Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#51 2007-07-26 13:52:13

Dione
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

To teraz mnie już totalnie zdołowałeś, Mike. Wreszcie wiem, czemu wszyscy naprawdę fajni faceci omijają mnie wielkim łukiem - jestem za mało impulsywna roll


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#52 2007-07-26 14:20:13

Loana
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mikeuszu, moge sobie byc fanka Brandona, bo to spokojny ulozony facet, a jak doskonale wiesz, tacy mnie pociagaja tongue. Natomiast zgadzam sie, ze moje uwielbienie do Brandona nie byloby tak wielkie, gdyby nie jedna z jego zalet - majatek tongue. I tutaj uwazam, ze nie wybralabym Willoughby'iego (pak, sorki na pomylke, strasznie mi sie te dwie postacie z filmow myla, bo sa dosc podobni aktorzy tongue), poniewaz, pomimo calej otoczki romantyzmu, zabawy i radosci, jaka rozsiewal, nie posiadal on (w 100%, bo szanse na nia mial) tej zalety, jaka sa pieniadze. Tzn mial na nie widoki, ale widoki to nie pewnosc, a Willoughby raczej o kase nie umial sie postarac tongue. I tutaj wg mnie Brandon wygrywa, bo on kase umial sam sobie zalatwic. Natomiast zdaje sobie sprawe, ze podejscie realistyczne, jakie prezentuje, byloby przez marianne wysmiane od razu, w koncu to "malo romantyczne". Tutaj zreszta widac nastepna glupia ceche Marianny, ktora mowila o kasie, jakby sie ludziom nalezala, wyszla z zalozenia, ze jej ukochany pieniadze na zycie miec musi -_-'. I na dokladke napalila sie na majatek, ktory nalezal nie do jej ukochanego, a jego ciotki. Moze napalila to za duze slowo, ale chodzenie po obcym domu, ogladanie go i podziwianie z mysla, ze kiedys bedzie moj, bez pomyslenia o innych (w koncu, zeby majatek przeszedl na Willoughby'iego, jego ciotka musialaby umrzec) - to naprawde niezbyt mile podejscie.
I dobra, Brandon nie jest idealem, wg mnie np jest troche nudny. Dosc przewidywalny. Ale ja nie jestem Marianna i cenie sobie inne cechy - bawic to ja sie moge z psem albo dzieckiem sasiadow, od mojego partnera wymagam rowniez odpowiedzialnosci i dobrego podejscia do zycia.
Niestety, zdaje sobie sprawe, ze moj osad bohaterow ksiazki jest naznaczony wiedza o zakonczeniu i ukrytych przed oczami innych postaci faktow z zycia, niekoniecznie pozytywnych. Moze gdybym nie wiedzac o charakterze Willoughby'iego miala go porównac do Brandona (rowniez nie znajac go za dobrze), to moje zdanie byloby troche inne niz teraz.
I Mike, mysle, ze Aine czytala sporo ksiazek JA. Natomiast Ty czytales tylko jedna tongue. Pozwol wiec Aine miec zdanie na temat zenskich bohaterek ksiazek JA tongue. Czy jest juz gdzies temat pt.najgorsza postac u JA???


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#53 2007-07-26 15:01:12

pak4
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Dione: Mike, vel Mikeusz Was po prostu prowokuje. I to tak, że aż biję mu brawo wink

Loano: jestem właśnie (no.. właśnie jakieś 8 godzin po smile ) lekturze artykułu o nudzie. I krótko mówiąc jednych nudzi to, a drugich co innego smile łatwiej sie nudzą ekstrawertycy... Czyli rzeczywiście macie rację, biedna Marianna... W każdym razie Brandon nie każdą osobę musi nudzić.

PS. A za Brandona powinna wyjść Elenoir, albo inna Anna Eliott smile

Ostatnio edytowany przez pak4 (2007-07-26 15:02:25)


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#54 2007-07-26 15:20:20

Loana
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Dione napisał:

To teraz mnie już totalnie zdołowałeś, Mike. Wreszcie wiem, czemu wszyscy naprawdę fajni faceci omijają mnie wielkim łukiem - jestem za mało impulsywna roll

A skad wiesz, ze sa fajni? Moze tylko sprawiaja takie wrazenie - moze sa jak ten Willoughby? Fajny facet to niewatpliwie dla wiekszosci madry facet - a madry facet raczej nie pchalby sie w zwiazek z glupia laska tongue. Brandon to fajny facet, chociaz ma typowa meska ceche - madry jesli chodzi o kase, glupi jesli chodzi o baby ;P.
Pak, masz racje, ze ludzi nudza rozne rzeczy, ale w porownaniu z takim Willoughby Brandon naprawde wychodzi na nudziarza (mówię tu o punkcie widzenia Marianny, bo mnie akurat Brandon az tak nie nudzi) tongue. Ale lubi ryzyko, to go ratuje tongue.

Ostatnio edytowany przez Loana (2007-07-26 15:22:22)


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#55 2007-07-26 15:33:05

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Kiedy ja się na przykład zgodzę ze zdaniem Mike:

Mike Moriarty napisał:

Wszystkie jestescie troche Mariannami. ;-P

Ja WIEM, że mam niektóre cechy Marianny, w dodatku te najbardziej mnie wkurzające. I chyba to odbicie najbardziej mnie irytuje. Z tym, że zaznaczę, że to JA uważam Marianne za najgłupszą bohaterkę big_smile Nie śmiałabym pisać tak jednoznacznego stwierdzenia jako pewnika big_smile
Osobiście uważam ją za głupią nie dlatego że brak jej błyskotliwości, ale dlatego, że mając ją - nie potrafi zrobić z niej użytek. Dużo wyżej cenię sobie nawet Katarzynę Morland, bo ona wykorzystuje swój potencjał niemal do maksimum (mimo że ten potencjał ma niewielki). Nie jest ważne co mamy, a jak potrafimy skorzystać z tych zasobów.
I co mnie najbardziej wkurza, to to, że również WIEM, że ciągnie mnie niezwykle do takich Willoughbych. Nie jestem aż tak rozsądna jak Loana, bo wychodzę z założenia, że na sytuację materialną w związku powinny zapracować dwie osoby. Nie widzę nic wielkiego w związku opartym na partnerstwie i przyjaźni, bez romantycznych porywów, kwiatów zbieranych na łące, sonetów Szekspira i noszeniu na rękach (to ostatnie byłoby trudnym zadaniem big_smile), ale nie mogłabym żyć w związku beż odrobiny śmiechu. Dusiłabym się po prostu. Jestem uzależniona od śmiechu, ale nie takiego prymitywnego. Po prostu zwykłego normalnego śmiechu.
Jednakże mój rozsądek (lub jego brak), jaki by nie był, zawsze wysupłuje z tłumu perełki intelektualne typu Brandon. Osobiście nie uważam go za nudziarza. Bardzo wysoko cenię osoby posiadające wiedzę z róznych dziedzin, od których sama mogłabym się czegoś dowiedzieć i z moich dotychczasowych doświadczen w kontaktach międzyludzkich wiem, że takie znajomości są najcenniejsze i zawsze staram się je utrzymywać. Egzaltacja poezją nigdy mnie nie cechowała, zawsze byłam dzieckiem prozy.
Co nie zmienia faktu, że za nasze wspaniałe i mądre oceny ludzi odpowiada rozsądek, a sprawy uczuciowe z rozsądkiem najczęściej mają niewiele wspólngo big_smile

Ostatnio edytowany przez AineNiRigani (2007-07-26 15:37:43)


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#56 2007-07-26 15:53:51

elbereth
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mike Moriarty napisał:

(...) JLo pisze takze, ze "Jestem również fanką Brandona", a Elbereth tez pisze w te nute (...)

Pozwolę sobie zaprotestować (albo sprostować) smile Brandon KSIĄŻKOWY mimo wszystkich swych zalet (które obiektywnie zauważam) zupełnie do mnie nie trafia. Za dobry, za poważny, za spokojny, itd., poza tym - nie ma tego "czegoś" (aczkolwiek nudziarzem bym go nie nazwała). I jak to już gdzieś pisałam, gdyby nie AR, to FILMOWY pułkownik też nie miałby tutaj tylu wielbicielek (a z pewnością miałby o jedną mniej tongue)

Kiedy piszę, że Marianna dostrzeże w Brandonie interesującego/pociągającego mężczyznę, mam na myśli tylko i wyłącznie Mariannę, a nie siebie smile Ich szczęście uważam za całkiem prawdopodobne, zważywszy na fakt, że M. najbardziej przeszkadzały kamizelki (którego to problemu łatwo można się pozbyć tongue ) oraz biorąc pod uwagę aspekt psychologiczny - młode panienki wychowujące się bez ojca mają tendencję do zakochiwania się w starszych panach tongue

Osobiście pewnie wybrałabym... pana Rochestera tongue ale to już nie ta bajka smile

AineNiRigani napisał:

Nie widzę nic wielkiego w związku opartym na partnerstwie i przyjaźni, bez romantycznych porywów, kwiatów zbieranych na łące, sonetów Szekspira i noszeniu na rękach (to ostatnie byłoby trudnym zadaniem), ale nie mogłabym żyć w związku beż odrobiny śmiechu. Dusiłabym się po prostu. Jestem uzależniona od śmiechu, ale nie takiego prymitywnego. Po prostu zwykłego normalnego śmiechu.

O, to! to! Nadmiar rozsądku i powagi szkodzi tak samo, jak jego brak smile

pak4 napisał:

Mike, vel Mikeusz Was po prostu prowokuje. I to tak, że aż biję mu brawo

Oczywiście że Mike nas prowokuje, ale przecież uprzedzał tongue

Ostatnio edytowany przez elbereth (2007-07-27 15:18:28)


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#57 2007-07-27 12:29:23

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

elbereth napisał:

Osobiście pewnie wybrałabym... pana Rochestera tongue ale to już nie ta bajka smile

Siostro - z ust mi to wyjęłaś big_smile
Rochester z wszystkimi wadami jest niemal ideałem big_smile

elbereth napisał:

AineNiRigani napisał:

Nie widzę nic wielkiego w związku opartym na partnerstwie i przyjaźni, bez romantycznych porywów, kwiatów zbieranych na łące, sonetów Szekspira i noszeniu na rękach (to ostatnie byłoby trudnym zadaniem), ale nie mogłabym żyć w związku beż odrobiny śmiechu. Dusiłabym się po prostu. Jestem uzależniona od śmiechu, ale nie takiego prymitywnego. Po prostu zwykłego normalnego śmiechu.

O, to! to! Nadmiar rozsądku i powagi szkodzi tak samo, jak jego brak smile

Hmmm, nie o to mi chodziło… (chociaz widze, ze namotalam - to przez ten pospiech w pracy big_smile).
Dla mnie taki związek nie jest ani oburzający, ani tym bardziej żałosny, czy w jakimkolwiek stopniu negatywny w pobudkach. Moje osobiste poglądy na temat miłości, małżeństwa i związków prezentowałam niejednokrotnie (jest chyba jeszcze bardziej prozaiczny niż Loany big_smile) – nie chcę się więc powtarzać big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#58 2007-07-27 15:48:44

elbereth
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Nie, no ja oczywiście też nie odnoszę się negatywnie do związku bez szaleństw, kwiatów i Szekspira... (o, pardon, napisałam: bez Szekspira? odwołuję! tongue ) Moja uwaga miała nawiązywać głównie do wskazanej przez Ciebie potrzeby śmiechu, która u mnie np. łączy się ze skłonnością do wygłupów. I jeśli napisałam, że nadmiar powagi szkodzi, to miałam na myśli nie tylko "szkodzi w związku", ale i "szkodzi każdemu" (singlom także, może nawet w szczególności).

Jeśli zaś chodzi o pieniądze...

AineNiRigani napisał:

Nie jestem aż tak rozsądna jak Loana, bo wychodzę z założenia, że na sytuację materialną w związku powinny zapracować dwie osoby.

...trudno się nie zgodzić - w NASZYCH czasach. Natomiast jeśli Loana stawiała się w sytuacji Marianny, to rzeczywiście ta powinna była wziąć pod uwagę realną sytuacjię materialną swego absztyfikanta. To chyba Emma wypowiada takie ładne zdanie: "Małżeństwo dla pieniędzy to podłość, małżeństwo bez nich to głupota" tongue I z tym też trudno się nie zgodzić (w tym momencie moja poetycka natura wyje ze złości hmm )

Ostatnio edytowany przez elbereth (2007-07-27 15:54:32)


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#59 2007-07-27 16:18:14

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Czasami ciężko się połapac w naszych rozmowach big_smile
Ogólem wniosek - najczesciej sie rozumiemy, nawet jesli tego nie wiemy big_smile Chociaz moja wypowiedz rzeczywiscie byla niejednoznaczna ...
Biorac pod uwage Twoj aneks do mojego aneksu - zgadzam sie w zasadzie w pełni big_smile
Co do kochanych pieniedzy - trudno sie nie zgodzic, ale ja odebralam wypowiedz Loany jako personalna, chyba rowniez dostosowana do czasow w ktorych zyjemy.
Nie wiem jak Wy, ale ja chyba nie pokusilabym sie na jednoznaczne wnioski, kogo bym wybrala. Jestesmy tacy, jakie czasy w ktorych zyjemy. Z cala pewnoscia zyjac na przelomie XVIII i XIX bylabym inna osoba, mialabym inne cele i inne pragnienia. Niezaleznie od charakteru, ktory - mozemy zalozyc - pozostalby ten sam.
Nie mam pojecia jakbym sie zachowala na miejscu Marianny, nie wiem nawet jakbym sie zachowala gdybym w dzisiejszych czasach stanela przed podobnym wyborem. Przeciez mogloby sie pojawic tak wiele czynnikow wplywajacych na moj osad i na moja decyzje...
Moge tylko napisac swoje przypuszczenia, ale nie gwarantuje, ze za 5-10 lat bede myslec tak samo.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#60 2007-07-27 18:41:13

pak4
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Ja na marginesie, cichutko by nie było offtopa, ale w tle leci mi Don Giovanni. I ten Don Giovanni coś w sobie ma (choć lepszy jest Leporello), ale 'pozytywny bohater', dobry, porządny Don Ottavio jest taki niewyraźny... Ja wiem, że on jest szlachetny, że dla tej Donny Anny jest oparciem. Ale sam się tej Donnie Annie dziwię...
(Wyjaśnienie dla nie znających Mozarta, a znających JA: Don Giovanni = Don Juan, trochę jak Wickham. Don Ottavio niemal Brandon. Donna Anna nie ma odpowiednika, to kobieta skrzywdzona, Don Giovanni ją gwałcił i zabił jej ojca. Takich klimatów u JA to nie ma.)


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#61 2007-07-29 23:58:28

Mike Moriarty
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Czytajac powyzsze slowa, widze tu, z meskiego punktu widzenia, dwie kwestie do poruszenia:
1/ temat dziewczyny trzymajacej sie faceta z powodu jego pieniedzy;
2/ temat innych opcji dla Brandona, niz Marianna - a raczej ich braku.

ad. 1. O ile facet trzymajacy sie kobiety dla jej pieniedzy to, moim zdaniem, powod do pogardy, o tyle sytuacje w druga strone moge sobie spokojnie wyobrazic. W rzeczy samej, to jest wrecz odwolanie sie do korzeni - przeciez za dawnych czasow to ilosc upolowanych mamutow slusznie decydowala o wartosci faceta. Dlatego tez mozna uznac, w pewnym sensie, ze majetnosc faceta jest wykladnia wartosci jego charakteru i osoby.

Ale z zastrzezeniami.

Sytuacja troche sie "wynaturzyla" w czasach nam wspolczesnych - dzis majatek czesciej sie dziedziczy, niz zdobywa samemu dzieki swoim zaletom. To raz. A dwa: nic tak nie niszczy i nie degeneruje charakteru, jak pewnosc, ze chocbys nic w zyciu nie zrobil, i tak tatus da Ci kase, o to duzo, duzo kasy.

Dlatego niestety dzis nie da sie juz ocenic wartosci faceta tylko po stanie jego konta. Mamuty mialy te przewage nad forsa, ze trzeba je bylo jednak zabijac samemu, nie dalo sie ich odziedziczyc po dziadku. Codziennie facet byl na nowo indywidualnie testowany co do swych mozliwosci. I wlasnie dlatego to byly piekne czasy...

JLo pisze, ze ceni facetow z pieniedzmi. True, to wyraz jej charakteru, JLo lubi sie czuc materialnie bezpieczna, z tych czy innych okreslonych powodow. Mowiac wprost - nawet podoba mi sie takie myslenie, o ile tylko nie jest to jedyne kryterium oceny faceta (a wiem, ze w jej przypadku nie jest), i o ile moge uznac forsiastosc za rzeczywista wykladnie charakteru.

Z tym, ze uwaga - faceci, ktorzy sami doszli do duzej kasy, maja bardzo specyficzny charakter. Wiec uwazajcie, o co prosicie. ;-P


ad.2. Pak mysli sie calkowicie, gdy pisze, ze Brandon powinien ozenic sie z Eleonora. Taki zwiazek nie mial zupelnie, ale to zupelnie racji bytu, i najlepiej wiedzieli o tym wlasnie Brandon i Eleonora. Wlasnie dlatego mogli byc tak dobrymi przyjaciolmi. Przyjazn bowiem miedzy mezczyzna a facetem jest co do zasady niemozliwa, wyjawszy wlasnie sytuacje, gdzie obie strony z gory, w calkowitym przekonaniu i absolutnie bezdyskusyjnie wykluczaja wszelki romans.

W RiR nie ma dla Brandona nikogo oprocz Marianny. Smutne, ale prawdziwe.

Przyznam zreszta, ze od pierwszych minut filmu sympatyzowalem, a nawet identyfikowalem sie z Brandonem. Po pierwsze poprzez wspolna zawzieta antypatie do Willoughby'ego - przy czym wyrazam podziw dla opanowania Brandona, ja po kwadransie robilbym z kolesia mielonke i kotlety schabowe, o ile tylko udaloby mi sie go sprowokowac do dania pretekstu. Po drugie - calkowicie rozumiem jego kryteria oceny kobiet i powody, dla ktorych zakochal sie akurat w Mariannie i zaprzyjaznil sie akurat z Eleonora.

Offline

 

#62 2007-07-30 02:30:14

Ulka
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mike Moriarty napisał:

Po drugie - calkowicie rozumiem jego kryteria oceny kobiet i powody, dla ktorych zakochal sie akurat w Mariannie i zaprzyjaznil sie akurat z Eleonora.

hm, możesz to rozwinąć? (Pozwoli to lepiej poznać Brandona ;P )


"cierpliwość - spokój że przecież się stanie"
(Ks. J. Twardowski)

Offline

 

#63 2007-07-30 07:36:16

pak4
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mike Moriarty napisał:

W rzeczy samej, to jest wrecz odwolanie sie do korzeni - przeciez za dawnych czasow to ilosc upolowanych mamutow slusznie decydowala o wartosci faceta. Dlatego tez mozna uznac, w pewnym sensie, ze majetnosc faceta jest wykladnia wartosci jego charakteru i osoby.

Stan "pierwotny" to rzeczywiście wspólnota myśliwsko-zbieracza (choć zwracam uwagę na drugą częśc, określającą zajęcia kobiet!). "Kasa", czy "majątek" to jednak stan późniejszy, wytworzona przez społeczności rolnicze. Zauważ zresztą, prosze, że mamuta w pojedynkę się nie upoluje, co zmniejsza 'różnice majątkowe'. (Przynajmniej tak obstawiam, przecież nie próbowałem :-P )

Sytuacja troche sie "wynaturzyla" w czasach nam wspolczesnych - dzis majatek czesciej sie dziedziczy, niz zdobywa samemu dzieki swoim zaletom.

Trochę tak, a trochę nie. Na pewno jest pod tym względem lepiej, niż za czasów JA.
(Oczywiście za czasów JA trochę oficerów marynarki zrobiło majątki...)

ad.2. Pak mysli sie calkowicie, gdy pisze, ze Brandon powinien ozenic sie z Eleonora. Taki zwiazek nie mial zupelnie, ale to zupelnie racji bytu, i najlepiej wiedzieli o tym wlasnie Brandon i Eleonora. Wlasnie dlatego mogli byc tak dobrymi przyjaciolmi. Przyjazn bowiem miedzy mezczyzna a facetem jest co do zasady niemozliwa, wyjawszy wlasnie sytuacje, gdzie obie strony z gory, w calkowitym przekonaniu i absolutnie bezdyskusyjnie wykluczaja wszelki romans.

Co do relacji przyjaźni między kobietą a mężczyzną, a miłości między nimi słyszalem najróżniejsze opinie wink
Oboje na pewno są 'uczuciowo zajęci' w tej powieści, dlatego to stać się nie może. Ale nie widzę innych powodów.

Ostatnio edytowany przez pak4 (2007-07-30 07:37:49)


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#64 2007-07-30 12:54:11

Loana
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

elbereth napisał:

AineNiRigani napisał:

Nie jestem aż tak rozsądna jak Loana, bo wychodzę z założenia, że na sytuację materialną w związku powinny zapracować dwie osoby.

...trudno się nie zgodzić - w NASZYCH czasach. Natomiast jeśli Loana stawiała się w sytuacji Marianny, to rzeczywiście ta powinna była wziąć pod uwagę realną sytuacjię materialną swego absztyfikanta. To chyba Emma wypowiada takie ładne zdanie: "Małżeństwo dla pieniędzy to podłość, małżeństwo bez nich to głupota" tongue I z tym też trudno się nie zgodzić (w tym momencie moja poetycka natura wyje ze złości hmm )

Dziękuje Elbereth za wytlumaczenie mojego punktu widzenia, bo zgadza sie - postawilam sie w sytuacji Marianny. Jesli chodzi o poglad Aine, ze powinny pracowac dwie osoby - podpisuje sie obydwiema raczkami
pod tym pogladem i sama realizuje go w zyciu, ale badzmy realistkami - jakie mozliwosci miala Marianna jesli chodzi o zarobek? Co mogla robic, zeby zarobic? Nic. Czyli jesli chciala miec romantyczne zycie wypelnione spacerami (trzeba miec wolny czas, ktos musi za nia zrobic jedzenie, posprzatac dom, itp.), graniem na instrumentach i spiewem (koszt instrumentow, utrzymania ich, zakupu nut, ogrzewaniem) oraz czytaniem (ksiazki tez kosztowaly przeciez) i ladnym wygladaniem (a ile kiecki kosztowaly!) to przykro mi, sama nie miala jak zarobic pieniedzy na to, musiala je zdobyc w jedyny akceptowany sposob, czyli malzenstwem. Przykre to, ze taka sytuacje mialy kiedys kobiety, ale w przypadku Marianny dobrze, ze jej sie udalo. Nie wydaje mi sie, ze bylaby szczesliwa, gdyby musiala pracowac -_-'.
Co do Brandona - facet wypracowal swoj majatek, co jak dla mnie swiadczy przynajmniej o kilku dobrych cechach, np zaradnosci, pracowitosci, oszczednosci (nie szastal na prawo i lewo). A zwykle ludzie, ktorzy potrafia pracowac, maja caly zestaw innych pozytywnych cech. Moze jest to zwiazane z szacunkiem do pracy, ale jak ktos zarobil sam pieniadze, to bardziej je ceni i ma do nich lepszy stosunek, a przy okazji zwykle bardziej szanuje innych (wyjatek to zwykle szefowie, ale to sa ludzie, ktorym wladza uderzyla do glowy).


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#65 2007-07-30 13:05:36

Loana
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mike napisał:

Przyjazn bowiem miedzy mezczyzna a facetem jest co do zasady niemozliwa, wyjawszy wlasnie sytuacje, gdzie obie strony z gory, w calkowitym przekonaniu i absolutnie bezdyskusyjnie wykluczaja wszelki romans.

O_O mam nadzieje, ze mimo wszystko wiekszosc panow wyklucza miedzy soba romans, bo inaczej nie zostanie juz zaden facet dla kobiet, wszyscy beda zajeci! ;P

I wg mnie pak4 ma racje co do przypadku Eleonory i Brandona, oni byli juz zajeci gdzie indziej i absolutnie wykluczali wszelki romans. Gdyby jednak losy potoczyly sie inaczej (np. Edward poslubil Lucy,a Marianna umarla od choroby tongue), to kto wie, czy nie mieliby szans na udany zwiazek. Co prawda sama watpie w to, co pisze tongue, ale losy roznie sie ukladaja. A gdyby spotkali sie bez zajetych serc moze przypadliby sobie do gustu na tyle, by sie zwiazac.


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#66 2007-07-31 14:12:11

Dione
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

pak4 napisał:

Dione: Mike, vel Mikeusz Was po prostu prowokuje. I to tak, że aż biję mu brawo wink

To już się przyznam: ja jego też ... troszeczkę... i cichutko czekam na reakcję tongue



Loana napisał:

A skad wiesz, ze sa fajni?

Kwestia optymizmu: skoro mnie zaczepiają "niefajni", to mam nadzieję, że wciąż istnieją nie tylko kopie panów Collinsów, Willoughbych i Wickhamów, tylko ja ich nie spotykam.


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#68 2007-08-01 11:02:28

Dione
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Vasco napisał:

Tu jestem wink

No tak, ale żonaty.... lol


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#69 2007-08-01 14:07:54

elbereth
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

pak4 napisał:

A za Brandona powinna wyjść Elenoir, albo inna Anna Eliott smile

Jak czytałam książkę, to taką właśnie miałam nadzieję smile Jako że panna Jane lubi w zakończeniach uszczęśliwiać swoich bohaterów, przewidywałam że Willoughby poważnie i na serio się nawróci, po czym odzyska Mariannę, zaś Brandon zrozumie, że wcale nie kochał tej smarkuli, tylko jej rozważną siostrę. Trochę pokrzywdzony byłby Edward, ale i to by ostatecznie przeszło, bo: 1) sam zawinił; 2) kto z czytelników tak naprawdę go lubi? tongue R&R to jedyna książka Austen, która kończy się wbrew moim przewidywaniom, może dlatego trochę mi zgrzyta to zakończenie. A przynajmniej zgrzytało za pierwszym czytaniem, gdyż - jak już wspominałam - interpretacja filmowa ('95) przekonała mnie do zmiany opinii.

Mike napisał:

(...) calkowicie rozumiem jego kryteria oceny kobiet i powody, dla ktorych zakochal sie akurat w Mariannie i zaprzyjaznil sie akurat z Eleonora.

To bardzo interesujący wątek: zwróćcie uwagę, że o ile możliwość (lub brak możliwości) zakochania się Marianny w Brandonie jest problemem często poruszanym na forum, o tyle uczucia pułkownika przyjmowane są zwykle za pewnik, nie było chyba o nich mowy do tej pory (a może się mylę?). Zatem: czy Brandon mógł rzeczywiście kochać Marinnę (i dlaczego tak tongue)? Hmm...


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#70 2007-08-01 14:25:52

Dione
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

A ja zapytam dlaczego nie?
Była wesoła, śliczna i potrafiła "zafohować" (podobno nastolatki mówią "zarzucić foha", więc sobie porzyczyłam). Coś miała w główce, choć mniej niz sama sądziła. Takie dziewczyny lubia faceci. Żeby była ładna (ozdoba na ramieniu jest zawsze mile widziana), rozgadana i radosna (jak nie potrzebuje udziału w rozmowie, to dobrze, bo można się zająć wszystkim innym), czasem się obrazi (daje to pretekst do prezentu, za który będzie niewymownie wdzięczna) i taka nie do końca inteligentna (ważne żeby nie była mądrzejsza od niego, faceci nie lubią kobiet, którym ich ROZUM nie imponuje). Nic dodać, nic ująć - Marianna jak narysowana.
Wiem, że troszkę złośliwa jestem, ale myślę że trochę prawdy w tym też jest.


Mój chłopak się właśnie ożenił....

Offline

 

#71 2007-08-01 15:23:40

Mike Moriarty
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Dione, bez przesady, bez przesady... ;-) Masz sporo racji, ale nie uogolniaj az tak ekstremalnie. To jakbym ja powiedzial, ze kobiety oceniaja facetow tylko na podstawie ich kasy.

Moim zdaniem, uczucie Brandona do Marianny wzielo sie nie stad, ze to tepa trzpiotka - te postawe reprezentuje inna bohaterka RiR, ale jej imienia w tej chwili nie pamietam (zona tego kolesia, ktory sie nie odzywal tylko ciagle gazete czytal i robil miny).

W RiR watek przyczyn uczucia Brandona nie jest badany - JA piszac opierala sie pewnie na obserwacjach rzeczywistosci, jednak tylko ja opisala, nie rozumiejac punktu widzenia Brandona. Lepiej opisal to Wilbur Smith w ksiazce, ktorej naszego tytulu nie pamietam (angielski: A Sparrow Falls). Ale on byl facetem. ;-) Dlatego rozumial.

Brandon przeszedl w swym zyciu wiecej, niz tuzin typowych osob z jego otoczenia razem wzietych. Zycie osobiste, potem corka bylej zony brata, potem walka o majatek, no i byl tez wiele lat w Indiach, i to nie jako turysta. Takie przezycia zmieniaja osobe, i to bardzo.

Eleonora nie pasowala do Brandona - byla dla niego emocjonalnie zbyt plytka. Taki czlowiek jak Brandon juz zawsze pozostanie wewnetrznie wzburzony i niespokojny. Zawsze bedzie wewnetrznie sprezony. Zona spokojna i ukladna, jak Eleonora, oznaczaloby dla niego zamkniecie sie w sobie i izolacje, w imie nieobciazania jej problemami,ktorych nie jest w stanie pojac. Natomiast zona rownie wzburzona, jak jego wnetrze, czyli Marianna, oznacza dla Brandona tak naprawde idealna synchronizacje.

Mylnie bierzecie zewnetrzny chlod Brandona za jego prawdziwy charakter. Popelniacie tym samym, moim zdaniem, blad w podstawowych zalozeniach. :-)

Ostatnio edytowany przez Mike Moriarty (2007-08-01 15:24:42)

Offline

 

#72 2007-08-01 16:08:06

pak4
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Mike Moriarty napisał:

Eleonora nie pasowala do Brandona - byla dla niego emocjonalnie zbyt plytka.

big_smile
Popełniasz (moim zdaniem) w przypadku Eleonory ten sam błąd, który zarzucasz innym wobec Brandona.

Prędzej już bym typował wzbudzanie 'ojcowskich' uczuć u Brandona (podlanych jeszcze pamięcią o pierwszej, nieszczęśliwej miłości), który pragnie się kimś opiekować. Eleonora dawała sobie sama radę. Na dłuższą metę, kto wie, może coś by ich połączyło. W krótkim okresie czasu problemy Marianny (a przecież tak musiał widzieć możliwość przegrania swego życia u boku nieodpowiedzialnego bawidamka Willboughy'ego) mogły bardziej emocjonalnie angażować Brandona, stanowiąc pożywkę dla rodzącej się miłości.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#73 2007-08-01 16:12:37

Mike Moriarty
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Ad. 1. Nie popelniam. :-)

Ad. 2. Jedno nie wyklucza drugiego. Wrecz przeciwnie.

Offline

 

#74 2007-08-01 16:47:37

Loana
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Zgadzam się z pakiem, że chyba jednak popełniasz pewien blad w zalozeniach, bo z jednej strony "mylnie bierzecie zewnetrzny chlod Brandona za jego prawdziwy charakter", a z drugiej "Eleonora nie pasowala do Brandona - byla dla niego emocjonalnie zbyt plytka". Wg mnie zle oceniasz Eleonore, tak jak my Brandona. Bierzesz jej chlod, dystans oraz spokoj za jej charakter i piszesz, ze jest plytka emocjonalnie. Kobieta, ktora potrafila, mimo niespelnionej milosci do mezczyzny, zachowywac sie odpowiednio do sytuacji to wcale nie jest osoba PLYTKA! Raczej powiedzialabym, ze ona wlasnie dopiero potrafi przezywac - wewnatrz, w sobie, nie angazujac w to calego swiata, tak jak robila to Marianna. Jest to osoba, ktora potrafi obserwowac (a nigdy nie powiedzialabym tego o Mariannie, jak ktos nie mial wypisane jak ona na twarzy uczuc to wg niej ich po prostu nie mial) i wczuwac sie w uczucia innych (pierwsza zauwazyla uwielbienie Brandona wobec Marianny), a nie umialaby tego robic, gdyby sama takich uczuc nie przezywala. Dlatego, gdyby Brandon nie chcial tego, co wg wiekszosci kryteriow nie bylo dla niego (ekspresyjnej, zakochanej w innym, mlodej dzierlatki tongue), to Eleonora bylaby dla niego calkiem dobrym rozwiazaniem. Ale ze faceci zwykle chca tego, czego nie moga miec od razu, wiec wygrala Marianna tongue.


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

#75 2007-08-01 21:45:56

lady_kasiek
Użytkownik

Re: Nasz kochany Brandon?

Ja właśnie podziwiam Elinor chyba za tą "płytkość" to jest trudne mając swoje kłopoty, problemy zepchnąc to na bok i pomagać innym. Ona miała charakter podobny do Brandona własnie a mówią, że podobieństwa się odpychają, może to byłaby za duża kumulacja dobra i altruizmu. Brandon potrzebował kogoś, kogo mógłby tak psuć, Elinor nie pozwoliłaby mu raczej na to


GRITARĂ? QUE ARDAN LAS BANDERAS POR LA FRATERNIDAD
QUE CAIGA EL PATRIOTISMO Y LA HOSTILIDAD RACIAL
CULTURA POPULAR...
Gran Derby dla Realu :!: :!:

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB