Ogród Jane Austen

Tęczowy blask sari

Kiedy złożenie fabularnych schematów, prostoty i wizualnego przepychu składa się na film, który mimo wielu wad chętnie usprawiedliwiamy, oznacza to, że powstało coś nietypowego i godnego uwagi, wynoszącego kicz na poziom sztuki. Ostentacyjny kicz zaczyna być odbierany jako świadoma droga artystyczna. Gurinder Chadha, w swojej interpretacji “Dumy i uprzedzenia” Jane Austen, połączyła wszystkie zazwyczaj krytykowane cechy X muzy, przyprawiając o kolorowy zawrót głowy. W hindusko-amerykańskiej “Dumie i uprzedzeniu” zestawiono barwną estetykę Wschodu z bogatym, sztucznym światem Zachodu. Chociaż obie te rzeczywistości zostały przerysowane i uproszczone do stereotypowych schematów, zderzenie dwóch skrajnych kultur, rozwieszone na konstrukcji XIX-wiecznej klasyki literatury brytyjskiej, prowadzi do zabawnych sytuacji oraz zwraca uwagę na bogactwo artystyczne i intelektualne całego świata. Oczywiście połączenie ambitnego z założenia porównywania kultur z osią fabularną autorstwa Jane Austen jest tylko pretekstem do olśniewającej i odurzającej zapachem kadzideł zabawy konwencją kina bollywoodzkiego. Film Chadhy z góry staje się rarytasem dla polskiego kinomana, bo ostatnimi czasy jedyną produkcją z indyjskiej fabryki snów było “Czasem słońce czasem deszcz”. Jednak “Duma i uprzedzenie” to nie tradycyjne massala movie trwające prawie 4 godziny, a przykrojony do zachodnich standardów mix amerykańskiej komedii romantycznej, brytyjskiej komedii pomyłek i hinduskiego musicalu. I - trzeba zaznaczyć - ten film jest rzadkim eksperymentem, w którym sprawdziło się takie pomieszanie gatunków i odświeżyło nasze spojrzenie na X muzę. Próbując zdobyć sympatię widza, Chadha atakuje go obłędną orgią kolorów, szybkim montażem scen tanecznych czy prostymi, ale wpadającymi w ucho piosenkami. Ze mną reżyserce udało się natychmiast, mimo że po seansie trudno było mi znaleźć źródło niewiarygodnego entuzjazmu dla naiwnie optymistycznej rozrywki.
Główną zaletą filmu Chadhy jest szczerość intencji twórców. Nikt tu nie próbuje wmówić widzowi, że obraz aspiruje do panteonu najważniejszych dzieł filmowych. Bezguście i tęcza barw wylewają się z ekranu bezustannie i podkreślają, że kicz i radośnie beztroskie piękno idą w parze, tworząc konkretny typ kina, specyficzną atmosferę Za pomocą obrazów Chadha zdaje się przemawiać, że prostota, bezpretensjonalność, sztuczność czy charakter telenoweli są składnikami przyjemnej, wcale niegłupiej rozrywki, której niektórzy widzowie pragną w głębi serca. Bo przepyszne wizualnie i zabawne fabularnie bajki o prawdziwej miłości są tak samo potrzebne jak poruszające ważne tematy dramaty psychologiczno-społeczne. “Duma i uprzedzenie” kładzie na łopatki zawstydzającą okazałością środka przekazu. Z początku nie wiadomo, gdzie oczy podziać, a po chwili nie można oderwać wzroku od wrzącej energią mieszanki muzyki i obrazu, od pięknych i sympatycznych aktorów.
Wielbiciele prozy Austen mogą grzmieć, że hinduska reżyserka odarła ich ukochany oryginał z ironicznych obserwacji społecznych, ale tak naprawdę powinni cieszyć się z istnienia odważnych twórców, którzy nie mają obaw przed wykorzystaniem klasycznych wzorców do opowiedzenia własnej historii we własnej interpretacji. Szkielet fabularny został zachowany, a charakterystyka postaci uszanowana. Brytyjskiemu oryginałowi zaszczepiono jedynie pokaźną dawkę wschodniej energii, a problem uprzedzeń przeniesiono na płaszczyznę różnorodności obyczajów narodowych. Zresztą, mimo błahej treści, Chadha zdołała przemycić nieco prawdy o małżeństwach z rozsądku i respektowania odmiennych poglądów. Z jednej strony krytykuje brak miłości w małżeństwie, z drugiej ściąga marzycieli na ziemię przypominając, że odrobina roztropności nie zawadzi. Ponadto dodaje co nieco na temat indywidualizmu czy nonkonformistycznego myślenia, krytykuje odcinanie się od korzeni. Ci, którzy mimo wszystko oczekują szelestu wiktoriańskich sukien, poważnej oprawy i charakterystycznych dygów, lepiej zrobią czekając na styczniową ekranizację dzieła angielskiej pisarki z Keirą Knightley w roli głównej. Żeby tylko się nie przeliczyli w kwestii piętnowania prowincjonalnej głupoty, typowej dla pióra Austen. Joe Wright może postawić na romans.
Główną atrakcją wielonarodowej produkcji nie są jednak sceny zbiorowe czy odniesienia do klasyki, a aktorzy zgrabnie wpasowujący się w piękne otoczenie. Ashwarya Rai przykuwa wzrok, zachwyca inteligencją i pewnością siebie. Nowozelandczyk Martin Henderson zniewalającym uśmiechem przeciąga na swoją stronę żeńską część publiczności. Może nie jest to Colin Firth z kultowego już serialu BBC, ale “Duma i uprzedzenie” Chadhy to także nie tradycyjny film, choć złożona została z wielu klisz.
I jak zwyczajnego filmu nie sposób tego romantycznego widowiska oceniać. To spływający złotem i tanim blichtrem spektakl, który zapewnia zastrzyk niepoprawnego optymizmu, a także budzi uśmiech, pozostający na twarzy długo po seansie. Można wstydzić się samego siebie, że tak łatwo dajemy się ostentacyjnemu kiczowi, ale człowiek czasem jest spragniony filmowego cyrku i z chęcią wytłumaczy siebie i twórców, podciągając “Dumę i uprzedzenie” do rangi specyficznego przeżycia artystycznego czy rozrywkowego. Tak też robię i nie wstydzę się tego. Prostota i bajkowość tkwią w naszej kulturze, a przy filmie o zderzeniu kultur należy o tym pamiętać.

autor: Ewa Drab
źródło: http://www.esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=2603

Gitka, 2006-02-12 21:47:28

www.JaneAusten.pl © Ogród Jane Austen, 2004-2018

Template Licence