Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#1 2006-08-19 14:03:43

AineNiRigani
Użytkownik

Wodzowie i dowódcy

Ehhh, i tak nigdy nie lubiłam Napoleona, a ta cała nieszczęsna rewolucja francuska i jej następstwa to czarna dziura i klęska ludzkości, a nie żaden postęp. :twisted:

Ja też go nie znoszę, ale gdyby nie on nie wiadomo na jaki poziomie byłaby wspołczesna egiptologia...
To mu trzeba przyznać - niektóre nauki popchnął na przód.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#2 2006-08-19 14:19:05

lady_kasiek
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

i załatwił parę kos dla moich znajomych z klasy. smilesmile


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#3 2006-08-19 14:28:38

Vasco
Administrator

Re: Wodzowie i dowódcy

Hitler np. zmniejszył bezrobocie wink

U nas Napoleona traktuje się bardzo dobrze. Był taki cacy i w ogóle. Ja do tego, że można na niego spojrzeć inaczej zobaczyłem późno, a dokładniej kiedy byłem w muzeum bitwy pod Austerlitz i zobaczyłem jak czeska przewodniczka o nim mówi. I dotarło do mnie sad

Offline

 

#4 2006-08-19 14:47:19

Marija
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Był geniuszem, ale i potworem.

Offline

 

#5 2006-08-19 14:56:56

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Hmm czy wielkich? Większość "wielkich" jest niskich big_smile

Ja uświadamiam uczniów na temat Napoleona już w gimnazjum. Oczywiście z taktem, ale mamy wielu takich "bohaterów" od Zbigniewa Oleśnickiego zaczynając, przez Jana Henryka Dąbrowskiego i Józefie Piłsudskim, na pułkowniku Kuklińskim i Lechu Wałęsie kończąc big_smile[/b]


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#6 2006-08-19 15:01:59

Marija
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

AineNiRigani napisał:



"Ja uświadamiam uczniów na temat Napoleona już w gimnazjum. "
lol Ja na szczęście nie mam takiego obowiązku, żeby wbijać do głów i łbów wiedzę o Napoleonie tongue Nie lubię go sobie prywatnie. wink

Offline

 

#7 2006-08-19 15:07:17

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Ja też go sobie prywatnie nie lubię. I odbrązawiam big_smile
Ale trudno jest zachować obiektywizm do skurczybyków, których sie lubi big_smile Ja tak mam z Piłsudskim


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#8 2006-08-19 15:23:48

lady_kasiek
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Większosć przywódców miała dziwne zapędy do zabijania


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#9 2006-08-19 17:00:25

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Z tym się nie zgodzę. Oni w wiekszości przypadków byli dziećmi swoich czasów. Zabijanie zwykle jest formą eliminacji. Przez wieki życie ludzkie stanowiło największą wartość dla właściciela i najmniejszą dla jego władcy.
A humanitaryzm to w zasadzie wynalazek XX-wieczny. I jego bezposrednią "matką" była I wojna światowa.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#10 2006-08-19 18:30:12

pak4
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

A jak się kiedyś rozczuliłem jak czytałem o tym, gdy to po bitwie pod Borodino koń Napoleona nastąpił na rannego Rosjanina, który zajęczał i Napoleon kazał zaraz się nim zająć lekarzom. Jakiś jego oficer zwrócił mu uwagę, że to przecież wróg. Na co Napoleon odparł, że po bitwie nie ma wrogów, są tylko ludzie.

To prawda, że wojnę traktowali jako rzecz normalną, w dodatku francuska armia rewolucyjna (jak potem napoleońska, w cześniej Fryderyka Wielkiego), nie liczyły się z ofiarami (po obu stronach). Ale też obowiązywał pewien model wielkoduszności dla pokonanych wrogów, wzorowany na starożytnych (wg opisów Plutarcha smile ) (Ja lubię opery barokowe i tam często robi się z królów i wodzów takie chodzace ideały. Wiem, że to sztuczne, zwłaszcza gdy rolę musi śpiewać kontratenor big_smile Ale jednocześnie ciągle stawiano ówczesnym elitom takie wzorce przed oczy...) Dopiero gdzieś w XIX wieku ten wzorzec zagubiono.

PS.
A pewien znajomy popiera Rumsfelda, bo mu przypomina Davouta smile Legenda napoleońska wiecznie żywa?


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#11 2006-08-19 20:35:36

megg
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Wracając na krótko do tematu Napoleona-jeśli ktoś chce poczytać o wojnach napoleońskich na wesoło,to polecam "Trzy po trzy" Fredry. Jest tam np. o tym, jak Napoleon grzeje sobie tyłek przy ognisku wink I w ogóle uśmiać się można smile

Co do gryp jelitowych i innych--właśnie mam poważne obawy, czy ja na coś takiego nie zapadam powoli, a to byłoby źle, bo w środę chciałam na wybrzeże jechać sad Mówicie, że coca-cola??

Offline

 

#12 2006-08-20 19:07:58

elbereth
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Z tym się nie zgodzę. Oni w wiekszości przypadków byli dziećmi swoich czasów. Zabijanie zwykle jest formą eliminacji. Przez wieki życie ludzkie stanowiło największą wartość dla właściciela i najmniejszą dla jego władcy.
A humanitaryzm to w zasadzie wynalazek XX-wieczny. I jego bezposrednią "matką" była I wojna światowa.

To chyba Stalin powiedział kiedyś coś takiego:
"Jedna śmierć to tragedia; milion - to statystyka."

Jak wiemy, z powodzeniem stosował to twierdzenie w praktyce. Wynalazki w rodzaju humanitaryzmu na wschód docierały z dużym opóźnieniem. Ale to już zupełnie nie na temat wink


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#13 2006-08-20 19:52:11

pak4
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Jakiś czas temu lubiłem czytywać pamiętniki dowódców. No... może liczba mnoga nieco przesadna, bo ich tylko kilka przeczytałem. W każdym razie praktycznie każdy dowódca miał takie podejście, że jest gotów wysłać żołnierzy na pewną śmierć, jeśli uważa, że w sumie to będzie pożyteczne -- że skróci wojnę, albo ocali innych żołnierzy.

Oczywiście w przypadku Napoleona był on nie tylko żołnierzem, ale i politykiemm -- i tu za zbyt lekkie podejście do wojny i rzucanie na polityczną szalę swojego wojskowego talentu, można go krytykować.

Ciekawe, że wiek XVIII był stosunkowo mało krwawy -- wyjątkiem był Fryderyk Wielki. Po prostu władcy osobiście nie dowodzili, a ich dowódcy musieli się liczyć ze stratami (zawodowi żołnierze byli w cenie), bo byli z tego rozliczani. Tak samo mało krwawe miały być wojny prowadzone przez renesansowych kondotierów. Zmieniło się to w XIX wieku, przez armie z poboru (szybko przeszkolony żołnierz, poddany indoktrynacji jest mniej wart, niż zawodowiec, którego życie należy szanować) i rozwój nacjonalizmów. Ale i w XIX wieku rozpoczął się ruch w drugą stronę -- to chyba po bitwie pod Solferino zaczęto organizować Czerwony Krzyż.

Ale żadna z bohaterek JA nie walczy z Napoleonem smile Za to paru bohaterów występuje w szeregach Royal Navy. Więc kilka obrazków z RN z XIX wieku (za "Dreadnought'em" Massiego):

"Na pokładzie swojego okrętu, zwłaszcza poza zasięgiem lunety i flat sygnałowych swojego admirała, dowódca brytyjskiego okrętu wojennego posiadał w zasadzie nieograniczoną władzę. Pewien dowódca, w służbie na wodach Zachodniej Afryki, zawsze zdejmował mundur, gdy miał czytać Biblię, a także zdejmował czapkę i kurtkę mundurową za każdym razem, gdy odprawiał nabożeństwo dla zgromadzonej na pokładzie załogi. Uważał bowiem, że dowódca brytyjskiego okrętu nie mógł uznawać nad sobą żadnej władzy. Inny dowódca przesunął dzień Bożego Narodzenia na 18 grudnia, jako że pokładowe zapasy wieprzowiny, przeznaczone na bożonarodzeniowy obiad, "zaczynały już odczuwać ciepło tropików". Tenże sam dowódca mianował pewnego razu jednego ze swoich oficerów biskupem, aby tak mianowany prałat mógł poświęcić kawałek gruntu, w którym dowódca zamierzał pochować jednego z członków załogi. Po wykonaniu tej celebry, nowo upieczony biskup został przywrócony do stanu laikatu."

"Innym przywilejem rangi było prawo sprowadzania na pokład zwierząt, czy to w charakterze pożywienia, czy dla towarzystwa. Jeden admirał, który lubił świeże mleko, wziął na morze dwie krowy. Oficerowie często zabierali owce i kurczęta. Niektórzy z dowódców trzmali w swoich kabinach papugi, psy lub koty, niektórzy zaś udzielali schronienia większym i bardziej egzotycznym maskotkom. Komandor Marryat z korwety "Larne" na wodach burmańskich posiadał pawiana imienie Jacko, który lubił gryźć załogę i obrywać jej guziki."

"Dowódcy, oczywiście izolowani byli najbardziej ze wszystkich. Po latach należenia do mesy oficerskiej ktoś zostający dowódcą był nagle skazywany na życie i jadanie w samotności. Mógł w pewnym stopniu zmienić ową kłopotliwą sytuację, zapraszając oficerów na posiłki ze sobą lub rozmawiając z nimi na pokładzie, ale generalnie oczekiwano od obu stron, że będą utrzymywać dystans."

"Oczywiście, nie wszyscy brytyjscy dowódcy okrętów byli szaleńcami lub głupcami. Większość cieszyła się szacunkiem, wielu -- podziwem, a niektórzy nauczyli się władać swoimi pływającymi królestwami z mądrością godną samego Salomona. Był sobie, na przykład, pewien dowódca transportowca wojsk, który woził żołnierzy, oficerów, a czasami także oficerskie żony między Anglią a Indiami. Podczas jednej z podróży wywiązała się sprzeczka między damam, której należy się przywilej zażywania kąpieli w pierwszej kolejności. Dowódca okrętu rozważył sprawę i uroczyście oznajmił, iż pierwszeństwo należy się najstarszej z dam. Od tej pory, jak powiadano, młodsze panie pluskały się radośnie, podczas gdy starsze pasażerki zrezygnowały z kąpieli aż do końca podróży."

"Lata na morzu nauczyły bosmanów dokładnie, jak daleko mogą się posunąć w stosunkach z oficerami. Pewien dowódca, który zabrał w morze kojec z kurami, zwymyślał publicznie podoficera, ponieważ kurczęta i ich klatka były brudne. Zaraz potem podoficer wyczyścił klatkę, pobielił kury, a pazury i dzioby wysmarował im czernidłem. Kurczaki zdechły i dowódca się wściekł, ale nic nie mógł zrobić."

"Raz w tygodniu wydawano sok z limonów, jako środek zapobiegawczy przeciwko budzącemu lęk szkorbutowi, nie by sprawić ludziom przyjemność, lecz aby ich utrzymać przy zdrowiu. Wodę czerpano z beczek, skąd -- trzymana tam miesiącami -- często wypływała jako cuchnący i gęsty płyn. Racje rumu, wydawane na okrętach brytyjskich od czasów Francisa Drake'a zostały zmniejszone o połowę w 1825 [...]. Solona wołowina i wieprzowina, przechowywana w solance, wyciągana była z beczek w postaci ogromnych kawałów, które długo musiały namakać w słodkiej wodzie zanim nadawały się do ugotowanie i zjedzenia."

"Oficjalnie dyscyplina egzekwowana była przez oficerów, a polegało to na zamykaniu o chlebie i wodzie lub chłoście trzcinką przy opuszczonych spodniach. Jeszcze w 1893 roku kadet (późniejszy wiceadmirał) K.G.B. Dewar uważał się za "względnego szczęściarza, jako że tylko dwa razy otrzymałem naprawdę ciężkie baty, podczas gdy niektórzy z moich rówieśników utrzymywani byli przez częste lanie w stanie ciągłego strachu". Tego rodzaju terroryzowanie i bicie trzynastolatków przez piętnastolatków prowadziło, jak kwaśno zauważył admirał Dewar, do "tłumienia niezależności i inicjatywy u naszych przyszłych oficerów marynarki.""

Nie mogę tak na szybko znaleźć ile ofiar śmiertelnych pochłaniały typowe manewry... W każdym razie i tu się z ofiarami nie liczono, nawet w czasie pokoju.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#14 2006-08-20 20:27:15

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

pak, dzieki za te fragmenty. Nie znałam ich i czytałam z olbrzymim zainteresowaniem big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#15 2006-08-20 20:31:23

lemonick
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

skoro juz jestesmy przy temacie "bitwy", to czy nie zauwazyliście, że Polacy wtrącali się we wszystkie bitwy?? mam na myśli to, że braliśmy udział w większości wojen (z marnym skutkiem...). nie mam na myśli tego, że wszczynaliśmy różne bitwy (chociażby powstania, bardzo dobrze, że nie siedzieliśmy jak te kołki i patrzyliśmy jak z nas robią ruskich i szwabów) ale głównie to, że nasze wojska "pomagały" innym. cóż, nie za bardzo się nam opłaciło- nieźle oberwaliśmy za udział w wojnie Napoleona. ciekawe kiedy dostanie nam się za wtrącanie się do Iraku??


-Co to jest prawdziwe JA? (...)
-To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie zrobiono.
Paulo Coelho

Offline

 

#16 2006-08-20 20:36:46

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Nie zauważyła, żeby POlacy wtrącali się bardziej, niż inne państwa.
To że honorowi byliśmy, nigdy nie wyszło nam na dobre (szczególnie podczas II wojny światowej), ale żeby jakoś bardziej? Nie, jakoś nie zauważyłam.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#17 2006-08-20 20:59:29

lady_kasiek
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Oj Aine weź mi nie mów o II wojnie bo mnie coś trafia. Ehhh Polacy dziwny naród


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

#18 2006-08-20 21:02:42

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

ot honorny - nic więcej big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#19 2006-08-20 21:34:13

lemonick
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

jak jeszcze pojedziemy do Libanu, to już mamy załatwione ataki Al Kaidy i Hezbollahu... jeszcze IRA i separatyści i już nie dożyję wieku pracowniczego... smile będziemy mieć lepsze bombardowania niźli Hiroszima neutral... cóż, poprostu uwielbiam mieszkać w Polsce


-Co to jest prawdziwe JA? (...)
-To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie zrobiono.
Paulo Coelho

Offline

 

#20 2006-08-20 22:47:48

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

eee tam, przesadzasz.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#21 2006-08-21 07:27:28

pak4
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Chciałem Wam jeszcze podrzucić trochę o Royal Navy w kontekście "Perswazji" i nie tylko. Ale widzę, że zeszło na Polaków w bitwach. Otóż Dyskant, którego książkę o Trafalgarze mam pod ręką, wylicza Polaków, którzy tam walczyli. Pod Nelsonem, rzecz jasna big_smile

(Oczywiście nie wyciągam z tego takich wniosków -- wskazanie rodaków w jakiejś egzotycznej bitwie, to zawsze ciekawostka dla historyków. Np. pod Arnhem walczył 1 (słownie: jeden) Francuz smile )

Messie o redukcjach (tło "Perswazji"?):

"Wraz z końcem wojen napoleońskich Marynarka Brytyjska kurczyła się. Liczba okrętów spadła wręcz drastycznie. W roku 1815, kiedy to odeslano Cesarza na Świętą Helenę, flota brytyjska posiadała 214 okrętów liniowych i 792 inne jednostki rozmaitych typów. W 1817 było już tylko 80 okrętów liniowych w służbie czynnej i w rezerwie, w 1828 -- 68, w 1835 -- jedynie 50. Redukcje personelu były jeszcze bardziej drastyczne. Ze 145 000 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej we flocie czasu wojny, w roku 1820 pozostawało jedynie 19 000."

O "rekrutacji" i dyscyplinie:

"Dyscyplina w Marynarce Królewskiej zawsze była surowa. Wielki osiemnastowieczny admirał, John Jervis, hrabia St Vincent, zarządził, że dyscyplina na pokładzie okrętu musi opierać się na strachu. W epoce napoleońskiej surowa dyscyplina była konieczna aby opanować i przymusić do posłuchu marynarzy przywleczonych na pokłady siłą, przeklinających i kopiących. Akcje oddziałów łapaczy [ang. press gangs], które raczej porywały niż prowadziły zaciąg do floty, na co jednak miały zezwolenie parlamentu, były tyleż proste co brutalne: gdy okręt potrzebował ludzi, dowódca wysyłał na brzeg taki oddział, a ten już potrafił obezwładnić i schwytać tylu ludzi, ilu było potrzeba i dostarczyć ich -- spitych lub zniewolonych siłą -- na okręt. Gdy raz już się dostali na pokład, nie było dla nich stamtąd ucieczki i to na wiele lat."

O wymogach kandydatów na oficerów:

"Przyszły kadet musiał być wysunięty przez pierwszego lorda Admiralicji, zanim skończył lat trzynaście. Po uzyskaniu nominacji udawał się do Portsmouth na egzamin pisemny i badanie lekarskie. Nie były to testy zbyt uciążliwe, zwłaszcza gdy chłopak liznął już nieco nauki. Trochę angielskiego, nieco francuszczyzny czy łaciny, "zadowalająca znajomość Pisma Świętego i historii Anglii, pewna doza geografii i elementarna wiedza z zakresu arytmetyki, algebry i geometrii" -- oto czego wymagano. Lord Charles Beresford, drugi syn markiza Waterford, podpisał się pod podaniem i został zapytany, czy zawsze pisze swoje drugi imię "William" przez jedno "l". Beresford zastanawiał się jedynie przez sekundę. "Tylko czasami, Sir" -- odparł. Zdał."

A teraz Dyskant. W 1797 roku doszło do buntów na okrętach RN, w których wysuwano różne postulaty. Część z nich spełniono:

"W zakresie płac nastąpiło podwyższenie żołdu do 1 szylinga dziennie oraz rent inwalidzkich do 13 funtów rocznie; wprowadzono też system zaliczek dla werbowanych na okręty (1 funt dla niewykwalifikowanych ochotników, 2 funty dla zawodowych marynarzy, 3 dla starszych marynarzy). Co do opieki medycznej, to wobec nieskiego jej poziomu ogólnego i jeszcze niższej higieny załogi niewiele mogły zyskać (ciasnota pomieszczeń okrętowych, oszczędzanie wody słodkiej). Mimo wprowadzenia w 1796 r. przydziałowego mydła ograniczenie dziennej racji wody do 2 litrów sprzyjało szerzeniu się chorób zakaźnych i skórnych, obok których prawdziwe żniwo zbierał szkorbut. Do tego dochodziły różnego rodzaju przeziębienia, reumatyzm, dolegliwości żołądkowe i zatrucia pokarmowe. Obok nich (choroby okresu pokojowego) prawdziwym problemem stało się udzielani pomocy i pielęgnacja rannych podczas walki. Sprowadzały się one z reguły do operacyjnego usuwania kończyn (rekordziści dokonywali tego w ciągu 1,5 minuty) oraz zszywania oczyszczonych z grubsza ran. Przy czym jedynymi środkami znieczulającymi były drewniane młotki (do "narkozy"), gumowe lub drewniane gruszki doustne (do tłumienia okrzyków bólu) oraz rum, którego w równym stopniu używali operowany (dla znieczulenia) i operujący (dla wzmocnienia kondycji). Wielokrotne stosowanie tych samych środków do przemywania ran (gąbki, szarpie) wywoływało wiele przypadków gangreny i masową śmiertelność."

U Dyskanta jest też o wyżywieniu marynarzy. Ale cytuję tylko o tym soku cytrynowym, z którego tłumacz Messiego zrobił "limonkę":

"[...] a od 1795 r. obowiązywał sok cytrynowy (do grogu); dlatego marynarzy Royal Navy nazywano "limeys" (limoniarze, cytryniarze), zaś ich okręty "imejuicers" (beczki soku cytrynowego)."

O dochodzeniu do pieniędzy (bo się Wentworth (i nie tylko on), dorobił):

"'Pryzowe', czyli udział w sprzedaży zatrzymanego statku przeciwnika i jego ładunku, stanowiło wobec niskich płac oficerskich i marynarskich, główne źródło dochodu załóg Royal Navy w czasie wojny. Dotąd dzielono je następująco: dowódca eskardy (admirał) otrzymywał 1/4 wartości łupu, z której 1/8 przydzielał do swojego sztabu, 1/4 otrzymywał dowódca okrętu, 1/4 oficerowie okrętowi (w tym oficerowie piechoty morskiej), 1/8 podchorążowie i podoficerowie okrętowi oraz 1/8 pozostała załoga."

(Pada słowo "dotychczas", ponieważ akapit odnosi się do postulatów marynarskich by podział zmienić. Z przypisu notuję, że dochód mógł być znaczny, choć Dyskant podaje go dla przykładu przechwycenia statku skarbowego, hiszpańskiego w 1762 r.: "łączną wartość pryzu wyceniono na 519 705 funtów szterlingów, dlatego obaj dowódcy fregat otrzymali po 65 000 funtów, oficerowie okrętowi po 13 000 funtów, a każdy marynarz po 485 funtów. Podobno w czasie wojen napoleońskich (1793-1815) każdy admirał (dowódca eskadry) otrzymał średnio po 100 000 funtów z tytułu pryzowego.")

I wreszcie o paniach na okrętach:

"Marynarzy brytyjskich dzielnie wspierały w tej bitwie zaokrętowane kobiety. Donosiły na stanowiska woreczki z prochem, wodę do picia, opatrywały rany, dodawały otuchy słowem, a nawet ramię w ramię stawały do abordażu. Nie wiemy, ile ich było, gdyż kobiet nie wpisywano na listy załogowe, dlatego zdać się trzeba na szacunki. Np. wśród 700-osobowej załogi HMS "Goliath" było ich kilkanaście (14-20), czyli co najmniej 2% [...]. Spośród kobiet "Goliatha" jedna zmarła z ran [...], kilka było rannych, zaś p. Edinburgh (lub podopieczna tego marynarza) urodziła w czasie bitwy syna (!). Ponieważ zgodnie z zakazem admiralicji nie powinno ich być na okrętach podczas bitwy, żadnych odznaczeń za swoją dzielną postawę nie otrzymały, chociaż... po długoletnich staraniach dwie z nich -- Ann Hopping i Mary Ann Riley odznaczono medalami za tę bitwę [pod Abukirem], ale już jako czcigodne matrony (1847 r.). Obecność kobiet na okrętach zaczęła Admiralicja tolerować podobno od początków XVIII w. Najpierw były to żony, siostry, córki i matki oficerów oraz starszych podoficerów, towarzyszące swoim mężczyznom w długotrwałych podróżach pozaeuropejskich. Stopniowo, w miarę nasilania systemu branki i zwizanej z nią masowej dezercji, zezwolenie objęło również marynarzy, których w zamian nie zwalniano na ląd w czasie postoju w portach. Okręty zaroiły się od handlarek, markietanek, prostytutek itp., ogólnie określanych jako "diabli balast" (devil's ballast). Panie te bezwzględnie usuwano z pokładów przy wyjściach okrętów w morze, pozostawiając żony marynarzy zwane "damami" (ladies). Damom zezwalano na rejsy między portami królestwa, choć i one musiały zejść, jeśli okręt płynął na akcję bojową. Sprawę pobytu kobiet traktowano różnie -- jedni dowódcy okrętów uważali, że obniżają one dyscypline, inni, że podnoszą morale załóg i łagodzą obyczaje. Powszechnie za to wykorzystywano kobiety do prac porządkowych i pralniczych. Kłopotliwą sytuacją było odbieranie porodów. Aby je ułatwić, położnicom strzelano z armat "dla przestrachu": z tej przyczyny dzieci urodzone na morzu nazywano "armatnimi synami (córkami)".


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#22 2006-08-21 07:43:46

Marija
Użytkownik

Re: Wodzowie i dowódcy

Wchodzę sobie rano i zamarłam z wrażenia: tak się naukowo zrobiło na naszym forum lol A ja tam muszę małą kawę na ożywienie, bo miałam przez dwa dni troje dzieci na głowie :twisted:

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB