Ogród Jane Austen

Strona poświecona Jane Austen

Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

#126 2008-12-01 20:18:33

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

A ja im bardziej zagłębiam się w Austen i im więcej różnych interpretacji czytam, tym mniej istotna staje się dla mnie lekkość i zgrabność ekranizacji. Może dlatego, że coraz bardziej zaczynam postrzegać, że nie są tylko zgrabnymi komediami obyczajowymi z wątkiem romansowym, ale prawdziwym obrazem ówczesnych stosunków i życia ukrytymi za płaszczykiem humoru. Dlatego wolę prawdziwość wersji z KB, nawet jeżeli nie jest wdzięcznym tańcem na palcach wink.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#127 2008-12-02 09:10:24

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Gdyby Twe uwagi odnosić do Rozważnej i romantycznej bym się zgodził. Ale Emma jest codownym studium osoby (osób) a nie stosunków społecznych. To nie Dickens ani Zola. Wg mnie to studium fantastyczne, choc napisane z wdziękiem i poczuciem humoru. Dlatego ekranizacja musi byc równie lekka. Mam wrażenie, że oczekujesz od filmu tego samego co książka. A to nie ma sensu, bo jeżeli ekranizacja ma być w 100% tym samym co ksiązka to nie ma sensu jej robić. lepiej przeczytać. Ekranizacja z GP skrzy się dowcipem, podobnie jak książka. Zawiera fantastycznie zagrane sceny, duety. jak grają minami Schacchi z Paltrow! Jak fantastycznie naiwnie grana jest Harriett. Jak Elton chce być skromny gdy panna Bates chwali go za kazanie. Jak komicznie dumna z siebie jest Emma Paltrow gdy po odczytaniu listu od Eltona dochodza do wniosku, ze to konkury względem Harriett (macha nózkami jak nastolatka:). Wersja z GP pomija wątki poboczne, których pewno Ci żal, ale dzięki temu film zyskuje na zwartości, a poszczególne sceny przechodza płynnie bez dłużyzn. Ksiązka to urocza komedia omyłek i w sumie życzliwe studium charakterów. Jedynie Eltonów potraktowano ostro. I tak samo jest w filmie. Tak jak w operze najwaznieszy jest piękny śpiew, a nie realia tak samo jest i w filmie. Wersja z GP zachowuje więc wg mnie ducha ksiązki, czyli to co najwazniejsze. jest robota artystyczną, podaczas gdy wersja z KB robota rzemieślniczą. Wersja z GP to najlepsze wino, które trzeba smakować odkrywając wciąz nowe smaki (drobne gesty aktorów, potrafiące wyrazić wszystko. każda scena jest nimi przepełniona). Nieprzypadkowo porównałem tę ekranizację do Cosi fan tutte, ale dodałbym Cosi fan tutte z Schwarzkopf i Ludwig. Tak równiez każda scena skrzy się. Trochę mój tekst wyszedł jak laudacja ale mało jest filmów tak doskonałych w ramach określonej konwencji.

Offline

 

#128 2008-12-02 10:05:18

pak4
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Dla mnie dowcip ekranizacji z GP jest zbyt nachalny jak na Jane Austen. Brak pewnej delikatności. Wolę już ekranizację z KB, mimo słabszych zdjęć i muzyki. Jakby to powiedzieć po Twojemu, ekranizacja z KB to może nie Cosi fan tutte, ale Wesele Figara i owszem (i to bynajmniej nie z Netrebko pod Harnoncourtem, ale powieszmy pod Gardinerem), a ekranizacja z GP ma coś z Pięknej Heleny Offenbacha wink


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#129 2008-12-02 10:51:21

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Emma ma w sobie coś z klimatu opera buffo(na gruncie angielskim w wersji bardziej rozrywkowej póxniejsze operetki Gilberta i Sullivana). I tę tradycję kontynuuje wersja GP. Jest w niej klimat zabawy, ale wg mnie to tym lepiej. Emma grana prze GP to naiwna, pełana dobrych chęci, szlachetna ale nieco zadufana w sobie osoba, która wyobraża sobie, że wie najlepiej czego światu potrzeba (niemal tak samo jest w słowie wstępnym). GP potrafi wszystkie te klimaty wydobyć. W każdej scenie jej gra tętni. Ot chocby scena strzelania z łuku ( w ksiązce jest nieco inaczej). jak początkowo jest z siebie zadowolona gdy Knightley chwili jej wpływ na Harriett, jak się nieco usztwnia słysząc od Knightleya o propozycj martina, jak spode łba patrzy gdy Knightley domysla się, że maczała palce w koszu, jak sie zaczyna złościć gdy Knightley nie podziela jej opini. A wszystko to gra tak, ze nie wątpimy, że jest w gruncie rzeczy pełna najlepszych intencji, tak jak Emma w książce. Albo scena gdy Harriett wyznaje miłośc do Knightleya, jak Paltrow sie zacina na słowie "have" pytając czy ma podstawy by sadzić o wzajemności. Więc wersję z GP ja bym porównał z Weselem Figara w nagraniu Giuliniego. Bardzo mi sie nie podoba, gdy ktos z Emmy robi Germinal smile

Offline

 

#130 2008-12-02 16:12:12

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

rieker napisał:

Ale Emma jest codownym studium osoby (osób) a nie stosunków społecznych. To nie Dickens ani Zola. Wg mnie to studium fantastyczne, choc napisane z wdziękiem i poczuciem humoru. Dlatego ekranizacja musi byc równie lekka.

A dla mnie to przede wszystkim komedia obyczajowa. To nie Wilde, że liczy się tylko lekkość i żarty słowne wink


rieker napisał:

Mam wrażenie, że oczekujesz od filmu tego samego co książka.

Zgadza się, od filmu oczekuję tego, co od książki. Mam do tego prawo wink. A poza tym po prostu coraz mniej lubię ekranizacje, które, jak to kiedyś określiła Aine, pokazują grzeczny i milusi obraz epoki. A "Emma" z GP to taka właśnie landrynka. Nie powiem - nakręcona sprawnie i lekko. Ale nie tego oczekuję od ekranizacji.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#131 2008-12-04 07:57:18

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Zgadzam się, to jest komedia obyczajowa. Ale nieprzypadkowo komedia jest na pierwszym miejscu. Owszem, Emma rozgrywa się w pewnym otoczeniu. Ale Austin nie zależało na opisaniu częśći społeczeństwa. W gruncie rzeczy nie wiemy nawet jaki jest dokładny status społeczny Emmy. MOżemy sie domyślać, ze jest to zamożne mieszczaństwo/ziemiaństwo. Nie wiemy z czego żyją Woodhousowie. Ciut więcej wiemy o Knightleyu: można się domyśleć, ze to zamożny posiadacz ziemski. W Wersji GP tło społeczne jest wystarczająco zarysowane, a podział na warstwy widoczny w słowach Emmy wielokrotnie.
Mam wrażenie, że zbyt lekceważąco traktujesz słowo "lekki". Chyba uważasz, ze lekki to płytki. A tak nie jest. Lekki może byc równie głęboki jak ciężki. Oglądając wersję z GP nie odczuwamy wysiłku. I to jest mylące. Bo nie odczuwając wysiłku nie zmuszamy swego intelektu do niego. A wg mnie wersja GP, choc jest lżej nakręcona jest równocześnie zancznie głębsza. W dużym stopniu dzięki kreacji GP. W jej wersji na początki Emma to zadufana, urocza, pełna najlepszych chęci, ale bujająca w obłokach dziewczyna. Gdy się zadurza w Churchilu wciąz taką jest, wciąz sobie wyobraża. Zaczyna się zmieniać po aferze na pikniku. I gdy Emma patrzy z uśmiechem wdzięczności na Knightleya w scenie, gdy oznajmia swój zamiar wyjazdu do Londyny to widać, ze nie jest to już spojrzenie dziewczynki. Gdy następnie panie Weston oznajmia jej o zaręczynach Franka i Jane odpowiada juz jak kobieta, ale tylko na chwilę, potem znowu obuerza się jak dawna Emma. Gdy chwilę później Harriet wyjawia swą milość, widać w każdym geście Emmy, jej wysławianiu, dlaczego ją to poruszyło, zaczyna być kobietą dręczoną zazdrością. I wreszcie w ostatniej scenie gdy rozmawia z Knightleyem, rozmawia już całkowicie jak dojrzała kobieta, zakochana, ale niepewna o oczucia drugiej strony. I sprawdzają sie słowa, które padły w książce, a których nie było w filmie, że Emmie dobrze by zrobiło, gdyby sie zakochała i byłą niepewna uczuć drugiej strony. Wszystkie te niuanse Paltrow zagrała fantastycznie. A jak gra Beckinsale? Gra poprawnie i nic więcej. Paltrow, gdy zaczyna do niej dochodzić, ze Knightley ja kocha, przechodzi od niepewności i rozterek do pełni szczęścia, ale to przejście stopniowe, juz widoczne w oczach ale z początku twarz jeszze nie zdążyła tego wyrazić. A Beckinsale? Patrzy się drętwo, a potem się zaczyna uśmiechać, ale uśmiechać sie usmiechem zadowolenia, jakie ktoś głodny odczuwałby po zjedzeniu kurczaka w KFC smile Wersja z GP całkowicie skupiła sie na postaci Emmy. Ona występuje w każdej scenie. Ty, jak się zorienotwałem chciałabyś więcej o Jane. Oczywiście wolno Ci. ALe każda wersja ma prawo do innego podejścia. Wersja z GP jest wersją autorską, ale w pełni wierną powieści, fantastycznie zagraną. Natomiast wersja KB jest wersją akademicko poprawną, jak malarstwo Matejki, ale pozbawioną smaków. I kładzie ją drętwo zagrana Emma. Wersja z GP jest pełna wdzięku, ale za tym wdziękim kryje się coś bardzo głębokiego o duszy kobiecej. Jest to wersja bardzo zwarta, w której niczego nie dałoby sie juz poprawić. I dlatego w swoim gatunku jest arcydziełem. Tego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o wersji z KB, bo tam prawie każdą scenę moznaby poprawić, co oznacza, ze całośc trzeba by robić od nowa. ALe się rozpisałem smile Ale wg mnie zarówno film, jak i ksiązka zasługuja na to smile

Offline

 

#132 2008-12-04 09:17:23

pak4
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Primo: Giulianiego mam tylko we fragmentach. Zdecydowanie mi bliżej do obecnych HIPowców.

Secundo: Nikt nie chce robić z Emmy powieści o problemach zamożnego ziemiaństwa w Epoce Regencji -- i Tobie i 'Nam' (bo chyba i Akterine mogę tu dopisać) chodzi o pewne poczucie stylu epoki, gdzieś w tle, na które to poczucie nastrajają powieści JA i filmy (choć w różnym stopniu). Wersja z KB jest bardziej wyciszona, skupiona (nawet gorsze zdjęcia, gdzie wiele rzeczy jest ciemnych) -- to ma swój klimat. Komedia dzięki temu nie przestaje być komedią, ale nabiera innego smaku. Raczej gorzkiej czekolady niż landrynki big_smile


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

#133 2008-12-04 11:08:51

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Wersja Giuligniego jest chyba nie do pobicia. Ja osobiście mam jednak sentyment do wersji Kleibera, bo Siepi śpiewa fnatastycznie, a Guden jest doskonałą Zuzanną. Ze wspólczesnych wersji z pewnością wersja Gardinera jest wyróżniająca, bo Terfel to klasa.
Wersja KB z pewnością jest bardziej posępna (te ciemne kolory, te smętne miny). Ale ja nie widzę potrzeby by robić z Emmy posępna produkcję. Natomiast zgadzam się, że żyjemy w czasa, kiedy gdy się chce coś powiedzieć, trzeba wrzasnąć. Delikatne cieniowanie jest odbierane jak landrynka. Ja wersji GP tak nie odbieram, dla mnie jest przepełniona smakami. Ale tak jak głębi "Dove sono" mało kto dzisiaj odbiera, tak i odcieni gry Paltrow również. Emma w wersji KB jest taką ogrodniczką, kumpelą z sąsiedztwa. Nijak nie mozna pojąc jak ta osoba zdołałaby okręcić wokół palca wszystkich (no chyba, zę urodą, któej KB nie można odmówić, ale przecież nie o to chodzi). A przecież w ksiązce wyraźnie podkreśla się siłę jej inteligencji, wszyscy najbliźsi jej się poddają (z wyjątkiem Knightleya). GP błyszczy dowcipem, widać o ile przerasta wszystkich. Emma w wersji KB od początku do końca jest taka sama. GP przechodzi przyspieszona ewolucję.I to wg mnie jest zgodne z intencją książki. Knightley w wersji GP to 100% gentleman, pełen czułości względem Emmy. Natomiast w wersji KB bardziej mi przypomina Leńskiego, jeszcze trochę a zaczałby wygłaszać Wielką Improwizację. Emma nie powinna być gorzką czekoladą. To szampan z gatunku Roeder Cristal, pełen delikatnych smaków. Ale jestem w stanie sobie wyobrazić, ze dla wielu to kwaśna oranżada smile

Offline

 

#134 2008-12-04 13:58:17

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

pak4 napisał:

Secundo: Nikt nie chce robić z Emmy powieści o problemach zamożnego ziemiaństwa w Epoce Regencji -- i Tobie i 'Nam' (bo chyba i Akterine mogę tu dopisać) chodzi o pewne poczucie stylu epoki, gdzieś w tle, na które to poczucie nastrajają powieści JA i filmy (choć w różnym stopniu).

Możesz mnie dopisać jak najbardziej smile.

Czytając powieści Jane Austen widzimy głównie fabułę i mam wrażenie, że myślenie wielu czytelników jest takie, że skoro JA nie opisała nic o życiu codziennym i społeczeństwie, to ten aspekt nie jest ważny i nic nie szkodzi, gdy jest w ekranizacjach pominięty. Ale Austen, IMO, nie opisywała tego nie dlatego, że było to dla niej nieistotne, ale raczej dlatego, że pisząc dla współczesnych sobie nie musiała tego opisywać, bo oni wiedzieli, jak interpretować wszystkie sytuacje. W tej chwili wielu ludzi odbiera książki Jane tylko jako romantyczne komedie kostiumowe i dlatego moim zdaniem adaptowanie ich na potrzeby filmu w taki sposób spłyca je.

W "Emmie" z KB jest wiele momentów, które pokazują to małe tło społeczne (nie mówię tu o problemach społecznych, dla jasności). Na przykład zbieranie truskawek - mamy pole truskawek i służących przenoszących materacyki pod kolana, a goście rozwodzą się, jakim to bliskim naturze zajęciem jest zbieranie truskawek. A w wersji z GP wszyscy sielsko sobie chodzą po lesie czy tam ogrodzie. Inna scena - gdy państwo jadą na piknik, a to służba musi się męczyć z rozkładaniem wszystkiego. Te sceny nie są ciężkie, ale zabawne, przy czym pokazują właśnie to tło. Są takim puszczeniem oka do widza, takimi szpileczkami ironii, których u Austen pełno.

Jeszcze dodam, że ja lubię patrzeć na filmy (a przynajmniej na ich dużą część) jako na historie o prawdziwych ludziach. Emma w wykonaniu KB jest kobietą z krwi i kości, jest może taką dziewczyną z sąsiedztwa, ale jest przez to bliższa. Dlaczego zawładnęła całym Hartfield? Bo jest dziewczyną z charakterem i własnym zdaniem w czasach, gdy od dziewcząt wymagano innych cech.

O tym, kto lepiej zagrał, nie będę się wypowiadać, bo wiadomo, że ja bym się rozwodziła nad Kate, a Ty nad Gwyneth wink. I nie można by było powiedzieć, czy ktoś z nas ma rację.

Tak w ogóle czy naprawdę aż tak skrajnie postrzegasz obie ekranizacje? Emma z GP jest lekka, pełna smaków, cieni itd, a z KB jest już ciężka i ponura? Bo na tym forum czasami mam wrażenie, że najbardziej skrajne podejście do ekranizacji mam ja big_smile. A nawet ja nie podchodzę tak do obu "Emm" - wersję z KB kocham całym sercem, z GP cenię, bo jest sprawnie nakręcona, ale nie w moim stylu.


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#135 2008-12-04 15:26:35

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ależ ja wyraźnie napisałem, że gdyby nie wersja GP wersja KB byłaby całkiem udaną, bo to wersja akademicko porawna. Ale na tle GP odbieram ja jak odbieram.
Dla mnie nieprzemijająca wartośc powieści Austin (i każdych innych zasługujących na uwagę) leżą w tym, że opisuja ludzi. Kostium, otoczenie, refleksje socjologiczne sa bez większego znaczenia. Dlatego nie oczekuję by ekranizacje JA były kostiumowymi komediami. Gdybym chciał coś liznąc na temat świata powieści JA poszukłabym książek w stylu "życie codzienne w ...". Dlatego w wersji KB np. nie przeszkadza mi, że panowie chodza w perukach, co w drugim 10-leciu XIX wieku jest juz anachronizmem. Ale też sceny ze zbierania truskawek nie wnosza dla mnie wartości. Wartością dla mnie jest opis zachowań, ludzkich charakterów. Pełne inteligentnych spostrzeżeń opisy Emmy mającej wielkie mniemanie o sobie będą zawsze i komiczne i pełne głębokiej refleksji o ludzkim charakterze.
Masz rację, że ja wolę Emmę GP. Z pewnościa dlatego, że równiez jako kobieta bardziej by mi odpowiadała (co robić, facet pozostanie facetem smile Bo w wykonaniu GP Emma budzic potrafi skrajnie sprzeczne uczucia. Pani Elton jej nienawidzi i potrafimy zgadnąć dlaczego. Emmy w wykonaniu KB co najwyżej nie lubiłaby. Ale też potrafimy zrozumieć dlaczego inni Emmę GP bezgranicznie kochają. Tak na marginesie mam własna hipotezę co do zachowań Churchila. Oświadczył się Jane, ale gdy spotkała Emmę ona go oczarowała. I chłop żałował, że dał słowo Jane. Ale wstyd mu było się wycofać i, byc może, wyczuł rezerwę Emmy. Dlatego pozostał z Jane, co mu akurat wyjdzie na dobre, bo Emma nie jest dla niego. To tylko oczywiście prywatna hipoteza smile Ale jestem przekonany, że każdy normalny facet gdyby zobaczył te dwie Emmy to do KB by się uśmiechnął a na GP by patrzył z podziwem. To oczywiścei kwestia gustu, ale w tym GP jest bliższa oryginałowi. I, dodam, znacznie ciekawsza. Z Emma GP człowiek by się nie nudził, a rónowczesnie byłby absolutnie przekonany, ze spotkał osobę, która będzie najlepszą partnerką. Dokładnie tak ją widział Knightley: pomimo wad bez wad smile

Offline

 

#136 2008-12-04 19:51:07

Gabra
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Tak na marginesie mam własna hipotezę co do zachowań Churchila. Oświadczył się Jane, ale gdy spotkała Emmę ona go oczarowała. I chłop żałował, że dał słowo Jane. Ale wstyd mu było się wycofać i, byc może, wyczuł rezerwę Emmy. Dlatego pozostał z Jane, co mu akurat wyjdzie na dobre, bo Emma nie jest dla niego. To tylko oczywiście prywatna hipoteza smile

Sorry ale muszę: Austen nie Austin

Bardzo jestem ciekawa skąd takie przypuszczenie, i liczę, że podzielisz się swoimi przemyśleniami na ten temat smile

Co do gry KB i GP to choć moja sympatia leży zdecydowanie po stronie tej pierwszej, to przyznaję, że Emma została przez Gwyneth zagrana brawurowo. Za zdecydowany minus tej ekranizacji uważam obsadzenie w roli Harriet Toni Collette. Chociaż ta postać nie leży w kręgu moich sympatii, to jednak zarówno książka jak i film poświęcają jej dość sporo miejsca, więc pewne oczekiwania wobec niej miałam. Dla mnie Harriet powinna być słodkim, głupiutkim, młodym dziewczęciem. Według mnie obsadzenie w tej roli Collette zakrawa na groteskę. Wiem, że Toni nie miała jeszcze nawet 25 lat, gdy grała tę postać, ale mimo wszystko wygląda ona bardziej na szacowną matronę niż na słodkie dziewczę. Ja w jej grze nie dostrzegam ani naiwności, ani lekkości. Ta Harriet jest nieprawdziwa, jak dla mnie cała kreacja aktorska opiera się na robieniu jak najgłupszej miny.

Offline

 

#137 2008-12-05 07:33:56

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Skoro bohatorem powieści mozna było spekulować kto z kim to i ja chyba mogę:) Jane jest idealną kandydatką na żoną. ALe Frank nie jest idealnym kandydatem na męża. Wciąż za czymś/kimś goni. Zalet Jane nie dostrzega, natomiast jest zbyt ograniczony by dostrzec prawdziwą wartośc Emmy. Imponuje mu tym, co dla niej nie ma większego znaczenia: inteligentnym, czasem złośliwym poczuciem humoru, elokwencją. Więc ktoś taki powinien właśnie być pod jej wrażeniem. I myślę, ze ożeniony z Jane będzie od czasu do czasu z zazdrością patrzył na Knightleya.
Harriet w powieści to pełna ciepła, prostoty, ale zakompleksiona i nie grzesząca inteligencją dziewczyna. I w wersji GP taka jest. W wersji KB natomiast wygląda niemal jak podstarzała, rozhisteryzowana panna. Wystarczy porównać jak wyznaje Emmie, ze zgodziła sie wyjść za Martina w jednej i drugiej wersji. W wersji KB mówi z szybkością karabinu maszynowego, jakby relacjonowała sensację z pierwszych stron gazet. W wersji GP mówi z nieśmiałością, trochę się wstydząc i bojąc się reakcji Emmy. ALe widać jaka jest szczęśliwa gdy to mówi.
Zaczynam podejrzewać, ze Emma nie jest powieścią dla kobiet. Bo kobiety sa wściekła, ze jest taka głupia Harriet, zadufana, wybitnie inteligentna Emma, popełniająca co krok katastrofalne pomyłki. A przecież wy takie nie jesteście (we własnym mniemaniu oczywiście:)). WIęc nie dziwie się, że kobiety wolą wersję KB, która jest rozwodniona interpretacją powieści, podczas gdy wersja GP jest koncentratem, sama esencją.

Offline

 

#138 2008-12-05 09:24:00

Gabra
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

rieker napisał:

Skoro bohatorem powieści mozna było spekulować kto z kim to i ja chyba mogę:) Jane jest idealną kandydatką na żoną. ALe Frank nie jest idealnym kandydatem na męża. Wciąż za czymś/kimś goni. Zalet Jane nie dostrzega, natomiast jest zbyt ograniczony by dostrzec prawdziwą wartośc Emmy. Imponuje mu tym, co dla niej nie ma większego znaczenia: inteligentnym, czasem złośliwym poczuciem humoru, elokwencją. Więc ktoś taki powinien właśnie być pod jej wrażeniem. I myślę, ze ożeniony z Jane będzie od czasu do czasu z zazdrością patrzył na Knightleya.

Oczywiście nie zabieram Ci prawa do własnej opinii ale wybitnie się z Tobą nie zgadzam. Jest mnóstwo rzeczy, które możemy zarzucić Frankowi ale z pewnością nie to, że nie kochał swojej Jane. Czytałam książkę specjalnie pod tym kątem i Austen daje nam mnóstwo dowodów na to uczucie. Czy jest to np. naprawianie okularów pany Bates (No i inne wspominane częste wizyty Franka u pań Bates. Z całą sympatią do nich myślę, że tylko człowiek BARDZO zakochany narażałby się na takie towarzystwo wink) czy te wszystkie uczucia jakie miotają Frankiem, gdy pomiędzy nim a Jane dochodzi do "nieporozumień", lub chociażby sam fakt, że się z Jane ożenił, mimo, iż nie miała żadnego majątku. Sama z własnej woli zwróciła mu dane słowo, wiec jego honor, by na tym nie ucierpiał (gdyby przypadkiem go to obchodziło). Poza tym Frank jest zbyt samolubny aby w chwili kiedy właśnie odziedziczył spory majątek zamiast korzystać z życia miał wiązać się z osobą której nie kochał. Z kolei nie ma żadnych sygnałów, że poczuł do Emmy coś więcej. Ich rozmowy są płytkie, nie pojawia się w nich nic, co by miało świadczyc o jakimś głębszej więzi między nimi.


rieker napisał:

Harriet w powieści to pełna ciepła, prostoty, ale zakompleksiona i nie grzesząca inteligencją dziewczyna. I w wersji GP taka jest. W wersji KB natomiast wygląda niemal jak podstarzała, rozhisteryzowana panna. Wystarczy porównać jak wyznaje Emmie, ze zgodziła sie wyjść za Martina w jednej i drugiej wersji. W wersji KB mówi z szybkością karabinu maszynowego, jakby relacjonowała sensację z pierwszych stron gazet. W wersji GP mówi z nieśmiałością, trochę się wstydząc i bojąc się reakcji Emmy. ALe widać jaka jest szczęśliwa gdy to mówi.
Zaczynam podejrzewać, ze Emma nie jest powieścią dla kobiet. Bo kobiety sa wściekła, ze jest taka głupia Harriet, zadufana, wybitnie inteligentna Emma, popełniająca co krok katastrofalne pomyłki. A przecież wy takie nie jesteście (we własnym mniemaniu oczywiście:)). WIęc nie dziwie się, że kobiety wolą wersję KB, która jest rozwodniona interpretacją powieści, podczas gdy wersja GP jest koncentratem, sama esencją.

Przede wszystkim proszę nie wmawiać mi czegoś, czego nie myślę. Wiem jaka jest Emma i właśnie za to ją lubię. Oczywiście, że jest okropna w tym zakochaniu się w sobie, ale dlatego właśnie wzbudza we mnie sympatię. Bo jest prawdziwa, bo mimo jej wad Jane nie zrobiła z niej femme fatale ale stworzyła prawdziwą postać, która ma ochotę dyrygować wszystkimi na około, ale jednocześnie nie robi tego ze złośliwości ale po prostu dlatego, że chciałaby jak najlepiej. Co do Harriet, to rzeczywiście jej nie lubię, ale bynajmniej nie jestem wściekła, że taka Harriet istnieje ale po prostu mnie osobiście drażni ta jej głupota i wiem, że ja z taką osobą długo bym nie wytrzymała. Mimo to uważam tę postać za świetnie wykreowaną, te wszystkie sceny, gdy Emma podaje jej na tacy kolejnych narzeczonych a ona bez mrugnięcia okiem ich kupuje są dla mnie po prostu fantastyczne.
A wracając do filmu to ja nie zarzucam mu, że przedstawił Harriet "jako pełną ciepła, prostoty, ale zakompleksioną i nie grzeszącą inteligencją dziewczynę" bo wiem, że Harriet taka właśnie powinna być. Ja po prostu nie kupuję w tej roli Toni Collette. Jej gra jest dla mnie po prostu sztuczna, patrząc na nią nie widzę głupiutkiej, naiwnej dziewczyny, ale kogoś kto bardzo mocno stara się udawać głupiutką naiwną dziewczynę ale za bardzo jej to nie wychodzi i rzeczywiście ten końcowy efekt po prostu mnie drażni.
Nawiązując do przywołanej przez Ciebie sceny poinformowania Emmy o przyjęciu przez Harriet oświadczyn pana Martina (wersja z KB) to jest powód dlaczego ona się tak właśnie zachowuje: zakompleksiona, bardzo niepewna siebie boi się reakcji swojego guru, więc jest pełna niepokoju, zdenerwowana, chce, zeby już było po wszystkim.

A tak na koniec: o tych kobietach, to trochę dziwna uwaga. Każdy z nas czytając książkę czy oglądają film na swój sposób go interpretuje. Nikt nie robi tego gorzej ani lepiej. To, że mam inne niż Ty zdanie na ten temat, nie oznacza, że Twoje zdanie jest poprawniejsze albo, że Ty lepiej zrozumiałeś książkę, więc wiesz, która wersja ekranizacji jest lepsza. To nie jest tak, że kobiety nie lubią Emmy. Chyba nikt nie zadawał by sobie trudu choćby dyskutowania o tym, która wersja ekranizacji jest lepsza gdyby doszedł do wniosku, że tak naprawdę takich kobiet jak Emma nie ma a Austen cośtam sobie uroiła w swoim małym staropanieńskim mózdżku. My po prostu mamy swoje zdanie i swoją wizję zarówno książki jak i filmu, która ma prawo być inna u każdej osoby.

Offline

 

#139 2008-12-05 10:55:24

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Chyba ciut zbyt poważnie wzięłaś mój ostatni tekst. Zwłaszcza ostatni akapit. Ale to przyjemne, gdy ktoś odbiera tak do końca serio i nawet się unosi:)
Ale co do Franka o tyle sie nie zgadzam, ze nie widzę w nim dostatecznego poziomu dojrzałości, od której możnaby mówić, ze ktoś jest w pełni świadomy tego co robi. To, ze jego rozmowy z Emma sa płytkie wyniak wyłącznie z tego, że sam Frank jest płytki. Nie sądzę by z Jane romawiał jak intelektualista. natomiast fakt, ze tak długo prowadził dziwną grę siadczy o nim jak najgorzej i wystawia świadectwo niedojrzałości.

Offline

 

#140 2008-12-05 21:30:07

Akaterine
Administrator

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

rieker napisał:

W wersji KB natomiast wygląda niemal jak podstarzała, rozhisteryzowana panna. Wystarczy porównać jak wyznaje Emmie, ze zgodziła sie wyjść za Martina w jednej i drugiej wersji. W wersji KB mówi z szybkością karabinu maszynowego, jakby relacjonowała sensację z pierwszych stron gazet.

A czy to tak źle? Dla mnie to całkiem naturalny sposób mówienia podekscytowanej, zaaferowanej czymś panny. Ponadto można to zinterpretować tak, że mówi szybko, bo boi się reakcji Emmy i jednocześnie chce mieć to za sobą i nie chce, by Emma jej przerwała. Tak, jak to napisała Gabra:

Gabra napisał:

jest powód dlaczego ona się tak właśnie zachowuje: zakompleksiona, bardzo niepewna siebie boi się reakcji swojego guru, więc jest pełna niepokoju, zdenerwowana, chce, zeby już było po wszystkim.

I że Harriet wygląda jak podstarzała panna? Chyba chcąc wykazać wyższość ekranizacji z GP trochę przesadzasz wink.


Gabra napisał:

Dla mnie Harriet powinna być słodkim, głupiutkim, młodym dziewczęciem. Według mnie obsadzenie w tej roli Collette zakrawa na groteskę. Wiem, że Toni nie miała jeszcze nawet 25 lat, gdy grała tę postać, ale mimo wszystko wygląda ona bardziej na szacowną matronę niż na słodkie dziewczę.

Z tym się zgadzam całkowicie. A Samanta Morton jest idealna ze swoją delikatną urodą. Wygląda jak z obrazka.

rieker napisał:

Tak na marginesie mam własna hipotezę co do zachowań Churchila. Oświadczył się Jane, ale gdy spotkała Emmę ona go oczarowała. I chłop żałował, że dał słowo Jane. Ale wstyd mu było się wycofać i, byc może, wyczuł rezerwę Emmy. Dlatego pozostał z Jane, co mu akurat wyjdzie na dobre, bo Emma nie jest dla niego. To tylko oczywiście prywatna hipoteza smile

Z jednego przyczyny Frank nie rozstał się z Jane - bo nie mógł smile. Mężczyzna nie mógł zerwać zaręczyn, bo to było niehonorowe. Prawo do zerwania miała tylko kobieta (wg. biografii JA "Niezłomne serce").

rieker napisał:

Ale jestem przekonany, że każdy normalny facet gdyby zobaczył te dwie Emmy to do KB by się uśmiechnął a na GP by patrzył z podziwem. To oczywiścei kwestia gustu, ale w tym GP jest bliższa oryginałowi.

A ja jestem przekonana, że byłoby odwrotnie wink. GP wykreowała Emmę jako osobę bardziej sympatyczną. Emma KB jest bardziej nieznośna i tym samym bliższa mojej wizji postaci z książki.

rieker napisał:

Zaczynam podejrzewać, ze Emma nie jest powieścią dla kobiet. Bo kobiety sa wściekła, ze jest taka głupia Harriet, zadufana, wybitnie inteligentna Emma, popełniająca co krok katastrofalne pomyłki. A przecież wy takie nie jesteście (we własnym mniemaniu oczywiście:)).

Akurat w moim przypadku trafiłeś kulą w płot wink. Bo nie dość, że ja nie mam w zwyczaju wściekać się na postaci fikcyjne, a wszystko, co w Emmie może irytować, jest dla mnie świadectwem kunsztu JA, że tak irytującą, a przy tym tak prawdziwą postać potrafiła stworzyć, to jeszcze sama czasami mam wrażenie, że bliżej mi do Emmy niż do innej bohaterki austenowskiej smile


"The more I know of the world, the more am I convinced that I shall never see a man whom I can really love."

Offline

 

#141 2008-12-06 11:17:24

AineNiRigani
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

swego czasu Emma chyba wygrala na forum w rankingu na najbardziej urocza irytujaca bohaterke (chyba razem z katarzyna Morland). Ciagle pojawialo sie porownanie do Marianny, rownie irytujacej bohaterki, ktora od Emmy wyroznialo to, ze jak Emma wzbudzala usmiech i sympatie pomimo swojej irytujacej natury, tak Marianne kazda z nas miala ochote trzasnac w pysk (o przepraszam - w twarz big_smile). Jak to stwierdzila bodajze Matka Przedluzona "Emmy po prostu nie da sie nie lubiec".


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#142 2008-12-06 12:15:17

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

zażarta dyskusja się wywiązała smile Ale gdyby wszyscy mioeli takie same poglądy i gusty świat byłby nudny. A w dyskusji nalezy zawsze wyostrzać poglądy więc i ja to robię. Mi Harriet z wersji bardziej odpowiada, bo w niej jest widoczna cała nięsmiałośc ale też i ciepło i dobro, jak w powieści. Brak jej mądrości, ale tez taka jest. Co do owej sceny gdyby zachowanie wynikało z impulsu to bym się zgodził. Ale Harriet musiała się sporo borykac z sama sobą zanim przyszła do Emmy, więc na pewno przyszła pełna obaw i lęku. Bronia Harriet jest dobroć, serdeczność. I w wersji GP tak się zachowała. Nie sposób się nie usmiechnąć, gdy z takim lękim ale też przeświadczeniem o swym szczęściu mówi.
Zgadzam sie, że Frank nie mógł się wycofać (choc przpadków zerwania zaręczyn także w eopce JA było pewno mnóstwo). Ale pytanie jest czy chciałby. Mi się wydaje, ze miał dylemat odnośnie tego. Frank nie jest jednak osoba wyrachowaną, jak Elton, nie kalkuluje co mu sie opłaca. Kieruje się raczej impulsami, kaprysami. Ale dlatego stanął przed dylematem. Nie wiadomo jednak czy nie zdecydowałby się na zerwanie z Jane gdyby Emma (teoretyzujmy) zachęcała go do oświadczyn. Skrupuły, ale tez postawa Emmy zdecydowały, ze pozostał przy Jane. To naturalnie moja interpretacja.
Emma, taka jaka jest u JA ( i wersjii GP, co od siebie dodam) jest osobą pociągającą. Niechęć może wzbudzić jedynie w osobnikach pokroju Eltonów. Dlatego wg mnie bardzo dobrze świadczy o Tobie predylekcja względem Emmy.

Offline

 

#143 2008-12-06 14:18:02

Gabra
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ale nie zapominajmy, że Jane zerwała z Frankiem, zwróciła mu wszystkie listy i przyjęła już nawet posadę guwernantki. A co więcej, w tym czasie Emma nie była jeszcze zaręczona z Knightleyem a Frank dopiero co odziedziczył majątek więc tak naprawdę gdyby zależało mu na Emmie, miał drogę wolną.

Offline

 

#144 2008-12-06 21:44:04

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Miałby? Chyba nie. Musiałby postawic wszystko na jedna kartę. Pozostane z Jane było dla niego wyborem strategii bezpiecznej. Nie ma podstaw by watpić, ze był z nią związany uczuciem (choć pytanie czy to była prawdziwa miłość). A nie mógł wątpić w miłość Jane. Tymczasem miał prawo wątpić w miłośc Emmy. Bojąc sie ryzyka postąpił jak wielu innych, w podobnej sytuacji. Iluż ludzi zdecydowało się na ślub bojąc się dyskomfortu z powodu złamania obietnic, mimo, że mieli wątpliwości co do swego uczucia. Tym bardziej tak postapił, że mógł w ten sposób wydać sie porządny we własnych oczach. Warto w tym kontekście zwrócic uwagę na ostanią scenę, ze ślubu (konsekwentnie wersja GP), właściwie tylko króciutkie ujęcie. Jane jest szczęsliwa, wygląda pięknie, Frank sie usmiecha patrząc na Emmę.Przy odrgobinie "dobrej woli" można sie doszukać w tym spojrzeniu pewnej nostalgii smile

Offline

 

#145 2008-12-06 22:24:34

Tamara
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Nad Frankiem wg. mnie unosi się duch Willoughby'ego - przyjemność i wygoda przede wszystkim , a że przy okazji można sobie poflirtować z panną dziedziczką i ponabijać z innych - tym weselej . Tak się nie zachowuje zaprawdę zakochany mężczyzna - nie podrywa bezczelnie innej w obecności ukochanej i to tak wiarygodnie . Dlatego przychylam się do zadania Knightleya o nim i nie bardzo wierzę w jego gorącą miłość do Jane - w swoich deklaracjach i zachwytach wydaje mi się niewiarygodny .

Offline

 

#146 2008-12-07 17:41:47

Ulka
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Jeśli nawet nie zgadzam się z riekerem w interpretacji Franka do końca, to coś jest w tym, co mówi. Po zerwanych zaręczynach Jane mogła Frankowi wydać się znów bardziej pociągająca - jako ta, którą trzeba na nowo zdobywać, czyż nie? wink


"cierpliwość - spokój że przecież się stanie"
(Ks. J. Twardowski)

Offline

 

#147 2008-12-07 17:52:54

AineNiRigani
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

a ja musze jednak przyznac, ze jak lubie Gwyneth, tak Emma Kate wzbudza we mnie wieksza sympatie swoja mlodoscia, swiezoscia. Emma Gwyneth jest wyrachowana, przez co w calej historii mam wrazenie, ze Emma dziala z premedytacja. Kate oddaje Emmie mlodosc i wrazenie realnosci i prawdziwosci charakterologicznej. W austenowskiej Emme pojawia sie uniwersalny typ inteligentnej nastolatki, przeswiadczonej o wlasnej wartosci, inteligencji i madrosci. Dziewczyny, ktora pomimo dobrego serca, zjadla wszystkie rozumy i w swojej pysze chce wszystkim ukladac zycie - jak ja czesto je widywalam w szkole. Jak ja czesto ja widywalam w lustrze 10-15 lat temu big_smile Emma GP nie dziala w przyplywie niedoswiadczenia i mlodosci, a wyrachowania i jakiejs takiej permamentnej glupoty.
No i chyba wole Marka Stronga big_smile


Nawet kojot na kamieniu może dostać wilka...
http://swiataine.blogspot.com/

Offline

 

#148 2008-12-07 19:29:38

rieker
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Widzę, ze coś w sprawie Franka udało mi sie wytargować smile Owszem, zachowanie Jane zmusiła go do decyzji i w sumie na tym dobrze wyjdzie. To nie jest zły facet tylko nieco niedojrzały.
Gorzej z GP. Tu trzeba prowadzic analize w dwóch płaszczyznach. Na poziomie indywidualnej wrazliwości. Te każdy ma inną i nie przekonam zapewna kogoś komu bardziej odpowiada KB. Choć ja zupełnie inaczej odbieram interpretację GP. KB dla mnie to ciepłe kluchy przy GP. W interpretacji GP Emma nie jest wg mnie wyrachowana lecz absolutnie przekonana, ze wie lepiej. Ale potrafi się rozpłakać. I tak bardzo przeżywa własne omyłki. Gdy się złości to się złości, ale gdy się usmiecha staje się aniołem.
I na poziomie warsztatu aktorskiego. Pod tym względem wyższośc GP dla mnie nie ulega wątpliwości. POtrafi być zabawna, paskudna, bystra i rozczulająca. KB gra natomiast cały czas tak samo. KB nie kreuje postaci, po prostu sie porusza i cos mówi. To za trudna rola dla niej. KB pasuje do ról w rodzaju Igraszki losu, nie wymagających zbyt wiele, gdzie wystarczy być sympatyczną. GP jest w stanie wydobyc całe bogactwo Emmy. Od dziewczynki do kobiety. A KB jest caly czas 21-letnią dziewczyną.

Offline

 

#149 2008-12-08 21:51:44

Gabra
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

rieker napisał:

Miałby? Chyba nie. Musiałby postawic wszystko na jedna kartę. Pozostane z Jane było dla niego wyborem strategii bezpiecznej. Nie ma podstaw by watpić, ze był z nią związany uczuciem (choć pytanie czy to była prawdziwa miłość). A nie mógł wątpić w miłość Jane. Tymczasem miał prawo wątpić w miłośc Emmy. Bojąc sie ryzyka postąpił jak wielu innych, w podobnej sytuacji. Iluż ludzi zdecydowało się na ślub bojąc się dyskomfortu z powodu złamania obietnic, mimo, że mieli wątpliwości co do swego uczucia. Tym bardziej tak postapił, że mógł w ten sposób wydać sie porządny we własnych oczach. Warto w tym kontekście zwrócic uwagę na ostanią scenę, ze ślubu (konsekwentnie wersja GP), właściwie tylko króciutkie ujęcie. Jane jest szczęsliwa, wygląda pięknie, Frank sie usmiecha patrząc na Emmę.Przy odrgobinie "dobrej woli" można sie doszukać w tym spojrzeniu pewnej nostalgii smile

Tylko, że ja nadal nie widzę powodu dlaczego taki facet jak Frank - młody, przystojny, bogaty, niezbyt poważnie podchodzący do życia miałby wybierać bezpieczną opcję. Nawet jeśli przyjmiemy, że miał świadomość, że nie może liczyć na rękę Emmy, cóż mu szkodziło powalczyć o nią? W końcu on nie wiedział o uczuciu Emmy do Knightleya ( w tym czasie nawet Emma o nim nie wiedziała) a na początku ich znajomość była dosyć zażyła, więc czemu nie miałby spróbować tego odbudować? Frank nie jest typem męczennika, który robi coś bo tak trzeba. On robi coś bo tak jest lepiej dla niego. Może nasze opinie tak zasadniczo się różnią, bo ja jednak opieram się przede wszystkim na książce, a w ekranizacji z GP wątek Franka i Jane jest potraktowany dość powierzchownie.

Co do umiejętności aktorskich KB to polecam film "Snow Angels" - zdecydowanie nie są to "Igraszki Losu" (które zresztą bardzo lubię).

Offline

 

#150 2008-12-09 07:49:57

pak4
Użytkownik

Re: "Emma" - dwie ekranizacje

Ale po co Frank miał się zalecać do Emmy?! Jane ma tylko jedną wadę -- jest biedniejsza. Poza tym góruje nad Emmą, co zresztą Emmę do niej zniechęca*. Owszem, para przechodzi kryzys, ale zarówno Emma nie traktuje swoich związków z Frankiem poważnie (imponuje jej to, co odbiera za jego zaloty, ale nic więcej -- przecież możemy porównać zachowanie Emmy w stosunku do Franka, jak i do Knightleya), jak i sam Frank sugeruje, że robił to tylko dlatego, by odsunąć od siebie potencjalne podejrzenia.

----
*) Oczywiście, nie można wykluczyć, że chodząca doskonałość Jane Fairfax gra mężczyźnie w ten sposób na nerwach. Ale Frank wydaje sie osobą zbyt lekką i zbyt zakochaną by mu to robiło różnicę.


Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho (1644-1695)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB