Ogród Jane Austen

Porównanie dwóch telewizyjnych wersji „Dumy i uprzedzenia”

1980 scenariusz Fay Weldon
1995 scenariusz Andrew Davies

Ostatnio wypożyczyłam video z "Dumą i uprzedzeniem" (wersja Fay Weldon ), nie widząc jej od jej pierwszej emisji w 1980 r. (mniej więcej) i doznałam niemal szoku oglądając ją powtórnie. Oczywiście ta wersja miała mniejszy budżet niż wersja z 1995 r., co uczyniło ją znacznie bledszą (niemal anemiczną) w porównaniu z wystawnością przyjęć i balów nowej wersji. Wersja Weldona została zrobiona na video, z zastosowaniem technik telewizyjnych - np. długie, wolne ujęcia, które dają wrażenie spokoju i pewnego braku energii, w odróżnieniu od wersji Davies'a, zrobionej jako film, techniką filmową w bardzo pomysłowym wydaniu. W starszej wersji jest kilka elementów filmowanych - sceny spacerów bądź przejazdów powozami - wszystkie bardzo stateczne.

Fascynującym jest fakt, jak dwóch scenarzystów potrafi uzyskać tak odmienny efekt na podstawie tego samego materiału. Weldon realizuje swoje przedsięwzięcie z damskiego punktu widzenia (zaskakujące!), co mogłoby dowodzić iż jest bliższy wizji samej Jane Austen. Weldon traktuje panią Bennet z trochę większą sympatią" sugeruje, że całe zło w małżeństwie Bennetów jest bardziej winą jej męża niż jej, poza tym jest mniej wrzaskliwa niż nowa pani Bennet (Alison Steadman), która czasami karykaturalnie się miota. Obecność Charlotte Lucas jest bardziej zaznaczona (a Jane Bennet zadziwiająco mniej) ale tak jak w powieści większość spraw widzimy z punktu widzenia Elizabeth. Na przykład, kiedy Lizzy wpada na Darcy'ego w Pemberley jest to zaskoczenie zarówno dla niej, jak i dla nas, tak samo jak jej późniejsze odkrycie jego udziału w organizowaniu małżeństwa Lydii i Wickhama" i tak właśnie jest w książce, gdzie pozostajemy w stanie słodkiej niepewności. Wiele książkowej narracji pojawia się jako głos wyrażający myśli Elizabeth, szczególnie w przypadkach jej rozważań o Darcy'm na różnych etapach ich znajomości. Wydaje się to być zbyt pedantyczne i nieciekawe, a nawet niepotrzebne" Jennifer Ehle i Colin Firth te same uczucia wyrażają ciszą lub mimiką, grą ciała.

Weldon i Davies narzekają na dialogi w książce, obydwaj zostali zmuszeni do ubarwienia ich, jako, że Jane Austen często przekazuje tylko istotę tematu rozmowy (zawsze zaskakuje mnie kiedy wracam do książki i odkrywam, że ona tak potrafiła opisać rozmowę jakby się dokładnie wiedziało co podczas niej zostało powiedziane). Na przykład opisując nagłe spotkanie z Darcy'm w Pemberely, Austen pisze tylko: (tłum. Przedpełska-Trzeciakowska) "On również był bardzo zmieszany. Mówił tonem, któremu brakowało zwykłej stateczności, i tak często i bezładnie powtarzał pytanie, kiedy wyjechała z Longbourn i od jak dawna jest w Derbyshire, że wyraźnie widać było, jaki zamęt panuje w jego umyśle. Wreszcie inwencja opuściła go całkowicie..." Colin Firth, oczywiście zagrał tą scenę przepięknie.

Ponadto są jeszcze co najmniej dwie rzeczy, które Weldon włączył a Davies pominął, a które według mnie powinny były pozostać. Jedna to krótkie zdanie, w którym Darcy pisze w liście do Lizzy o Bingley'u "Często widywałem go zakochanym". To chyba bardziej usprawiedliwia jego decyzję odseparowania Bingley'a od Jane. Druga zaś ma miejsce w czasie pobytu Elizabeth w Netherfield, podczas opieki nad Jane, Bingley mówi wówczas do niej (tłum. Przedpełska-Trzeciakowska) " Zapewniam Cię pani, że gdyby Darcy nie był w porównaniu ze mną taki wielki i rosły, to nie okazywałbym mu nawet i w połowie takiego szacunku. Stwierdzam bowiem, ze nie znam nikogo bardziej okropnego (sic) niż on w pewnych okolicznościach i w pewnych miejscach, a już specjalnie w jego własnym domu w niedzielne wieczory, kiedy nie ma nic do roboty". To piękny moment uwiarygodniający przyjaźń Darcy'ego i Bingley'a a także "uczłowieczający" Darcy'ego.

Wersja Weldona wydłuża końcową scenę zalotów Lizzy i Darcy'ego, przy pomocy większej liczby scen wziętych wprost z książki, podczas gdy Davies chciałby ich jak najszybciej pożenić. Zauważcie jednak, że sceny u Weldona są grane z tak niewielką miłością i pasją, z takim uprzejmym pohamowaniem, że naprawdę niewiele wnoszą. W nowszej wersji pojawia się gustowne, długie ujęcie Lizzy i Darcy'ego stojących pod wielkim drzewem, jak na obrazku z pudełka czekoladek z okresu Regencji. Żal mi jedynie tego, że w wersji Davies'a nie "upchnięto" moich ulubionych scen z końca książki" kiedy np. Lizzy naśmiewa się z zachowania Darcy'ego po jego powrocie, w czasie jego odwiedzin w Longbourn. Scena ślubu w wersji Davies'a to majstersztyk" wszystkie te ujęcia różnych par, ukazujące różne wizje małżeństwa" na przykład kiedy pastor mówi o zaspokajaniu męskiej żądzy na tle ujęcia państwa Bennet, co świetnie podsumowuje ich małżeństwo, a dalej mówi o wzajemnym towarzyszeniu sobie, pomocy i poczuciu bezpieczeństwa na tle ujęcia z Darcy'm i Elizabeth" idealnej pary. Uwielbiam szeroki uśmiech szczęścia u Darcy'ego kiedy wychodzi z kościoła" nareszcie nauczony nie ukrywania uczuć przed światem, kiedy może już być po prostu szczęśliwy.

Fay Weldon skłania się bardziej ku komedii w porównaniu z Andrew Davies'em, szczególnie w scenach w Rosings z panem Collinsem. Właściwie lubię obie wersje pana Collinsa" wcześniejszy to wysoka komicznie poruszająca się chudzina. Ostatni (David Bamber) trafił w samo sedno opisu Collinsa z jego pompatycznym przekonaniem o własnej wielkości a zarazem uniżonością, tworząc pole dla wielu podtekstów. To jasne, że w Hunsford stale daje on do zrozumienia Lizzy ile straciła nie wychodząc za niego za mąż.

Weldon najpierw pisze długie przemówienia dla Lady C., które nam ilustrują to, że Lady Catherine " dociekliwie wypytuje Charlottę o jej domowe sprawy, dając jej cudowne rady jak sobie z nimi wszystkimi radzić", a następnie pokazuje, że Charlotta stosuje się do niektórych tych instrukcji w swoim domu. W wersji Davies'a widzimy tylko Marię nerwowo przepakowującą się według instrukcji Lady Catherine. Lady C. w wersji Weldona jest młodsza, elegantsza, bardziej śmiała, mniej przykra i pokręcona niż Lady Bracknell. Weldon dopisał scenki dla Collinsów, których nie ma w książce" scenę zalotów Collinsa i Charlotty, i głupią scenę, w której sadzą rośliny a on nosi ochronny kapelusz polecony mu przez Lady C. Scenki te są żywe i śmieszne (interesujące, że są nowym pomysłem), ale generalnie, atmosfera grzecznego pohamowania góruje nad całym serialem.

Obaj panowie Darcy są bardzo różni. Pozwolę sobie zacząć od powiedzenia (żadna niespodzianka!), że Colin Firth jest dla mnie ostatecznym Darcy'm" niemożliwym byłoby wyobrażenie sobie kogoś lepszego. Wnosi on pasję, inteligencję i silną fizyczność do tej roli, a także romantyzm, zawiłość charakteru, delikatność i wspaniale uwidocznione podteksty. I oczywiście nie jest tajemnicą, że wygląda bosko i wprost zieje seksapilem. Oczywiście jest wspomagany przez scenariusz Davies'a, który daje Darcy'emu więcej ekranowej obecności niż wersja Weldona czy nawet powieść. Tracimy trochę wrażenie zaskoczenia w działaniu Darcy'ego, ponieważ Davies nam je pokazuje" wiemy, że Lizzy i Darcy spotkają się w Pemberley, ponieważ widzimy jego przyjazd i jego (dziś sławną) scenę kąpieli w stawie. Widzimy go polującego na Wickhama w Londynie. Nie mamy z tym problemu, bowiem nie ma tu sceny którą Davies napisałby Darcy'emu, a która byłaby wyrwana z kontekstu opowieści. Kiedy Darcy wręcza Elizabeth napisany przez siebie list, w powieści i w wersji Weldona" wszystko to się dzieje" on pojawia się, wręcza go, i idzie, w wersji Weldona widzimy go odchodzącego w bardzo stateczny sposób podczas gdy Lizzy siada na odpowiednim pniu drzewa i spokojnie czyta cały list, czytany głosem Darcy'ego. Powieść mówi nam, że on pisze ten list o 8 rano, a mimo tego wersja Davies'a wydaje się być bardziej właściwa" to oczywiste, że mężczyzna tak opanowany przez namiętność, rozczarowanie i poczucie niesprawiedliwości powinien nie spać całą noc pisząc prosto z serca ( wolę przymknąć oko na to, że napisanie tego listu raczej nie powinno zabrać mu całej nocy). Scena kiedy Darcy wybiera ubranie do jazdy konnej jadąc zobaczyć się z Lizzy w Lambton robi wspaniałe wrażenie ( a mnie dodatkowo dziwi" o co dokładnie on pojechał ją zapytać, skoro i tak już było zaplanowane, że tego dnia będzie jadła u nich obiad?). Nawet scena szermierki wydaje się być uzasadniona, przypominając nam, że Darcy miał własne problemy do zwalczenia podczas gdy Lizzy usychała z tęsknoty po powrocie do domu w Longbourn. No i przy okazji oczywiście oglądamy Colina Firth'a męskiego i dziarskiego, spustoszonego przez miłość ale jednak nie obrażonego.

A coż z drugim Darcy'm, Davidem Fintoul? Ma przyjemny, miękki, dżentelmeńsko brzmiący głos, jest wysoki, ciemnowłosy i można go nazwać przystojnym, na swój surowy, plastyczny sposób. Według mnie, ma trochę dziwaczny kształt głowy. Ale jest także nijaki, pozbawiony pasji, wizualnie mało ekspresyjny i porusza się jakby połknął kij. Nie ma w nim żadnego animuszu ani żadnych przejawów życia poza potrzebą wtargnięcia w życie Lizzy zgodnie z wymogami opowieści. To wydaje się go trochę usprawiedliwiać. Zerkam do powieści żeby przypomnieć sobie jak się zachowuje Darcy i jest on tam żywy, oddychający, ludzki z prawdziwymi emocjami. Colin Firth zastosował się do "scenicznych wskazówek" Jane Austen dosłownie" ciekawe czy Davies zapisał to w scenariuszu czy Colin odwołał się do powieści? Na przykład kiedy Darcy natyka się na Lizzy w Pemberley, książka mówi: (tłum. Przedpełska-Trzeciakowska) "Oczy ich spotkały się, a policzki obojga okrył ciemny rumieniec. Młody człowiek oniemiał, przez chwilę stał jak skamieniały.."

Albo pierwsze oświadczyny Darcy'ego w Hunsford?

"Bez tchu prawie począł ją wypytywać o zdrowie, przypisując swą wizytę chęci usłyszenia, że już jej lepiej. Usiadł na chwilę, po czym zerwał się i począł chodzić po pokoju. [...] Trwało to kilka minut. Wreszcie Darcy podszedł do niej i zaczął mówić z przejęciem: Daremnie walczyłem ze sobą.." itd.

Także podczas kąpieli w stawie" dobrze, był to oczywisty, celowo wprowadzony element zmysłowości" przyznaję byłam raczej wstrząśnięta tą sceną i widokiem naszego dziarskiego bohatera kroczącego w przemoczonej, kapiącej koszuli przyklejonej do jego piersi. To działa na wszystkich poziomach. Po pierwsze wyraża fizyczność Darcy'ego" na co nowa wersja kładzie zdecydowanie nacisk" widzimy go w trakcie treningu szermierki, jeżdżącego konno, strzelającego, pływającego, kąpiącego się, spacerującego" innymi słowy, to żywy i krwisty mężczyzna pełen energii i życia, a nie tylko dystyngowany bohater z epoki Regencji (a takim widzę Darcy'ego w wykonaniu Rintoul'a). Już tylko to czyniłoby go wartym bycia partnerem dla Elizabeth granej przez Jennifer Ehle.

Pamiętam, że od początku byłam nią absolutnie oczarowana, od momentu kiedy zostaje nam przedstawiona w trakcie spaceru, kiedy zaczyna biec rozkoszując się wolnością i aktywnością. Wiedziałam, że natychmiast polubię tą Lizzy. Po drugie, spotkanie pomiędzy Darcy'm i Lizzy ma absolutnie sens. Przedstawia Darcy'ego najpierw od ujemnej strony, pomagając wzrosnąć zakłopotaniu obydwojga (tylko nie mówcie mi, że Lizzy nie zauważyła jak on na nią patrzy...) oraz daje mu mocny powód do pożegnania i zniknięcia na jakiś czas.

Jennifer Ehle jest wspaniała (zasłużona nagroda dla Najlepszej Aktorki BAFTA)" udało jej się udźwignąć wielką odpowiedzialność. Nie potrafię sobie wyobrazić lepszej Elizabeth, czuję się niemal całkowicie usatysfakcjonowana tą postacią od czasu kiedy jest ona bohaterką mojej ulubionej powieści. Jest urocza, wesoła, inteligentna, nieustępliwa i zawzięta, bardzo ładna, ale bez posągowego piękna, popełnia błędy, złości się, nudzi, frustruje i ulega zakłopotaniu" jest żywą i krwistą kobietą. Jej samotne spacery, oczywiście obecne również w powieści, ukazują także jej fizyczność, a Davies doskonale uchwycił ją w wymyślonej scenie kiedy bawi się z psem w Netherfield a Darcy szpieguje ją z okna swojej łazienki. Można więc łatwo zrozumieć dlaczego Darcy się w niej zakochał, i dlaczego pociągała Wickhama, pułkownika Fitzwilliama, a może nawet i pana Collinsa. Jane Austen opisuje tą mieszankę słodyczy i łobuzerstwa w jej zachowaniu, która oczarowała Darcy'ego, a Jennifer Ehle ją doskonale uosobiła!

Dla kontrastu Elizabeth Garvie, która gra wcześniejszą Lizzy, jest wystarczająco ładna i inteligentna (chociaż nosi jakieś bardzo nietwarzowe ubrania) lecz jest również mdła, sztucznie uśmiechnięta, skromna i daleka od łagodnych manier. Porusza się statecznie i nigdy nie ukazuje żadnej pasji. Jedyny przypadek kiedy ona rzeczywiście się "rusza" jest dwuznacznym odbiegnięciem od treści książki. Kiedy dostaje złe wieści o Lydii, zamiast Darcy'ego chodzącego wokół niej w gospodzie, ona biegnie cała drogę do Pemberley (!) i wpada na niego w salonie pod pretekstem zobaczenia się z wujem. Co Fay Feldon sobie myślał? Cóż to mówi o Elizabeth? Rintoul jako Darcy wykazuje w tej scenie zwykłą grzeczność i oddalenie, większe niż gdyby był dalekim krewnym a nie zakochanym mężczyzną. Colin Firth zagrał to perfekcyjnie" widać głęboką namiętność i głębokie zaangażowanie, które okazuje Lizzy" jak we wspaniałym momencie kiedy impulsywnie bierze jej dłoń w swoje obie dłonie, a następnie cofa najpierw jedną a potem drugą przez wzgląd na właściwe zachowanie. Lubię także tą małą dodaną scenkę z Pemberley kiedy siedzi wieczorem osowiały w salonie, zaczepiany przez biedną pannę Bingley, tuż przed podjęciem decyzji o poświęceniu siebie i swojej dumy dla Lizzy.

A teraz w sprawie wszystkich tych długich, tęsknych spojrzeń" Jane Austen oczywiście powracała do nich wielokrotnie. Np. kiedy Darcy pozostawia Lizzy w gospodzie, odchodzi z "poważnym, pożegnalnym spojrzeniem". Komentarze na temat pięknych oczu Lizzy są częste w książce. W wersji Weldona, Lizzy wiele mówi o spoglądaniu na nią przez Darcy'ego, ale jakoś nigdy tego nie pokazują. Zaskakujące! Nie potrzeba mówić, jak absolutnie byłam zachwycona tymi wszystkimi seksownymi spojrzeniami pomiędzy Darcy'm i Lizzy w wersji Davies'a" i jak każdy byłam powalona niezwykle erotyczną sceną gry na pianoforte w Pemberley. Kilka świetnych kuszących spojrzeń także, kiedy Darcy wraca do Longbourn z Bingley'em.

Colin i Jennifer przekazali tyle atrakcyjności w tak subtelny sposób. Pocałunek na końcu, prawie wydawał się niepotrzebny" bo już wiadomo, że ta para jest idealna. Wykonali wspaniałą pracę wykorzystując język ciała" uwielbiam fakt, że kiedy oni spacerowali razem w Pemberley, podświadomie naśladowali się nawzajem, spacerując oboje mieli ręce ułożone za plecami. A kiedy w końcu schodzą się, delikatnie zderzają się ramionami idąc obok siebie.

Autor: Lisa Warrington
Źródło: http://www.geocities.com/Hollywood/Academy/4558/PPBall.html

Tłumaczenie: Alison
Cytaty z "Dumy i uprzedzenia" w tłumaczeniu A. Przedpełskiej-Trzeciakowskiej

Alison, 2006-02-20 21:39:55

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence