Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#26 2007-09-16 09:26:00

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

U na s w Polsce te zwyczaje jednak duzo czesciej byly wysmiewane i pietnowane


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#27 2007-09-17 07:21:44

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Że niecałą godzinę temu wróciłem z Wrocławia i jestem po nieprzespanej nocy, to tylko odpowiedni fragment dla ilustracji informacji podawanej przez Aine (choć należy uściślić, że chodzi o XVIII wiek i to nie wszystkie warstwy -- o sprawdzaniu koszuli i panny młodej na Ukrainie będzie później):

Dopiero w wieku XVIII doszło w tym zakresie do sporej "emancypacji". W dobie oświecenia posiadanie kochanków przez mężatki zaczęto traktować jako rzecz normalną. A wręcz jako element nadający pikanterii życiu towarzyskiemu i będący miernikiem atrakcyjności kobiety. Przyczyną zmartwień był nie tyle fakt posiadania kochanka, ile raczej jego brak, świadczący o braku kokieterii względnie przemijaniu kobiecej urody. Kobiecie w końcu przyznano prawo do prowadzenia życia towarzyskiego, odwiedzania i bycia odwiedzaną. Dotyczyło to jednak przede wszystkim kręgów arystokratycznych. Na prowincji zaś i w konserwatywnych rodzinach mieszczańskich kobiety wiodły tradycyjny żywot, jak przed wiekami.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#28 2007-09-17 10:33:57

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

A co jeśli kobieta (arystokratka) była piękna i nie chciała kochanka? Musiała go mieć aby nie wyjść na mało atrakcyjną. Hm.
Chociaż muszę przyznać to mi sie bardziej podoba aniżeli to że musiały chodzić niemyte.

Offline

 

#29 2007-09-17 13:06:59

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

O popularności łaźni jeszcze może będzie. Na razie o nocy poślubnej na Ukrainie i inne rozważania autorki...

Na Ukrainie przed ceremonią pokładzin następowały wcześniej jeszcze szczegółowe oględziny panny młodej. Zdarzały się bowiem przypadki oszukiwania małżonków przez wkładanie sobie zakrwawionej bawełny do środka, czy też przez skaleczenie się. W konsekwencji na prześcieradle pozostawała krew, chociaż panna wcale nie była niewinna. Tak opisał ten zwyczaj odwiedzający Ukrainę w XVII wieku Wilhelm Beauplan, francuski inżynier wojskowy w służbie króla Władysława IV: "Gdy zbliża się godzina pokładzin panny młodej, zamężne krewniaczki pana młodego biorą ją ze sobą i prowadzą do jednej z komnat, gdzie zostaje ona rozebrana do naga. Dokładnie ją oglądają ze wszystkich stron (...), bacząc, czy nie znajdzie się tam kropla krwi lub agrafka albo też kawałek bawełny nasycony czerwonym syropem. Gdyby coś takiego znaleziono, wesele natychmiast byłoby zakłócone (...). Lecz jeśli niczego nie znajdą, wdziewają na pannę młodą koszulę, całkiem białą i nową, po czym układają ją pomiędzy dwoma prześcieradłami. Wówczas każą panu młodemu przyjść do rozebranej, by się z nią położył. Gdy młodzi leżą już razem, spuszczają zasłonę, a tymczasem większość tych, co towarzyszom uroczystościom, wkracza do pokoju z dudami, tańcząc każdy ze szklanicą w ręku. Kobiety podskakują i klaszczą w dłonie, aż się małżeństwo do końca spełni. A jeśli przy tym usłyszą oznaki radości panny młodej, wszyscy zgromadzeni z miejsca poczynają skakać, klaszcząc w ręce, i wrzeszczeć z uciechy. Rodzice pana młodego pozostają na straży koło łoża (...), by się ten zabawny obrządek spełnił i by dać pannie młodej świeżą koszulę, całkiem białą, jeśli na tej, którą jej zdejmą, znajdą ślady dziewiczości. Oznajmiają o tym całemu domowi z głośnym okrzykiem ukontentowania i radości, iżby cała familia mogła to potwierdzić. (...) Nazajutrz (...) do dwóch rękawów koszuli wsadzają kij, po czym wywracają ją na drugą stronę i układają jak proporzec. Niosą ją ulicami miasta z wielką powagą, jak gdyby nieśli sztandar z bitewnymi śladami, tak aby cały lud był świadkiem dziewiczości młodej żony i męskości jej męża."

Można mieć pewne wątpliwości co do prawdziwości tego przekazu, jeżeli chodzi o odbywanie przez młodych ceremonii pokładzin w obecności rozbawionego tłumu i własnych rodziców. Jak się zdaje, w takiej atmosferze raczej mało który mężczyzna byłby w stanie podołać małżeńskim powinnościom. Natomiast za w pełni prawdziwy należy uznać opis dotyczący wystawiania na widok publiczny zakrwawionej koszuli panny młodej.

Ślady krwi pozostawione na prześcieradle przez wieki uchodziły za niezbity dowód niewinności kobiety. Początkowo znaku tego bynajmniej nie łączono z faktem przebicia błony dziewiczej, albowiem o jej istnieniu nie miano pojęcia. Jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na jej występowanie Hipokrates, uważał ją jednak za twór patologiczny, który gdy się pojawił, powinien być usunięty. Poglądy te potwierdził w II wieku naszej ery Soranus, filozof i medyk, pocieszając jednocześnie niewiasty, że ten niewłaściwy stan łatwo i skutecznie daje się usunąć. Krwawienie podczas pierwszego stosunku tłumaczył on zbyt gwałtownym rozciągnięciem pochwy, bogatej w naczynia krwionośne, które pękają. Zgadzali się z nim w pełni żyjący dwieście lat później Oribasius, Paweł z Eginy (VII wiek), Rhazes (al-Razi, perski doktor żyjący na przełomie IX i X wieku). Natomiast całkiem odmienny pogląd pozwolił sobie ogłosić Albert Wielki, który stwierdził definitywnie, że: "Jest jedna skórka w kroku y macherzyna (pęcherz), która się przerywa. (...) Żywot panieński zawsze jest zamknięty, ale niewieści zawsze otwart jest (...). Zepsowane niewiasty mają urynę zmąconą, przez przerywanie skórki przechodzącą".

Skądinąd zastanawia, skąd u duchownego tak szczegółowa znajomość kobiecej anatomii. W XVI wieku stanowisko to miało już wielu zwolenników, aczkolwiek nadal byli i sceptycy. Spór ostatecznie został rozstrzygnięty -- na korzyść błony dziewiczej -- pod koniec XVIII wieku.

Do nocy poślubnej bez wątpienia z o wiele większą swobodą i naturalnością podchodziły kobiety, którym dane było przeżyć już wcześniej romans z mężczyzną. To samo dotyczyło narzeczonych, których łączyło prawdziwe uczucie. Niemniej jednak dla niejednej panny młodej wychowanej w ślepym posłuszeństwie wobec rodziców i nakazów religii, pod kloszem rodzinnego domu, przeżycia nocy poślubnej musiały być prawdziwym szokiem. W szczególności tam, gdzie panna była jeszcze dzieckiem, z którym nigdy wcześniej nie rozmawiano na temat alkowy.

(...)

Niemało wstydu podczas tej szczególnej nocy najadła się także Anna Stanisławska, która wolą rodziców została wydana za degenerata i człowieka upośledzonego umysłowo -- Jana Kazimierza Warszyckiego. Jak łatwo się domyśleć, małżeństwo zostało zawarte pod przymusem, nad walory umysłowe pana młodego i urodę przedłożono jego pozycję społeczną. Jego ojciec był bowiem pierwszym senatorem Rzeczpospolitej i kasztelanem krakowskim. Tym samym piękna, młoda i bogata pana została połączona węzłem małżeńskim z odrażającym debilem o wręcz karykaturalnym wyglądzie. Gdy nocą wprowadzono go do sypialni, nowo poślubiony małżonek nie za bardzo wiedział, co miałby w niej robić, skinieniem głowy pożegnał więc grzecznie żonę i opuścił alkowę. Rankiem ponownie wepchnięto go do łożnicy w nadziei, że może tym razem małżeństwo zostanie skonsumowane. W tym czasie Stanisławska właśnie się ubierała, starając się jednocześnie instruować męża w materii miłosnej. Niestety, na próżno, Jan nie wykazał zainteresowania sprawami alkowy i zajął się łapaniem much. Podobna sytuacja powtórzyła się i nocy następnej.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#30 2007-09-18 07:16:08

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

O wolnym czasie:

Tak naprawdę tylko bardzo bogate mieszczki i szlachcianki mogły sobie pozwolić na luksus posiadania wolnego czasu. A ich dzień zgodny był z naszymi wyobrażeniami na temat życia w dawnych wiekach, które zwykło się utożsamiać z wytwornością i niekończącymi się rozrywkami w postaci bali czy przyjęć. Tylko naprawdę wysoko urodzone damy miały czas na rozpoczęcie dnia od kilkugodzinnej porannej toalety. W XVIII wieku upowszechnił się przybyły z Francji zwyczaj przyjmowania przyjaciół w szlafroku podczas porannej toalety W trakcie takich trwających godzinami zabiegów znajomi donosili pani domu o najnowszych plotkach i ciekawostkach z życia towarzyskiego. A już w XVII wieku (w 1663 roku) Marysieńka Sobieska przywiozła ze sobą z Francji podobny zwyczaj, zwany roulle, polegający na przyjmowaniu odwiedzających w pokoju sypialnym, wprost w łóżku. łatwo było sobie wyobrazić zdumienie konserwatywnej szlachty, w szczególności jej męskiej części. Składający Marysieńce wizyty żartowali, że byli u swej pani całować raczej nóżki niż rączki. Po zakończeniu toalety wychodzono z domu, by załatwić interesy, złożyć grzecznościowe wizyty, czy też odbyć wycieczkę za miasto. Po nich następował obiad, na który zapraszano gości względnie samemu było się proszonym. Jedzenie posiłku we własnym gronie wskazywało na brak stosownej liczby przyjaciół i prowadzenie ubogiego życia towarzyskiego. Po obiedzie następowała dalsza część spotkań, jakaś grzecznościowa rewizyta, "herbatka tańcująca" czy też "kolacyja", wieczorem zaś bal, przyjęcie we własnym domu lub wyjście do teatru.

Do grupy kobiet, które nie musiały zajmować się pracą fizyczną(*), należała m.in. żona warszawskiego adwokata A. Tarczewska, która tak oto w pamiętniku opisywała swój dzień:

"Wstaję w lecie o szóstej, w zimie o siódmej. Ubrawszy się w strój ranny, sporządzam kawę, jak już gotowa, wołam lubego Marcelka, ten tak zatopiony w swych myślach, że nie zaraz po zaprosinach przychodzi, jak jak nadejdzie, rozmawiamy sobie o różnych rzeczach i kiedy mój luby wesołej myśli, z dnia całego ta chwila jest mi najprzyjemniejszą (...), ale już wołają Marcelka. Dependent (tj. aplikant) powiada, że czas iść na sądy. Ubrawszy się i uściskawszy swą żonkę, idzie tam, gdzie go przywołują obowiązki jego stanu (...). Wydanie ze spiżarni, co potrzeba, całego dnia wymaga, i porachowawszy się z kucharką, siadam przy biurku, gdzie czytam i piszę aż do dziesiątej. Idę do klawikordu, śpiewam i gram do dwunastej, potem ścieram kurz, podlewam kwiatki, daję pożywienie ptaszkom, ubieram się, co trwa do samej drugiej.

Wraca Marceli, jeśli go spostrzegę z okna, wybiegam naprzeciw niemu, a nie, to za skrzypnięciem drzwi podskoczę do niego i co tylko że otworzy, zaraz go witam. >>Żono, daj wódki<< -- mówi on. >>Zaraz, zaraz<< -- odpowiadam, pytając: a cóż, czy wygrałeś, czy przegrałeś sprawę? Jeżeli pierwsze, skaczemy oboje, jeżeli drugie, to cóż robić. Wtem dają obiad. (...) Dają sztukę mięsa, Marcelek wchodzi, siada i swoją mową rozwesela wszystkich, skoro syty, zaraz wstaje (...), niosę mu kawę, potem rozmawiamy, chodzimy, a niekiedy poskaczemy walca. Mąż wraca do pracy, zasiadam do roboty. Najczęściej albo Mama do mnie (albo) ja do Mamy idę, więc nam przy sobie wesoło. Wieczorem, jeżeli letnią porą, idziemy z Marcelkiem na spacer. W zimie zaś, gdzie jesteśmy na obiedzie, tam zostajemy na cały wieczór, to jest Mama u mnie, my u Mamy. Starsi grają w wista, robimy roboty, a jedna z nas czyta, czasami gram, śpiewam. Jak kto nadejdzie, bawimy się w gry i czas mile schodzi, przy tym herbata i kolacja miłe czynią przerwy. Rozchodzimy się najpóźniej o jedenastej (...)"


----
*) Gdzie indziej autorka wylicza jak liczne były kobiety, które zarządzały rodzinnymi majątkami. Nie pamiętam dokładnych liczb, ale gdzieś od 20 do 60% majątków było zarządzanych przez panie domu, a nie panów, którzy nie mieli na to ochoty, albo bardziej zajmowała ich wojna i polityka.

O higienie i atrakcyjności -- autorka cytuje i streszcza "Rady lekarsko-fizyczne" dr Bekera (1809):

Po pierwsze, chodzi tu o zachowanie higieny, czego wzorem mogą być kobiety z Dalekiego (PAK: Dalekiego? Zapewne, ale dr Beker inaczej je lokalizuje...) Wschodu. "Kobiety tureckie biorą kąpiel, nim wejdą do łoża, do którego je wybór męża wzywa. Tym sposobem oddalony bywa najmniejszy smrodek..." Po drugie, nie należy zapominać o kropieniu pachnącą wódką otomany, która ma być miejscem małżeńskich rozkoszy. Po trzecie, usta należy przemyć różanym octem i wodą w szczególności tam, gdzie dolega próchnica. Na nieświeży oddech pomaga także -- zdaniem autora -- gryzienie skórki cytrynowej, goździka lub cynamonu, dzięki czemu można "odrażający cuch oddalić". Nie należy także zapominać o przemywaniu części rodnych wodą studzienną z domieszką lawendowego octu. Ponadto ze względów estetycznych: "Strzec się (trzeba), aby na koszuli nie zostało najmniejszego śladu miesięcznego czyszczenia (tj. krwawienia)".. Jeżeli żona ma obrzydły nałóg wąchania tabaki, powinna także pamiętać o wyczyszczeniu z niej dziurek nosa przed położeniem sie spać. I jak dalej poucza doktor -- autor dziewiętnastowiecznej ars amandi: "Na noc będzie jak najmniej jadła i jak najstaranniej baczyć (trzeba), aby przypadkiem podczas małżeńskich pieszczot nie wyrwał się jaki odgłos z żołądka lub jeszcze co gorszego; przez co zmysł powonienia jej męża mógłby w nieprzyjemnych znaleźć się okolicznościach".


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#31 2007-09-18 10:28:55

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

haha smile. Usmiałam się z rad Dr. Bekera. A co do nocy poslubnej to raczej z przyjemnoscią się to nie wiazało. Już samo rozebranie się do naga przed kobietami musiało byc straszne. Co dopiero kochanie się przy świadkach. Stres, stres i jeszcze raz stres.

Offline

 

#32 2007-09-18 11:45:53

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

To tylko Ukraina, a i w tej mierze autorka ma wątpliwości, co do wiarygodności świadka.
Natomiast faktem jest, że o ile kobiety tęskniły do zamęścia (choćby ze względu na odmianę w życiu), o tyle przed nocą poślubną panowały raczej nastroje minorowe... Choć, jak komentuje autorka grafikę Jeana Michela Moreau "Kładzenie panny młodej do łóżka" (z 1768 roku): Zwyczaj wymagał, by podczas nocy poślubnej młodych odprowadzić aż do łożnicy. Pannie młodej przez skromność nie wypadało się cieszyć w takiej chwili, symbolicznie więc zalewała się łzami.

Zresztą jeszcze cytat z A. Tarczewskiej, pamiętnikarki z 'epoki':
Po wieczerzy już późno w noc zaczęto się rozjeżdżać. Zmiarkowawszy, co to znaczyć miało, wzięliśmy z Siemianowską Pannę Młodą (PAK: siostrę pamiętnikarki) pod rękę i zaprowadzili, gdzie się ostatni odbywa obrządek. Uściskawszy niewinną owieczkę, każdy pojechał w swą stronę. Nazajutrz byłam z najpierwszych u kochanej Klemuni. Przechorowała mocno wypadki pochodzące z panieństwa, ale że oboje uszczęśliwieni byli z siebie, uspokoiło to wszystkich.

PS. Byłbym zapomniał: pan młody powinien, po nocy poślubnej, obdarować swoją żonę. Nazywało się to "dar poranny". I cytat z Agnieszki Lisak: Wiadomo na przykład, że królowa Bona dostała w prezencie porannym od Zygmunta Starego cztery łańcuchy, trzy wisiory ze złota, szafirów, diamentów, pereł, rubinów i szmaragdów, cztery sztuki materii na suknie.
Chodziło o otarcie łez.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#33 2007-09-18 12:16:35

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

hm, (wzięłam głęboki oddech), tak na siłe to musiało boleć ... faktycznie otarcie łez było na miejscu.

Offline

 

#34 2007-09-20 11:27:26

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Jeszcze o "łazienkach":

Co więcej, w XVIII wieku już mało kogo dziwił widok dwóch osób płci odmiennej wchodzących do jednego pomieszczenia. W dobie oświecenia tak to miejsce opisywał F. Schulz: "Warszawa ma publiczne łazienki (...). Składają się one z podniesionego piętra jednego, podzielonego na małe gabineciki, w których mieści się jednak lub dwie wanny. Przez wszystkie przebiegają rury z ciepłą i zimną wodą. Wanny są wprawdzie drewniane, ale bardzo czyste i porządnie utrzymywane. Kąpiel kosztuje cztery złote polskie, razem z potrzebną bielizną. Kanapka, na której po kąpieli się odpoczywa, stoi tu także. Obie płci przyjeżdżają się tu często kąpać, a nie potrzebują nawet mówić o tym, że się nikt nie sprzeciwia, jeśli dwie osoby płci różnej do jednego wchodzą gabinetu. W istocie łazienki często służą za miejsce schadzek dla nieszczęśliwych, uciśnionych kochanków, którym tu nic nie przeszkadza. Jest przy tym kawiarnia i winiarnia (...), (a) usłużny gospodarz w pewnych godzinach stara się o to, aby gościom samotnym na miłym towarzystwie po gabinetach i na galerii nie zbywało".


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#35 2007-09-20 21:47:50

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

To mi wygląda na dom schadzek smile. Coraz to nowych ciekawych rzeczy się od Ciebie dowiadujemy pak4 smile.

Offline

 

#36 2007-09-21 06:42:12

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Pokoje na godziny też wtedy były smile


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#37 2007-10-27 02:35:44

maenka
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

pak4 napisał:

O popularności łaźni jeszcze może będzie. Na razie o nocy poślubnej na Ukrainie i inne rozważania autorki...

Na Ukrainie przed ceremonią pokładzin następowały wcześniej jeszcze szczegółowe oględziny panny młodej. Zdarzały się bowiem przypadki oszukiwania małżonków przez wkładanie sobie zakrwawionej bawełny do środka, czy też przez skaleczenie się. W konsekwencji na prześcieradle pozostawała krew, chociaż panna wcale nie była niewinna. Tak opisał ten zwyczaj odwiedzający Ukrainę w XVII wieku Wilhelm Beauplan, francuski inżynier wojskowy w służbie króla Władysława IV: "Gdy zbliża się godzina pokładzin panny młodej, zamężne krewniaczki pana młodego biorą ją ze sobą i prowadzą do jednej z komnat, gdzie zostaje ona rozebrana do naga. Dokładnie ją oglądają ze wszystkich stron (...), bacząc, czy nie znajdzie się tam kropla krwi lub agrafka albo też kawałek bawełny nasycony czerwonym syropem. Gdyby coś takiego znaleziono, wesele natychmiast byłoby zakłócone (...). Lecz jeśli niczego nie znajdą, wdziewają na pannę młodą koszulę, całkiem białą i nową, po czym układają ją pomiędzy dwoma prześcieradłami. Wówczas każą panu młodemu przyjść do rozebranej, by się z nią położył. Gdy młodzi leżą już razem, spuszczają zasłonę, a tymczasem większość tych, co towarzyszom uroczystościom, wkracza do pokoju z dudami, tańcząc każdy ze szklanicą w ręku. Kobiety podskakują i klaszczą w dłonie, aż się małżeństwo do końca spełni. A jeśli przy tym usłyszą oznaki radości panny młodej, wszyscy zgromadzeni z miejsca poczynają skakać, klaszcząc w ręce, i wrzeszczeć z uciechy. Rodzice pana młodego pozostają na straży koło łoża (...), by się ten zabawny obrządek spełnił i by dać pannie młodej świeżą koszulę, całkiem białą, jeśli na tej, którą jej zdejmą, znajdą ślady dziewiczości. Oznajmiają o tym całemu domowi z głośnym okrzykiem ukontentowania i radości, iżby cała familia mogła to potwierdzić. (...) Nazajutrz (...) do dwóch rękawów koszuli wsadzają kij, po czym wywracają ją na drugą stronę i układają jak proporzec. Niosą ją ulicami miasta z wielką powagą, jak gdyby nieśli sztandar z bitewnymi śladami, tak aby cały lud był świadkiem dziewiczości młodej żony i męskości jej męża.".

to jak w końcu było z tym dziewictwem feler czy konieczność??

Offline

 

#38 2007-10-27 07:04:59

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Odnosiłem wrażenie, że zależy od epoki. Pod koniec XVIII wieku mógł to być feler. Wcześniej -- konieczność.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#39 2007-10-27 07:48:42

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

niekoniecznie, ale postaram sie znalesc odpowiednie cytaty i odnosniki big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB