Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#401 2008-11-29 16:06:04

JoannaS
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

AineNiRigani napisał:

ale czy on byl tak naprawde glupi? Jego osobowosc ksztaltowala sytuacja majatkowa - kazdy pastor potrzebowal jakiegos sponsora i mecenasa (zwroccie uwage na Edka, jaki byl wdzieczny pulkownikowi za prebende), a Collins jednak uitrzymywal sie na powierzni. Pochlebstwa osiagaly swoj cel - czy to swiadczy o glupocie? Moze o dwulicowosci (chociaz w zasadzie wierzyl w slusznosc tego co mowila Lady C), moze o pysze, ale nie o glupocie.
Jednakze pycha polaczona z pieniedzmi daje iscie paskudny efekt.

Był głupi według mnie. Nie musiał tak nachalnie podchlebiać się lady Katarzynie. Nadymał się wobec tych, których uważał za za równych, bądź niższych sobie. Zachowywał się wręcz obrzydliwie (choćby list do pana Benneta na temat Lidii). I kompletnie nie rozumiał, że jest nietaktowny, często wręcz niegrzeczny.
Edward był wdzięczny pułkownikowi, ale nie podejrzewam go o wazeliniarstwo.

Offline

 

#402 2008-11-30 16:10:38

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Sek w tym, ze musial. Założę sie, ze uwazasz Lizzy za inteligentna, ale to pastor wiecej zyskiwal na znajomosci z Lady C.On był typem dojnego cwaniaka, osiagał swoje cele. Nie był moze tak błyskotliwy jak Wickham, ale tez miał inne warunki fizyczne. Gdybys napisala, ze nie mial honoru, nie był mądry - z tym bym sie zgodzila. Collins sie po prostu sprzedal.
A jego zachowanie wobec Lydii - czy sie roznilo od zachowania innych znajomych? Zareagowal dokladnie tak, jak wymagaly tego owczesne obyczaje i zachowanie pastora, ktory w teorii mial stac na strazy moralnosci. W zasadzie graniczyło z cudem (no i swiadczylo o wielkim uczuciu), ze Darsik i Bingley ozenili sie z siostrami Bennet tak szybko po skandalu. Nie wiadomo, czy Kitty bedzie miala tyle szczescia, a głupota siostry nie skazala ja na staropanienstwo. 90% rodzin nie zyczylo sobie skandali w rodzinie.
A ze byl nietaktowny - a czy pan Bennet takim byl? Collins nigdy nie dorownal niegrzecznoscia panu Bennetowi, jedynie prezentowal postawe, jaka od niego wymagalo jego stanowisko. Przeciez w czasach JA malo ktory pastor zostawal duchownym z przekonania, najczesciej bylo to z braku srodkow. To w jaki sposob ustawil sie w zyciu swiadczy jedynie o jego inteligencji.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#403 2008-12-26 13:20:08

in_ka
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Najpierw widziałam postać Collinsa w ekranizacji z 1995 roku, później przeczytałam ksiażkę. I powiem szczerze, że byłam zaskoczona - w ksiażce jest bardziej znośny, nawet można uznać, że jest taki jaki jest właśnie ze względu na swoją pozycję i potrzeby. Nie jest zbyt inteligentny, ale u JA, nawet w samej DiU, jest wiele innych mało bystrych postaci. A film... Powiedziałabym, że w fimie został pokazany jako śmieszny a zarazem godny pożałowania mały człowieczek. W wersji z 2005 roku, o ile pamiętam, nie wzbudza takich emocji.

Offline

 

#404 2008-12-26 17:15:08

JoannaS
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Jak zauważył pan Bennet "Tak oto wygląda, w pojęciu pana Collinsa, chrześcijańskie miłosierdzie." gdy pastor w liście do Longbourn pisał na temat Lidii. Bardzo lubił rozprawiać o cudzych grzechach, o przebaczeniu nie pamiętał. A o głupocie jego świadczy choćby zachowanie wobec Darcy`ego podczas balu, gdy nie zważając na nic pchał się by się przedstawić.

Offline

 

#405 2008-12-27 15:31:19

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

to nie swiadczy o glupocie - jedynie o braku kindersztuby.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#406 2008-12-27 19:37:48

Tamara
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Jedno z drugim się łączy .

Offline

 

#407 2008-12-28 18:17:09

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

nie zawsze big_smile Brak wychowania, a brak inteligencji to dwie zupełnie inne rzeczy.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#408 2008-12-28 18:50:23

Akaterine
Administrator

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Ale głupota nie jest równoznaczna brakowi inteligencji wink. Z ciekawości sprawdziłam i na wikipedii (choć wiem, że to żadne źródło) jest napisane: "Charakteryzuje się pychą, śmiałością, podejrzliwością, niskim lub nieistniejącym samokrytycyzmem, niezdolnością do zdziwienia, dążnością do ekspansji". Czy niektóre z tych określeń nie pasują do Collinsa? wink


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#409 2008-12-29 03:33:32

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

tak, tyle ze jest to bardzo uproszczona definicja. Tak jak nie ma jednego rodzaju inteligencji, nie ma jednego rodzaju głupoty. Naukowo została podzielona na tematyczna, społeczna i jeszcze jakies tam były podrodzaje. Tak jak i inteligencja.
Analizujac głupote tak ogolnymi definicjami moge z cala stanowczoscia stwirdzic, ze jestem równie głupia jak on.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#410 2008-12-29 13:38:43

Akaterine
Administrator

Re: Fenomen pana Darcy'ego

To problem jest taki, że widocznie Ty rozpatrujesz głupotę bardziej szczegółowo. Ja (i, o ile dobrze rozumiem, JoannaS i Tamara też) widzę Collinsa jako kogoś zarozumiałego, zapatrzonego w siebie (i w Lady Catherine wink), niezdolnego do głębszej refleksji, pozbawionego samokrytycyzmu, mało błyskotliwego. Dlatego mówię o nim, że jest głupi, nawet jeżeli nie można mu odmówić pewnego sprytu czy tego, że nieźle się w życiu ustawił.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#411 2008-12-29 16:56:00

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Niekoniecznie - po prostu uważam, ze nie ma głupich ludzi w sensie inteligencji i odnajdowania sie w życiu - chyba, ze mowimy o ludziach chorych. Jezyk potoczny jednak wykreował słowo "głupek" w innym znaczeniu - jako słowo obraźliwe wobec ludzi odstajacych od pewnego szablonu narzuconego przez wymawiajacego te słowa. A to juz zupełnie inksza inkszość big_smile Mogę powiedzieć, że Collins był wołkiem zbożowym i że był głupi i miał wszy na pępku, jak to zazwyczaj określam tego typu ludzi, ale nie oznacza to, ze był głupi naprawde.

Ostatnio edytowany przez AineNiRigani (2008-12-29 16:57:40)


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#412 2008-12-31 21:27:21

aakpkasiaaakp
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Pan Collins, jest dziwny, dobrze, że Lizzie nie przyjęła jego oświadczyn. Collins świetnie pasowałbym do Mary.

Offline

 

#413 2009-01-02 11:14:27

Tamara
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Collins i Mary zagryźli by się , bo każde jest przekonane o swojej nadzwyczajnej mądrości . Mary to taki cywilny żeński Collins big_smile

Offline

 

#414 2009-01-05 18:11:13

czytelniczka
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Tamara napisał:

Collins i Mary zagryźli by się , bo każde jest przekonane o swojej nadzwyczajnej mądrości . Mary to taki cywilny żeński Collins big_smile

Myslę, ze żona którą wybrał ( albo która raczej jego wybrała) jest dla niego najlepsza.Swoja drogą pomijając powody , dla których wybrała Pana Collinsa , zrobiła to na tyle sprytnie , ze on przekonany był o swojej w tym wzgledzie inicjatywie.Tak na marginesie nic się do dziś nie zmieniło.

Offline

 

#415 2009-06-25 13:30:07

SylwiaS
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Wracając do Darcy’ego…

Zgadzam się, że Darcy nie jest nieśmiały. Austen nie pozostawia wątpliwości co do jego charakteru – jest wyniosły i traktuje wszystkich z rezerwą. Wszędzie gdzie się pojawia, obraża towarzystwo. To mówi narrator, więc nie ma się z czym kłócić.

Oczywiście, że jak kogoś lubi to jest miły, ale z zasady nie jest. Jak ktoś tu wcześniej słusznie zauważył, nieśmiałość i rezerwa to dwie różne rzeczy. Człowiek nieśmiały boi się odezwać, bo może źle wypaść. Człowiek z rezerwą nie chce się odezwać, bo boi się, że inni źle wypadną. Okażą się idiotami i on będzie się musiał z nimi męczyć.

Darcy ma cechy mizantropa, czyli nie toleruje głupców z łatwością. Tacy ludzie go drażnią. Ale Lizzy wykazuje te same cechy, kiedy mówi, że ludzie ją rozczarowują. Tylko, że Lizzy stara się to ukryć, a Darcy nie.

Darcy jest introwertykiem, ale Lizzy też. Introwertyk to nie osoba nieśmiała, tylko taka, która potrzebuje się czasem wyciszyć. Lizzy ciągle biega na samotne spacery, albo wypłakać się do pokoju. Każde z nich ma pewien limit towarzyskości.

Kiedy Lizzy mu się zaczyna podobać to on nie leci z nią rozmawiać, tylko przysłuchać się jej rozmowom z innymi. Jak się okaże idiotką to nie będzie sobie głowy zawracał. Ale ona jest inteligentna, więc potem Darcy już nie ma oporów. Jak on może być nieśmiały, skoro w Netherfield zdominował wszystkie rozmowy przez kilka rozdziałów? I jak można uznać, że on nie ma poczucia humoru, skoro mówi jedne z najfajniejszych kwestii w książce? Często to Lizzy nie wie co powiedzieć, a on ma ostatnie słowo. Jego riposty są trafne i w tym samym tonie co jej. Lizzy wydaje się taka mądra, tylko jak się nie zna wszystkich faktów.

W Rosings jest cichy, bo jest skonfliktowany. Nie wie, czy ma się oświadczać, czy uciekać gdzie pieprz rośnie. A w Pemberley jest strasznie zaskoczony, ale i tak jest znacznie bardziej do przodu, niż ta normalnie wiecznie przebojowa Lizzy. Na końcu w Longbourn jest cichy bo Lizzy nie daje mu żadnej zachęty, i Lizzy też jest cicha z tego samego powodu, a chyba nikt nie nazwie jej nieśmiałą. To chyba normalne, że zakochany facet zachowuje się trochę inaczej, zresztą sam tak tłumaczy swoją nagłą nieśmiałość. Ale po rozmowie z ciotką leci się oświadczać i już żadnych zachęt nie potrzebuje, i widzimy, że jak rozmawiają później to już zachowuje się na luzie.

Poza tym Darcy jest bardzo pewny siebie, co jest przeciwieństwem nieśmiałości. Przecież mu nawet do głowy nie przyszło, że Lizzy mogłaby mu odmówić.

To że Georgiana jest nieśmiała o niczym nie świadczy. Tak samo jak nie zakładamy, że Lizzy jest puszczalska, bo Lidia jest. Poza tym to tylko punkt widzenia Lizzy, która i tak nigdy nie jest obiektywna. Georgiana zachowuje się tak samo jak Anna. Lizzy chciała przypisać jednej nieśmiałość, a drugiej dumę, z prywatnych pobudek. Może obie są nieśmiałe, a może obie są dumne.

Pani Reynolds to jednak powinna być traktowana z przymrużeniem oka. To oczywiste, że ona uwielbia swojego pana, i niewątpliwie on jest dobrym panem. Ale, że jej obraz jest przerysowany w drugą stronę, to pewne. Gardinerowie ledwo mogą się powstrzymać od śmiechu. Lizzy chce w taki obraz uwierzyć tak samo jak wcześniej chciała uwierzyć w historyjkę Wickhama. To wynika tylko z jej nastawienia do Darcy’ego, a nie z żadnej obiektywności.

Pani Reynolds twierdzi, że w życiu nie słyszała złego słowa od Darcy’ego, ale Lizzy słyszała, i to nie raz. Oczywiście prawda jest gdzieś po środku. Darcy to dobry facet, ale nie zawsze i nie dla każdego. Ktoś może być przemiły dla swojej sekretarki, ale okropny dla żony. Darcy musi mieć żonę, która nie będzie go wkurzać, albo skończy jak pan Bennet.

W tym sensie Darcy się nie zmienia. W Pemberley zrobił wszystko co w jego mocy, żeby pokazać się od jak najlepszej strony (jego własne słowa), ale w Longbourn już nie. Czyli to nie było jego normalne zachowanie, tak samo jak to w Rosings było dziwne. Oczywiście szczęśliwie się złożyło, że Gardinerowie nie okazali się Philipsami.

Zmienia się jednak Darcy’ego obraz siebie samego, tak samo jak Lizzy po Hunsford widzi samą siebie inaczej. Ona się przekonuje o swojej próżności i uprzedzeniu, a on o swojej dumie i uprzedzeniu. To nie jest zmiana charakteru, tylko punktu widzenia.

To tak jakby wzorowy uczeń ostatniej klasy podstawówki poszedł do gimnazjum i dostał dwóję na dzień dobry. Jeśli do tej pory mu się wydawało, że jest orłem, bo wszyscy nauczyciele mu tak mówili, to nagle okazuje się że nic z tego. Ten uczeń się nie zmienia, umie tyle samo co zawsze, ale zmienia się jego zewnętrzna ocena. Jak jest głupi to się obrazi na cały świat i głupim pozostanie, ale jak jest mądry, to się nad sobą zastanowi.

Duma-pycha Darcy’ego jest zła. Nie tylko to najgorszy z siedmiu grzechów głównych, ale jeszcze straszna głupota. Darcy, który nie lubi ludzkich słabości, sam by siebie wyśmiał, gdyby się zobaczył z boku. Bo on nie jest dumny z siebie, tylko z tej całej otoczki, bo tak go rodzice wychowali. Jego majątek i koneksje to dobra dane, a nie zasłużone.

Na dodatek, jego pycha, jak każda zresztą, przeszkadza mu w robieniu tego co słuszne. On kocha Lizzy więc się powinien z nią ożenić, ale w tym samym czasie się tego wstydzi. To tak jakby mu się kazać przespacerować po Londynie w damskiej bieliźnie. On myśli, że się upokorzy.

Dopiero słowa Lizzy mu to uprzytomniają. Musi więc przewartościować swoją dumę. Nie warto jest być dumnym z czegoś, co nie ma żadnej głębszej wartości. Warto jest być wartościowym człowiekiem. Kiedy spotyka Lizzy ponownie, to właśnie to chce jej udowodnić. Będzie mógł znów być z siebie dumny, tym razem z właściwych powodów, jeśli okaże się człowiekiem, który uzyska jej aprobatę. On chce jej pokazać, że jest lepszy niż ona myśli jeszcze pół godziny zanim przychodzi mu do głowy, że mógłby się ponownie oświadczyć.

To nie Darcy się zmienia, tylko jego wartości. Dla tego Darcy’ego, który dba o treść bardziej niż o pozory, ślub z Lizzy będzie zaszczytem i ogromnym szczęściem, a nie upokorzeniem. Jego i jej rodzina przestają być przeszkodą, bo koneksje przestają być ważne w jego oczach. To co się liczy, to kobieta którą kocha, i która jest najlepszym materiałem na jego żonę. Reszta to ułuda. Cena umowna.

Dlaczego wolimy Darcy’ego od innych? Bo on nie ma wad. Tzn. wszystkie te jego wady o których wiedzieliśmy albo zostały naprawione, albo ostatecznie wychodzą na plus. To że podchodzi do innych z rezerwą to dla Lizzy tylko lepiej. Będzie ją bardziej kochał, a nie uganiał się za spódniczkami. To że nie lubi pewnych ludzi pokrywa się z jej wyborami. Przecież ona nie może się doczekać, aż się wyniesie od mamusi i wszystkich durnych sąsiadów. Lizzy chce być blisko Jane i Gardinerów, a tak się składa, że ich Darcy bardzo lubi. To że jest uparty i konsekwentny to dla Lizzy wspaniale, zwłaszcza po tatusiu, który niczego nie umiał dokonać. To że bywa poważny, to bardzo dobrze, bo on umie się śmiać z siebie i razem z Lizzy kiedy jest okazja, ale nie będzie jak jej tatuś wyśmiewał się z własnej żony, żeby upokorzyć ją przed jej dziećmi.

Inni bohaterowie JA wady mają, bo zanim doszło do porozumienia stały się rzeczy, których odkręcić lub zapomnieć już się nie da. Tzn. może one nie są jakieś strasznie złe, a niektóre są nawet obiektywnie dobre, ale już nie czynią ich miłości tak doskonałej, i można mieć wątpliwości, czy jakiś czas po ślubie znów im się nie odmieni.

Wyobraźmy sobie, że 8 par jedzie na weekend na wieś:

Emma dowiaduje się w ostatniej chwili, że Knightley obiecał jej znienawidzonej sąsiadce, że ją podwiezie, a w środku imprezy Knightly bierze ją na bok i robi jej wykład o dobrym wychowaniu, bo Emma nie była miła dla jakiegoś babsztyla.

Tilney przez całą drogę opowiada, że tam straszy, a kiedy Catherine budzi się z krzykiem w środku nocy, to on się z niej nabija. Zresztą Tilney zakochał się w niej tylko dlatego, że ona się w nim zakochała, więc jest ryzyko, że zainteresowanie innej panienki spotka się z jego wzajemnością.

Anna mówi, że będzie musiała całą sobotę spędzić przy laptopie, bo tylko tak wyrwała się z pracy. Wentworth, rozczarowany jej brakiem zainteresowania, ostentacyjnie idzie podrywać Luizę.

Edward jest grzeczny i nieśmiały, i zupełnie nie wie, jak to się stało, że nad ranem obudził się w łóżku Lucy. Tłumaczy Elinorze, że wcale nie chciał.

Bingley jest czarujący i oczarowany, bo właśnie poznał nową piękność, a Jane udaje, że nic nie widzi. A kiedy Darcy proponuje, żeby poszli na ryby, Bingley znika bez słowa, i tylko od siostry Jane dowiaduje się, gdzie jest jej mąż.

Edmund zobaczył Mary, i zapomniał, że jest z Fanny.

Marianna się świetnie bawi i Brandon ją podziwia z daleka, ale kiedy idą do łóżka, to w kluczowym momencie wykrzykuje: „Eliza!”

Lizzy za to się bawi wspaniale. Jej mąż albo włącza się w ciekawsze rozmowy, albo siedzi cicho z książką, albo uśmiecha się do niej z daleka, a jak mu się nudzi to idzie na ryby, i Lizzy nie musi się martwić, że będzie uganiać się za innymi panienkami. W między czasie Darcy wyciąga ją na romantyczny spacer, wieczorem prosi ją do tańca, a jak idą do łóżka to z fajerwerkami. smile

Przecież ten facet świata poza nią nie widzi, i nawet nie chciałby go oglądać.

Ostatnio edytowany przez SylwiaS (2009-06-25 13:39:29)

Offline

 

#416 2009-08-10 23:41:55

AineNiRigani
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Sylwio - bardzo mi sie podoba to, co napisalas. Tak w ogole i w szczegole smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#417 2009-08-16 22:31:28

SylwiaS
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

A dziękuję, dziękuję. Bardzo mi miło. big_smile

Offline

 

#418 2009-08-26 09:57:24

villemo
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

tak, Sylwia szczegółowo opisała fenomen Darcyego smile
a ostatnie zdanie "Przecież ten facet świata poza nią nie widzi, i nawet nie chciałby go oglądać." oddaje wszystko co kobiety chciałyby znaleźdź w swoim facecie.

uwielbiam Darcyego, za to w jaki sposób kochał Lizzy, mimo jej odmowy, był dla niej miły, robił wszystko dla niej, zrozumiał to co do niego powiedziała... nie szukał innej.

nie ma już takich męzczyzn, którzy potrafią kochac prawdziwie. sad
dlatego my kochamy Darcego.


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

#419 2009-08-26 10:21:18

Akaterine
Administrator

Re: Fenomen pana Darcy'ego

villemo napisał:

nie ma już takich męzczyzn, którzy potrafią kochac prawdziwie. sad

A ja zawsze mam ochotę zadać pytanie - a czy wtedy potrafili? Na ile Darcy odzwierciedla prawdziwy charakter ówczesnego mężczyzny, a na ile jest marzeniem Jane?


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#420 2009-08-26 10:50:59

villemo
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

pewnie jest marzeniem Jane smile ale chciałoby sie wierzyć, ze chociaż kiedyś byli...
może powinnam napisac, że nie ma i nie było takich mężczyzn...


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

#421 2009-08-26 11:15:28

Akaterine
Administrator

Re: Fenomen pana Darcy'ego

Jak w filmie "Jane Austen żałuje" - jeśli chcesz mieć pana Darcy'ego, musisz go sobie wymyślić wink.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#422 2009-08-26 11:33:39

villemo
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

tego filmu nie widziałam jeszcze... musze to nadrobić;)


"Wszystko można znieść i wycierpieć, oprócz małżeństwa bez miłości." - Jane Austen

Offline

 

#423 2010-02-09 21:13:56

armalkolit
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

villemo napisał:

nie ma już takich męzczyzn, którzy potrafią kochac prawdziwie. sad

A czy są takie kobiety?


Pan Bloch pisze również znakomite krótkie opowiadania z pogranicza grozy i fantasy, a zapytany kiedyś, czy gatunek historii, który tworzy, nie wywiera przypadkiem wpływu na jego psychikę, odpowiedział: "O, nie. Mam serce małego chłopca (...) Trzymam je w słoiku na moim biurku".
Alfred Hitchcock
http://armalkolit.blog.pl

Offline

 

#424 2010-02-11 23:52:09

agnieszka
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

a nie uwazacie, ze my, kobiety po prostu lubimy drani? Facet, ktory jest niedostepny, zamkniety w sobie, ktory mowi, ze nie jest nami zainteresowany, jednak okazuje zainteresowanie, taki, ktory nie zwraca zbytniej uwagi na innych ludzi, po prostu nas przyciaga? I taki jest wlasnie pan Darcy wink im bardziej wydaje sie nam niemily, tym fascynacja nim wzrasta!

Offline

 

#425 2010-02-12 19:52:42

armalkolit
Użytkownik

Re: Fenomen pana Darcy'ego

I dlatego zawsze w filmach najbardziej fascynują źli bohaterowie wink a pan Darcy łączy w sobie dwie rzeczy - nie dość, że wydaje się niedostępny i niemiły, czyli ma tą fascynującą "złą stronę" to do tego tak naprawdę jest porządnym facetem z wartosciami, na którym można polegać.


Pan Bloch pisze również znakomite krótkie opowiadania z pogranicza grozy i fantasy, a zapytany kiedyś, czy gatunek historii, który tworzy, nie wywiera przypadkiem wpływu na jego psychikę, odpowiedział: "O, nie. Mam serce małego chłopca (...) Trzymam je w słoiku na moim biurku".
Alfred Hitchcock
http://armalkolit.blog.pl

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB