Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#1 2007-05-27 20:49:11

elbereth
Użytkownik

W obronie Marianny

Pewnej nocy w pięknym mieście Krakowie miał miejsce sabacik, na którym grono czarownic rzucało zaklęcia (i przeklęcia wink ) na romantyczną Mariannę. Ponieważ broniąc jej byłam raczej w mniejszości, szukam poparcia big_smile

Sprawy rozważ(a)ne i do rozważenia:

1. Marianna była egocentryczką. Czy wynikało to z ukształtowania jej paskudnego charakteru? Może przeciwnie - z jej młodego wieku i właśnie nieukształtowania osobowości? z chęci zrozumienia własnych uczuć? z chęci zwrócenia na siebie uwagi rodziny/towarzystwa w celu np. uzyskania przyjacielskiego wsparcia? W końcu kontakt między siostrami w R&R nie był tak dobry jak kontakt Jane i Lizzy...

2. łamamła wszelkie konwenanse. To już nie egocentryzm a egoizm - w stosunku do rodziny. Ale także wina gwałtownego i odwzajemnionego (jak sądziła) uczucia. A może i świadomy/półśwniadomy/nieświadomy bunt przeciwko sztwnym obyczajom? chęć zamanifestowania swojej indywidualności? W końcu późniejsze feministki były za to podziwiane...

3. Nie wyciągała wniosków - czyli była i pozostała głupia. Mimo wszystko nie wyleczyła się z miłości do Willoughby'a. Ale jakie są szanse, że się wyleczy? Pokocha Brandona, to wiemy od Austen (bo jak go nie kochać? big_smile). Jego wpływ ukształtuje być może ostatecznie jej charakter i osobowość. Dorośnie i zmieni się - czy może, jak chce pewna dama, podzieli los Barbary z naszych marysinych Nocy i dni?

Na niedawnym zjeździe dyskusja w tej materii odżywała co chwila. A Wy co sądzicie?


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#2 2007-05-27 21:05:17

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

a ja mam pytanie - Wiedźmy już obgadały ten temat i znają poglądy współtowarzyszek biesiady, ale chyba powinny przedstawić swoje Śmiertelnikom, co by sie z nim zapoznali...
Ja napisze jutro. Śpie tak od kilku godzin, a przed kompem siedzi jeno lunaparkowa powłoka big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#3 2007-05-27 21:35:08

lady_kasiek
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Ale szkopuł tkwi czy pokocha Brandona, nie zawsze kochamy tych których powinniśmy kochac za ich zalety wprost bijące po oczach


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#4 2007-05-27 21:57:18

Dorfi
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Lady_kasiek jak przeczytałam Twojego posta to stwierdziłam, że idealnie pasuje do Twojego avatarka. To samo można powiedzieć o Scarlett.

Offline

 

#5 2007-05-28 07:39:39

pak4
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

elbereth napisał:

1. Marianna była egocentryczką. Czy wynikało to z ukształtowania jej paskudnego charakteru? Może przeciwnie - z jej młodego wieku i właśnie nieukształtowania osobowości? z chęci zrozumienia własnych uczuć? z chęci zwrócenia na siebie uwagi rodziny/towarzystwa w celu np. uzyskania przyjacielskiego wsparcia? W końcu kontakt między siostrami w R&R nie był tak dobry jak kontakt Jane i Lizzy...

To okres romantycznej burzy -- wystarczy przypomnieć tych młodzieńców, co to się zabijali po tym, jak przeczytali "Cierpienia młodego Werthera". Marianna do tego chyba była temperamentna. Jej zapatrzenie w siebie to nie jest jakaś pogarda, czy paskudny charakter, tylko właśnie głęboki romantyzm, który nakazuje wgłębiać się we własne uczucia i wszystko dla nich poświęcać.

2. łamamła wszelkie konwenanse. To już nie egocentryzm a egoizm - w stosunku do rodziny. Ale także wina gwałtownego i odwzajemnionego (jak sądziła) uczucia. A może i świadomy/półśwniadomy/nieświadomy bunt przeciwko sztwnym obyczajom? chęć zamanifestowania swojej indywidualności? W końcu późniejsze feministki były za to podziwiane...

Romantyzm to także bunt indywidualności przeciwko wszystkiemu. Może trochę mniej to widać w polskim romantyzmie, który zdominowały sprawy narodowe... Nie wykluczam więc, że JA chciała tutaj przedstawić trochę satyry na romantyzm i romantyków. Ale satyry dobrotliwej.

3. Nie wyciągała wniosków - czyli była i pozostała głupia. Mimo wszystko nie wyleczyła się z miłości do Willoughby'a. Ale jakie są szanse, że się wyleczy? Pokocha Brandona, to wiemy od Austen (bo jak go nie kochać? big_smile). Jego wpływ ukształtuje być może ostatecznie jej charakter i osobowość. Dorośnie i zmieni się - czy może, jak chce pewna dama, podzieli los Barbary z naszych marysinych Nocy i dni?

Wyleczyć się wyleczy wink Spokojnie -- tu natura i czas zrobią swoje. Trudniej jej będzie zmienić temperament, choć raczej spodziewałbym się czegoś innego -- że po prostu inaczej przekieruje swoje uczucia. Gdyby miała z Brandonem dzieci, to można się spodziewać, że by je rozpieszczała.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#6 2007-05-28 10:57:33

lady_kasiek
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Dorfi napisał:

Lady_kasiek jak przeczytałam Twojego posta to stwierdziłam, że idealnie pasuje do Twojego avatarka. To samo można powiedzieć o Scarlett.

Bo to jest troszeczkę podobna sytuacja tylko, że Marianna miała troszkę inny charakter nie byłą taka baezwzględna.


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#7 2007-05-28 11:15:25

Dione
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Marianna.... To dłuższa refleksja.
Ja optymistycznie czepiam się zdania, które znalazłam na końcu książki (cytat, ale trochę niedokładny): "Marianna poślubiła Pułkownika z rozsądku. Ponieważ jednak nie potrafiła robić nic bez wkładania w to całej duszy i serca, w końcu pokochała swego męża uczuciem gorącym, choć może nie tak gwałtownym jak żywione do Willougby'ego."
Natomiast nikt mnie nie przekona, że nie była "Zakręcona" czasem bardziej, a częściej mniej pozytywnie.


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#8 2007-05-29 16:36:33

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Ja nadal uważam, że Marianna była egoistką, której nie interesowało wiele poza własną osobą. Może kiedyś obudzi się z ręką w nocniku, niczym Barbara Niechcic, ale tak naprawdę nigdy nie będzie kochać Brandona.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#9 2007-05-29 17:09:04

Loana
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Byla egoistka. Nie przejmowala sie matka, ktora przeciez miala na glowie trojke corek i miala sporo klopotow z tym. Nie przejmowala sie swoja siostra, ktore rowniez przezywala niespelniona milosc, tylko robila to dyskretniej. Nie potrafila byc w trudnych chwilach ani oparciem dla matki, ani dla siostry. Jak ona cierpiala, to mieli cierpiec wszyscy - dlatego grala smetne melodie i chodzila jak zombi po domu. Koszmar, nie cierpie takich osob. Nie tlumaczy jej nawet wielka milosc - zyjemy w przeciez nie w samotni, a z rodzina i w calym powiazanym kregu osob, jej cierpienie nie powinno byc az tak odczuwane przez wszystkich jak bylo. Byla po prostu zalosna zakochana dziewczyna, ktora myslala, ze jak ona kocha, to swiat sie skonczy, jak tego nie pokaze. I nijak nie wpadla na pomysl, ze mogla sie NARZUCAC ukochanemu.
Okej, to sa argumenty przeciw. Nie powiem, sa momenty, ze rozumiem jej podejscie, ale poniewaz sporo osob jej broni, pozwole im wypisac agrumenty, dla ktorych moglabym polubic ta mala pinde ;P.


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#10 2007-05-29 18:59:38

pak4
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Jak tu nie bronić Marianny? Nie wypieram się -- mam do niej pewną słabość, ale przecież Brandon też miał wink

Na zachowanie Marianny składa się:
-- młodość;
-- charakter;
-- romantyczna moda (to chyba La Rochefoucauld gdzieś twierdził, że gdyby się tyle nie mówiło o miłości, wielu nigdy by się nie zakochało...);
-- a także to, że spoglądamy na nią niemal jedynie przez pryzmat okresu, gdy była (głupio) zakochana... Zresztą przy takiej starszej siostrze, to Marianna nie musiała wykazywać się w domu odpowiedzialnością.

Tylko charakter na tej liście jest rzeczą stałą (a przecież są też 'sytuacjoniści', którzy twierdzą, że ludzie nie mają charakterów, a jedynie okoliczności...) -- reszta się zmienia, co powinno inaczej ukierunkować zainteresowania Marianny.

Warto zauważyć, że JA czasem zachowuje się jak 'dobra wróżka', która wszystko dobrze urządzi dla bohaterów, których lubi. A Mariannę lubi, nawet jeśli traktuje ją z ironią. Dlatego Mariannie przypada Brandon, ktoś świetnie do niej pasujący -- równoważy swoją dojrzałością jej młodość, a przy tym równie jak Marianna romantyczny. Piszecie o nieodpowiedzialności, nie zwracaniu uwagi na rodzinę, opinię innych -- a jak się zachowuje Brandon, rzucając wszystko, by jechać do Londynu? Powiecie zapewne, że Brandon ma lepsze powody, niż głupia miłości Marianny i Willougby'ego, której nie kibicujemy? Zgoda! Tyle że Brandon to dojrzały człowiek, którzy przeszedł już nieszczęśliwą miłość (a przypominam tezę pana Benneta o dobrym wpływie takiego doświadczenia :-P) i niejednego się w życiu nauczył. Ale przecież te kilka godzin mógł poczekać -- z jego zachowania wychodzi bardzo podobna cecha charakteru jak ta Marianny, tyle że lepiej ukierunkowana.

Czy Marianna go pokocha i wszystko skończy sie dobrze? -- JA to sugeruje. Może trochę przedobrzyła (mogę sobie też wyobrazić negatywny obraz dorosłej Marianny...), ale nie mamy powodów by odrzucać jej sugestie.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#11 2007-05-29 19:25:56

lady_kasiek
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Była egoistką, miała taki charakte, naczytała się książek, i jeszcze jaki stpsunek miała do niej matka
"o Moja najukochańsza Marianno"


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#12 2007-05-29 23:20:36

Ulka
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

miała matkę, która ją jeśli nie ukształtowała, to nie wyprostowała na czas i miała 17 lat! Dziewczyny, popatrzcie na dzisiejsze 17!! (...) nic nie dodam, popatrzcie tylko...


"cierpliwość - spokój że przecież się stanie"
(Ks. J. Twardowski)

Offline

 

#13 2007-05-29 23:36:16

lady_kasiek
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

wiem wiem dół
czuję to samo, czasami jak rozmawiam z młodszymi niechby i o 2 lata dzieweczkami to myślę "O mamo ja też byłam taka glupia w ich wieku"?


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#14 2009-07-05 18:24:22

Lady
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Cóż nie da się zaprzeczyć, że była egoistyczna i wyjątkowo nierozważna, ale też młoda i uczuciowa a Willougby strasznie namieszał jej w głowie. Poświęcał jej więcej uwagi niż komukolwiek innemu i większość widząc jego zachowanie była pewna, że wkrótce się oświadczy, uważali to za pewnik. Przy takim zachowaniu Willougby'ego i takiej reakcji otoczenia chyba każdy na miejscu Marianny straciłby głowę.

Offline

 

#15 2009-08-10 23:45:10

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Stracic glowe, a egoistycznie sie zachowywac w ogole - to sa dwie zupelnie inne rzeczy.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#16 2009-08-17 00:31:30

SylwiaS
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Mówi się, że ta powieść nazywa się Sense AND Sensibility, tzn. obie rzeczy muszą zostać połączone. Tak jak Lizzy i Darcy są dwiema połówkami i uzupełniają swoje braki, tak tu dwie siostry reprezentują jedną osobę. Elinor robi tylko to co jest najlepsze dla dobra innych, a Marianna tylko to co jest najlepsze dla niej samej. Pod koniec powieści obie stają się bardziej do siebie podobne.

My nie mamy polskiego odpowiednika, ale sensibility definiuje kilka różnych rzeczy naraz. To wrażliwość na piękno, dobro, sztukę. To moralność - wyczucie co jest słuszne lub złe, wsłuchanie we własne sumienie. To też indywidualizm, czyli bunt przeciw narzuconym normom społecznym.

Ten nurt powstał dlatego, że ludzie byli traktowani raczej jak tryby w zegarku niż osoby czujące indywidualnie. Np. na początku XVIII w. uważano, że można młodych pobrać dla kasy i dobra całych rodzin, a miłość lub coś w tym rodzaju przyjdzie sama. Pod koniec tego wieku, właśnie pod wpływem sensibility, docenia się już miłość. Rodzice raczej dbają o to, żeby córki poznawały odpowiednich kandydatów, czyli żeby nie skończyły z biedakiem, ale nie cisną ich do ślubu. Pojawia się też wstręt fizyczny, bo wcześniej nikt nie sądził, że piętnastolatka może mieć opory przed seksem ze starym dziadem.

Sensibility była też przejawiana fizycznie, czyli osoba wrażliwa czuje całym ciałem sytuację brzydką, niemoralną. Marianna choruje, Lizzy czuje obrzydzenie tańcząc z Collinsem i reaguje bólami głowy na konflikty. Ale w skrajnej postaci sensibility przejawiała się jako neurotyzm i hipochondria - pani Bennet czy pan Woodhouse.

Sensibility to też w ogóle cały świat uczuć. Bez tego osoba jest zimna czy nawet oziębła. Charlotte nie przejawia żadnej pasji. Jej seks z Collinsem będzie mechaniczny.

Ani Elinor and Marianna nie są skrajnymi przypadkami, ale wciąż brakuje im do bycia pełną osobą. Po chorobie Marianna postanawia poświęcić się innym. Doceniać ich wkład i trudy.

Elinor uczy się płakać. Wcześniej Marianna mówi rzeczy niewygodne, ale Elinor ciągle kłamie żeby kryć wszystkich dookoła. Usprawiedliwia przed sobą decyzję Edwarda kiedy ten przedkłada honor nad jej szczęście. Marianna cierpi otwarcie, Elinor skrycie. Marianna często krzywdzi siostrę bezwiednie, bo, jak sama zauważa w pewnym momencie, Marianna nie kryje nic, a Elinor wszystko. Nikt oprócz Elinor nie wie o zaręczynach Edwarda i co ona przeżywa. Dla Marianny Elinor i Edward to para, i tak też ich traktuje.

Austen, jak zwykle, propaguje złoty środek. Żadne z tych zachowań nie jest dobre czy zdrowe. Zachowanie Marianny naraża ją na łatwe wykorzystanie. Gdyby zachowała większą ostrożność to Willougby nie poczynałby sobie z nią tak lekko. Ale zachowanie Elinor przynosi taki sam efekt. Edward krzywdzi ją bezwiednie, bo ona tak kryje swoje uczucia, że on w ogóle nie ma o nich pojęcia. Marianna musi się nauczyć, że nie jest sama na świecie, a Elinor musi się nauczyć walczyć o samą siebie.

Z taką osobą jak Marianna jest ciężko wytrzymać, ale jeszcze trudniej jest wytrzymać bycie taką osobą jak Elinor.

Ostatnio edytowany przez SylwiaS (2009-08-17 00:36:52)

Offline

 

#17 2009-09-30 18:17:15

Loana
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Czy ja wiem? Jesli sie sensem swojego zycia uczyni prace dla innych tomysle, ze spokojnie mozna taka Elinor zostac. I nie bardzo widze, jak Elinor mogla poprowadzic swoje zachowanie - nawet gdyby pokazala Edwardowi, ze go kocha to przeciez nie byloby latwego rozwiazania. Gdyby rzucil ta F.(nie pamietam imienia) to narazilby sie na ostracyzm spoleczny i sam mialby problemy z wlasnym sumieniem, aprzeciez to wcale nie wrozyloby dobrze zwiazkowi Elinor i Edwarda. Moze ona sie tego domyslala i dlatego nic specjalnego nie robila. A wsumie robila wszystko, zeby jemu bylo jak najlepiej, a nie koniecznie jej.
I wg mnie przyklad Marianny tez mogl negatywnie wplynac na zachowanie Elinor- jakbym miala pod nosem przyklad tak podkladajacej sie osoby, ktora potem strasznie cierpi to nie wiem, czy bym nie probowala robic wszytsko,zeby nie byc tak odbierana.


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#18 2009-10-02 22:57:55

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Nie sadze, aby Edward narazil siebie na ostracyzm za zerwanie zareczyn z Fanny - w zasadzie nie bylo to przeciez rzadkoscia w tantych czasach. Szczegolnie w przypadku tajnych zareczyn wbrew rodzinie...


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#19 2009-10-16 23:19:18

Dione
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Tak czytam czytam i mam wrażenie, że teraz to Eleonora potrzebuje obrony wink
Szczerze mówiąc, ja się jej wogóle nie dziwię, że swoje uczucia ukrywała nawet przed najbliższą rodziną. Zarówno usposobienie jak i styl bycia matki i Marianny był taki, że wszelki objaw cierpienia ze strony Eleonory, to one odbierałyby podwójnie. Efekt byłby taki, że zawód Eleonory byłby zawodem jej najbliższych. Poza tym i matka i Mariann (oczywiście nie w złej wierze, ale dlatego, że ich zdaniem tak by należało) przez cały czas powtarzałyby jaka to ona biedna, nieszczęśliwa, jak je współczują i że Edward powinien to czy tamto. Efekt byłby taki, że nieświadomie sprawiałyby jej więcej bólu, same przy tym również cierpiąc z jej powodu. Eleonora nie lubiła być w centrum zainteresowania, wolała być na uboczu. Odsłaniając uczucia natychmiast stałaby się główną postacią, na jaką zwraca się uwagę, o której się mówi. Jest jeszcze jedna rzecz. Choć jej najbliżsi tak twierdzili, a i ona sama podejrzewała, to Edward nigdy nie dał jej do zrozumienia, nie powiedział jej, że ją kocha. Był bliskim przyjacielem, ale nigdy nie próbował jej uwodzić, jak to robił Willoughby wobec Marianny. Spędzał z nią dużo czasu, ale nie zachowywał się jak wielbiciel. Okazywał jej uczucie, ale nie uczucie mężczyzny do kobiety,a raczej brata do siostry czy przyjaciela do bliskiej przyjaciółki. Tak więc Eleonora mogła wątpić w jego uczucie. Tym bardziej gdy dowiedziała się o jego zaręczynach musiała milczeć. Ona nie miała powodu by coś od niego oczekiwać, więc nic nie dawało jej praw, żeby mówić o swojej miłości do niego. Nie mogła założyć, że on nie kocha swojej narzeczonej. Przeciwnie sądzę, że żywiła podejrzenie, że narzeczona nie jest mu do końca obojętna. Mogła podejrzewać, że żałuje oświadczyn, ale nie mogła stwierdzić z pewnością, że gdyby ją-Eleonorę znał wcześniej, to nie zaręczył by się z Lucy. Ona była cały czas w niepewności. Nie chciała stawiać w trudnej sytuacji ani jego, ani swoich bliskich, ani siebie, mówiąc o uczuciach, które nie musiały być odwzajemnione, mimo podejrzeń i zapewnień innych osób.


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#20 2009-10-23 15:52:00

Tamara
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Marianna była egzaltowaną smarkulą rozpuszczoną przez matkę i dlatego się zachowywała jak się zachowywała . Niestety normalne w tym wieku i tej sytuacji roll Jak dostała od życia kopa , to znormalniała . W sumie nie widzę różnicy między Marianną , a dzisiejszymi nastolatkami - poza ubrankiem i warunkami życia . Psychika i nastawienie jest takie samo - JA jestem najważniejszym pępkiem świata i MOJE przeżycia są najważniejsze i wyjątkowe - to jest po prostu cecha pewnego etapu dojrzewania , zwłaszcza , jeżeli się dziecko puszcza samopas i na wszystko pozwala . Nic nowego pod słońcem .

Offline

 

#21 2009-10-29 13:10:29

villemo
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Tamara, twoja wypowiedź zaczyna sie bardzo ostro i z pierwszym zdaniem sie nie zgadzam "Marianna była egzaltowaną smarkulą rozpuszczoną przez matkę i dlatego się zachowywała jak się zachowywała" - tak ostro oskarżasz Marianne, a już w drugim piszesz, że to narmalne w jej wieku itd. - i z tym całkowicie sie zgadzam, jak rówiez z tym, ze teraz nastolatki też sie tak zachowują i poza własnie ubraniem w zachowaniu nic tak naprawde nie wyróżnia Marianny - i to moim zdaniem jest przykład fenomenu w powieściach JA, ze odnajdujemy w nich charaktery ludzi z którymi teraz sie równiez stykamy. Co do Eleonory, to jest już starsza i dziwne by było gdyby ona sie obnosiła ze swoimi uczuciami, tak jak młodsza siastra. Pozatym tak jak i współcześnie młode kobiety maja różne charaktery a co sie z tym wiąze różne zachowania. Jak pisze Dione, ona miała wszelkie podstawy aby powatpiewac w uczucie Edwarda, czego nie można było powiedziec o Mariannie, której Willougby okazywał uczucie nawet przy całej reszcze towarzystwa i tak naprawde każdy spodziewał sie oświadczyn z jego strony. Nie zgadzam sie natomiast z tym, ze obie siostry sie uzupełniają. Po prostu obie mają inne charaktery i moim zdaniem wcale nie jest przerysowany żaden charakter, a połączenie obu w jeden stworzyło by osobe z bajki, a myśle, że nie tego szukamy w książkach JA. Pozatym bardzo mi szkoda Marianny, wydaje mi sie, że nigdy nie pokochała Półkownika Brendona i tak naprawde wybrała go zeby nie byc sama, albo wiedziała, ze nie pokocha już nigdy nikogo tak jak Willougby'ego.


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

#22 2009-10-29 21:00:42

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Marianna nie miala powodow watpic w uczucie Willougbyego, bo nie przyszlo jej nawet przez mysl, ze komus moglaby sie nie podobac - to tez kolejny przejaw egocentryzmu i egoizmu.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#23 2009-10-30 10:25:23

villemo
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Aine a czego możemy oczekiwać od młodej niedojrzałej dziewczyny? przecież miała wszelkie powody żeby wierzyć, ze mu sie podoba. Nie możemy przecież oczekiwać od tak młodej dziewczyny dorosłego postrzegania świata. Pozatym miała dusze bardzo romantyczną, tak naprawde to było jej przekleństwo. Gdyby tak naprawde Willougby nie miał romansu i gdyby Ciotka jego sie o tym nie dowiedziała to oświadczyłby sie Mariannie. A tak ta biedna dziewczyna przeżyła wielkie rozczarowanie.


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

#24 2009-10-30 20:55:33

AineNiRigani
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

Tak, tylko jaki to ma zwiazek? smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#25 2009-11-01 13:53:52

villemo
Użytkownik

Re: W obronie Marianny

usprawiedliwia jej zachowanie cała ta sytuacja i jej młody wiek.


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB