Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#51 2006-09-11 07:51:13

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

a ja sie przyznam, że z miłą chęcia czytam te wszystkie wypowiedzi Megg, z całą paletą fachowego słownictwa. Niech no tylko od razu tłumaczy z polskiego na nasze big_smile Aktywne posługiwanie się językiem wiedzy nie przynosi ujmy, ale aby być zrozumiałym, wszyscy musimy umieć ten język odkodować big_smile
A ja naprawdę chętnie dowiem się czegoś nowego. Lubię być w ten sposób zaskakiwana. Parafrazując Gulvivę "Wiem i chcę wiedzieć" big_smile[/url]


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#52 2006-09-11 10:15:27

Marija
Użytkownik

Re: 1995=2005

Ale tu są dziewczęta ze szkoły podstawowej! big_smile Posądzą nas (Was) o ukrytą dyskryminację wink

Offline

 

#53 2006-09-11 13:21:39

megg
Użytkownik

Re: 1995=2005

big_smile Ja po prostu się czasem zapominam, wybaczcie :oops:
Co do innego źródła-jeśli chodzi o terminy literackie, to narazie najlepszy jest "Słownik terminów literackich", ten który wymieniłam wcześniej, albo "Sztuka argumentacji. Słownik terminologiczny" nie pamiętam autora, ale na jeden egzamin ten słownik obowiązywał nas na pamięć roll roll W tym pierwszym nie tylko są terminy dotyczące literatury, ale też innych dyscyplin sztuki.
Co do wyjaśnienia, to tak (postaram się jak najprościej smile ):
były sobie w historii trzy metody badawcze :
I model psychologiczny--dociekanie, co autor miał na myśli, jaka była jego biografia i w tej biografii szukanie odpowiedzi na pytania w teksćie. Wczuwanie się, utożsamianie, obcowanie z autorem.
II model historyczny--znaczenie utworu=znaczenie, jakie miał dla swojego pierwotnego, współczesnego powstaniu utworu, odbiorcy. Trzeba podczas odbioru zrekonstruować pierwotną sytuację komunikacyjną. Czyli:osadzenie utworu w historii. Tekst jako źródło wiedzy o epoce.
III model immanentny--znaczeniowa autonomia tekstu; interpretacja jest rekonstrukcją znaczenia samego tekstu, nie intencji autora, ani odbioru przez pierwotnego czytelnika. Tekst to struktura znacząca; raz napisany, zyje własnym życiem. Intepretacją tekstu jest więc rekonstrukcja wewnętrznej struktury znaczenia. Znaczeniem tekstu jest całościowa struktura wewnętrznych relacji. To jest najtrudniej zrozumieć i najtrudniej wyjaśnić. Mówiąc najprościej--nie badamy niczego poza tekstem. Nie interesuje nas biografia, psychologia, utożsamianie itd, tylko sam tekst. To jest właśnie strukturalizm.
Następnie było dwóch filozofów, którzy stwierdzili, że wszystkie te modele to kicha. Byli to Gadamer i Ricoeur. stwierdzili, że pierwszy to kicha, gdyż nie da się rozpoznać intencji twórcy, a tekst uniezależnia się od autora i pierwotnej sytuacji komunikacyjnej. Tekst nie jest ekspresją ludzkiego życia. Odczytywanie intencji jest bez sensu, bo przesłania nam możliwość obcowania z tradycją kulturową, uniemożliwia otwartość na tekst, prawdy w nim zawarte, jego walory literacki i funkcjonowanie wśród innych tekstów kultury. Drugi model to kicha, gdyż historyk przyjmuje postawę dystansu do tekstu i patrzy przez pryzmat odbiorcy pierwotnego, na to, co miało dla niego znaczenie. I ten model wiąże się bardzo z pierwszym. W końcu trzeci model to kicha, gdyż pojmowanie tekstu wewnątrzjęzykowo może być tylko faza obcowania z tekstem, samym wyjaśnieniem tekstu, gdyż nie wykracza poza jego granice, a kontakt z dziełem to coś więcej.
Przełom poststrukturalistyczny--stwierdzenie, że może ten strukturalizm nie do końca jest o.k, choć na pewno wiele dobrego zrobił, bo przyczynił się do rozwoju nauki o literaturze, wpłynął na rozwój terminologii, odarł ją ze słownictwa psychologiczego i historycznego, odciął się od metod badawczych przynależnych innym dziedzinom i uczynił autonomiczną dziedziną sztuki i nauki.
Pojawiła się też dekonstrukcja-związana również z filozofem ,Derridą, która utrzymywała, że w ogóle nie ma nic poza tekstem. Czyli wszystko jestv tekstem, rzeczywistość ma charakter tekstu. Takie przekonanie, w formie wielokrotnie dyskutowanej, przerabianej, parafrazowanej itd. funkcjonuje do dziś. Zresztą Derrida całkiem nie dawno opuścił ziemki przybytek.
No i hermeneutyka, związana z panami, którzy zakwestionowali te trzy modele badania literatury. Hermeutyka dzieli się na dwa nurty-pierwsza hermeneutyka głosiła potrzebę redukcji świadomości przed analizowaniem tekstu 8O czyli że mamy się wyzbyć swojej wiedzy, światopoglądu, wartości itd i dopiero można intepretować utwór. To było trochę bez sensu, bo niby jak się mamy zredukować??Zatem druga hermeneutyka nie zakłada podobnych rzeczy, tylko zakłada, że znaczenie tekstu nie jest gotowe, zamnkięte w tekście. Wymaga rozpoznania, znaczenie poznaje w toku intepretacji, przez przyswojenie tekstu, odniesienie go do naszej sytuacji egzystencjalnej, pokonanie dystansu do niego. Tekst przemawia do nas osobiście i przekazuje pewne prawdy. Trzeba być otwartym na tekst; nie da się też odłączyć interpretacji od intepretatora; on ma zawsze wpływ na to, co powstaje w toku interpretacji. Biorą w tym udział nasze przesądy, przekonania, uprzedzenia, wiedza wszelaka-o sztuce, literaturze,nauce itd., wiedza o sobie... Nie można tekstu ustawić naprzeciw siebie, gdyż trzeba znieść różnice między podmiotem a przedmiotem poznającym literaturę, bo dla każdego przedmiotu poznającego (czyli 'czytacza' wink ) inaczej wygląda interpretacja. Dzieło napisane nie jest już własnością twórcy, tylko żyje samodzielnie i jest właśnością każdego, kto je interpretuje. Przykład-skąd wiemy, co JA miała na myśli pisząc "P&P"? Nie wiemy tego na pewno! Na przykład moje "P&P" jest zupełnie inne niż "P&P" każdego z Was smile
I w końcu moja ukochana intertekstualność--relacje między tektstami, nie tylko napisamymi, ale ogólnie--np. między literaturą i sztuką (Marijo, coś dla Ciebie:) ), literaturą i filmem, literaturą i muzyką itd itp.
To tak w badzo dużym skrócie i bardzo z pamięci, bo nie chce mi się wyciągać moich tomiszcz z półek. Nie pisałabym tego, ale rzeczywiście rzucić terminem, którego nikt nie rozumie, każdy może, to nie jest wielka sztuka. Dodam tylko, że teraz nie wiadomo w sumie, co zostało z tego wszystkiego. Strukturaliści kwestionują hermeneutykę, hermeneutycy strukturalistów itd. W każdym razie raz na zawsze skończono z psychologizmem i historyzmem w badaniu literatury, a co potem-nie ma nic pewnego wink Kłócą się wink Poczekamy, zobaczymy... big_smile Mnie osobiście najbardziej kręci hermeneutyka i intertekstualność.
koniec mądrzenia się, obiecuję wink

Offline

 

#54 2006-09-11 18:45:11

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

Ale tu są dziewczęta ze szkoły podstawowej! big_smile Posądzą nas (Was) o ukrytą dyskryminację wink

Marija niech posądzają nawet o jawną. Mam to w nosie big_smile Jak nie chcą się niczego dowiedzieć - wystarczy, że klikną taki mały symbol "X" w prawym górnym rogu ekranu.

Megg, bardzo ciekawe to co napisałaś, ale wyjaśnij mi jeszcze bliżej tą intertekstualność. Czy chodzi o szukanie zależności, krytykę jednego przy pomocy drugiego, czy też jeszcze coś innego?

P.S. Mnie najbliższa jest jednak interpretacja historyczna. Pewnie dlatego, że w mojej pracy badawczej musze się jedynie na nie oprzeć big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#55 2006-09-12 10:12:24

elbereth
Użytkownik

Re: 1995=2005

PS. Aine, czasem to normalnie się Ciebie boję... wink big_smile

A dlaczego? big_smile

Bo jesteś tak strasznie mądra, że po każdym Twoim poście mam ochotę wziąć książkę i się czegoś douczyć big_smile I tak prekonująca, że nawet jak mam inne zdanie, to muszę potem trzy dni myśleć, dlaczego ono właściwie jest inne big_smile Zmuszać mnie do takiego wysiłku intelektualnego, wirtualnie i w dodatku na wakacjach - kurczę, ale Ty musisz być straszną nauczycielką :twisted:

Ale szczerze mówiąc, ostatnimi czasy bardziej przeraża mnie megg, kiedy tak ciągle wspomina te opasłe tomiszcza... Bo ja za niecałe trzy tygodnie mam się stać poważną studentką filologii polskiej i historii, a tymczasem lenistwo wzrasta u mnie w postępie geometrycznym big_smile


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#56 2006-09-12 12:37:29

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

Hmm. Ja tam nie mam o sobie tak dobrego zdania big_smile
Jednakże chyba rozumiem co masz na myśli, bo po każdym poście Megg musze pół ogródka przekopać (już mi ziemi brakło. Każdy skrawek przekopany kilkakrotnie big_smile), a i Pak daje mi sporo do myślenia.
Ale ja tam lubie taki wzmożony wysiłek intelektualny. W krzyżu mnie potem łupie, mam pęcherze na rękach, paznokci nie moge doszorować, ale czuję sie jak nawonarodzona big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#57 2006-09-12 12:50:21

megg
Użytkownik

Re: 1995=2005

Bo ja za niecałe trzy tygodnie mam się stać poważną studentką filologii polskiej i historii, a tymczasem lenistwo wzrasta u mnie w postępie geometrycznym big_smile

Elbereth! we Wrocku? big_smile Bo jeśli tak, to na pewno się spotkamy na uczelni. Co do tomiszcz-nie bój się! Pierwszy rok polonistyki jest rzeźnicki, to prawda, ale jak już nauczysz się zdawać egzaminy i przede wszystkim dobrze mówić, bo egzaminy są głównie ustne, dzięki Bogu, to już będzie, że się tak wyrażę, luz big_smile Od drugiego roku te studia były już dla mnie czystą przyjemnością, czasem tylko zdarzał się jakiś niemiły egzamin, ale to naturalna kolej rzeczy. Te ciekawostki, które napisałam wyżej, będziesz miała na drugim i trzecim roku, trochę na czwartym. Co mogę powiedzieć na pewno , to to, że Twoje myślenie o literaturze wywali się do góry nogami i najlepiej od razu zapomnieć,czego Cię nauczono w liceum wink Na początku jest się trochę w szoku-dowiadujesz się ciekawych rzeczy, na przykład, że w utworze literackim nie ma autora i czytelnika tylko zupełnie inna sieć relacji między różnymi 'osobnikami', że Słowacki pisząc "Rozłączenie' równie dobrze mógł myśleć o matce, jak być po grzybach halucynach i robić sobie jaja, oraz że nie było Urszulki. No i jeżeli trafisz na ambitnych ćwiczeniowców z historii literatury, to będą durnowate kolokwia i podczas czytania lepiej nastawić się na zapamiętywanie pierdół typu wygląd tarczy Achillesa w "Iliadzie" albo kolor wstążki bohaterki w takim i takim rozdziale, jakie Abraham miał żony, jakie nałożnice i z którą jakie dzieci i takie tam. Warto też pamiętać rekwizyty-pierścienie, filiżanki, noże itd. Ale jest bardzo miło big_smilebig_smile
Ps. Przyłączam się do zdania na temat mądrości Aine!!

Offline

 

#58 2006-09-12 12:59:07

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

Ach dziewczęta, zakładamy kółko wzajemnej adoracji big_smilebig_smilebig_smilebig_smilebig_smile

Megg, podejrzewam, że każde studia sa takie. Mnie też nakazano zapomnieć historię z liceum i uczenia się jej na nowo. I to chyba jedynna z największych fascynujących rzeczy w tych studiach.
Drugą fascynującą rzeczą jest znalezienie po nich pracy w zawodzie :>


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#59 2006-09-13 11:50:55

elbereth
Użytkownik

Re: 1995=2005

Niestety nie we Wrocku, a w Toruniu. Jak to się stało, nie pytajcie, czysty przypadek big_smile Z egzaminami ustnymi nie powinno być problemu, w końcu maturkę się zdało na te 100% big_smile Ale ustny polski to pikuś był big_smile, a obawiam się, że na te kolokwia to jednak coś trzeba będzie umieć wink

Co do myślenia o literaturze, to miałam szczęście trafić w liceum na wybitnego polonistę, który miał niezbyt szablonowe metody nauczania. O Urszuli to już słyszałam, że jej nie było; ciekawa dyskusja rozwinęła się też na temat domniemanego dziewictwa Słowackiego; a ze szczegółów to musieliśmy zapamiętać m.in. jakie kwiaty zbierała na łące Justyna Orzelska oraz imiona wszystkich powieściowych psów big_smile

Tylko jedno mnie zastanawia... bo skoro mówicie, że trzeba zapomnieć to wszystko co nam mówili w LO, to po jaką chorobę myśmy się tego w ogóle uczyli? :twisted: big_smile

PS. He, he, kółko wzajemnej adoracji... Podoba mi się big_smile Może jako nowy podtytuł strony? Dopisek małymi literkami pod "Ogród Jana Austen"? big_smile


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#60 2006-09-13 15:55:42

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

Wiesz, próbując odpowiedzieć poważnie na Twoje pytanie, to wydaje mi się, że dla przeciętnego ekonomisty raczej nie jest ważne czy Urszulka była, czy nie, czy bitwa pod Psim Polem rozegrała się czy nie - itd. Ale dobrze wiedzieć, że pewien pan o nazwisku Kochanowski napisał treny. I kilka innych rzeczy też.
A co do kolokwiów - u nas tak naprawdę na nie trzeba się było uczyć. Egzaminy, przy nich to bułka z masłem była.

P.S. U nas też pytano rózności. Jakie kwiatki hodowała Antygona, w co była ubrana Izabela łęcka na kwestę, jaki numer buta noziła Jagusia z Chłopow i z czego była zrobiona poduszka matki Stroopa


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#61 2006-09-14 12:02:37

elbereth
Użytkownik

Re: 1995=2005

Oczywiście, podobnie jak to jest z humanistami i ruchem jednostajnie przyspieszonym big_smile Chodziło mi raczej o to, czemu kolejne etapy nauki nie mogą być raczej kontynuacją, niż negacją poprzednich? Przykładowo (o czym już chyba kiedyś była mowa): najpierw słyszymy jaki to Napoleon nie był wspaniały dla Polaków, a potem się okazuje, że z niego kawał skurczybyka wink


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#62 2006-09-14 12:29:22

pak4
Użytkownik

Re: 1995=2005

Dowód DLACZEGO 2+2=4, to ja widziałem będąc już pełnoletnim obywatelem RP wink
A dokładnej odpowiedzi nie znam, mogę jednak wskazać dwa tropy:
1) 'prawdziwsze' interpretacje, są często trudniejsze i wymagają odpowiedniego aparatu pojęciowego (przykład z fizyki -- mój nauczyciel w liceum był dr pracującym też na uniwersytecie i w II klasie rzucił nam na tablicę wzory z całkami podwójnymi i całką po powierzchni zamkniętej -- gdy się zorientował, że my nie wiemy co to, stwierdził, że kiedyś się zrozumiemy, o co w tym chodzi, a teraz mamy mu zaufać big_smile );
2) nauczyciele przedstawiają stan wiedzy z przeszłości -- z czasów gdy się sami uczyli; podczas gdy w nauce zachodzą różne zmiany, które nie zawsze potrafią śledzić.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#63 2006-09-14 12:36:56

Marija
Użytkownik

Re: 1995=2005

pak4 napisał:

wzory z całkami podwójnymi i całką po powierzchni zamkniętej --
O jeju, o jeju 8O

Offline

 

#64 2006-09-15 11:18:29

elbereth
Użytkownik

Re: 1995=2005

Nasza matematyczka zaskoczyła nas kiedyś słowami: "Opowiem wam dowcip... albo nie, bo żeby go zrozumieć, musielibyście znać całki i różniczki..." lol


Żona: Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Widać kochasz swojego przyjaciela bardziej ode mnie...
Mąż: Ależ skąd! Gdybyście oboje tonęli w rzece, ratowałbym Ciebie!
Żona: Naprawdę?
Mąż: Oczywiście! Jesteś dwa razy lżejsza! big_smile

Offline

 

#66 2006-09-15 14:33:20

Marija
Użytkownik

Re: 1995=2005

Różniczka to jest wyniczek odejmowanka smile

Vasco widzę humanistco lol Odejmować dzięki Bogu potrafię roll Rózniczkowac za to - nijak lol

Offline

 

#67 2006-09-15 15:29:26

HerMia
Użytkownik

Re: 1995=2005

Różniczka to jest wyniczek odejmowanka smile

Aż mi się logika przypomiała
Nieprawda, że P to Q wtedy i tylko wtedy, gdy P i Q nieprawda, że Q - tak nam tłumaczyła psorka prawo zaprzeczenia implikacji lol

Offline

 

#68 2006-09-15 19:16:44

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

No cóż, z mojego życia szkolnego, przypominają mi się same nieprzystojące nauczycielowi anegdoty big_smile
Ale mam inną, poniekąd szkolną. Przez wakacje zrobiłam papiery na pilota wycieczek. Intensywny, 2-tygodniowy kurs (tydzien w K-kowie, tydzien w Pieninach). W ramach nauki "jak należy organizowac turystom wieczorki" zrobiliśmy ognisko w zabawami integracyjnymi. Podczas pląsu kolega poślizgnął się i wpadł do ogniska. Wezwane pogotowie opatrzyło mu rane, zagadując (w celu odwrócenia uwagi): a czy mu sie podoba, a co tutaj robi, a co to za kurs, a jak to sie stało że się poparzył. No i gdy dowiedzieli się, że wpadł do ogniska, padło pytanie w jaki sposób. A koledze już trybiki chyba zaskoczyły (poczucie humoru to on miał big_smile) i wiedząc że nasza zwyczajowy skrót "kurs pilotów" jest co najmniej dwuznaczny powiedział "a bo skakałem ze spadochronem i se nie trafiłem".
Dodam, ze to była godzina 23 z minutami big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#69 2006-09-19 20:18:52

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

Oglądnęłam sobie ostatnio trailer do Afery na zamku Bartenstein.
Niby krzyżacy, ale nie do końca

Uwielbiam takie zabawy historią big_smile

Nie na temat? Pozornie. Wersja 05 też była taką zabawą, tyle że kiepską.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#70 2006-09-20 08:44:38

Marija
Użytkownik

Re: 1995=2005

Intensywny, 2-tygodniowy kurs (tydzien w K-kowie, tydzien w Pieninach).

A pod Trzema Koronami na parkingu nabywa się śliwowicę... big_smile Mniam mniam, ale mały kielonek... wink No i nie przed maturą :twisted:

Offline

 

#71 2006-10-06 09:52:09

lizzzi
Użytkownik

Re: 1995=2005

Jeśli można zabrać głos nt. "Dumy..." z 95 i 05 , to mnie szalenie trudno było zaakceptować nowa wersję. Być może dlatego, że "P&P"z 95 przerobiłam setki razy, a jeszcze gdy wspomnę wersję z 80 r (dość kiepska wg mnie), to nowy obraz jawi mi się zbyt nowoczesnie pod każdym względem. Być może wierność epokowa i książkowa powoduje, że serial jest mi bliższy. Rozumiem, że film to ograniczenie czasowe i trzeba coś wyrzucić, zmienić, ale w tym przypadku tych zmian było zbyt wiele i były po prostu drastyczne. Myślę, że jeszcze trochę czasu upłynie zamim przekonam się do filmu. Zresztą myślę, że chodzi także o wierność, temu co się kocha (w tym wypadku książka i serial). big_smile smile

Offline

 

#72 2006-10-06 21:26:45

AineNiRigani
Użytkownik

Re: 1995=2005

A pod Trzema Koronami na parkingu nabywa się śliwowicę... big_smile

Nie znosze aomatycznych wódek. Jedynie czysta. Bez soku i innych paści.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#73 2007-08-31 10:38:17

snowdrop
Użytkownik

Re: 1995=2005

Po przeczytaniu książki, obejrzeniu min serialu 95 i filmu 05 musze stwierdzic co nastepuje:

1. Mini serial odzwierciedla bardzo wiernie książkę, jest niewiele scen i dialogów które odbiegają od książki.
Ta scena z mokrą koszulą miała chyba pokazac jego żar i miłość do Lizzy. Były tak wielkie że go paliły, chciał ochłonąć lub nawet zmyć je z siebie. Hm. W każdym razie fajna scena, szczególnie, że jak idzie taki mokry i "ochłodzony" to spotyka Lizzy i wszystko powraca. Hihihhi. Podobała mi się. Gdyby tylko Colin miał wiecej żaru w oczach byłoby miodzio. Ale o tym już gdzie indziej pisałam.
2. Film jest przesączony emocjami, jest to tak zwana gra na emocjach, która teraz tak skrzętnie jest uprawiana przez media. Te sceny w deszczu, nocy itp. Wszystko to miało wywołać dreszcze i iskry. Zamierzony cel się udał. I jeśli takie miało być przesłanie filmu a ja je tak odczytuje, to film jest tez fajnie zagrany i ma swój urok. A oczy Matthew mówia o wszystkim.
(ech strasznie mi się podobają jego oczy).
3. Porównując dwie ekranizacje musze również wskazać na aktorów, a więc:
- Pani Bennet w serialu jest rewelacyjna i nikt ją nie przebije.
- Pan Bennet w serialu jest chyba za bardzo wesoły i energiczny, przynajmniej tak mu patrzy z oczu, a w filmie znowu za bardzo udręczony i leniwy.
- Jane, niestety ale w serialu jest brzydka. Pytałam o zdanie nawet mojego męża, chociaz on skwitował że wszystkie angielki są raczej brzydkie, wiec czego sie spodziewać. Lizzy w serialu jest o niebo ładnijesza od Jane. Jane z filmu bardziej przypadła mi do gustu, bo jest faktycznie piekna, ale to kwestia gustu. Co do gry, to obie zagrały fajnie.
- Bingley jest rewelacyjny w serialu. Niestety Simon Woods traci trochę.
- Collins jest w serialu przedstawiony jako bardzo brzydki, wręcz odrażający facet. Myślę, że aż tak odrażający nie był. Aktor, jednakże, bardzo dobrze zagrał Collinsa, i ten filmowy chyba naśladował go, bo nawet podobnie akcentował.
-Wicham - w dwóch wersjach nie są oni dla mnie przystojni. Orlando Bloom lepiej spisałby się w filmie.
- Lady Katarzyna - obie role są świetnie zagrane. I myślę, że nawet w filmie wypadła lepiej. Jest pokazana jest wielka niedostępność.
- Charlotta - w serialu jest pokazany jej bardzo smutny los, szczerze powiem, że jak opisywała, że tylko kilka minut spędza z mężem i się z tego bardzo cieszy to zakręciła mi się łza w oku nad jej nieszcześliwym losem. W filmie była bardziej radosna i pokazana, że fakt ma beznadziejnego męża ale potrafi sobie z nim radzić i w sumie to jest dobrze.

W filmie Longbourn jest przedstawione mniej okazale, ale za to są piękne ujęcia Pemberly, szczególnie ta scena gdy lizzy zwiędza dom.

Ogólnie powiem, że dwie ekranizacje mi się podobają. Każda ma swój urok.
Wyciszony i dystyngowany miniserial i namiętny, pełen emocji film.

Offline

 

#74 2007-09-05 15:27:46

fanturia
Użytkownik

Re: 1995=2005

snowdrop napisał:

Ogólnie powiem, że dwie ekranizacje mi się podobają. Każda ma swój urok.
Wyciszony i dystyngowany miniserial i namiętny, pełen emocji film.

To może jednak sperawdzę, czy w wypożyczalni maja P&P2005?

Offline

 

#75 2007-09-05 16:40:16

Loana
Użytkownik

Re: 1995=2005

Fanturia, a nie widzialas jeszcze?
Ja chyba tez musze jeszcze raz zobaczyc P&P05, chociaz tak jak Aine (guru!) nie postawię znaku = pomiedzy ta wersja i serialem. Nowoczesnosc - tak, ale nie w taki sposob. Przeciez nowoczesne byly wersje Bolly i z 2003, a tam sie tego nie czepialam, bo pasowalo to do calej konwencji filmu. A tutaj mamy czasy, gdzie dygano, gdzie byla hierarchia w ustawianiu sie w kolejce do pokoju, gdzie szanowano rodzicow - i zachowania jakby graly ziomale z blokowiska -_-'. Nie, nie i jeszcze raz nie.


Jakieś pytanko do mnie? loana@go2.pl
http://joanna-loana.deviantart.com/

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB