Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#151 2008-12-11 07:37:10

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Dlaczego miałby wybierać bezpieczną opcję pomimo, że będzie bogaty? Bo nie jest wyrachowany w sensie materialnym, a raczej kieruje się impulsami. Nie można wątpić, ze żony nie ma zamiaru sobie kupić. Imponuje mu Jane pewno m.in. dlatego, ze podoba się innym. Jane nie jest dla niego również mezaliansem, jest bardzo ładna (piękna?), ma sporo zalet. Więc czemu się nie żenieć. A milość? Cóż to takiego? Ile osób wóczas zaweirało małżeństwo z miłości? To raczej był temat dla poetów, a nie dla zwykłych ludzi. WIęc w sensie emocjonalno-egoistycznym Jane była dla Franka całkiem dobrym rozwiązaniem. Frank nie jest tak zadufany w sobie jak Elton, więc z pewnością ciężko odczułby bardzo prawdopodobną wg niego odmowę Emmy. Trudno oczekiwać, by wiedział coś o oczucieuKnightleya, ale tak jak Knightley wypatrzył realcje między Jane a Frankiem, tak Frank mógł coś wypatrzeć między Emmą a Knightleyem. Zo baczyć coś, czego Emma jeszcze sobie nie uświadamiała, a co potem saqma w sobie odkryła. I te opinie opieram na książce, bo w filmie został Frank potraktowany skrótowo.

PO co Frank miał sie zaleceć do Emmy? Bo mu imponuje. Owszem, Jane lepiej gra, lepiej śpiewa ale wg mnie Emma dla "nowoczesnego" smile mężczyzny jest znacznie bardziej intrygującą, przyciągającą uwagę i myśli osobą. To, ze Frank mówi, ze zalecał się do Emmy dla odwrócenia uwagi jest szczeniacką wymówką. Chyba trudno ją poważnie przyjmować, a jeśli inni to robią to raczej po to by zamknąć pewna sprawę i do niej nie wracać. Jane to perspektywa życia w błogostanie spokoju, któremu ciągle będzie zagrażać narastanie podskórnych problemów (brak szczerości, o której mówił Knightley to duży problem). Natomiast Emma to serce na dłoni. Nikt mnie nie przekona, że nie przewyższa Jane pod kazdym względem poza grą na fortepianie i byc może precyzją robótek hafcianych.

Offline

 

#152 2008-12-11 12:48:08

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Dotąd głównie porównywałem GP i KB. A co z Knightleyem. Panie jak widzę mają skłonnośc do koncentrowania się na urodzie. Ja zwrócę uwagę na grę aktorską. Kto nich lepiej oddaje postać z książki. Strong tak jak gra bardziej pasuje do latynoskich kochanków więc nic dziwnego, ze sie podoba, ale czy to Mr Knightley? Strong leci Byronem, dramatyzuje postać. Tak nie wygląda angielski gentleman. Mr Knightley to czułośc, pewna niesmiałość, delikatność. I Northam taki jest. Natomiast opinie, ze Northam wygląda zbyt młodo sa nieporozumieniem, bo w momencie kręcenia filmu miał 35 lat, czyli niemal dokłądnie tyle ile pierwowzór, a Emma w książce w pewnym momencie zwróciła uwagę, zę wygląda wyjątkowo młodo. WIęc ujmijmy to tak: jeżeli Knightley ma być romantycznym latynosem to lepszy jest Strong. Jeżeli ma byc wzrocem angleskiego gentlemana to Northam.... Chyba jednoznacznie widać, na kogo ma byc wskazanie smile

Offline

 

#153 2008-12-11 15:56:08

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ja sądzę, że gdyby panie koncentrowały się wyłącznie na urodzie, to wolałyby Northama wink. Mam kilka koleżanek, które widziały obie wersje i wszystkie mówią, że Northam jest przystojniejszy, ale Strong ma w sobie to "coś".
Dla mnie Strong nie jest latynoski. Gdyby był, nie podobałby mi się tongue


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#154 2008-12-11 16:45:36

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Strong może ma to "coś", ale nie to "coś" co powinien mieć Knightley smile

Offline

 

#155 2008-12-11 16:47:55

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Gdyby miał "coś" innego niż "coś" Knightley'a, nie mówiono by, że owo "coś" ma wink.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#156 2008-12-11 16:52:38

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Gdyby miał to coś, co ma miec Knightley to by to powiedziano, a nie mówiono, że ma nienazwane "coś" smile

Offline

 

#157 2008-12-11 16:59:25

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ale jak można nazwać owo nienazwane "coś"? big_smile


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#158 2008-12-11 17:03:19

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Tak aby to odzwierciedlało istotę. Strong z owym "czymś" łapał by dziewczyny jak lep na muchy. A tymczasem Emma prze lata nie potrafiła poczuc przy nim trzepotania serca.
Zgodzę się naotmiast co do jednego " faktycznie masz cos z Emmy smile

Offline

 

#159 2008-12-11 20:48:06

MartuSSka
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Widzę, że tutaj wszyscy wolą Stronga. Mi osobiście on nie przypadł do gustu ani pod względem urody, ani pod względem gry Knightleya. Ale za to Jeremy Northam... Moim zdaniem idealnie pasuje. To spojrzenie, mimika i ogólne zachowanie. Głupio się przyznać, ale zawsze zwracam uwagę na sposób, w jaki siedzi smile

A co do Emmy i trzepotania serca, nie możemy być pewni, że go nie czuła. Zawsze mogło być tak, że coś jej tam trzepotało, ale nie rozumiała co to oznacza smile

Ostatnio edytowany przez MartuSSka (2008-12-11 20:50:28)

Offline

 

#160 2008-12-12 07:37:45

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Nie wszyscy, bo ja nie. I choc zdaje się jesteśmy w mniejszości, to zadowolmy sie pewnością, że przynajmniej mamy rację smile
Gdyby Knightley był taki jak Strong to Emma od razu poczuła by to trzepotanie. Już jako nastolatka byłaby w nim nieporzytomnie zakochana. Do odkrycia miłości do tak normalnego i tak mało rzucającego się w oczy Knightleya Northama musiała dojrzeć. Zresztą również Harriet o nim nie pomyslała, dopóki nie zaprosił jej do tańca.

Offline

 

#161 2008-12-13 14:16:42

AineNiRigani
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

i tutaj rowniez sie nie zgodze - to wlasnie Knightley Northama jest sliczny i mieciutki - taki w sam raz na idola nastolatek (co widac rowniez przy ilosci i wieku fanek sprzed 10 lat big_smile). Do Stronga trzeba dojrzec. On nie jest piekny, jego szorstki urok nie sieje pokosow dziewczat u jego stop, to raczej kobiety na niego leca - do Emmy pasuje idealnie. W momencie gdy przestała być dziewczynka i stala sie mloda kobieta - mogla dostrzec Knightleya.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#162 2008-12-15 09:13:23

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Piszesz abstrahując od książki i tego co wiemy o jej bahaterach. Emma od dziecka zna Knightleya( a to istotne, bo patrzy na niego jak na kogoś kogo zna się od zawsze) , lubi go, lubi się z nim sprzeczać i patrzy na niego jak na przyjaciela, nie meżczyznę. W Knightleyu takim jakiego gra Strong mogłaby sie zakochać ale z lubieniem jest dużo gorzej. 15-16 letnie Emma raczej nie miałaby ochoty dyskutować ze Strongiem. Strong nie jest piękny jedynie w takim sensie w jakim pięknym nie jest latynoski macho. Masz rację pisząc o szorstkim uroku (macho musi być twardy). ALe Knightley z ksiązki nie jest facetem o szorstkim uroku. Jest pełen łagodnego, nieśmiałego uroku. I takim jest Northam. Natomiast Strong gra kogoś, kto oddziałuje na kobiety. Masz rację, ale oddziałuje jak samiec. Nie wątpię, ze potrafiłby zaciągnąć kobietę do łóżka. Jest typem romantycznego kochanka, a nie miłym, delikatnym skromnym ziemianinem, o którym Emma w chwili złości powiedziała, ze zajmuje się swoja parafią i swoimi owcami. I właśnie dlatego, że Emma tak przyzywczaiła sie do tego, że jest przyjacielem tak trudno jej było uświadomić sobie, ze go kocha. W gruncie rzeczy nie robimy plebiscytu, który facet się bardziej podoba (ja siłą rzeczy nie mógłbym zabierac głosu) lecz o tym, który jest lepszym Knightleyem. I dla mnie Strong ze swym "szorstkim" urokiem, latynoska urodą i takim zachowaniem, nabzdyczający się (Knightley który się obraża? toż to niesłychane) i robiący gniewne miny niczym Hamlet wypada w tym porównaniu słabiej. QED smile

Offline

 

#163 2008-12-15 16:49:25

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

rieker napisał:

Piszesz abstrahując od książki i tego co wiemy o jej bahaterach.(...) W Knightleyu takim jakiego gra Strong mogłaby sie zakochać ale z lubieniem jest dużo gorzej. (...) Strong nie jest piękny jedynie w takim sensie w jakim pięknym nie jest latynoski macho. Masz rację pisząc o szorstkim uroku (macho musi być twardy). ALe Knightley z ksiązki nie jest facetem o szorstkim uroku. Jest pełen łagodnego, nieśmiałego uroku.

Tylko wiesz, rieker, to, co piszesz jest jedynie Twoim punktem widzenia, Twoją interpretacją, a nie wiem, czy twierdzenie "Jest tak, bo ja tak uważam" jest dobrym argumentem w dyskusji big_smile. No chyba że to ma być na zasadzie (co miałam ostatnio na wykładzie z filozofii, więc póki pamiętam mogę się powymądrzać) fenomenalizmu wg. św Augustyna - czyli nasze sądy o rzeczach są prawdziwe, bo nie może być nieprawdą to, że coś nam się jakieś wydaje. Ale czy na takiej zasadzie dyskusja ma jakikolwiek sens? wink


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#164 2008-12-16 11:31:16

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Zarzucając mi subiektywizm masz oczywiście rację. Ale percepcja każdego filmu, obrazu ksiązki ma z natury rzeczy charakter subiektywny. Dotyczy to mnie jak i każdego tu piszącego. Pozostaje więc pytanie, czy w tych warunkach dyskusja jest mozliwa. Wg mnie jak najbardziej, bo nawet jesli nie zmienimy własnych upodobań, a o to raczej trudno, to wysłuchamy innych opinii. A świadomość, ze inni to samo odbieraja inaczej jest wartością sama w sobie, dla której warto dyskutować. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę, że dyskusja ta nie zmierza do ustalanie jednej, uznanej za prawdziwą, wersji lecz do uznania, że prawda jest suma indywidualnych prawd, również tych wykluczających się. Tylko w przypadku słabych produkcji mamy do czynienia z powszechna zgodą. Więc w gruncie rzeczy istotne pozostaje, czy dyskusja sprawia przyjemność, a nie czy prowadzi do powszechnej zgody wokół jednego punktu widzenia. Mi sprawia przyjemność, choć Św. Augustyn nie jest mym ulubiony świętym smile
I parafrazując Katona Starszego dodam poza tym, że i tak wersja GP jest lepsza smile

Offline

 

#165 2008-12-16 16:13:35

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ja nie zarzucam Ci subiektywizmu, ale zbytnie manifestowane podejścia "Ja jestem mądrzejszy, więc ja mam rację". Nie powiem - ja też tak uważam (że ja wiem najlepiej wink), ale staram się nie dać innym odczuć, że to, co oni mówią, jest bez sensu. Jestem jak najbardziej za wymianą poglądów, lecz w wymianie poglądów nie należy mówić, że ktoś nie ma racji, bo Ty masz inne zdanie. Należy po prostu mówić, że masz inne zdanie smile. Okazywanie swojej wyższości, IMO, nigdy nie robi miłego wrażenia smile.
A tak poza tym to dyskutowanie sprawia mi przyjemność również. Nie wiem, czy teraz temat "Emmy" nadal będzie się ciągnął, czy się wypali; jeżeli to drugie, to mam nadzieję, że może zaczniesz inny temat o innych ekranizacjach. Zanim się pojawiłeś trochę cicho było na forum, więc to była miła odmiana smile.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#166 2008-12-17 08:07:33

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Jeżeli twierdzisz, że staram się dać odczuć innym, że to co pisza jest bez sensu, że manifestuję cokolwiek to rzeczywiście jest problem, bo wówczas faktycznie dyskusja nie ma sensu. Wydawało mi się jednak, że nie polemizuje z osobami a z treściami postów, starając się uzasadnić własne i nic więcej. Jeżeli jest to odbierane inaczej to oczywiście mi przykro. Tym bardziej, ze z założenia uznaję, ze w dyskusji wszyscy sa równi, choc moge byc lepsze i gorsze argumenty.
O Emmie mógłbym zas długo dyskutować, bo lubie ten film, a oglądając go wielokrotnie ciągle odkrywam niuanse: ruch ręką, spojrzenie, usmiech smile

Offline

 

#167 2008-12-17 16:29:01

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Nie tyle, że starasz się dać odczuć, ale na mnie sprawia to takie wrażenie. Ale pewnie to głównie moje wrażenie, a ostatnio lubię czepiać się szczegółów. Ot, sposób na odreagowanie. Mam tylko nadzieję, że Cię tym nie uraziłam smile.

Co do "Emmy" to zastanowiła mnie jedna rzecz (już nie związana z kwestią GP czy KB). Nie wiem, czy dobrze pamiętam jeden fragment z książki - moment, gdy Harriet mówi Emmie o oświadczynach Roberta Martina - tam Harriet przychodzi i mówi Emmie o oświadczynach, tak wprost. Zaś w obu filmach scena ta wygląda tak, że Harriet przychodzi, mówi o oświadczynach, a Emmie wydaje się, że Harriet mówi o panu Eltonie. Zastanowiło mnie to, bo filmy miały premierę w tym samym roku (i to niecały miesiąc po sobie), więc żaden scenarzysta nie mógł zainspirować się drugim.
To oczywiście jest zaskakujące o ile w książce scena wygląda tak jak napisałam.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#168 2008-12-17 19:17:05

MartuSSka
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

O ile pamiętam, to faktycznie w książce nie ma takiej sceny. Tam chyba jest tylko powiedziane, że Harriet otrzymała list z oświadczynami. Nie było w tym słowa o panu Eltonie.
Naprawdę ciekawa sprawa, sama nie zwróciłam na to uwagi. A swoją drogą, to wątpię, by ta scena powtórzyła się w drugim filmie, gdyby nie powstały w tak krótkim okresie czasu...

Offline

 

#169 2008-12-18 09:58:01

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ja przecież wyraźnie napisałem, że odnosze wrażenie, że me teksty sa zbyt serio odbierane. Co niektóre, bardziej ostre sformułowania piszę z intencją przyjaznej zaczepki smile
Nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak dokładnie było w książce, czy Emma też w pierwszej chwili pomslała, ze chodzi o ELtona. To jak GP patrzy się na Harriet i niemal siłą wyciąga z niej deklarację, że odrzuci oświadczyny jest pełen komizmu i niemal można współczuć Harriet.
Natomiast zwróciłbym uwagę na inne podobieństwo obu filmów, odchodzące od książki. W obu ekranizacjach to Harriet oznajmia w końcu Emmie o decyzji poślubienia Martina, choć w książce dowiadujemy sie tego od Knightleya. Tutaj identyczne odejście od ksiązki jest już "podejrzane".

Offline

 

#170 2008-12-19 22:01:49

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Zatem są dwa identyczne odejścia od książki, ale dlaczego? Czyżby przecieki na którymś planie? wink.

MartuSSka napisał:

A swoją drogą, to wątpię, by ta scena powtórzyła się w drugim filmie, gdyby nie powstały w tak krótkim okresie czasu...

A mnie się właśnie wydaje, że byłoby odwrotnie, gdyż w wielu ekranizacjach widać inspirowanie się poprzednimi wersjami (żeby nie powiedzieć ściąganie z poprzednich wersji...).


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#171 2008-12-20 00:11:03

MartuSSka
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Akaterine napisał:

A mnie się właśnie wydaje, że byłoby odwrotnie, gdyż w wielu ekranizacjach widać inspirowanie się poprzednimi wersjami (żeby nie powiedzieć ściąganie z poprzednich wersji...).

Masz rację, jednak biorąc pod uwagę te dwa filmy, bądź co bądź zrealizowane w odrobinę innym stylu i atmosferze... Tutaj nie odpowiada mi inspirowanie się wcześniejszą wersją.

A widział ktoś może pierwszy film, ten z lat 70-tych? Może to od tej ekranizacji wszystko się wzięło?

Offline

 

#172 2008-12-20 16:46:57

AineNiRigani
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Wydaje mi sie, ze ten zabieg pojawil sie z sympatii do bohaterki i do Harriet. Dzieki temu nie mozna odczytac zachowania Harriet jako nielojalnosci, a Knightley nie kopie lezacej.


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#173 2008-12-22 11:22:27

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Zabieg ten przede wszystkim jest ciekawszy w sensie dramaturgicznym. W książce Harrie znika, właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego i po co. Po drugie właściwym końcem całej opowieści jest rozmowa Emmy z Knightleyem, gdzie mówią sobie co mieli sobie do powiedzenia . I na tym praktycznie kończy się film w wersji GP. Mamy jeszcze tylko rozmowę Emmy z Harriet kończąca całe qui pro quo. To jest bardziej zgodne z logiką dramtu: punkt kulminacyjny i zakończenie. Książka natomiast stara się to przeciągnąć, dorzucając kolejne rozdziały,tak jakby Austen cieżko było się rozstać ze swą bohaterką smile

Offline

 

#174 2008-12-27 15:08:55

AineNiRigani
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Dla austen zamknieciem ksiazki bylo zazwyczaj nakreslenie czegos na kształt epilogu - przyszlych losow bohaterow - tak bylo i w Dumie i Rozważnej i w Emmie (pozostalych nie pamietam na tyle dobrze). To tylko w kiczowatym romansie konczy sie na "I zyli dlugo i szczesliwie".


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#175 2009-02-21 16:21:26

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Niedługo temat będzie można przeredagować na "Emma" - trzy ekranizacje, gdyż BBC kręci 4-odcinkowy serial smile. Na razie mówi się, że serial ma się pojawić jesienią, a fanki domagają się, by Knightley'a grał Richard Armitage.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB