Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#1 2007-09-12 20:21:31

pak4
Użytkownik

Miłość staropolska

Próbuję czytać "Miłość staropolską" Agnieszki Lisak (Bellona 2007). "Próbuję" jedynie, bo idzie mi to fatalnie -- ciągle znajduję jakieś fragmenty, z którymi chcę się z Wami podzielić. I szukam, czym by tu założyć książkę...

O, na przykład taki fragment, bardzo a propos dyskusji o tym, skąd było wiadomo ile kto ma majątku. Okazuje się, że to wcale nie specyfika Anglii w czasach regencji:

"Stąd też, by unikać takich zwad, zawarcie związku małżeńskiego poprzedzał nie zawsze dyskretny wywiad w sprawie stanu majątkowego kandydata do ręki."

Co prowadzi bezpośrednio do wahania pana Benneta, czy wydać Lizzy za Darcy'ego:

"Na początku XIX wieku przestrzegała (PAK: Matka pamiętnikarki A. Tarczewskiej) swe córki przed tym, by w małżeństwie nie mierzyć ponad swój stan i majątkowe możliwości, nie zawierać związków dla pieniędzy, bo można się spotkać z niemałym rozczarowaniem: >>Żyć z wielkimi panami zapewne jest rzeczą przyjemną, ale trzeba się z nimi równać majątkiem, inaczej patrzą z pogardą na tego, który w balowych trzewikach biega piechotą po bruku (zamiast jeździć karetą -- przypis A.L.), kiedy by mógł, siedząc sobie na wsi, i jechać w niedzielę do kościoła, w starym może, ale dlatego wygodnym koczu (tj. powozie).<<"

A teraz porwania i przemoc. No bo wyobrażacie sobie takiego polskiego Darcy'ego jak zajeżdża z przybocznym oddziałem wojska prosić Lizzy o rękę? Co, że niemożliwe? wink

"Doświadczyła tego m.in. w XVII wieku Elżbieta Gostomska po śmierci swego męża. Pewien magnat zdecydowany na ożenek stanął przed jej domem w asyście sześciuset szabel wybornego żołnierza. Mimo to wdowa nie straciła rezonu. Absztyfikanta poprosiła do stołu, częstując go posiłkiem, jak na staropolską gościnność przystało. Ten, odczytując zaproszenie jako oznakę szczerego zainteresowania, przystąpił do zalotów. Wódka pita dla kurażu szybko uderzyła do głowy. Jednym słowem, Gostomskiej udało się uśpić czujność magnata. W tymc zasie ściągnęła do siebie szlachtę i najbliższych sąsiadów, gotowa stoczyć o swoje wdowieństwo regularną bitwę. Ostatecznie z własnoręcznie nabitą rusznicą przegoniła zalotnika, który opuszczał jej dom jak pies z podkulonym ogonem. W ten oto sposób dziarska dama, obeznana z bronią palną, raz na zawsze ostudziła zapał magnata."

I jeszcze o porwaniach. Okazuje się, że porwania nie musiały być takie złe...

"Innym razem takie porwania były aranżowane przez samych rodziców, którzy w ten sposób unikali wydatków związanych z trwającym co najmniej kilka dni weselem i koniecznością goszczenia kłopotliwych krewnych."

No, ale to nie przykład Wickhama i Lidii.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#2 2007-09-13 08:43:20

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Pak4, dziekuje za ww. teksty.
Bardzo interesujący jest ten o Elżbiecie Gostomskiej. Dobrze że kobieta się wybroniła. Ale jakie to musiało być okropne dla kobiety, gdy nagle jakiś gość porywał ją bo mu się podobała. Straszne.

Raczej nie chciałabym żyć w tamtych czasach.

Offline

 

#3 2007-09-13 09:30:04

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Tak bywało, ale to chyba nie było regułą. Zresztą jak autorka zaznacza, często porwania miały 'inny' charakter: na przykład młodzi chcieli się pobrać, ale rodzicom to nie odpowiadało (autorka przytacza bardzo smutną historię na ten temat), albo -- jak w ostatnim cytowanym fragmencie -- chodziło o zmniejszenie kosztów wesela. (Co skądinąd uważam za świetny pomysł wink )

W końcu często małżeństwa dobierano dlatego, że pasowały rodzicom. Młodzi mogli temu tylko kibicować. Nie sądzę, by to było dużo lepsze od porwania.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#4 2007-09-13 12:47:39

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

z tego co ja sie orientuje porwania wcale nie byly takie rzadkie. Zreszta dziewicza panna młoda również nie była w cenie big_smile Jak nietknieta, to znaczy, że wybrakowana. No bo skoro nikt jej nie chciał... Nie raz zdarzało się, że odsyłano młodą do domu po nocy poślubnej z adnotacją, że z felerem big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#5 2007-09-13 13:02:34

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Aine czy dobrze zrozumiałam, że jak nietknieta to z felerem i dlatego ją odsyłano?

Offline

 

#6 2007-09-13 14:50:43

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

dokladnie big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#7 2007-09-13 15:52:24

Vasco
Administrator

Re: Miłość staropolska

Ale czy w momencie, gdy okazywalo sie, ze jest feler, to juz go nie bylo? wink

Offline

 

#8 2007-09-13 18:51:04

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

I jeszcze jeden fragment -- tym razem smutna historia wzmiankowana wcześniej:

"W tajemnicy przed opinią publiczną zawarte zostało także małżeństwo Stanisława Szczęsnego Potockiego i Gertrudy Komorowskiej, aczkolwiek tu przyczyny były zupełnie inne. Szesnastoletnia, delikatna i urodziwa panienka zakochała się w przedstawicielu jednej z największych fortun magnackich, należących do rodu Potockich. Chłopak, dotychczas trzymany przez rodziców pod kloszem, też nie pozostał obojętny na jej wdzięki. Pomiędzy młodymi bardzo szybko nawiązał się romans, któremu sekundowali rodzice dziewczyny, ułatwiając potajemne spotkania. Mieli oni nadzieję, że uczucie zaprowadzi młodych na ślubny kobierzec, a ich córka zrobi w ten sposób karierę i zostanie jedną z pierwszych dam Rzeczpospolitej. Były to marzenia nader zuchwałe. Komorowscy bowiem należeli do bardzo średniej szlachty i na dworze magnatów Potockich mogli pojawiać się co najwyżej w roli klientów, ale nie przyszłych teściów. Wprawdzie ród Komorowskich był stary i sięgał swymi korzeniami XV wieku, niemniej jednak same korzenie nie wystarczały -- pomiędzy domami istniała ogromna przepaść majątkowa. Tym samym nikt w familii Potockich nie traktował poważnie córki Komorowskich jako pretendentki do rodzinnej fortuny. W październiku 1770 roku potajemny romans wydał pierwsze owoce -- okazało się, że panna jest w stanie odmiennym.

Wiadomość, która z zasady bywała wieścią hiobową, rodzice Gertrudy przyjęli w spokoju. Zakochanemu i naiwnemu kawalerowi wmówiono, że w takim przypadku nie ma wyjścia i dla ratowania honoru musi ożenić się z panienką. Stanisław Szczęsny okazał się na tyle uczciwy, że przy całym lęku przed gniewem rodziców postanowił pojąć Gertrudę za żonę. Komorowscy pośpiesznie zajęli się zorganizowaniem ślubu, który oczywiście utrzymywany był w ścisłej tajemnicy. Przeprowadzono błyskawiczne zaręczyny, po nich dokonano stosownych zapisów posagowych, u zastępcy biskupa uzyskano dyspensę na ślub bez zapowiedzi, po czym w grudniu 1770 roku postawiono młodych na ślubnym kobiercu. Małżeństwo zawarte zostało bez zbędnej pompy w kościele parafialnym w Niestanicy.

Najprawdopodobniej w styczniu następnego roku na rodzinę Potockich jak grom z jasnego nieba spadła wieść o wybryku syna. Oburzeni rodzice Stanisława nie mieli wątpliwości, że z tą kłopotliwą sprawą trzeba coś zrobić. Rozważano możliwość przeprowadzenia sprawy rozwodowej, prowadzono też pertraktacje z Komorowskimi. Ci jednak nie byli skłonni do rezygnacji z małżeńskich praw swej córki i mającego się narodzić dziecka. Między rodzinami dochodziło do ostrej wymiany zdań, to znów do negocjacji, groźby przeplatały się z prośbami. Niestety, nie udało się zawrzeć porozumienia. Rzecz przy tym znamienna, że młody Potocki w całym ferworze zachowywał zupełną obojętność i nie potrafił bronić swej brzemiennej małżonki. Czas naglił, wiadomo było, że za kilka miesięcy przyjdzie na świat dziecko, któremu raczej trudno będzie odmówić prawa do nazwiska Potockich. W końcu podjęto decyzję - dziewczyna musi >>zniknąć<<, a razem z nią kłopotliwy problem. Trzynastego lutego 1771 roku stu pięćdziesięciu zmówionych wcześniej opryszków napadło na dom Komorowskich w Nowym Siole. Brutalnie pobito część domowników, po czym przerażoną Gertrudę wyciągnięto z domu w cienkiej koszuli, wlokąc ją po śniegu, wsadzono do sań i odjechano. Rankiem następnego dnia dziewczyna już nie żyła, jej trupa wrzucono do przerębli zamarzniętej rzeki Raty. W ten oto sposób zakończyła się historia pierwszego małżeństwa Stanisława Szczęsnego Potockiego, mająca być zarazem przestrogą dla tych maluczkich, którzy odważyliby się podstępnie wyciągać rękę po magnackie majątki. Historii takich zresztą kraj nasz znał wiele."


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#9 2007-09-13 19:23:19

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

smutne to strasznie... sad


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#10 2007-09-13 19:25:12

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Vasco napisał:

Ale czy w momencie, gdy okazywalo sie, ze jest feler, to juz go nie bylo? wink

A ja inaczej wiadomo by było o tymze felerze?
Plusem z tej sytuacji było to, że o ile sprawa sie nie rozniosła, feleru już nie było, a i oburzony mężuś czasem dawał się przebłagać odpowiednim doposażeniem panny-niepanny. Szczególnie, jeśli była młoda i ładna.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#11 2007-09-13 20:53:08

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

No to teraz dwie historie razem. O pierwszej w sumie wiadomo niewiele... Ale warto wiedzieć, że kiedyś odmowy nie były takie tanie wink
Druga zaś to przykład jak można było uniknąć losu Gertrudy Komorowskiej (a rebour, bo to magnatka wyszła za szlachcica) przy odrobinie kobiecego sprytu i determinacji. Ot, by nie było tak smutno wink

„Sporą stanowczością w sprawach ożenku wykazała się też pewna Anna z Uniejowa. Najgorsze jednak było to, że przed zerwaniem zaręczyn panna kokietowała przez pewien czas swoich narzeczonych, narażając ich na koszty. Te zaś następnie trzeba było zwracać. Stąd też żalił się jej opiekun, rachując wydatki. Kupcowi Antoniemu Hornowi, którym panna pogardziła pomimo zaręczyn, trzeba było zapłacić z mocy starościeńskiego dekretu sto dwadzieścia sześć złotych polskich. Następnie dworzaninowi księdza Mlickiego, którym też poniewczasie pogardziła, czterdzieści jeden złotych polskich. Na tym jednak nie koniec, Ragielskiemu bowiem z tych samych powodów wypłacono siedemdziesiąt dwa złote polskie. Jakubowi Ściborowi, »kiedy sobie słowo dali dla wzięcia ślubu w Spicymierzu, a po tym nim pogardziła«, trzeba było zapłacić sześćdziesiąt cztery złote polskie. Zaś za pobyt w klasztorze u zakonnic w łęczycy – zapewne w związku z porzuconym zamiarem wstąpienia – ponad trzy złote polskie.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do panny Radziwiłłówny, która wzgardziła wdziękami Rzewuskiego i Paca. Po jakimś czasie serce kapryśnej Teofilii zabiło mocniej do pewnego drobnego szlachetki, Ignacego Morawskiego. Jako że wybranek fortuny nie posiadał, panna zaś była przedstawicielką jednego z najznamienitszych rodów, o oficjalnym ślubie nie mogło być mowy. Pewne zbiegi okoliczności i spryt panny pozwoliły jej jednak i tym razem postawić na swoim. Po śmierci rodziców Teofila znalazła się pod opieką brata, Karola Radziwiłła Panie Kochanku. W 1764 roku Moskale napadli na jego posiadłość w Białej, którą zdewastowali, zdarto obicia ze ścian, porozbijano lustra, co cenniejsze przedmioty zrabowano. Radziwiłł dla ocalenia życia musiał natychmiast salwować się ucieczką. Jednym słowem, chwila idealna do prowadzenia z bratem rozmów o przedmiocie własnego zamęścia. Wykorzystując pośpiech i przerażenie brata, Teofila padła mu do nóg: »Donosząc, że dalej jechać (z nim) nie może, i prosiła, aby jej pozwolił iść za Morawskiego (…). Książę wojewoda wileński dosyć był sturbowany tak nagłym uciekaniem, tym bardziej prośbą siostry swojej był przerażony, odpowiedział jej tylko »niech cię licho bierze«.«

Wykorzystując chwilę, Teofila wsiadła do karety i w pośpiechu pomknęła ze swoim „lichem” do Lwowa, by wziąć tam ślub. Zezwolenia udzielił dodatkowo arcybiskup, któremu wmówiono, że panna jest w stanie poważnym, stąd też dla dobra przyszłego dziecka z ceremonią nie można zwlekać. Pośpiech po stronie młodych był jak najbardziej wskazany, bo po udanej ucieczce z kraju i przekroczeniu granic Siedmiogrodu brat niebawem ochłonął z emocji. Jeszcze raz na trzeźwo przeanalizował prośbę siostry, to, co się stało, po czym przerażony wysłał do Polski list pełen pogróżek: »Sromotny dla mnie strapionego najboleśniejszy postępek siostry mojej, za każdym wspomnieniem najsrożej przeraża serce, i byle Bóg mi pozwolił dobrać się bliżej ku granicom ojczystym, nie zaniedbam wszelkich starań…«, by wziąć odwet na panu Morawskim.

Dzięki Bogu brat księżniczki był już daleko poza granicami, skąd jego gniew nie mógł jej dosięgnąć. Tak więc pozostawało mu co najwyżej odgrażać się siostrze piórem. Za to siostra starała się, jak mogła, rozmiękczyć serce brata, to słała do niego błagalne listy, to przepraszała, to znów zapewniała, że jest szczęśliwa: »Daruj tedy resztę win moich przez wgląd braterskiego afektu (tj. miłości), przez pamięć wysług (tj. zasług) moich, przez dobroć serca, przez miłośc Boskie (…). Niech tylko tę odbiorę deklarację listownie, że mnie pozwolisz do siebie przyjechać z mężem…«. I dalej: »Co zaś na postanowienie (moje) nigdy narzekać nie będę, bo kocham męża i kontentuję się z woli Boskiej«.

Z czasem determinacją i skruchą udało się ułagodzić żal brata.”


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#12 2007-09-14 09:00:01

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Och, Pak, tekst o Gertrudzie jest straszny, jak można było tak postąpić. Czasy wtedy były okrutne. I pewnie dla wszystkich wtedy było to normalne i takie naturalne. Potockim to pewnie uszło na sucho.

Niektórzy jak widać po pannie Radziwiłównej się w tej sytuacji odnajdywali, ale tutaj ona jest z bogatej rodziny.

W świetle tego co przytaczasz, historia Lizzy i Darcy'ego wydaje się być idealistyczną bajką.

Offline

 

#13 2007-09-14 09:45:36

Dione
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Te teksty to tylko dowód na to, że najciekawsze historie pisze życie. Bo czy naszej JA przyszłoby do głowy, żeby Darcy z pomocą oddziału pułkownika Fitzwilliama porwał Lizzy z domku pana Collinsa w Kent? Albo, żeby mateczka Edzio Ferrarsa potajemnie pozbyła się Lucy Steel, po jej ślubie z młodzym bratem Edzia? A wyobrażacie sobie Brandona, który odsyła Mariannę do mamusi, bo się w czasie nocy poślubnej okazała felerna?




Mhm... Chyba popuściłam wodze fantazji roll

Ostatnio edytowany przez Dione (2007-09-14 09:46:40)


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#14 2007-09-14 10:16:55

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Myślę, że w Anglii to jednak było trochę inaczej niż upadającej I Rzeczpospolitej, z jej szwankującym aparatem sprawiedliwości. I dobrze, że JA jest jaka jest, z tym swoim umiarkowaniem, z tą emocjonalnością wyrywającą się zza fasady konwenansu.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#15 2007-09-14 12:35:30

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

snowdrop napisał:

W świetle tego co przytaczasz, historia Lizzy i Darcy'ego wydaje się być idealistyczną bajką.

Zgodnie z polskim kodeksem prawnym tego okresu za zabicie szlachcia była czapa, bez względu na przynależność stanową ( ew. dla szlachcica złagodzona do kary wieży w najgłebszej jej części).
Oficjalnie jednak Potoccy nie maczali palców, więc nikt nie był w stanie im niczego udowodnić.

Ostatnio edytowany przez AineNiRigani (2007-09-14 12:36:19)


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#16 2007-09-15 15:56:12

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Z innej beczki -- kosmetyki:

Kosmetyki, zwłaszcza te, których nie można było zrobić domowym sposobem (np. rozcierając kredę, albo skorupki z kurzych jaj -- PAK), były na tyle cennym produktem, że dla ich zachowania nie myto twarzy nawet przez kilka dni. Często słoik bielidła przywieziony w prezencie gdzieś z dalekiej stolicy czy innego większego miasta musiał starczyć na wiele lat. Jeszcze w XIX wieku w krakowskich gazetach zamieszczano reklamy, w których producenci kosmetyków zapewniali, że są one skuteczne, bo nadają twarzy trwały koloryt na... kilka dni.

(...)

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVIII wieku wysokość fryzur przybrała wręcz monstrualne rozmiary. Aby włosy postawić w pionie, wkładano pod nie specjalne poduszeczki wypchane bawełną lub pakułami. Takie postawienie włosów i ich przyozdobienie wymagało nie lada kunsztu, a także czasu. Pomoc fryzjera była nieodzowna. Aby nie naruszyć misternej roboty, włosów nie czesano pomiędzy wizytami u fryzjera, nie mówiąc już o ich myciu. Dlatego nieraz na głowie nawet największych dam pojawiał się kołtun, który skrzętnie ukrywano pod grubą warstwą pudru. W XVIII wieku damom zmęczonym nieustannym trefieniem włosów z odsieczą przyszły peruki. Panie o mizernych włosach, których nie dało się nastroszyć i postawić na wysokość wymaganą modą, mogły odetchnąć z ulgą.


A ja się tak zastanawiam jak z tymi fryzurami spano?


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#17 2007-09-15 21:03:25

Dorfi
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Na wałku

Offline

 

#18 2007-09-15 21:13:54

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

nie zapominajmy, o lokatorach tychże fryzur. Miłośnicy zwierząt mogą się obruszyć narzedziami tortur wymyslonymi dla nich - specjalne srebrne młoteczki z kowadełkami big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#19 2007-09-15 21:19:51

Dorfi
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Tyle, że srebrne, ew. porcelanowe to miała tylko arystokracja smile

Offline

 

#20 2007-09-15 21:49:07

snowdrop
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Hahaha, jakoś śmiać mi się zachciało, chociaż współczuje tym biednym kobietom. W jakim strasznym stanie ich skóra i włosy musiały być. I te zwierzaczki. Fuj.

To jest coś jak z naszą szczupłą i opaloną sylwetką.

Offline

 

#21 2007-09-15 22:47:10

Robert_Benett
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Współczujesz kobietom? A mężczyznom to nie łaska współczuć? Jak można było dotknąć taką niewiastę obłażącą robakiem i w dodatku wątpliwej czystości...Obrzydlistwo!!
Ja już bym wolał wiejskie dziewuchy, bo te przynajmniej czyste i w strumyku umyte..


Kwitnące irysy
U moich stóp -
Sandały sznurowane na niebiesko.(Basho Matsuo )

Offline

 

#22 2007-09-15 22:58:07

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Robercie, a co Ty myslisz, że mężczyźn to "szczęście" omijało. O nie!! W ich perukach żyło się równie przyjemnie jak w kobiecych.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#23 2007-09-15 23:02:23

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

oczywiscie żyło się zwierzaczkom.
W sumie rzeczywiscie wieśniaczki bywały czyściejsze...

Na szczeście Polska była prowincją i jak zawsze na prowincji - nie stosowano "jewropejskich" zwyczajów. U nas higiena była na dużo wyższym poziomie. Zawsze.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#24 2007-09-16 00:30:26

Robert_Benett
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Aine..nie tylko w perukach..nie tylko..


Kwitnące irysy
U moich stóp -
Sandały sznurowane na niebiesko.(Basho Matsuo )

Offline

 

#25 2007-09-16 08:20:58

pak4
Użytkownik

Re: Miłość staropolska

Chyba należy współczuć. Nie wszystkie to wybierały z własnej woli. Autorka cytuje opowieść o pewnym ojcu, który przymuszał córkę do bycia bardzo modną. Z 'muchami', bielidłami i gorsetem tak ciasno wiązanym, że 'piersi pod brodę podchodziły'... Buciki też były 'niczego sobie'...


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB