest przypisanym jej pastorem. Plebania zaś to kawałek ziemi z domem, należący do beneficjanta. Duchowny taki otrzymuje środki pieniężne z parafii - jest to rodzaj opodatkowania, dziesięciny z płodów ziemi i innych przynoszących dochód przedsięwzięć z obszaru parafii. W szczytowym punkcie długiego historycznego procesu wybór takiego duchownego stał się w pewnych przypadkach przywilejem osoby świeckiej, w tym przypadku - sir Thomasa Bertrama. Wybór musiał zaaprobować biskup, ale było to zwykle czystą formalnością. Sir Thomas liczył na pewien zwyczajowo czerpany profit z przyznanej przez niego prebendy. I w tym tkwi sedno sprawy. Sir Thomas potrzebuje odpowiedniego lokatora plebani. Gdyby prebenda została w rodzinie, gdyby Edmund był gotów do jej przejęcia, dochód z parafii Mansfield trafiłby do niego i tym samym jego przyszłość byłaby zabezpieczona. Ale Edmund nie może jeszcze przyjąć święceń i zostać duchownym. Gdyby Tom, starszy syn, nie narobił długów, sir Thomas tymczasowo wypłacałby beneficjum jakiemuś przyjacielowi, aby zatrzymać je do czasu ordynacji Edmunda, rezygnując z profitów dla siebie. Ale teraz nie może sobie pozwolić na taki układ i trzeba przekazać plebanię komuś innemu. Tom ma tylko nadzieję, że nowy pastor, doktor Grant, szybko wyciągnie nogi, jak się dowiadujemy z jego przedstawionej w mowie zależnej wypowiedzi, charakteryzującej Toma jako człowieka, który mówi żargonem, i jednocześnie lekkoducha nie przejmującego się przyszłością Edmunda.

Co do reszty zamieszanych w sprawę osób, to wiemy, że pani Norris, poślubiwszy pana Norrisa, zapewniła sobie roczny dochód niespełna tysiąca funtów. Jeśli założymy dla potrzeb niniejszego wywodu, że jej własny majątek dorównywał majątkowi jej siostry, lady Bertram, czyli wart był siedem tysięcy funtów, możemy tym samym przyjąć, że udział rodziny Norrisów w dochodach wynosił około dwustu pięćdziesięciu funtów, a dochód pana Norrisa uzyskiwany z parafii około siedmiuset funtów rocznie.

Tu mamy inny przykład tego, w jaki sposób autorka wprowadza pewne wydarzenia, żeby cała historia posuwała się do przodu. Pastor Norris umiera. Dzięki jego śmierci staje się możliwy przyjazd na plebanię państwa Grantów; doktor Grant będzie następcą zmarłego. Pojawienie się Granta z kolei prowadzi do przybycia w okolice Mansfield Park krewnych jego żony, młodych Crawfordów, którzy mają odegrać tak wielką rolę w powieści. W dalszej perspektywie miss Austen planuje usunięcie z Mansfield Park sir Thomasa po to, żeby młodzi bohaterowie książki mogli sobie pofolgować i nadużyć nagle uzyskanej swobody. Druga część jej planu to sprowadzenie sir Thomasa z powrotem po to, żeby mógł ich zaskoczyć w samym środku 'niewinnej orgii' związanej z próbami pewnej sztuki.

Jak zatem postępuje autorka? Najstarszy syn, Tom, który ma odziedziczyć całą posiadłość, roztrwonił pieniądze. Sprawy majątkowe Bertramów nie wyglądają najlepiej. Miss Austen usuwa sir Thomasa już w trzecim rozdziale. Jest rok 1806. Sir Thomas uznaje za wskazane udać się na Antiquę, by osobiście dopilnować swoich zamorskich interesów, i spodziewa się, że nie będzie go w domu przez blisko rok. Antiguę dzieli od Northampton pół świata. Jest to wyspa na Morzu Karaibskim, która wówczas należała do Anglii, jedna z wysp archipelagu Małych Antyli, położona około pięćset mil na północ od Wenezueli. Na tamtejszych plantacjach wykorzystywano niewolników, tanią siłę roboczą, i to właśni jest źródłem bogactwa Bertramów.

A zatem Crawfordowie pojawiają się pod nieobecność sir Thomasa. Tak wyglądały sprawy w lipcu; Fanny zaczęła właśnie osiemnasty rok życia, kiedy okoliczne towarzystwo otrzymało dodatek w postaci brata i siostry pani Grant, pana i panny Crawford, dzieci matki pani pastorowej z drugiego małżeństwa. Byli to młodzi, świetnie sytuowani ludzie. Młody człowiek miał przyzwoity majątek w hrabstwie Norfolk, panna - dwadzieścia tysięcy funtów. Gdy byli dziećmi, przyrodnia siostra utrzymywała z nimi bardzo bliski, serdeczny kontakt, lecz że wkrótce po jej zamążpójściu umarła ich wspólna matka i dzieci wziął na wychowanie stryj, którego pani Grant nie znała, przestali się niemal widywać. U stryja rodzeństwo znalazło życzliwy dom. Admirał Crawford i jego żona nie zgadzali się w niczym prócz jednego: przywiązania do dzieci, a w każdym razie uczucia ich były o tyle tylko przeciwstawne, że każde miało swojego ulubieńca, któremu okazywało większą serdeczność. Admirał uwielbiał chłopca, jego żona nie widziała świata poza dziewczynką. Gdy pani Crawford umarła, jej ulubienica, po kilkumiesięcznej próbie mieszkania ze stryjem, zmuszona była szukać innego domu. Admirał okazał się człowiekiem niemoralnym, który miast zatrzymać bratanicę, wolał sprowadzić pod swój dach kochankę. Temu właśnie zawdzięczała pani Grant, że siostra zwróciła się do niej z propozycją przyjazdu. To rozwiązanie było równie miłe dla jednej ze stron, jak dogodne dla drugiej [...]. Warto zauważyć, jak skrupulatnie wylicza miss Austen wszelkie sumy pieniężne, przedstawiając sekwencję zdarzeń, która wyjaśnia pojawienie się Crawfordów. Poczucie praktycyzmu łączy się tu z nutą baśniową, jak to się zresztą często w baśniach zdarza.

Możemy się teraz zająć sprawą pierwszego prawdziwego cierpienia, jakie nowo przybyła Mary przysparza Fanny. Wiąże się to z motywem konia. Poczciwy, wiekowy kuc, na którym dziewczynka jeździła dla zdrowia od dwunastego roku życia, zdycha wiosną 1807 roku, kiedy Fanny ma lat siedemnaście i nadal powinna uprawiać jeździectwo. Jest to już druga funkcjonalna śmierć w książce: pierwszą był zgon pastora Norrisa. Mówię funkcjonalna, ponieważ oba zgony mają wpływ na rozwój akcji powieści i zostały wprowadzone dla celów strukturalnych, dla rozwinięcia fabuły[4]. Śmierć pastora Norrisa wprowadza niejako Grantów, a pani Grant wprowadza Henry'ego i Mary Crawfordów, którzy z kolei bardzo szybko wniosą do powieści złowrogo romantyczny ton. Śmierć kuca w czwartym rozdziale prowadzi poprzez czarującą grę, w której ujawniają się różnice charakterów, grę z udziałem pani Norris, do tego, że Edmund daje Fanny jednego ze swoich trzech wierzchowców, spokojną klacz, kochane, cudowne, piękne zwierzę, jak nazwie ją później Mary Crawford. Wszystko to jest ze strony pisarki przygotowaniem do zachwycającej pod względem emocjonalnego wyrazu sceny, jaka rozgrywa się w rozdziel siódmym. Ładniutka, drobna, śniada i ciemnowłosa Mary Crawford przerzuca się z gry na harfie na jazdę konną. I to właśnie nowego konia Fanny pożycza jej Edmund na pierwszą lekcję, a co więcej, wyraża chęć zostania instruktorem Mary - ba, dotyka mimochodem w trakcie nauki drobnych, nerwowych dłoni Mary. Opis uczuć obserwującej tę scenę z dogodnego punktu Fanny jest przepyszny. Lekcja jazdy się przedłużą; klacz nie wraca do Fannty, więc ta nie może odbyć swej codziennej przejażdżki. W pewnej chwili Fanny postanawia poszukać Edmunda. Oba domostwa, choć oddalone od siebie o niecałe pół mili, były nawzajem niewidoczne, lecz po przejściu pięćdziesięciu jardów od głównego wejścia można było, za rozciągającym się wiejskim parkiem, dojrzeć plebanię i jej przyległości na łagodnym wzgórzu za wiejską drogą. Na łące plebana Fanny zobaczyła natychmiast całe towarzystwo - Edmunda i pannę Crawford, jadących konno strzemię w strzemię, oraz pastora z żoną i pana Crawforda, przyglądających się temu wraz z kilkoma chłopcami stajennymi. Sprawiali wrażenie bardzo zadowolonych - zainteresowanych jedną tylko osobą - i bez wątpienia wesołych, gdyż nawet tutaj dochodziły ją śmiechy. Ale te odgłosy nie budziły jej radości; zdumiewało ją, że Edmund mógł o niej zapomnieć, i poczuła ukłucie bólu. Nie mogła oderwać oczu od łąki, nie mogła się powstrzymać od patrzenia na to, co się dzieje. Z początku panna Crawford wraz ze swym towarzystwem okrążali, stępem, rozległą łąkę, potem, wyraźnie z inicjatywy amazonki, przeszli w kłus; Fanny, obdarzona bojaźliwą naturą, zobaczyła ze zdumieniem, jak ona dobrze siedzi w siodle. Po kilku minutach stanęli. Edmund był tuż przy niej, coś do niej mówił, wyraźnie dawał wskazówki, jak powinna trzymać wodze, ujął ją za rękę - widziała to, a może wyobraźnia uzupełniała to, czego nie mógł dosięgnąć wzrok. Nie powinna się temu wszystkiemu dziwić: cóż bardziej naturalnego niż to, że Edmund jest uczynnym, że daje wszystkim dowody swej dobroci? Ale dlaczego ten pan Crawford nie oszczędzi mu fatygi? Przecież byłoby właściwiej, żeby to wszystko robił brat, ale pan Crawford, mimo tej wychwalanej pod niebiosa zacności oraz umiejętności jeździeckich, najwyraźniej na niczym się nie zna i w przeciwieństwie do Edmunda nie potrafi swojej dobroci okazać. Nieszczęsna ta klacz, która teraz musi podwójnie pracować. Jeśli zapomniano o niej, o Fanny, to przynajmniej należałoby pamiętać o biednej klaczy.

Ale intryga nie przestaje się rozwijać. Motyw konia prowadzi do innego tematu. Poznaliśmy już pana Rushwortha, który zamierza poślubić Marię Bertram. Poznaliśmy go właściwe w tym samym czasie, kiedy pojawia się sprawa wierzchowca. Następuje teraz przejście od motywu konia do czegoś, co nazwiemy tematem eskapady do Sotherton. Zadurzony w Mary Edmund niemal zupełnie zapomina o tym, że powinien oddać nieszczęsną klacz biednej Fanny. Mary na klaczy i Edmund na koniu z zaprzęgu wyruszają na długą przejażdżkę na łąki gromadzkie. I tu następuje charakterystyczne przejście do innego tematu. Z takiego udanego pomysłu rodzi się na ogół kolejny i wyprawa na łąki gromadzkie sprawiła, że wszyscy mieli ochotę na wycieczkę również i w następnym dniu. Tyle jest innych pięknych widoków do pokazania i choć panuje taki upał, wszędzie da się dojechać jakąś cienistą ścieżką. Młoda gromadka zawsze sobie znajdzie jakąś cienistą ścieżkę. Do posiadłości Rushworthó, Sotherton, jest dalej niż na łąki gromadzkie Mansfield. Temat za tematem rozwijają swe płatki, niczym troskliwie hodowana cieplarniana róża.

Temat dworu w Sotherton był już podnoszony przy okazji pochwał, jakie wygłasza Rushworth o ulepszeniach w posiadłości przyjaciela, i zapewnień, że sam jest zdecydowany wprowadzić podobne innowacje u siebie. W toku dyskusji, jaka się wywiązuje, zapada wreszcie decyzja, że sprawą powinien się zająć nie żaden profesjonalista, ale Henry Crawford, i że cała reszta powinna mu dotrzymać towarzystwa. W rozdziałach 8-10 zostaje przeprowadzona inspekcja w Sotherton, która z kolei jest przygotowaniem do następnego śmiałego przedsięwzięcia, czyli próby sztuki. Te dwa tematy rozwijają się stopniowo i stymulują się wzajemnie. To właśnie jest struktura.

Wróćmy teraz do początku tematu Sotherton. Jest to pierwsza bardziej rozbudowana partia dialogowa w książce; w rozmowie uczestniczą Henry Crawford, jego siostra, młody Rushworth, jego narzeczona Maria Bertram, Grantowie i cała reszta. Tematem dyskusji są zmiany w wyglądzie posiadłości, co oznacza nowe ukształtowanie krajobrazu - czyli zmiany i przyozdobienie zabudowań i ich otoczenia tak, żeby stały się mniej lub bardziej malownicze, co było od czasów Pope'a aż do czasów Henry'ego Crawforda główną rozrywką ludzi oddających się słodkiemu nieróbstwu. Niejaki pan Humphrey Repton, ówczesna czołowa postać w tej profesji, jest wymieniony z nazwiska. Miss Austen musiała widzieć jego książki na stolikach w salonach posiadłości wiejskich, które odwiedzała. Pisarka nie przepuszcza okazji, by poironizować na ten temat. Pani Norris pracowicie wylicza wszystko, co zrobiliby z małżonkiem dla poprawienia wyglądu plebani, gdyby nie jej słabe zdrowie pastora. Nie bardzo już mógł wychodzić, nieborak, i w niczym nie znajdował przyjemności, a to odbierało mi chęć do wcielania w życie tych licznych projektów, które omawialiśmy z sir Thomasem. Gdyby nie to, skończylibyśmy budować ogromny mur i posadzilibyśmy drzewa, by się odciąć od cmentarza, tak jak to zrobił pastor Grant. Ale mimo to ciągle wprowadzaliśmy jakieś zmiany. Przecież wiosną, ledwie na rok przed śmiercią mojego małżonka, posadziliśmy pod ścianą stajni morelę, która teraz wyrosła na takie piękne drzewo i tak się bujnie krzewi, prawda, pastorze? - zwróciła się do pastora Granta.
- Drzewo niewątpliwie krzewi się doskonale, łaskawa pani - odparł pastor Grant. Ziemia jest dobra, toteż zawsze, gdy tamtędy przechodzę, żałuję bardzo, że owoc niewart jest trudu zbierania.
- Ależ pastorze, toż to jest morela z Moor Park, kupiliśmy ją jako Moor Park, a kosztowała nas - to znaczy, był to podarek sir Thoamsa, ale widziałam rachunek i wiem, że kosztowała siedem szylingów, to była cena za morelę z Moor Park.
- Oszukano panią, łaskawa pani - odparł pastor. - Te tutaj kartofle tyle samo przypominają smakiem morelę z Moor Park, co owoc z tego drzewka. Jest to owoc w najlepszym wypadku bez smaku; dobra morela nadaje się do jedzenia, czego nie można powiedzieć o morelach z mojego ogrodu.

W ten sposób owa niejadalna morela, koresponduje pięknie ze zmarłym, oschłym panem Norrisem, ta gorzka mała morela jest jedynym owocem zarówno długiej i płynnej przemowy pani Norris na temat udoskonaleń na farmie, jak i wysiłków jej zmarłego małżonka.

Jeśli idzie o Rushwortha, młody człowiek gubi się i plącze w swoich przemowach: autorka uzyskuje tu odpowiedni efekt pośrednio, dzięki ironicznemu opisowi tego, co Rushworth usiłuje powiedzieć. Pan Rushworth pragnął ją zapewnić, że zgadza się z nią całkowicie [co do założenia ogrodu krzewiastego], i próbował wymyślić jakąś grzeczność, pomiędzy jednak uległością wobec niej oraz faktem, że sam pragnął tego samego, co ona, jak również tym, że usiłował zabiegać o zadowolenie wszystkich dam w ogólności, dając do zrozumienia, że przyjemność tylko jednej z nich ma na względzie - zaczął się gubić, Edmund więc rad był mu przerwać, wznosząc zdrowie gości. Jest to zabieg, który znajdujemy także w wielu innych miejscach, na przykład w wypowiedzi lady Bertram na temat balu. Autorka nie przytacza samej kwestii, ale poświęca jej jedno opisowe zdanie. I teraz dochodzimy do sedna: nie tylko treść tego zdania, ale jego rytm, konstrukcja i intonacja oddają specyficzne cechy opisywanej wypowiedzi.

Rozmowa o udoskonaleniach w majątku Rushwortha zostaje przerwana beztroską paplaniną Mary Crawford, która zaczyna mówić o swojej harfie i wuju admirale. Pani Grant sugeruje, że Henry Crawford ma pewne doświadczenie we wprowadzaniu zmian i mógłby pomóc panu Rushworthowi. Crawford zaprzecza początkowo jakoby miał posiadać takie umiejętności, ale w końcu przystaje na propozycję Rushwortha i pod wpływem nalegań pani Norris powstaje plan wyprawy. Rozdział szósty jest punktem zwrotnym w strukturze powieści. Henry Crawford nawiązuje flirt z narzeczoną Rushwortha, Marią Bertram. Edmund, który jest sumieniem książki, słyszał cała ich rozmowę i nie rzekł nic. Wyczuwamy w książce sugestię, że w całym tym planie eskapady pozbawionych właściwej opieki młodych ludzi do parku, należącego do tępawego Rushwortha, jest coś w niejasny sposób grzesznego. Wszystkie postacie zostały w tym rozdziale znakomicie nakreślone. Wyprawa do Sotherton poprzedza i przygotowuje ważne rozdziały 13-20, traktujące o wystawieniu sztuki, której próby podejmują młodzi ludzie.

* * *

Podczas dyskusji o zmianach w jego posiadłości Rushworth wyraża przypuszczenie, że Repton wytnie aleję starych dębów, prowadzącą od zachodniego wejścia do dworu, po to, żeby otworzyć perspektywę. Fanny, która siedziała po drugiej ręce Edwarda, dokładnie naprzeciw panny Crawford, i pilnie słuchała podniosła na niego wzrok i odezwała się cicho:
- Wyciąć aleję! Jaka szkoda! Nie przychodzi ci na myśl Cowper? 'O, wy powalone aleje, płaczę wasz los niezawiniony'
. Musimy pamiętać, że w czasach Fanny czytanie i znajomość poezji były zjawiskiem znacznie bardziej naturalnym, zwykłym, bardziej powszechnym niż dziś. Nasze kulturalne lub tak zwane kulturalne środowiska są być może bardziej zróżnicowane i liczniejsze niż w pierwszych dziesięcioleciach ubiegłego wieku, ale kiedy pomyślę o wulgarności radia, wideo lub niewiarygodnie banalnych współczesnych magazynach dla pań, zastanawiam się, czy nie należałoby odnieś się z większym uznaniem do tego zatapiania się Fanny w lekturze poezji, bez względu na to, jak była to poezja rozgadana i nudna.

Sofa Williama Cowpera, która jest częścią większego poematu Zadanie (1785), to dobry przykład tego, co było bliskie młodej damie z czasów i środowiska Jane czy Fanny. Cowper łączy w swej poezji dydaktyczny ton stróża moralności z romantyczną wyobraźnią i barwnymi opisami przyrody, tak charakterystycznymi w poezji następnych dziesięcioleci. Sofa jest bardzo długim wierszem. Zaczyna się błyskotliwym skrótem historii meblarstwa, a kończy opisem przyjemności obcowania z naturą. Warto zauważyć, że kładąc na jednej szali wygody życia miejskiego, sztukę i naukę, a na drugiej wysoce umoralniający wpływ surowej natury na człowieka, Cowper wybiera naturę. Oto fragment z pierwszej części Sofy, w którym poeta podziwia nietknięte, rzucające cień drzewa w parku przyjaciela i ubolewa nad modną tendencją do zastępowania starych alei otwartymi trawnikami i fantazyjnymi krzewami.

...drzew długa kolumnada
Zaprasza nas, ów pomnik klasycznego smaku,
Dziś pogardzamy, choć lepszego chyba godzien losu.
Ojcowie nasi znali walor tej osłony,
Co przed prażącym słońcem tak skutecznie chroni,
W alejkach znajdowali zgoła wieczorną ochłodę
W południa szczycie. My nosimy z sobą swe osłony,
Bo z własnej woli innych pozbawieni,
Zostawiliśmy sobie cienkie parasolki,
I bezmiar prerii bez drzewa jednego.

Chodzi tu o to, że ścinamy drzewa w naszych wiejskich posiadłościach, a potem musimy chodzić z parasolami. A oto jaki fragment cytuje Fanny, kiedy Rushworth i Crawford dyskutują nad ukształtowaniem krajobrazu w Southerton:

Aleje powalone! Raz jeszcze opłakuję
Wasz los niezasłużony, raz jeszcze radość mnie przepełnia,
Że niedobitki waszego plemienia przetrwały.
O, jaki lekkie, jak wdzięczne są wasze sklepienia,
Groźne zarazem niczym strop świątyni,
Co pieśń nabożną echem stroskanym odbija,
Podczas gdy ziemia w dole zdaje się pulsować
Muskana wiatrem, rażona strzałami promieni
Przesianych przez gałęzie. I tańczą wraz z nimi
Cień i światło słoneczne w migotliwym pląsie.

Jest to przepyszny fragment z zachwycającymi efektami gry światła, nieczęsto spotykanymi w osiemnastowiecznej poezji czy prozie.

W Southerton Fanny doznaje wielkiego zawodu na widok kaplicy, która według jej romantycznych wyobrażeń powinna wyglądać zupełnie inaczej, a nie jak zwykły, obszerny, prostokątny pokój, urządzony tak, by służył modlitwie, i nie odznaczający się niczym niezwykłym czy uroczystym prócz nadmiaru mahoniu i czerwonych aksamitnych poduszek wystających znad poręczy galerii rodzinnej na górze. Złudzenia Fanny pryskają: Jestem zawiedziona - zwróciła się szeptem do Edmunda. - Nie tak wyobrażałam sobie kaplicę. Nie ma tu nic straszliwego, nic melancholijnego, nic wspaniałego. Żadnych naw ani łuków, żadnych napisów czy chorągwi. Żadnych chorągwi, kuzynie, którymi by 'powiewał w nocy wiatr niebieski', żadnych znaków, że 'szkocki monarcha śpi na dole'. Tu Fanny cytuje, choć nieco dowolnie, opis kościoła z Pieśni ostatniego minstrela (1805) sir Waltera Scotta (pieśń 2).

X

Z ponurym echem wiatr wiejąc przesz szpary
Wstrząsał chorągwie i stare sztandary...

Potem pojawia się urna czarownika

XI

W oknach, przez które lśnił książyc promienny,
Splot fantastyczny trelazy kamiennej,
Zdumiewał oczy patrzące;

Księżyc maluje na szybkie rozmaite obrazy i

Przez tę chorągiew blask przechodząc z góry,
Krwawy znak krzyża rzucał na marmury.

XII

Deloraine z mnichem usiedli na grobie -
Był to grób króla szkockiego.

I tak dalej. Słoneczny gobelin Cowpera znajduje piękną przeciwwagę w księżycowym gobelinie Scotta.

Bardziej subtelnym chwytem nić bezpośredni cytat jest reminiscencja, która ma szczególne techniczne znaczenie, skoro już mowa o technikach literackich. Literacka reminiscencja nadaje zdaniu lub opisowi sytuacji cechy świadomej imitacji, jak gdyby autor bezwiednie nawiązywał do jakiegoś swego poprzednika. Taki autor przypomina sobie, że coś gdzieś kiedyś czytał, i wykorzystuje to, odtwarza na swoją własną modłę. Dobry tego przykład mamy w rozdziale dziesiątym, rozgrywającym się w Southerton. Brama posiadłości jest zamknięta, klucz gdzieś się zapodział. Rushworth idzie po klucz, Maria i Henry Crawford pozostają sami, w sprzyjającej flirtowi sytuacji. Maria mówi: Tak, oczywiście, słońce świeci, a park wygląda pogodnie. Ale, niestety, ta żelazna brama, ten rów z ogrodzeniem, dają poczucie ograniczenia i niedogodności. Nie mogę się wydostać, jak mówił szpak. - Powiedziała to z przejęciem, podeszła do bramy, on ruszył za nią. - Pan Rushworth tak długo nie przychodzi z tym kluczem. Przytoczony przez Marię cytat pochodzi ze słynnego fragmentu Podróży sentymentalnej (1768) Laurence'a Sterne'a, w którym narrator, powieściowy ja imieniem Yorick, słyszy w Paryżu nawołującego go z klatki szpaka. Cytat adekwatnie - i zgodnie z intencją Marii - wyraża stan napięcia i obawy związane z zaręczynami z Rushworthem. Ale jest tu jeszcze inna sprawa, bo cytato o szpaku z Podróży sentymentalnej ma wyraźnie związek z wcześniejszym epizodem ze Sterne'a, z którego mglista reminiscencja trafia z zakamarków świadomości Austen do bystrej główki jej bohaterki i formuje się jako skończone przywołanie. W drodze z Anglii do Francji Yorick ląduje w Calais i zaczyna się rozglądać za powozem do wynajęcia (lub kupienia), który zawiózłby go do Paryża. Miejsce, w którym wynajmują powozy, nazywa się remise i to właśnie w drzwiach takiej remizy w Calais rozgrywa się następująca scenka. Właściciel powozowni, niejaki Dessein, jest autentyczną postacią z tamtych czasów, wspomnianą także w słynnej francuskiej powieści z początków XIX wieku, czyli w Adolfie (1815) Benjamina Constanta de Rebecque'a. Dessein prowadzi Yoricka do remizy, żeby ten obejrzał jego kolekcję powozów, post chaises, jak je zwano, krytych, czterokołowych karet. Uwagę Yoricka przyciąga towarzyszka podróży, młoda dama, która miała na sobie parę czarnych jedwabnych mitenek, z których wystawały tylko trzy pierwsze palce [...]. Podaje jej ramię i razem kierują się ku drzwiom wozowni. Jednakże Dassein, klnąc siarczyście, stwierdza, że wziął niewłaściwy klucz. Mówi Yorick: [...] trzymałem w dalszym ciągu jej dłoń. Pan Dassein pozostawił nas tedy razem, trzymających się za ręce, z twarzami zwróconymi ku drzwiom remizy, i powiedział, że wróci za pięć minut.

Tak więc mamy tu scenkę, w której pewną rolę odgrywa klucz, dając rodzącej się miłości okazję do wyrażenia się w słowach.

* * *

Wyprawa do Southerton dostarcza nie tylko Marii i Henry'emu Crawfordowi, ale także Mary Crawford i Edmundowi, okazji do rozmowy w intymnym odosobnieniu, co zwykle jest dla nich nieosiągalne. Obie pary wykorzystują tę szansę odizolowania się od pozostałych: Maria i Henry, żeby prześliznąć się przez otwór obok bramy i zagłębić się pod pozorem, że chcą się zorientować w rozmiarach parku, a tymczasem biedna Fanny siedzi, osamotniona na ławce. W tym miejscu miss Austen skrzętnie opisuje pejzaż, przyozdabiając nim swą książkę. Ponadto powieść rozwija się w tych rozdziałach jak sztuka teatralna. Są tu jakby trzy zespoły, które po kolei odgrywają swoje partie:

1. Edmund, Mary Crawford i Fanny.
2. Henry Crawford, Maria Bertram i Rushworth.
3. Julia, która znacznie wyprzedza panią Norris i panią Rushworth, poszukując Henry Crawforda.

Julia chciałaby pospacerować po okolicy z Henrym, Mary chciałaby się przejść z Edmundem, który także ma na to ochotę, Marii bardzo zależy na tym, żeby przejść się z Henrym, a Henry z rozkoszą pospacerowałby z Marią. Po główce Fanny błąka się oczywiście czuła myśl o Edmundzie.

Całość można podzielić na sceny:

1. Edmund, Mary i Fanny zagłębiają się w tak zwanym dzikim parku, w rzeczywistości schludnie utrzymanym niewielkim zagajniku, i rozmawiają o stanie kapłańskim (Mary przeżyła wstrząs, kiedy dowiedziała się w kaplicy o rychłym przyjęciu święceń przed Edmunda; nie miała pojęcia, że Edmund zamierza zostać duchownym, czyli obrać stan, którego Mary raczej by nie zaakceptowała u swego przyszłego męża). Dochodzą do ławki, ponieważ Fanny prosiła wcześniej, żeby przy najbliższej okazji trochę odpocząć.

2. Edmund i Mary idą, żeby zbadać granice dzikiego parku, i Fanny zostaje sama; będzie tak siedzieć na tej rustykalnej ławce przez całą godzinę.

3. Kolejny zespół, złożony z Henry'ego, Marii i Rushwortha, zbliża się do ławki, na której siedzi Fanny.

4. Rushworth odchodzi, żeby przynieść klucz od zamkniętej bramy. Henry i panna Bertram pozostają na miejscu, ale po chwili opuszczają Fanny, żeby zbadać dalsze rejony parku i dębinę na wzgórzu.

5. Panna Bertram i Henry przeciskają się przez otwór obok zamkniętej bramy i zostawiają Fanny samą.

6. Wyprzedzająca trzeci zespół Julia wkracza na scenę po spotkaniu Rushwortha zmierzającego do domu; rozmawia przez chwilę z Fanny, a potem przechodzi górą przez bramę, zapuszczając bystro wzrok między drzewa parku. Crawford okazał je po drodze do Sotherton swe zainteresowanie i teraz Julia jest zazdrosna o Marię.

7. Fanny zostaje znowu sama aż do powrotu zdyszanego Rushwortha, który nadchodzi z kluczem; jest to spotkanie odrzuconych.

8. Rushworth kieruje się do parku i Fanny znów zostaje sama.

9. Fanny postanawia ruszyć ścieżką, która poszli Mary i Edmund, i spotyka ich powracających z zachodniej części parku, gdzie znajduje się sławna aleja.

10. Wracają do domu i spotykają po drodze resztę trzeciego zespołu, czyli panią Norris i panią Rushworth, szykujące się do wyjścia na spacer.

c.d.n.

----
[1] Captivate -- urzekać.
[2] Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest w Jane Austen coś z filistra. Jej filisterstwo ujawnia się wyraźnie w zainteresowaniu pisarki kwestią dochodów, w racjonalnym podejściu do romansów i do przyrody. Dopiero gdy filisterstwo staje się groteskowe, jak w przypadku pani Norris i jej sknerstwa, Austen zaczyna je dostrzegać i traktować z sarkastycznym dystansem artystki. Notka VN w jego materiałach dotyczących Jane Austen.
[3] W notatce zamieszczonej w materiałach dotyczących Austen VN definiuje fabułę, intrygę (plot) jako domniemaną historię. Tematy, tematyczne wątki [w polskim przekładzie określam je czasem jako motywy; Z.B.] to obrazy lub idee, które powtarzają się w powieści tak jak melodia powracająca w fudze. Struktura to z kolei kompozycja książki, przyczynowo-skutkowy rozwój wydarzeń i ich ewolucja, pomysłowe wprowadzenie kolejnych postaci lub inicjowanie dla nowych kompleksów akcji, a także sposób splatania wątków tematycznych i ich wykorzystywanie dla nadania powieści impetu. Styl wreszcie to 'maniera' autora, jego specyficzne intonacje, słownictwo i to nieuchwytne 'coś', co sprawia, że patrząc na fragment prozy, czytelnik zakrzyknie: 'To Austen, nie Dickens!' (nota wyd.).
[4] Nikt w Mansfield Park nie umiera w ramionach autorki ani czytelnika, jak to się dzieje u Dickensa, Flauberta, Tołstoja. Zgony w powieści Austen zdarzają się gdzieś poza sceną i nie wywołują większych emocji. Te nieatrakcyjne śmiertelne zejścia oddziałują, o dziwo, mocno na przebieg akcji. Mają wielkie znaczenie strukturalne. I tak śmierć kucyka inicjuje motyw koński, łączący się z emocjonalnym węzłem, w którym wikłają się Edmund, panna Crawford i Fanny. Śmierć pastora, pana Norrisa, prowadzi do pojawienia się państwa Grantów, a w ślad za nimi Crawfordów, zabawnych 'szwarccharakterów' książki. Z kolei śmierć drugiego duchownego pod koniec powieści pozwala trzeciemu, Edmundowi, osiąść na wygodnej, przytulnej plebani w Mansfield Park, 'otrzymać prebendę Mansfield', jak to ujmuje autorka, dzięki zgonowi pana Granta, który to zgon nastąpił, jak mówi dalej 'akurat wtedy, kiedy [Fanny i Edmund] już na tyle długo byli małżeństwem, by pragnąć większych dochodów' (tak autorka daje delikatnie do zrozumienia, że Fanny jest przy nadziei). Umiera także majętna wdowa - babka przyjaciół Yatesów - a to prowadzi bezpośrednio do ściągnięcia przez Toma Yatesów do Mansfield i do zainicjowania wątku przedstawienia teatralnego, tak zasadniczego dla powieści. Wreszcie śmierć małej Mary Price umożliwia wprowadzenie podczas interludium w Portsmouth żywego incydentu sprzeczki między dziećmi Price'ów. Notka VN w materiałach dotyczących Jane Austen.

pak4, 2006-11-28 23:45:03

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence