Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#151 2006-08-11 19:22:37

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Aine a gdzie "babska solidarnośc" big_smile

Babska solidarność to mit big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#152 2006-08-11 19:44:46

pak4
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Aine -- dobrze mnie zrozumiałaś. Tyle, że ja się ciągle głowię jak to z nimi było. Z filmu (Colin) pamiętam, że Darcy nieelegancko wyśmiewa Lizzy przy Bingleyównie (po pierwszym spotkaniu), z bardzo złośliwym poczuciem humoru. Nie mogę tego jednak znaleźć w książce. Za to znajduję jak się odcina Bingleyównie (w sprawie oczu "panny Elżbiety Bennet") i cechuje go tam jakby większa śmiałość i ostrość języka niż w kontaktach z Lizzy. On chyba przy niej niezupełnie jest sobą smile

PS. A pewność siebie osób, które wiedzą, że się podobają, potrafi wkurzać, oj... potrafi... Ale kto jest gorszy sprzeczać się nie będę, tym bardziej, że w tych osobach, które takie były, a które znałem osobiście z czasem poodkrywałem różne zalety i w sumie je polubiłem smile


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#153 2006-08-11 20:14:52

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Wobec panny Bingley jest dużo pewniejszy, zdecydowanie bardziej złośliwy.
może to wynikać z nieśmiałości ogólnej - Lizzy była obca, Karolina jednak znana, przy tej drugiej mógł się czuć pewniej.
Ja sobie myślę i myślę i chyba coraz bardziej skłaniam się jednak ku Twojej opinii. Jego nieśmiałość mogła wynikać z niuansów damsko-męskich i faktu, że Lizzy mu się spodobała. W końcu najpierw był obojętny, a potem milczacy. Ale to milczenie było bardzo wymowne dla nas.
Hmmm. A ja nadal myśle... big_smile


w tych osobach, które takie były, a które znałem osobiście z czasem poodkrywałem różne zalety i w sumie je polubiłem smile

każdy ma jakieś zady i walety big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#154 2006-08-11 20:48:15

Katarzyna
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

pak4 to kiedy Darcy przestaje udawać i zaczyna być sobą to niemożliwe żeby przez całe życie grał. Tylko dlatego, że Lizzy mu się podoba i go onieśmiela.

Offline

 

#155 2006-08-11 21:03:04

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Katarzyno, czy mogłabyś wyjasnić, o co chodzi, bo troche sie gubię.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#156 2006-08-11 21:51:42

megg
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Ja też nie bardzo rozumiem... :?:

Ale ale, Dzięwczęta i Chłopcy, co powiecie na taki cytat:
" Nie sposób odczuwać w każdej linijce >Dumy i uprzedzenia<, w każdym słowie wypowiadanym przez >Elżbietę<, zupełnego braku smaku, przez co bohaterka tak zuchwała i pospolita jest ukochaną takiego mężczyzny jak Darcy. Wickham jest równie zły. Och! Otóż oni własnie pasują do siebie i nie mogę darować, że ów zachwycający Darcy ich rozdzielił. Darcy winien poślubić Jane."

Mary Russel Mitford,1814 (recenzja "P&P")
[podkreślenia moje]

I co wy na to??

Offline

 

#157 2006-08-11 21:55:22

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

A co on by z tą Jane robił? big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#158 2006-08-11 22:00:36

megg
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Otóż właśnie...
Mnie zaciekawiło to, że my w sumie troche mówimy o Darcy'm w kontekście Lizzy-że się dla niej zmieniał lub nie, że się starał, że coś tam coś tam, ale przeważnie bez oderwania od Lizzy. A tu proszę-autorka niniejszej recenzji stwierdza, że on dla Lizzy był za dobry.......

Offline

 

#159 2006-08-12 06:56:26

pak4
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Megg -- a może autorka recenzji zazdrościła Lizzy? big_smile Zaś trochę poważniej, to Ty jesteś specjalistką od epoki, więc wiesz lepiej ode mnie, na ile zuchwałość Lizzy mieściła się w granicach smaku epoki? Być może tu kryje się problem -- jak na wyobrażenia i gusty Mary Russel Mitford, swobodne zachowanie Lizzy było równie nieodpowiedzialne, jak podboje miłosne i długi Wickhama? (Zwłaszcza jeśli sama Mary Russel Mitford wolałaby widzieć w sobie Jane smile ).

Katarzyno -- ze mną bywa, że najpierw myślę, że jest tak, potem to piszę, a potem znowu myślę, że wcale tak nie jest big_smile W każdym razie stosunek Darcy'ego do Lizzy przechodzi kilka faz. Najpierw jej nie zna, a do obcych nastawiony jest negatywnie (ale i nieśmiało -- jak sam mówi w Rossings, o nieumiejętności podobania się), potem 'na próżno walczy z sobą', co objawia się najpierw milczącym wpatrywaniem się w Lizzy, a potem gwałtownymi oświadczynami. W końcu zaś staje się bardzo grzeczny.

Pytasz, kiedy Darcy przestanie grać. Otóż ja nie nazwałbym jego zachowania 'grą'. Te zahamowania wypływają z niego samego -- zapewne chciałby zachowywać się inaczej -- być miłym, czarującym mężczyzną, pozwalającym sobie w stosunkach z Lizzy na swobodę. Ale trudno to robić powstrzymując gwałtowne uczucia smile W końcówce zaś Darcy, aż do przyjęcia oświadczyn, jest uczuć Lizzy niepewny, co musi tworzyć między nimi dystans. Dopiero potem możemy mówić o 'normalnym' Darcy'm, ale autorka nie daje nam do takich rozmów zbyt wiele materiału. Można chyba przyjąć (za opinią służby z Pemberly), że uprzejmość i grzeczność to jego właściwy charakter (być może z Karoliną ma prywatne zatargi -- jej prowokacje mają inny charakter niż Lizzy), a w małżeńskim stadle pozwoli sobie jedynie na więcej humoru i swobody w rozmowach z Lizzy.

PS.
1) Na jego poczucie humoru dowodów nie mam, ale w całej "DiU" nie miał wiele okazji by je okazać.
2) Raz piszę o potencjalnych oczekiwaniach JA wobec idealnego męża, a potem o psychologii Darcy'ego; ale nie widzę między tymi tłumaczeniami sprzeczności. Oczekiwania JA mogą określać sposób pokazania Darcy'ego, ale uzasadnienie trafności dla czytelników musi być inne -- analiza jego przeżyć wydaje się tu właściwa.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#160 2006-08-12 15:06:47

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Acha, czyli chodziło o grę ... big_smile
Biorąc pod uwagę wychowanie w epoce - Lizzy była po prostu źle wychowana. Kto miał wychowywać panny Bennet? Matka? Ojciec interesował się tylko dwiema najstarszymi, pewnie dlatego właśnie ich zachowanie tak się różniło. Miały jakiś autorytet, wzór do naśladowania. A młodsze? Mary wychowywała się sama a Lydia i Kitty - wcale.
Przecież dziewczęta nawet nauczycielki własciwie nie miały, uczyły się tego co chciały, czyli w praktyce - same lub wcale. Panny Bennet były poważnie zaniedbane jeśli chodzi o edukacje. I czy mozna się dziwić, że młodsze mialy tylko pstro w głowach?
To wychownie Lizzy tak rzutowało na jej charakter. Dla Darcy'ego była to wada, która zaakceptował, ale czy na dłuższa mete? Czy pozwoliłby jej tak wychowywać swoje dzieci? Nie sądzę.
Co do gry - przecież każdy z nas gra w podobnych sytuacjach. Gramy kogoś fajniejszego, dowcipniejszego itd. Może arogancja jest grą Darcyego? Może to jest jego tarcza ochronna przed światem? I z jednej strony chce się wydać Lizzy sympatyczniejszy, ale nie potrafi się pozbyc tego pancerzyka? Może nie potrafi jednoczesnie chować sie przed np. Karoliną, a odsłaniać przed Lizzy. Bo co do Bingley'a - jetem pewna, że on go znał. Gdyby tak nie było, ta przyjaźń by nie trwała.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#161 2006-08-12 19:04:02

pak4
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Biorąc pod uwagę wychowanie w epoce - Lizzy była po prostu źle wychowana.

Źle, ale w innym sensie, niż dzisiaj, gdy mówimy o 'złym wychowaniu'. Miała braki w edukacji (jak te, które wytyka Lady Katarzyna), ale była inteligentna i pracowała nad sobą, przynajmniej jeśli chodzi o literaturę.
Zachowanie Lizzy ma sporo uroku, choć na pewno osobom w stylu w.w. Lady Katarzyny musiało się wydawać szczytem ekstrawagancji.
Zresztą Lizzy na tym braku wychowania i tak wyszła lepiej, niż panny Bertram z Mansfield Park.

To wychownie Lizzy tak rzutowało na jej charakter. Dla Darcy'ego była to wada, która zaakceptował, ale czy na dłuższa mete? Czy pozwoliłby jej tak wychowywać swoje dzieci? Nie sądzę.

Oboje potrafili być wobec siebie szczerzy, co było wielką wartością dla JA i chyba nie bez powodu. Zresztą sądzę, że jej charakter w gruncie rzeczy się Darcy'emu podobał. W końcu nie chwali się uroku kobiecych oczu, jeśli nie dostrzega się w nich iskierki duszy smile (No i zaraz wyjdę na romantyka :oops: )
Co do wychowania -- nie sądze, by Lizzy protestowała przeciwko guwernantkom. Myślę, że mogli być dość zgodną parą.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#162 2006-08-12 19:16:03

lemonick
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego


Oboje potrafili być wobec siebie szczerzy, co było wielką wartością dla JA i chyba nie bez powodu.

faktycznie, byli dla siebie bardzo szczerzy. szczególnie Darcy, gdy prosto w twarz wygarnął jej co mysli o jej "wspaniałych" siostruniach i "cudownej" mamusi. ale wydaje mi się, że lepiej że byli szczerzy niż fałszywi i zakłamani, jak niektórzy w tych czasach. wtedy przysięga wiecznej miłości była traktowana z czcią, chociaż zdarzały się różne przypadki... nie to co teraz. mężczyzna potrafi przysięgać 10 dziewczynom że będzie je kochał do końca życia i nigdy o nich nie zapomni. i jak tu wierzyć w prawdziwą miłość? dlatego kochamy Darcy'ego, bo był szczery i kochał Lizzy mimo jej wad (jej i jej rodzinki)

a tak z innej beczki. Jane Austen w "DiU" napisała, że Jane i Bingley mieszkali przez jakiś czas w Netherfield, ale w końcu nie mogli znieść mamuśki Bennet i cioteczki Phillips, więc się wynieśli do Derby. już samo to, że Bingley i Darcy pokochali "córeczki takiej mamusi" daje im plusa. ja bym od takiej teściowej uciekła z krzykiem, porywając przy okazji ukochaną. podziwiam ich cierpliwość....

<i>jak zwykle nie na temat...</i>


-Co to jest prawdziwe JA? (...)
-To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie zrobiono.
Paulo Coelho

Offline

 

#163 2006-08-12 19:33:56

pak4
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Jak szukałem jak się Darcy odcina, to właśnie znalazłem scenkę z "pięknymi oczami Miss Elizabeth Bennet". I pierwszą reakcją Binglejówny jest właśnie: "Rzeczywiście, będziesz miał uroczą teściową i oczywiście będzie ona zawsze z tobą w Pemberly". (Nie mam pod ręką tłumaczenia, które może się trochę różnić; korzystam z oryginalnego: "You will have a charming mother-in-law, indeed, and of course she will be always at Pemberly with you.") Co by nie mówić, Binglejówna wie jak trafić w czuły punkt smile


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#164 2006-08-12 19:43:10

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Oczywiście, ponieważ sens pewnych określeń zmienia się w miarę upływu lat. Ale nadal uważam, że Lizzy jak na tamte czasy była źle wychowana. Nie przejmowała się zabłoconą sukienką (co jednak w tamtych czasach było dość rażące), zwykle mówiła co myśli, jej zachowanie w towarzystwie również w jakiś sposób dawało wiele do życzenia. Miała braki w edukacji, ale jednocześnie fakt, że była ulubienica ojca sprawiał, że była jego partnerem w dyskusjach. Co za tym idzie wyrobiły się jej poglądy, wyostrzył dowcip itd. Była pełnoprawnym partnerem w dyskusji - co jednak nie było mile widziane (szczególnie w jej wieku). Paradoksalnie właśnie to sprawiło, że Darcy się w niej zakochał big_smile


nie sądze, by Lizzy protestowała przeciwko guwernantkom. Myślę, że mogli być dość zgodną parą.

Ja też tak uważam, ale jestem pewna, że nie pozwoliłby wychować dzieci tak jak została wychowana jego żona. Lizzy była zbyt mądra aby tego nie zaakceptować. I ja również jestem pewna, że mając możliwość dania dzieciom możliwie najlepsze wykształcenie, zrobi wszystko aby takowe osiągnęły.
I w żadnym wypadku nie zgodze się z Mary Russel Mitford. Darcy i Lizzy byli dobrani idealnie. Nie tyle na zasadzie przeciwieństw, co na zasadzie usupełnień. Każde wnosiło coś innego, a razem ich małżeństwo stanowiło harmonijną całość. Oczywiście o ile oboje odrzucą swoją dumę i uprzedzenia big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#165 2006-08-12 19:47:50

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

a tak z innej beczki. Jane Austen w "DiU" napisała, że Jane i Bingley mieszkali przez jakiś czas w Netherfield, ale w końcu nie mogli znieść mamuśki Bennet i cioteczki Phillips, więc się wynieśli do Derby. (...) ja bym od takiej teściowej uciekła z krzykiem, porywając przy okazji ukochaną. podziwiam ich cierpliwość....

W tym wszystkim chyba szcześciem obu panów był fakt, że obie były bardziej związane z ojcem (który zyskał oazę spokoju - jak sugerowała JA big_smile).
A kto był namocniej związany z panią Bennet :twisted: :twisted: :twisted:
Biedny Wickham? :twisted:


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#166 2006-08-12 20:06:56

caroline
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Najmocniej za teorią pancerzyka z dumy przemawia ten fragment, gdy Darcy mówi, że nie ma łatwości prowadzenia rozmowy z obcymi ludźmi - tak jakby chciał tę łatwość posiadać (scenka przy fortepianie, gdy Elżbieta daje mu po łapach mówiąc, że powinien więcej ćwiczyć smile ), poza tym Bingley (? Fitzwilliam) powiedział, że Darcy w gronie przyjaciół zachowuje się inaczej. On sam chyba był niezadowolony i źle się czuł w tym pancerzu.
Elżbieta po prostu obnażyła jego sztywniactwo, można przypuszczać, że dopóki jej nie spotkał, jeśli wyrażał jakieś opinie w stylu "uzasadnionej dumy popartej wyższością umysłową" publika reagowała namaszczonym potakiwaniem głów, a nie kpiną. Swoją, powiedzmy arogancją, dała mu pretekst do porzucenia tej skorupy, która jego samego męczyła.

PS: ale głupia ta Mary cośtam big_smile

Offline

 

#167 2006-08-12 22:21:53

lemonick
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Jane napisała też, że Georgiana była ogromnie nieśmiała, dlatego inni uważali ją za dumną. może Darcy też był trochę nieśmiały?

nie wiem czy ktokolwiek zwrócił swoje oczy na stwierdzenie pana Darcy'ego, że rodzice wychowali go na dumnego i pewnego swoich zalet itp. może właśnie tutaj trzeba szukac rozwiązania??


-Co to jest prawdziwe JA? (...)
-To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie zrobiono.
Paulo Coelho

Offline

 

#168 2006-08-12 22:53:05

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

nie wiem czy ktokolwiek zwrócił swoje oczy na stwierdzenie pana Darcy'ego, że rodzice wychowali go na dumnego i pewnego swoich zalet itp. może właśnie tutaj trzeba szukac rozwiązania??

W zasadzie nie zwróciłam uwagi na to, aby takowe było. Z tego co pamiętam
chodziło o to, że od dziecka był uczony odróżniać dobro od zła po to, aby starał się być dobry, że dostał dobre podstawy ku temu, ale nie poskramiano jego charakteru, przez co stał się dumny i zarozumiały. Dopiero spotkanie Lizzy, a przede wszystkim jej odmowa otworzyła mu oczy. Przez całe życie dostawał wszystko niczym na tacy, wmawiano mu że jest świetną partią, a tutaj jakaś Elizbeth Bennett zamiast paść na kolana i Bogu dziekować, że takie cudo chce się z nia ożenic nie tylko mu odmawia, ale wręcz krytykuje jego zachowanie, jako pierwsza nazywa je po imieniu. Dopiero to pozwoliło przyjżeć mu się sobie bliżeć, dokonać autoanalizy i wyciągnąć z niej wnioski.
Ale nie przypominam sobie aby mówił kiedykolwiek o to że rodzice wpajali mu aby był pełen pychy i zarozumialstwa.
Hmm. Chyba bede musiała sprawdzić.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#169 2006-08-12 23:38:34

megg
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

PS: ale głupia ta Mary cośtam big_smile

Prawda? big_smile big_smile Okropnie głupia...Aż sobie wyobraziłam Jane i Darcy'ego razem roll

Aine, tam rzeczywiście nic nie ma o tym, że rodzice wpajali mu dumę i zarozumialstwo, tylko tyle, że nie pracowano nad jego charakterem. Dziś przeczytałam "P&P" po raz kolejny, bo jakimś cudem znalazłam się na eliminacjach do międzynarodowego turnieju tenisowego na Dolnym Śląsku i coś trza było robić... :twisted: Ale z tym udam się do wątku o tym, w jakich miejscach czytamy... wink
Co do wychowania Lizzy-ona rzeczywiście była źle wychowana, ale inteligentna niewątpliwie też. Po prostu nikt nie pracował nad edukacją panien Bennet i jeśli one samo jakoś sobą pokierowały, to były z nich ludzie, a jeśli nie...I na pewno ojciec miał wpływ na usposobienie najstarszych córek, zwłaszcza Lizzy. Ale najbardziej "szokujące" wink u Lizzy mogło być to, że odważnie wypowiadała swoje zdanie i nie bała się ostrej wymiany zdań, mimo że :
1) była samoukiem, czyli właśnie nie miała, że tak powiem, "formalnego" wykształcenia
2) była młoda
3) była biedna, czyli teoretycznie powinna "znać swoje miejsce"
4) była panną bez większych widoków na korzystne zamążpójście.
Gdyby Lizzy była kilka lat starsza, wykształcona, miała męża lub przynajmniej narzeczonego z niezłym majątkiem, czy też sama była bogata i zajmowała wysoką pozycję z społeczeństwie, jej odważne zachowanie nie byłoby takie szokujące. Sama Lady Katarzyna mówi do niej, że odważnie wypowiada swoje opinie jak na osobę w tak młodym wieku (można dopowiedzieć sobie- i w takiej sytuacji życiowej)...
A Darcy'emu mogło się chyba podobać też to, że Lizzy nie starała mu się za wszelką cenę przypodobać-jak np. Karolina B. i pewnie wiele innych kobiet (i nie tylko wink ). I może też to, że nie była materialistką-przecież gdyby chciała za niego wyjść dla pieniędzy, to przyjęłaby te pierwsze oświadczyny. Ona wolała wartość człowieka, a nie jego majątku i mam takie wrażenie, że po tych odrzuconych oświadczynach on ją jeszcze bardziej pokochał....Ale to takie moje własne spekulacyje.. :oops:

Offline

 

#170 2006-08-12 23:49:20

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

A Darcy'emu mogło się chyba podobać też to, że Lizzy nie starała mu się za wszelką cenę przypodobać-jak np. Karolina B. i pewnie wiele innych kobiet (i nie tylko wink ). I może też to, że nie była materialistką-przecież gdyby chciała za niego wyjść dla pieniędzy, to przyjęłaby te pierwsze oświadczyny. Ona wolała wartość człowieka, a nie jego majątku i mam takie wrażenie, że po tych odrzuconych oświadczynach on ją jeszcze bardziej pokochał....Ale to takie moje własne spekulacyje.. :oops:

No więc własnie to jest ten paradoks. Gdyby Lizzy była lepiej wychowana, lub inaczej ujmując - wychowana tak jak przystało na damę, nie wypowiadałaby się tak śmiało, nie miałaby tak sprecyzowanego zdania. A jednocześnie Darcy chyba jednak by jej nie dostrzegł, a już na pewno nie zakochał się. Przecież początkowo przyznał, że Lizzy jest znośna. Dopiero jak dostrzegł inteligencję w oczach, zauważył że są piękne, zaczął się jej dokładniej przyglądac i przysłuchiwać.
Tak swoją drogą, to takie dziwne pomieszanie nieśmiałości z zadufaniem. Z jednej strony Pak4 przekonał mnie, że to jak się wobec Lizzy zachowywał mogło wynikać z onieśmielenia. Z drugiej strony przy tej nieśmiałości był pewien własnej wartości jako "dobra partia" i że ona mu nie odmówi big_smile

P.S. Ta Karolina B brzmi niczym z kroniki kryminalnej big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#171 2006-08-13 00:01:01

megg
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Właśnie-jak dostrzegł w niej inteligencję! Mnie się bardzo podoba ta wymiana zdań przy klawikordzie w Rosings (czy to był fortepian? kurka, a dziś czytałam... :? )-kiedy Lizzy mówi, że nie chciało jej się ćwiczyć i dlatego gra kiepsko, a on jej odpowiada, że lepiej spędzała czas i że nikt, kto ma szczęście ją posłuchać, nie odkryje żadnych braków. Czyli zauważył, że jest inteligentna, a jednocześnie nie jest "taka sama", jak "dobrze wychowane" panny. I też mi się wydaje, że gdyby ona była, powiedzmy, lepiej ułożona, Darcy nie zafascynowałby się nią w takim stopniu.
I rzeczywiście był pewien, że go przyjmie za pierwszym razem. Mam wrażenie,że dzięki tym pierwszym oświadczynom Darcy jeszcze lepiej poznał Lizzy i przekonał się, że nie majątkiem może ją do siebie przekonać. Nie mniej jednak...dużo tych paradoksów... sad

Offline

 

#172 2006-08-13 00:13:08

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

podoba ta wymiana zdań przy klawikordzie w Rosings (czy to był fortepian? kurka, a dziś czytałam... :? )

To chyba było pianoforte. Nawet pak4 o tych chyba wcześniej wspominał big_smile
Serialowa lady Katarzyna tak to fajnie wymawia big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#173 2006-08-13 10:52:51

pak4
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Co do klawikordu w Rossings -- to było pianoforte (sprawdziłem) smile Mojego bzika na punkcie pianoforte nie bierzcie, proszę, zbyt poważnie smile Po prostu lubię muzyke z XVIII wieku, którą na Górnym Śląsku, gdzie mieszkam, słyszy się na dawnych instrumentach bardzo rzadko. I jak braki nadrabiam płytami, to jest to dla mnie istotna informacja, czy wykorzystano w nich fortepian, czy pianoforte.

Co do oświadczyn (I) -- zdaje mi się, że Darcy był tak skoncentrowany na walce z sobą samym, że o uczuciach Lizzy nawet nie pomyślał.

Natomiast zaintrygowałyście mnie kwestią kiedy oni się pokochali. DiU'95 typuje stopniowy wzrost uczuć u obojga, z tym, że u Darcy'ego zaczyna się wcześniej -- w Meryton, rozwija się podczas wizyty Lizzy w Netherfield, a potem podczas obserwacji w Rosings. U Lizzy zaś zaczyna się po pierwszych oświadczynach, a może dopiero w Pemberly. W DiU'80 bardzo wyraźnie pokazano zmianę uczuć Lizzy, po lekturze listy od Darcy'ego (po pierwszych oświadczynach). Czyta ponura i zła, a potem przychodzi jej do głowy myśl, że on "od tylu miesięcy ją kochał" i Lizzy się rozaniela.
Bardzo interesujący jest pomysł w DiU'05 -- tam sugerują, że co prawda Darcy zakochał się trochę wcześniej, ale decydujący był wspólny taniec w Netherfield. Stąd i taka scena pierwszych oświadczyn, gdzie "o mało się nie całują". A teraz mówicie, że on ją pokochał po swoich oświadczynach smile Że Darcy w swoich uczuciach jest dojrzalszy i mniej samolubny -- z tym się zgadzam. Ale oni są dla siebie interesujący już wcześniej -- właśnie, dlatego że się ciekawie dopełniają i że są wyrazistymi osobowościami (macie rację, lepiej wychowana Lizzy nie miałaby okazji do zaprezentowania się przygodnie spotkanemu Darcy'emu). I są interesujący wzajemnie, nawet jeśli w stosunku Lizzy do Darcy'ego dominuje zainteresowanie naukowo-badawcze, że tak się wyrażę.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#174 2006-08-13 20:21:58

lemonick
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

tak... dokłądnie smile

kiedy Jane nie mogła uwieżyć w to, że Lizzy "przyjęła" Darcy'ego, zapytała siostrę, kiedy się właściwie w nim zakochała, albo zrozumiała że go kocha. a Lizzy jej powiedziała, że nie wie dokładnie kiedy, ale najprawdopodobniej wtedy, kiedy zobaczyła Pemberley.

no cóż, dla kompletnego matoła wskazywałoby to jednoznacznie na to, że Lizzy była materialistką, i na dodatek wyrachowaną. ale podkreślam, że dla kompletnych matołów.

Aine, może masz rację. skupiałam się raczej na tym, że Lizzy z nim rozmawia, a nie o czym... wyrazy szacunku i przeprosinki smile


-Co to jest prawdziwe JA? (...)
-To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie zrobiono.
Paulo Coelho

Offline

 

#175 2006-08-13 20:42:53

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Aine, może masz rację. skupiałam się raczej na tym, że Lizzy z nim rozmawia, a nie o czym... wyrazy szacunku i przeprosinki smile

E tam. Moja polska wersja leży na dnie kosza, dysponuje tylko angielską:

Unfortunately an only son (for many years an only child), I was spoilt by my parents, who, though good themselves (my father, particularly, all that was benevolent and amiable), allowed, encouraged, almost taught me
to be selfish and overbearing; to care for none beyond my own family circle


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB