Ogród Jane Austen

Epoka Regencji. O higienie w czasach Jane Austen i nie tylko...

O higienie w czasach Jane Austen i nie tylko...

Wielu z nas - fanów wybitnej pisarki, jaką była Jane Austen, zastanawia się przy okazji rozmyślań o losach głównych bohaterów jej powieści nad kwestią wcale niebłahą, bo związaną z higieną. Jaki był ówcześnie do niej stosunek? Jak ją interpretowano? Jakie miała znaczenie w dziejach kultury? Inaczej - czy bohaterowie Austen, a także ona sama, "bali" się wody, czy też nie...?"To nie starożytni wynaleźli mydło, oni go bynajmniej nie używali. To Galowie".*

Krótka historia higieny, czyli łaźnie, łazienki i łaziemlanki

Zanim przejdę do problemu higieny w epoce Regencji, chciałabym powiedzieć kilka słów o historii tego ciekawego zagadnienia, co oczywiście nie pozostaje bez związku z tematem.
Starożytna Grecja, a w większym jeszcze stopniu starożytny Rzym, wylansowała modę na czystość - była ona wizytówką wolnego obywatela. Do łaźni przybywano nie tylko po to by zadbać o higienę, ale też w celach towarzyskich. Zdrowie i czystość nie były odrębnymi pojęciami i ściśle wiązały się z wszechobecnym w antyku kultem pełnego sił witalnych, pięknego ciała. Rzymskie termy teoretycznie stanowiły miejsca ogólnodostępne, jednak w praktyce spotykali się tam głównie patrycjusze. Niewolnicy zeskrobywali z ich ciał brud i oliwę metalową płytką w tzw. parówce. Następowały gorące kąpiele, a na koniec - jako uwieńczenie rytuału - skok do zimnej wody. Warto wspomnieć, że do stolicy nad Tybrem dostarczano dwieście milionów litrów czystej wody na dobę.

Łaźnie publiczne istniały także w innych zakątkach Starego Kontynentu. Galowie z równym upodobaniem, co mieszkańcy Imperium, spędzali w nich wolne chwile, a nawet daleko bardziej zwyczaj ten rozpowszechnili i niewątpliwie poświęcali mu więcej czasu. Łazienki, z początku będące wyposażeniem bogatych domów, z czasem zaczęły pojawiać się na wsiach, a następnie w domostwach ubogich. Kąpanie się traktowano nie tylko jako sposób utrzymania ciała w czystości, lecz także relaks, przyjemność i zabieg zdrowotny. Pobyt w łaźni kończył się zwykle perfumowaniem skóry. Publiczne termy były płatnymi instytucjami (z początku nawet koedukacyjnymi!), w których prowadzono również działalność oświatową.

Nasi przodkowie - Prasłowianie - nie korzystali w prawdzie z term, ale z... łaziemlanek. Łaziemlankę stanowiło dość duże pomieszczenie, wyodrębnione w ziemlance. Traktowano ją jako siedzibę boga kąpieli Kupały, oraz urządzano w niej uczty i ceremonie. Przedmiotem podstawowym była tu wanna - pień lipy, wypalony i ręcznie dłubany. Dla Prasłowian zatem rytuał dbania o higienę wiązał się z obyczajowością i wierzeniami, a łaziemlanka dotyczyła sfery sacrum.

Średniowiecze nie uznawało wody jako środka pomagającego utrzymać czystość. Samo pojęcie "czystość" zaś nie odnosiło się do ciała, lecz do... bielizny. Krótko mówiąc, jeśli bielizna nie była brudna, to również nie był brudny człowiek. Skóry nie myto, lecz wycierano.** Woda miała powodować pogorszenie wzroku, bóle zębów i bladość, a także być przyczyną osłabienia, głupoty i podatności na choroby. Uważano też, że zmywa ona wydobywające się ze skóry ciecze zasobne w energię. Łaźnie istniały w Paryżu jeszcze w XV-tym stuleciu, jednak przekonanie o szkodliwości wody przyniosło rezultat w postaci masowego zamykania tych instytucji, a praktyka owa nasiliła się w wieku kolejnym, zwłaszcza w latach 1510-1561, kiedy to miały miejsce epidemie dżumy. Sądzono bowiem, iż mycie się otwiera w ciele szczeliny, przez które "morowa zaraza" dostaje się do organizmu. Kąpiele w domu także stały się rzadkością. Wysiłek zadbania o czystość podejmowano głównie przed ślubami czy miłosnymi schadzkami lub po odbyciu dalekiej podróży. Ten splot wydarzeń i kierunek biegu ludzkiej myśli spowodować musiał regres w dziedzinie higieny i w przestrzeganiu jej norm.

"Z wolna dostrzegano pewne prawidłowości szerzenia się epidemii i nawet nie umiejąc wyjaśnić ich biologicznych przyczyn usiłowano dociec przynajmniej, w jakich warunkach choroba się rodzi, by warunków tych unikać"***

O tym, jak zrozumiano, że woda nie szkodzi zdrowiu

Lata, na które przypadło krótkie życie autorki "Dumy i uprzedzenia", niewątpliwie pozytywnie odcinały się pod względem poglądów na czystość i higienę od tła, jakie stanowiła przeszłość. Postępy w tej kwestii miały miejsce już wcześniej, bo w roku 1736, kiedy to niejaki Jean Baptiste de la Salle napisał podręcznik dotyczący sposobów dbania o higienę osobistą. Dokonał on epokowego odkrycia, stwierdzając, iż należy pielęgnować usta i szorować zęby, a także, że dobrze jest obcinać paznokcie co osiem dni w celu zapewnienia ich estetycznego wyglądu. Choć fakt ten miał ogromne znaczenie, na tym kończą się przełomowe myśli autora owego podręcznika, bowiem ten sam la Salle zalecał ograniczenie zużycia wody, a włosy radził oczyszczać przy pomocy... pudru i otrębów. Jak miał wyglądać ten proceder - pozostawiam wyobraźni czytelników. Niemniej jednak progres nie został zahamowany. W pierwszej połowie XVIII-tego wieku rozważania nad higieną i czystością skupiły się na materiach okrywających ciało. Podobnie jak w przeszłości, zmiana przybrudzonej bielizny była równoznaczna z umyciem się. Natomiast czystą twarz i ręce zaczęto postrzegać jako element kodeksu społecznego, zatem mycie rąk stało się czynnością regularną i konieczną. Gest podania drugiej osobie wody do umycia dłoni oznaczał uprzejmość i przyjaźń. Miednice przeznaczone do tego celu stanowiły element wyposażenia z początku bogatych dworów, następnie większości domów. Niestety - rytuał mycia ciała jeszcze w drugiej połowie XVIII-tego stulecia pozostawał ograniczony do tych jego partii, których nie osłaniał ubiór. Ceniono jednakże przyjemne zapachy - aby odświeżyć oddech, trzymano w ustach wodę cynamonową, a pod pachami i na biodrach noszono saszetki zapachowe, które miały pomóc utrzymać czystość. Jednocześnie wśród perfum istniała hierarchia - innych używali królowie i arystokracja, a innych mieszczanie. To właśnie w tym wieku w Niemczech, pojawiła się słynna woda kolońska (Eau de Cologne), nazwana tak na cześć Kolonii - miasta, gdzie po raz pierwszy została wyprodukowana.

Koniec XVIII-wieku przynosi znaczące zmiany nie tylko w myśleniu o higienie, lecz także o samym akcie kąpieli. Przełom w tej dziedzinie można właściwie uznać za uwieńczenie osiągnięć "wieku rozumu", a ułatwiły go niewątpliwie pojawiające się wówczas (głównie w ojczyźnie właśnie Jane Austen) nowe wynalazki związane z potrzebami fizjologicznymi człowieka oraz procesem oczyszczania ciała. Jednym z nich był rzecz jasna water closet powszechnie znany dziś jako WC. Choć urządzenie to skonstruował John Harrington już w roku 1596, to było ono wówczas "zabawką" klas uprzywilejowanych i przedmiotem kosztownym, na który nikt poza wyższymi warstwami społeczeństwa nie mógł sobie pozwolić. Dlatego prawie dwa wieki później w roku 1778, niejaki Joseph Bromach, angielski stolarz, wymyślił konstrukcję podobną, lecz prostszą, mniej elitarną - w takiej formie zaczęła się ona pojawiać już nie jedynie wśród arystokracji i szlachty, ale także w domach mieszczańskich. Papier toaletowy, dziś stanowiący "jedno" z funkcjonalnym wynalazkiem Bromacha, pojawił się później, bo w połowie wieku XIX-tego, a wyprodukował go Amerykanin Joseph Gayetta. Artykuł ów nie cieszył się powodzeniem (!!), zatem produkcja została wstrzymana na kilkanaście lat. Zasługi na polu upowszechnieniu tejże nowinki położyli bracia z Filadelfii - Clarence, Thomas i Edward Scottowie.

Ogromne zmiany nastąpiły także pod względem dbania o higienę jamy ustnej. Pierwszą szczoteczkę do zębów produkowaną na skalę masową stworzył prawdopodobnie rodak Jane Austen, William Addis, w roku 1780. Mimo to pierwszy patent na taką szczoteczkę otrzymał siedemdziesiąt lat później H. N. Wadsworth z USA, a produkcję masową rozpoczęto dopiero w 1885 roku. Osiągnięcie ogromnej wagi, pozwalające osobom starszym przedłużyć młodość, atrakcyjny wygląd oraz jakość gryzienia, stanowiło z pewnością wynalezienie technologii produkcji porcelanowych zębów w roku 1776.

I wreszcie - wanna! Wanna nie była efektem myśli Anglików, lecz podobne przedmioty spotykano już w epoce antyku, na Krecie. Nie wiadomo jednakże, czy wynalazek ten znalazłby się w większości domów pod koniec wieku XVIII-tego, gdyby nie Anglicy właśnie. Otóż w tym to czasie przemysł metalowy w Królestwie osiągnął bardzo wysoki poziom, a produkcja metalowych wanien - tempo być może nie "zawrotne", ale z pewnością szybkie. Dzięki temu procesowi urządzenie to na początku XIX-tego stulecia trafiło pod wiele angielskich dachów. Upowszechnienie wynalazku spowodowało zauważenie uroków i przyjemności związanych z aktem kąpieli. Pojawiło się także rozróżnienie na tę gorącą - powodującą rozluźnienie mięśni i ukojenie nerwów, oraz na zimną - dodającą energii, sprawiającą, że mięśnie kurczyły się i poprzez to wzmacniały. Oprócz tego, że w domach powstawały dodatkowe pomieszczenia higieniczne, miejsca intymne, gdzie każdy przebywał sam i zajmował się dbaniem o własne ciało, również miasta i kurorty oferowały łaźnie publiczne. Czystość stanowiła jeden aspekt kąpieli - drugim było wzmacnianie organizmu. Wierzono w jej właściwości lecznicze. We Francji pogrążonej w chaosie rewolucji postrzegano akt ten przez pryzmat walki z upadającą warstwą arystokracji - kąpiel gorąca stanowiła jej symbol, a zatem także uosobienie zdegenerowania i raczej praktykowana nie była. Anglia nie przypisywała takiego znaczenia temperaturze - dobierano ją w zależności od indywidualnych potrzeb i ewentualnych schorzeń. Istotny był również związek pojęcia czystości z nadchodzącymi trendami w filozofii, sztuce i literaturze. Sentymentalizm spod znaku Rousseau, ale też Sterne'a i McPhersona wylansował modę na "powrót do natury", która objęła także wygląd skóry. Jej naturalny, prawdziwy koloryt ważniejszy był od pudrów i innych barwiących substancji. Trend ten przeciwstawiał się dotychczasowemu przesadnemu makijażowi i pełnemu przepychu, kilkuwarstwowemu ubiorowi. Liczyło się ludzkie ciało - zadbane i czyste. Podobnie zapachy perfum zaczynały naśladować zapachy natury.

Przede wszystkim jednak warto zaznaczyć, że rozwój higieny wiązał się z zauważeniem zależności między częstotliwością rozwoju chorób a brudem. Środek ciężkości z walki z chorobami przeniósł się na zapobieganie im, polegające na staraniach o utrzymanie czystości. Samo słowo "higiena" weszło do użytku na samym początku XIX-tego stulecia i określano nim całość czynników sprzyjających zachowaniu zdrowia. Wtedy też modna stała się kąpiel morska.

Jakie wnioski?

Na podstawie powyższych informacji można pokusić się o pewne spekulacje dotyczące Jane Austen oraz wykreowanych przez nią postaci i ich kontaktów z "łazienką". Sama autorka z pewnością poznała smak kąpieli w łaźni publicznej - świadczy o tym, choćby fakt, że często przebywała w Bath, a tam trudno było przynajmniej raz nie skorzystać z atrakcji, jakie oferował jeden z najsłynniejszych wówczas kurortów.**** Trudno stwierdzić, czy posiadała własną wannę, a jeśli tak, to raczej pod koniec swego życia, kiedy wynalazek ten był szerzej dostępny, niż na jego początku. Z pewnością natomiast dbała o higienę, o czym wspomina niekiedy w listach. Lata jej życia przypadły na okres, kiedy powszechny był już zwyczaj mycia włosów, "wymuszony" niejako przez spadek popularności peruk. Podobnie moda na lekkie suknie z wysokim stanem, spowodowała, że kobiety odsłaniały więcej ciała, niż ich poprzedniczki.

Jeżeli chodzi o bohaterów Jane Austen, z pewnością ci najbogatsi, jak sir Thomas Bertram, sir Walter Eliot, pan Rushworth, pan Darcy, pan Bingley itd. posiadali w pałacach pokoje kąpielowe z wanną, miednicami i różnorodnymi przyborami oraz kosmetykami pomagającymi utrzymać czystość i schludny wygląd. W bogatych rezydencjach przerabiano w tym celu pomieszczenia dużych rozmiarów i widne. Biorąc pod uwagę informacje, jakie na temat swych postaci podaje autorka, możemy się domyślać, że najwięcej czasu w takim miejscu spędzał sir Walter Eliot, wcierając w twarz kremy i olejki, żeby zachować urodę, którą następnie podziwialiby inni. Panna Emma Woodhouse też zapewne posiadała w domu podobne pomieszczenie. Trudno natomiast stwierdzić cokolwiek o państwu Bennet, jednak byłabym skłonna podejrzewać ich o posiadanie miednicy (nawet kilku), a nie wanny. Panie Dashwood raczej przeznaczonego na tego typu cele pokoju nie miały, a państwo Price z Portsmouth na pewno nie.

Nie ulega wątpliwości, iż higiena w czasach Jane Austen była ważnym elementem w życiu każdego człowieka, choć dbano o nią na różne sposoby. Pod względem pojmowania pojęcia czystości, w kwestii rozumienia związku między jej utrzymaniem a dobrym samopoczuciem i atrakcyjnym wyglądem dokonano ogromnych postępów. Później mogło być już tylko lepiej.

Powyższe wnioski, dotyczące bohaterów Jane Austen, to tylko domysły autorki niniejszego artykułu, które zrodziły się w jej wyobraźni pod wpływem przeczytanych ksiąg, ale przecież... mogło być zupełnie inaczej...

megg

Przypisy:

*Marcel Mauss, Sposoby posługiwania się ciałem, [w: ] Antropologia kultury, red. Andrzej Mencwel, Warszawa 2005, s. 209.

**Uwaga, oto dość "drastyczny" cytat Erazma z Rotterdamu: "Aby zapobiec odorowi spod pach, które cuchną capem, należy dotykać skóry i nacierać ją gałkami różanymi".

***Wojciech Lipoński, Dzieje kultury brytyjskiej, Warszawa 2005, s. 397.

****O tym, jak wyglądała taka kąpiel możemy się dowiedzieć, oglądając film "Opactwo Northanger" z 1986 roku, gdzie zawarta jest cała scena poświęcona temu aktowi. Zanurzano się w wodzie w specjalnych luźnych tunikach, trzymając w dłoniach zioła i płatki kwiatów, dające bardzo silną woń. Wśród oparów i zapachów konwersowano i zawierano znajomości, jak na salonach. Warto wspomnieć, że łaźnia była koedukacyjna.

Źródła:
Wojciech Lipoński, Dzieje kultury brytyjskiej, Warszawa 2005.
The Cambridge Cultural History, t. IV: The Romantic Age in Britain, ed. B. Ford, Cambridge 1992.
Georges Vigarello, Czystość i brud. Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku, Wydawnictwo W.A.B., 1995.
Jerzy M. Ullman, Łazienka w chacie prasłowian.
Krzysztof Filipow, Bania- łaźnia- dom zdrojowy.

Magdalena Knedler, 2006-07-19 15:53:26

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence