Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#376 2006-04-28 23:59:55

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

Ali, ja nawet nie zauwazylam jak to sie stalo z tymi postami :oops:
Zawsze mialam mniej od Ciebie, a tu nagle..
chyba musze pohamowac ten slowotok, ale kiedy mysle o tym filmie, to jakos samo tak wychodzi, ze chce pisac i pisac ... :oops:

Znam jedna kolezanke, ktorej pozyczylam film, a ona po obejrzeniu zdobyla sie tylko na slowa: no ladny". Czulam jakby gleboko zranila moje uczucia :? Ja tu taka "goraczka wielka" jesli chodzi o ten film, a ona taka chlodna wobec niego....
I Margaret jej sie nie podobala.

Offline

 

#377 2006-04-29 00:01:22

GosiaJ
Użytkownik

Re: N&S cd.

Faktem jest, że kiedy on ja pyta czy jest chora, to tak mu sie gwałtownie twarz zmienia, ze chyba tylko taka wołowina jak Margosia nie dostrzegłaby jak jest dla niego ważna. Podoba mi się też bardzo tuz przed tym zapytaniem, jak ona przesłuchuje te dwie laseczki z fabryki, a on tak stoi z tyłu i z dobrotliwym usmiechem sie przysłuchuje, z tym usmiechem słucha też, co ona tam robi i nagle BACH! you are ill? big_smile

Oj, nie wyżywajmy się na biednej Margotce, ja ją lubię! W końcu Lizzy też nie zauważyła, że Darcy smali do niej cholewki, chociaż z drugiej strony - Darcy się lepiej maskował. Ale już na kanapie w Pemberley nic a nic ;-)
No i jeszcze Thornton głowę tak pięknie pochyla w tym fragmencie, kiedy ona go pyta o "czas wolny" robotników, a on jej różne rzeczy tłumaczy.
A Margaretka w końcu zakumała przecież, biznesową propozycją tak uszczęśliwiła Jaśka, że już świata nie widział (chociaż Bogiem a prawdą wyglądał na takiego, co to w ogóle nie jarzył, o czym ona mówi). I chociażby za to Margaretkę lubić trzeba. A Henrysia kantem puściła (a raczej pociągiem), co jej się tym bardziej chwali, bo Henryś nie umie tak ładnie krawatki rozwiązywać!


Thorntonmania... nieustające apogeum uzależnienia.

Offline

 

#378 2006-04-29 00:01:57

Alison
Użytkownik

Re: N&S cd.

To pisz kochana pisz, u Ciebie juz I wojna światowa, a ja to jeszcze ciemne zabory ;-)


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną, swoja, własna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#379 2006-04-29 00:02:49

GosiaJ
Użytkownik

Re: N&S cd.

Tak, to fajna scena.
A potem jej wszystko tlumaczy i tak ladnie sie przechyla do niej z lekkim usmiechem ..

Gosiu, dyć dokładnie o tym samym piszemy i myślimy ;-) Nie kochać tego filmu? Nieee, to byłoby niezbyt normalne ;-)


Thorntonmania... nieustające apogeum uzależnienia.

Offline

 

#380 2006-04-29 00:05:11

Alison
Użytkownik

Re: N&S cd.

A Henrysia kantem puściła (a raczej pociągiem), co jej się tym bardziej chwali, bo Henryś nie umie tak ładnie krawatki rozwiązywać!

Henryś to w ogóle nic nie umie poza zaśmiecaniem kluczowych kadrów ;-)
A Margosię filmową też lubię, ale ta książkowa mnie wmierża. A już w scenie oświadczyn to dokumentnie mam ochotę jej przyłozyć i to symetrycznie, żeby równo puchła!


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną, swoja, własna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#381 2006-04-29 00:06:38

caroline
Użytkownik

Re: N&S cd.


Henryś to w ogóle nic nie umie poza zaśmiecaniem kluczowych kadrów ;-)
A Margosię filmową też lubię, ale ta książkowa mnie wmierża. A już w scenie oświadczyn to dokumentnie mam ochotę jej przyłozyć i to symetrycznie, żeby równo puchła!

Dlaczego? Przecież dzięki niej w ogóle do tych oświadczyn doszło???
No dobra jest trochę zbyt posągowa, ale jak się fajnie zmienia!
Nie bić Margerytek!

Offline

 

#382 2006-04-29 00:08:38

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

Gosiu, nawet nie pisz o krawatce w kontekscie Henrysia :?
Nie chcialabym tego ogladac ...
Ale scena z pochyleniem sie Thorntona do Margaret, bardzo ladna ..

To pisz kochana pisz, u Ciebie juz I wojna światowa, a ja to jeszcze ciemne zabory

hehe, moze ja przestane a Ty pisz wink

A już w scenie oświadczyn to dokumentnie mam ochotę jej przyłozyć i to symetrycznie, żeby równo puchła!

Sceny oswiadczyn za bardzo nie rozumiem, trudna jest. z tym wieksza niecierpliwoscia bede czekac na tlumaczenie.
Ale w tej scenie Margaret tez mnie wkurza. Slepa czy co??? TAKIEGO faceta odrzucac?!

Offline

 

#383 2006-04-29 00:08:43

Alison
Użytkownik

Re: N&S cd.


Henryś to w ogóle nic nie umie poza zaśmiecaniem kluczowych kadrów ;-)
A Margosię filmową też lubię, ale ta książkowa mnie wmierża. A już w scenie oświadczyn to dokumentnie mam ochotę jej przyłozyć i to symetrycznie, żeby równo puchła!

Dlaczego? Przecież dzięki niej w ogóle do tych oświadczyn doszło???

Oj chłop zakochany to ślepy, ale on jej tak z głębi serca, a ona go tak z buta. Nie cierpię jej! czuję się coraz bardziej solidarna z panią Thornton ;-)


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną, swoja, własna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#384 2006-04-29 00:11:42

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

No wlasnie, on jej o milosci, i że jest jedyną ktorą kocha, a ona jakos tak chlodno do niego ... brr...

Offline

 

#385 2006-04-29 00:14:39

AineNiRigani
Użytkownik

Re: N&S cd.

hmmm. stracilam subskrybcje na ten temat, a tyle sie tutaj dzialo... big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#386 2006-04-29 00:19:23

izek
Użytkownik

Re: N&S cd.

A pan Bell w tych swoich modnych kraciastych spodniach??

On tez był dobrym duchem Margaret i Johna. To jego bystry umysł i oko pierwsze dostrzegło miłość Johna do Margaret
Myślę , że nie tylko przyjechał do Johna uporządkować papiery , ale chciał wyjaśnić okoliczności których nigdy nie wyjasniła Margaret.
Ten zabieg się nie udał , ale pieniądze które po sobie pozostawił załatwiły dwie rzeczy na raz
Uratowały fabrykę i połączyły szczęśliwie tych dwoje
To był jego testament

oj pan Bell to na początku nie był takim dobrym duchem
mam wrażenie, że na przyjęciu 2 razy przeszkadza im się dogadać. Raz gdy Slickers zabieraz JT bo chce o strajku pogadać a Bell podchodzi do Margaret i komentuje to na głos i zabiera ją (ach ten wzrok JT - on chciał do niej wrócić, tak się dobrze zaczynało z tym uściskiem dłoni...) a potem przy obiedzie, kiedy wydaje sie że najgorsze juz minęło po tym jak Fanny zwraca uwage na Margaret, to wlasnie Bell niby mimochodem mowi że człowiek któremu Margaret pomaga jest od Thortona.
Mówię Wam, Bell tu swoją własną pieczeń piekł, do czego się zresztą sam przyznał pod koniec - o sobie myślał. Tylko potem, nie wiem czy jak się zorientował, że Margaret kocha JT, czy może jak się okazało że chory sam jest, to faktycznie może i chciał pomóc. I w sumie dobrze wymyślił.


gg 5425654

Offline

 

#387 2006-04-29 00:23:08

izek
Użytkownik

Re: N&S cd.

Dobry kicz i tandeta nie są złe! Ja je popieram! Byle nie pachniały Dynastią albo jakoś tak... :?

ale czemu od razu kicz i tandeta. Ja to się tyle dramatów nasłucham, że w książce i filmie (że o własnym życiu nie wspomnę) chcę tylko szczęśliwych zakończeń. I wcale nie myślę że są kiczowate. Już od jakiegoś czasu wiem, że cierpienie nie zawsze uszlachetnia...


gg 5425654

Offline

 

#388 2006-04-29 00:28:45

izek
Użytkownik

Re: N&S cd.

Oj, nie wyżywajmy się na biednej Margotce, ja ją lubię! W końcu Lizzy też nie zauważyła, że Darcy smali do niej cholewki, chociaż z drugiej strony - Darcy się lepiej maskował. Ale już na kanapie w Pemberley nic a nic ;-)
No i jeszcze Thornton głowę tak pięknie pochyla w tym fragmencie, kiedy ona go pyta o "czas wolny" robotników, a on jej różne rzeczy tłumaczy.
A Margaretka w końcu zakumała przecież, biznesową propozycją tak uszczęśliwiła Jaśka, że już świata nie widział (chociaż Bogiem a prawdą wyglądał na takiego, co to w ogóle nie jarzył, o czym ona mówi). I chociażby za to Margaretkę lubić trzeba. A Henrysia kantem puściła (a raczej pociągiem), co jej się tym bardziej chwali, bo Henryś nie umie tak ładnie krawatki rozwiązywać!

oj ten Henry to jakiś taki dziwny był. uchowaj Boże przed takimi minami...

ale a propos porównania z DiU to mam wrażenie, że tu to Margaret jest jak Darcy. Tak mi się nasuwa, że ona go pokochała już dużo wcześniej (JT znaczy sie) ale nie mogła sie z tym pogodzić, ba, nawet nie mogła tego zauważyć. A potem jak już była zauważyła, to on myślał, że ona sie z kim innym prowadza więc też się nie mogli dogadać.


gg 5425654

Offline

 

#389 2006-04-29 00:41:15

Kaziuta
Użytkownik

Re: N&S cd.

Nareszcie pozbyłam sie lokatorów utrudniających dostęp do komputera, przeczytałam wszystkie zaległe posty, zapisałam kalendarz i teraz mogę powiedziec co następuje.
Obejrzałam scenę krawatową i nic. Podobnie jak u Alison. Nie kreci mnie. Ale juz rozchełstany Thorton uuuuhaha klękajcie narody i na końcu na peronie też lekko rozchełstany i ten uśmiech mmmmmmm zniewalający.
Scena w której tłumaczy matce ryzyko spekulacji jest piękna. Czuję niepewność, bezsilność i niepokój małego chłopca przytulanego przez mamę bo właśnie zbił sobie kolano.
Na razie nie namawiam nikogo do oglądania filmu. Nie wiem czy znajdzie sie w moim gronie taki fanatyk, który podzieli moją opinię i zrozumie tego bzika. Po co mam usłyszeć "no ładny". Namawiałam siostrę aby przysiadła do mnie i obejrzała, ale ona woli siatkówkę.
W tym wypadku jestem singlem.

Offline

 

#390 2006-04-29 07:31:53

Alison
Użytkownik

Re: N&S cd.

No to dzisiaj takie tam...ALE JUTRO 8O

„Po buncie – cz. 4” – chapt. XXIII, p. 225, Mistakes.

Margaret wyglądając bardzo blado weszła do pokoju, gdzie jej matka i ojciec wciąż siedzieli prowadząc spokojną konwersację. Podeszła blisko, ale odezwała się dopiero kiedy poczuła, że już może mówić:
- Pani Thornton przyśle to wodne łóżko, mamma.
- Kochanie, wyglądasz na strasznie zmęczoną! Jest tak gorąco Margaret?
- Bardzo gorąco i na ulicach jest takie zamieszanie po strajku.
Margaret zaróżowiła się jak zwykle, ale szybko znowu zbladła.
- Tutaj jest wiadomość od Bessy Higgins, prosiła cię, żebyś do niej przyszła – powiedziała pani Hale – ale na pewno jesteś zbyt zmęczona.
- Tak – powiedziała Margaret – jestem zmęczona. Nie mogę iść.
Była bardzo cicha i drżąca przygotowując herbatę. Była też wdzięczna ojcu, że tak bardzo zajmuje się matką, że się jej nie przygląda. Nawet kiedy matka poszła spać, ojciec niezadowolony z pozostawienia go samemu sobie, postanowił poczytać jej do snu. Margaret została sama.
- Teraz będę o tym myśleć, będę przypominać sobie wszystko. Wcześniej nie mogłam, nie śmiałam...Siedziała na krześle, ręce miała złożone na kolanach, usta zaciśnięte, oczy nieruchome jak u kogoś kto ma akurat jakąś wizję. Wzięła głęboki oddech.
- Ja, która nienawidzę scen, ja, która gardzę ludźmi ukazującymi uczucia, która chciałaby, żeby każdy podlegał samokontroli, ja zeszłam na dół i rzuciłam się do walki jak jakaś głupia romantyczka!! Czy ja zrobiłam coś dobrego? Śmiem twierdzić, że odeszliby i beze mnie.
Ale to przeczyło racjonalnemu wnioskowi, jaki szybko zrównoważył jej własny osąd.
– Nie, pewnie by nie odeszli. Zrobiłam dobrze. Ale co mnie opętało, żeby bronić tego człowieka jak bezbronne dziecko?! O Boże! – powiedziała zaciskając dłonie – nic dziwnego, że ci ludzie myślą, że jestem w nim zakochana, po tym jak się zhańbiłam. Ja, zakochana – w dodatku w nim!
Jej blade policzki zapłonęły nagle, zakryła twarz rękoma. Po chwili opuściła je, jej dłonie były mokre od gorących łez.
- Och jak nisko upadłam, że oni mówią o mnie takie rzeczy! Nie byłabym taka odważna dla kogokolwiek innego, tylko dlatego, że jest mi tak kompletnie obojętny – gdybym choć rzeczywiście mogła przyznać, że go nie lubię. Jeszcze bardziej zdenerwowało mnie to, że obie strony powinny były zachować się szlachetniej. Wiem jak to powinno było wyglądać. To nie było w porządku, – powiedziała porywczo – że stał tam, zabezpieczony czekając na żołnierzy, którzy mieli złapać tych wszystkich biednych oszalałych ludzi w pułapkę, nie próbując nawet przemówić im do rozsądku. A jeszcze gorsze było to, jak się podjudzali na niego i odgrażali. Zrobiłabym to znowu, niech mówią o mnie co chcą. Jeśli zapobiegłam bójce, okrucieństwu i dalszym wybuchom złości to zrobiłam to co do kobiety należało. Niech ubliżają mojej panieńskiej dumie jeśli chcą – ja przed Bogiem mam czyste sumienie!
Spojrzała i szlachetny spokój odmalował się na jej twarzy, aż „zdała się bardziej nieruchoma niż w marmurze rzeźbiona”. Weszła Dixon.
- Jeśli można, panienko Margaret, jest już to łóżko od pani Thornton. Obawiam się, że jest już dziś za późno żeby się tym zająć, pani właśnie zasnęła, ale będzie akurat na jutro.
- Tak, rzeczywiście – powiedziała Margaret – musisz im wysłać nasze wielkie podziękowania. Dixon opuściła pokój na moment.
- Jeśli panienka pozwoli, on mówi też, że ma się szczególnie wypytać o panią. To chyba chodzi o naszą panią, ale on twierdzi, że nie, że miał zapytać jak się czuje panna Hale.
- Ja? – powiedziała Margaret podnosząc się – Ja mam się całkiem dobrze. Powiedz mu, że czuję się doskonale.
Ale jej twarz była blada, biała wręcz jak jej chusteczka, intensywnie też dokuczał jej ból głowy. Na to wszedł pan Hale. Jego żona właśnie zasnęła. Margaret zauważyła, że chciał, żeby powiedziała mu coś co by go zainteresowało czy rozbawiło. Ze słodką cierpliwością znosiła swój ból bez słowa skargi. Wyszukiwała drobne tematy do rozmowy – wszystkie, byle nie dotyczyły buntu, o którym nie wspomniała ani słowem. Robiło jej się niedobrze na samą myśl o tym.
- Dobranoc Margaret. Według wszelkich znaków na niebie i ziemi będę miał dziś dobrą noc, ale ty wyglądasz bardzo blado. Będę wołał Dixon gdyby twoja matka czegoś potrzebowała. Idź do łóżka i śpij dobrze, bo widzę, że tego bardzo potrzebujesz, moje biedne dziecko.
- Dobranoc papa.
Znowu pobladła, wymuszony uśmiech zgasł na jej twarzy, oczy zmatowiały od silnego bólu. Cały ten wysiłek pokazał jej jak silną ma wolę. Aż do rana czuła się chora i zmęczona.
Położyła się i nawet nie drgnęła. Ruszenie ręką czy nogą, a nawet jednym palcem, byłoby ponad jej siły. Była tak zmęczona i ogłuszona, że myślała, że już nigdy nie zaśnie. Jej rozgorączkowane myśli błądziły gdzieś pomiędzy jawą a snem, zachowując swoją żałosną tożsamość. Nie mogłaby być bardziej sama, zgnębiona, bezsilna niż właśnie była – chmura twarzy patrzących na nią, dających jej odczuć nie gwałtowną, żywą złość czy osobisty brak bezpieczeństwa, ale głęboki wstyd, że będzie teraz obiektem powszechnej obserwacji, poczucie wstydu było tak wielkie, że zdało się jej, że nawet gdyby ukryła się głęboko pod ziemią, nie uciekłaby od tych wszystkich szeroko otwartych, nienawistnych par oczu.


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną, swoja, własna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#391 2006-04-29 08:22:51

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

To ciekawy fragment, bo pokazuje mysli Margaret.

Zrobiłam dobrze. Ale co mnie opętało, żeby bronić tego człowieka jak bezbronne dziecko?! O Boże! – powiedziała zaciskając dłonie – nic dziwnego, że ci ludzie myślą, że jestem w nim zakochana, po tym jak się zhańbiłam. Ja, zakochana – w dodatku w nim!
Jej blade policzki zapłonęły nagle, zakryła twarz rękoma. Po chwili opuściła je, jej dłonie były mokre od gorących łez.
- Och jak nisko upadłam, że oni mówią o mnie takie rzeczy! Nie byłabym taka odważna dla kogokolwiek innego, tylko dlatego, że jest mi tak kompletnie obojętny – gdybym choć rzeczywiście mogła przyznać, że go nie lubię.

No coz, jednak to wyglada tak, jakby nie byl jej obojetny. Gdyby byl obojetny, w taki sposob by go nie bronila. Pewnie zakochana w nim jeszcze nie byla, to stalo sie pozniej. ale jednak troszczyla sie o niego. To juz cos. Bronila go "jak bezbronne dziecko".

Ja, która nienawidzę scen, ja, która gardzę ludźmi ukazującymi uczucia, która chciałaby, żeby każdy podlegał samokontroli, ja zeszłam na dół i rzuciłam się do walki jak jakaś głupia romantyczka!!

To wiele mowi o samej Margaret.
Skoro gardzila ludzmi ukazujacymi uczucia, powinna zachwycac sie pania Thornton....
Margaret z pewnoscia zawsze sie starala nie okazywac swych uczuc, a nawet tlumic je. Przed sama soba nie przyznalaby sie, ze kocha Thorntona, nawet jesli by tak bylo.
Ja jednak wole ludzi, ktorzy nie tlumia uczuc, dlatego tym bardziej lubie Thorntona, bo u niego je widac. No ale on byl z Polnocy, a ona z Poludnia wink

Dzieki Alison. big_smile
Hmmm, nie moge sie doczekac jutra ... i sceny oswiadczyn big_smile

Offline

 

#392 2006-04-29 08:35:31

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

Na forum angielskim znalazlam taki tekst:

Romantic, Indescribably Charming, Handsome Actor Requires Devotees

[URL=http://imageshack.us]http://img54.imageshack.us/img54/1971/ra31rh.jpg[/URL]

Offline

 

#393 2006-04-29 08:44:33

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

I tak na przebudzenie big_smile

[URL=http://img161.imageshack.us/my.php?image=rt2cleanedupsome0ss.jpg]http://img161.imageshack.us/img161/7688/rt2cleanedupsome0ss.th.jpg[/URL]

Offline

 

#394 2006-04-29 09:18:12

ewa7
Użytkownik

Re: N&S cd.

Alison DZIĘKUJĘ
Czy wiecie dziewczyny , że z Waszych tłumaczeń zrobiła sie juz niezła " książka "
Oj z jakim zadowoleniem wpinam kolejne kartki
I głaszczę .głaszczę ten segregator
Cudowne uczucie

Offline

 

#395 2006-04-29 09:26:04

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

Mowisz: segregator? Hmmm, to niezly pomysl big_smile

[URL=http://img99.imageshack.us/my.php?image=monet19cv.jpg]http://img99.imageshack.us/img99/7499/monet19cv.th.jpg[/URL]

Offline

 

#396 2006-04-29 09:33:46

Alison
Użytkownik

Re: N&S cd.

Mowisz: segregator? Hmmm, to niezly pomysl big_smile

[URL=http://img99.imageshack.us/my.php?image=monet19cv.jpg]http://img99.imageshack.us/img99/7499/monet19cv.th.jpg[/URL]

A mnie tam jego bródka nie śmieszy. Fajna jest. Ja tam jestem chowana na filmach płaszcza i szpady, i zawsze miałam słabość do takich bródek a'la muszkieter ;-)
A jakby tak zagrał Aramisa i poprawił trochę kazań tym swoim głosem....


Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną, swoja, własna, niczyja, nie znana nikomu...

Offline

 

#397 2006-04-29 09:51:37

Gosia
Użytkownik

Re: N&S cd.

Ale on tu calkiem fajnie wyglada big_smile
Moze faktycznie troche przypomina muszkietera... wink
Ale jesli juz, to moze Atosa albo d`Artagnana, choc tamten to byl jednak troche dzieciak,... lepiej juz jakby byl Atosem.

Offline

 

#398 2006-04-29 10:08:25

monika_29_09
Użytkownik

Re: N&S cd.

Ale on tu calkiem fajnie wyglada big_smile
Moze faktycznie troche przypomina muszkietera... wink
Ale jesli juz, to moze Atosa albo d`Artagnana, choc tamten to byl jednak troche dzieciak,... lepiej juz jakby byl Atosem.

a taki już był?

http://img239.imageshack.us/img239/7889/ffig55aw6tj.jpg

m.


czy istnieje piękniejszy uśmiech? smile
http://foto.onet.pl/upload/43/98/_592621_n.jpg

Offline

 

#399 2006-04-29 10:12:05

milosz
Użytkownik

Re: N&S cd.

Polubiłam Margaret od pierwszego momentu, od pierwszego kadru w filmie, od bajkowo-słonecznej sceny - ona leży w trawie i słońce tak ją oświetla................... i potem jak odmówiła Henryczkowi i powiedziała, że nie jest gotowa na małżeństwo z kimkolwiek.
I odmowa Johnowi tez była podyktowana brakiem gotowości, a do tego upokorzeniem jakie przypisała całej sytuacji. Mało tego miała świadomość, że sama sytuacja zmusiła Thortona do oświadczyn co ją rozsierdziło poprostu.
Tak przynajmniej odczytuję film.

Ale naprawdę nie mogę sie doczekać - opisu, w którym momencie ona czuje że to właśnie jest TO wink


Higginsa bardzoo lubię, choć te sceny w fabryce i na spotkaniach z robotnikami........ Wogóle wątek przyjazni Higginsa, jego córek i Margaret, zainteresowanie Margaret robotnikami ich życiem, biedą. M. przybyła z innego świata i to ona otworzyła Johnowi oczy i chyba serce na pewne sprawy.


[img]http://img113.imageshack.us/img113/9518/windelwinnie21df3bg.gif[/img]

Offline

 

#400 2006-04-29 10:17:14

milosz
Użytkownik

Re: N&S cd.

A ta scena jak Małgośka wchodzi do fabryki i w tych kłebuszkach bawełny widzi Johna i w jej wzroku pojawia się błysk zaciekawienia i ten jego ryk : "Stephens!!!" i wtedy przestrach i popłoch. Widać, że ona się uczy wszystkiego od początku.
Ale i John musi się nauczyć żyć inaczej.


[img]http://img113.imageshack.us/img113/9518/windelwinnie21df3bg.gif[/img]

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB